Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
"Black Velvet"
Autor Wiadomość
Sean
Kundel


Miano: Cian Sean Bendtner
Wiek: 19 lat
Klasa: 13th C
Wzrost: 183 cm
Ubiór: Skórzana kurtka. Bordowy sweter, czarne spodnie, tenisówki. Masa biżuterii wszelkiego rodzaju.
Wygląd: Wysoki, szczupły chłopak o przeciętnym umięśnieniu. Posiadacz bystrych oczu, minimalnie zadartego nosa i lekko zarysowanej szczęki. Przesadnie długie nogi, szerokie barki, kobiece dłonie. Włosy w kolorze ciemnej czerwieni.
TYP: Seke
Fabularnie: Zajęty.
Multikonta: Brak.
Dołączył: 30 Sty 2013
Posty: 68
Wysłany: 2013-12-04, 16:47   "Black Velvet"

Zwykły, typowy hotel na przedmieściach z podłączoną restauracją na parterze.


***

Restauracja połączona z kawiarnią znajdywała się tuż obok stacji paliw, i podłączona była pod hotel. Był to pierwszy, całodobowo otwarty punkt na jaki trafili, pomijając dwa sklepy monopolowe, rażące neonami i podświetlanymi reklamami. Stacje paliw, położoną tuż obok hotelu minęli szybkim krokiem, tuż po tym jak Sean głośno odmówił wypicia tamtejszej lury i spróbowania hot-dogów za dolara. Jeśli Daan przyznał mu rację w ironiczny, czy obojętnie jaki, sposób, spotkał się z milczeniem swojego towarzysza podróży. W każdym razie skończyli w ciepłym, sporym pomieszczeniu na parterze hotelu. Nie było to nic ekskluzywnego, ale przyzwoitego. Ceny zresztą mieściły się w standardach typowych dla średniej klasy restauracji.
Czekając na kelnerkę, Sean ściągnął kurtkę odwieszając ją na oparcie krzesła. Siedział zresztą na nim dość wygodnie, odzyskując minimalnie sprawność. Było jasno, mgłę zostawili za sobą, więc było chociaż trochę lepiej, trochę… wyraźniej. Oparty sztywno o oparcie, prostując się i spinając nadmiernie, pocierał o siebie dłonie. Oczywiście, że zrezygnował z tego cuda, który chłopak wrzucił mu do kieszeni. Oddał go od razu, nie interesując się, co następnie ten z tym zrobi. Dlatego teraz palce nieprzyjemnie piekły wraz z policzkami. Był zarumieniony, ale kolor i tak prezentował się blado przy bordowym swetrze o luźnym kroju. Kiedy kobieta ubrana w uniform kelnerki, ciemnowłosa i wysoka, stanęła przed nimi z miejsca zignorował menu, pytając się o rodzaje kaw. Był późny wieczór, pora co najmniej nieodpowiednia, więc widocznie planował przeczekać tutaj do świtu. Bądź chciał swoim towarzystwem w ten subtelny sposób podziękować za pomoc. Chociaż faktem było, że do najprzyjemniejszych ich spacer nie należał. Było… Sztywno. Sean naprawdę nie miał nic przeciwko kontaktowi fizycznemu, dystansował się jeśli tyczył się on obcych i nie podlegał bezpośrednio pod seks, ale to była reakcja… Naturalna. Tymczasem przejście kilometra, może dwóch, trzymając się za rękę z obcym facetem było dziwnym uczuciem. Nowym. Szczególnie, gdy miało się w głowie zwykłą, strachliwą myśl. Nie mógł go puścić, jeśli nie chciał stracić przewodnika, a dzięki Daanowi ominął parę śmietników i przeżył na większych nierównościach terenowych.
Przestań się krępować, skarcił samego siebie, uśmiechając się lekko do kelnerki. Cichym głosem próbując nawiązać dyskusję na temat kaw, jednak ta zawstydzona, niepewnie odmówiła pomocy. Bo była nowa. Bo nie wiedziała wszystkiego. Bo się uczyła, a w propozycji kawiarni było wiele rodzaju kaw i samo „moccacino” nie wystarczało. Zrezygnowały sięgnął po menu, widząc tam jedno, wielkie nic. Czarno-białą masę szlaczków i wzorków. Przez krótki moment próbował sztuczki dyskretnego przybliżania menu i mrużenia oczu, ale po paru sekundach oferta ponownie wylądowała na blacie. A Sean swoim nieskupionym i zagubionym wzrokiem, w końcu powrócił do kelnerki.
- Na jeden rachunek są oba zamówienia. Poproszę gorącą czekoladę, a Ty…?
 
     
Daan
Kalejdoskop


Miano: Daan, Milan Janssens.
Wiek: 18 lat.
Klasa: 12th B
Wzrost: 174 cm.
Ubiór: Szara, luźna bluzka na krótki rękaw odsłaniająca jego obojczyki, na to ciemny, za duży, zapinany na guziki sweter. Czarne jeansy oraz czerwone trampki za kostkę. Do tego na szyi, na rzemyku, ma wisiorek składający się z dwóch trójkątów (jeden pod drugim), na lewym nadgarstku ładny czarny zegarek.
Ekwipunek: Telefon, zapalniczka, portfel, klucze od pokoju.
Wygląd: Chudy chłopak o średnim wzroście wyróżniający się w tłumie ludzi czerwonymi tęczówkami oraz długimi, sięgającymi mu pasa, brązowymi dredami. Zawsze na nosie ma okulary a w uszach swoje kolczyki. Posiada trzy tatuaże.
TYP: Error.
Znaki Szczególne: Czerwone tęczówki, dredy.


Fabularnie: Wolny.
Dołączył: 05 Lip 2013
Posty: 59
Wysłany: 2013-12-04, 23:21   

Nie chciał ogrzewacza do rąk? Aż tak duma go unosiła? Przecież Daan widział, że tamtemu jest zimno, a dłonie miał aż nieprzyjemnie czerwone od mrozu. Wiadome było, że jak wejdą tylko do ciepłego pomieszczenie i posiedzą tam chwilę to chłopak będzie miał potworny ból w dłoniach, jakby ktoś mu wbijał jedną szpileczkę przy drugiej. No ale to będzie jego ból. Osiemnastolatek przyjął swój ogrzewacz z powrotem bez zbędnych słów czy próśb by tamten jednak to przyjął. Wsadził go sobie do kieszeni, w której trzymał wolną rękę. Przynajmniej jemu będzie ciepło. Szkoda tylko, że w jedną dłoń.
Po kilku towarzysza marudnych komentarza, że tu nie wejdzie, że tam nie wejdzie, że to jemu się nie podoba, że tamtego nie zje itd. w końcu dotarli do restauracji. Dobra, trochę to było podkoloryzowane, ale co ważne, w końcu dotarli do miejsca, które w jakiś sposób pasowało i jednemu i drugiemu. Zadziwiające jednak było to, że Belg dawał się ciągle namówić aby pójść w jedną czy drugą stronę. No bo hej, to on tu prowadził. Mógł tak naprawdę chłopaka wprowadzić do jednego z tych obskurnych monopolowych a później go nawet stamtąd nie zabierać. Tak sobie go pozostawić między pułkami i twierdzi, że tamten powinien mu być w ogóle wdzięczny, że do ciepłego miejsca, gdzie ludzi może spotkać, doprowadził. A jednak zachciało mu się być miłym. A raczej po prostu taki był. Prawdopodobnie nie ważne ile by ich kłótnia w parku trwała to i tak gdzieś tam by Sean’a odprowadził.
Janssens wszedł jako pierwszy do lokalu i rozejrzał się za wolnym stolikiem. O dziwo, choć wcale nikogo o tej porze nie powinno to dziwić, tychże było pełno. Doprowadził chłopaka do krzesła gdzie już raczej nie musiał mu tłumaczyć co należy zrobić. Sam zdjął swój szalik a później kurtkę i następnie oby dwie rzeczy przewiesił przez swoje krzesło, na którym później usiadł. Uśmiechnął się do kelnerki, która trochę dziwnie się na niego patrzyła. Co się dziwić skoro przyprowadził właśnie chłopaka za rękę do stolika a poza tym wyglądał dość… ekstrawagancko. Takie jego życie, ludzie się dziwnie na niego gapią, bo co? Bo ma czerwone tęczówki? Bo ma dredy? Ech. Postanowił na chwilę skupić się na swoim towarzyszu niedoli, który jak się okazało od razu poprawił mu humor. Taki zagubiony, ale jednak ciągle próbujący być twardym. Daan już się nastawiał, że trzeba będzie tamtemu pomóc a ten zrobił mu niespodziankę i postanowił wybrnąć jakoś z sytuacji.
- Dla mnie może być to samo.
A jednak karty nie oddał, nadal pozostawił ją otwartą przed sobą. Dziewczyna naskrobała, tak na wszelki wypadek, zamówienie na karteczce, podziękowała z pięknym uśmiechem i odeszła od ich stolika by zacząć przyrządzać ich czekolady, a czerwonooki przeniósł swój wzrok na Sean’a.
- Mógłbyś się trochę wyluzować, co? Nie odgryzłem ci ręki, trądu nie mam. Jesteś bezpieczny.
Chciał dodać coś jeszcze, ale o dziwo nagle obok ich stolika pojawiła się kelnerka.
- Em, przepraszam panów, ale właśnie w asortymencie zabrakło nam gorącej czekolady. Bardzo za to przepraszam i jednak oferowałabym aby wybrali panowie jedną z kaw lub herbat, które oferuje nasza restauracja.
- Ależ nic się nie stało. - Daan, z lekkim uśmiechem na twarzy, przejął inicjatywę. - Dałaby nam pani tylko chwilę na zastanowienie się, dobrze?
- Ależ oczywiście. Wrócę za chwilkę.
I zestresowana dziewczyna umknęła gdzieś na zaplecze a Belg otworzył ponownie menu.
- Wolisz herbatę czy kawę? Czy mam ci czytać i jedno i drugie?
_________________
Karta Postaci
Tatuaż - znajduję się u dołu pleców na poziomie nerek.
Tatuaż - znajduje się na prawej ręce.
Tatuaż o napisie: End? - znajduje się na wewnętrznej części nadgarstka lewej ręki.

Cheer up, friend!
 
     
Sean
Kundel


Miano: Cian Sean Bendtner
Wiek: 19 lat
Klasa: 13th C
Wzrost: 183 cm
Ubiór: Skórzana kurtka. Bordowy sweter, czarne spodnie, tenisówki. Masa biżuterii wszelkiego rodzaju.
Wygląd: Wysoki, szczupły chłopak o przeciętnym umięśnieniu. Posiadacz bystrych oczu, minimalnie zadartego nosa i lekko zarysowanej szczęki. Przesadnie długie nogi, szerokie barki, kobiece dłonie. Włosy w kolorze ciemnej czerwieni.
TYP: Seke
Fabularnie: Zajęty.
Multikonta: Brak.
Dołączył: 30 Sty 2013
Posty: 68
Wysłany: 2013-12-05, 21:40   

Świetnie. Sean zmarszczeniem brwi potraktował słowa kelnerki. To byłoby tyle z jego ładnego wybrnięcia z sytuacji. Nie miał jednak ani ochoty, ani siły, krzywić się jeszcze bardziej na dzień, który nie był dla niego zbyt łaskawy. Przeczekał milczeniem obecność kobiety, zaczynając pod stołem nerwowo bawić się pierścionkami na palcach. Nie było to widoczne dla nikogo, a jednak odrobinę relaksujące. Odsuwało uwagę wystarczająco dobrze od opcji wstania i rzucania stolikiem o podłogę tak mocno i często, aż ten nie wykrzywiłby się. Przez chwilkę zagapił się na Daana, trochę nieobecnym spojrzeniem tępo wgapiając się w jego twarz. Chociaż ten wyraz twarzy był zupełnym przypadkiem spowodowanym brakiem okularów. Generalnie patrzył się… Cóż, wystarczająco arogancka, aby odwieść innych od pomysłu nazywania go „głupkiem”.
- Możesz przeczytać wszystko co zawiera czekoladę.- Otrząsnął się, wyciągając ręce spod stołu, kładąc je luźno na blacie. Czuł na sobie uważne spojrzenia innych ludzi, chociaż oczywiste było, że nikt z nich nie wiedział o jego problemie. No, chyba, że w spodniach, podczas randkowania, zironizował w myślach. Koledzy nie przychodzili trzymając się za rękę, a podobne zachowania dalej zadziwiały niektórych ludzi. On przywykł. A Daan nie uciekł. Sean jedynie potwierdził swoją teorię, powstałą jeszcze na spacerze.- Albo wykazać się inicjatywą. Mam twardy żołądek.- Uśmiechnął się lekko, bo to stanowczo nie była informacja, która brzmiała zachęcająco i pozytywnie. Szczególnie, że właśnie w żartach, chcąc nieco rozluźnić siebie i atmosferę, w sposób lekki i nieodrzucający, podrywał czarnowłosego. To nie było nic poważnego. Nie zamierzał wyciągać od niego numeru telefonu, albo lepiej, zaciągać go od razu do najbliższej łazienki. Po prostu to pomagało. I liczył, że chłopak nie weźmie tego AŻ tak do siebie, tylko zrozumie humor. Prośbao wyluzowanie się, nie miała z tym nic wspólnego. Prawdopodobnie w świetle, gdzie widział trochę więcej i bezpiecznie siedział na krześle, wracał do siebie. Jeśli Daan myślał, że w parku był wystarczająco bezczelny, Sean szybko powinien wyprowadzić go z błędu.- Do tego, jeśli chcesz dotrzymać mi towarzystwa, możesz wybrać przy okazji ciasto. – To brzmiało jak… Pozwolenie. Sean nie ukrywał, że zamierza zapłacić za to. Kelnerka prawdopodobnie pierwotnie również odniosła takie wrażenie, jednak Daan swoją inicjatywą, musiał zbić ją z pantałyku. Również nie zamierzał zatajać swojego obżarstwa. Był ślepy, prowadzony przez miasto jak kaleka, więc mógł sobie pozwolić na jeszcze jedną, żenującą rzecz. Wydania pieniędzy bez opamiętania na słodkości.
- I tak przy okazji, jak mam do Ciebie mówić?- Dłonie przestały piec, a policzki powróciły do normalnego kolorytu. Rękawy zostały podciągnięte do łokci, ukazując jeszcze więcej biżuterii zdobiącej nadgarstki, dlatego, że w pomieszczeniu było ciepło. Za ciepło przy wcześniejszym marznięciu na mrozie. Dopiero teraz wychodziło na wierzch jak blady był Sean. Przez to wyglądał odrobinę jak książątko. Ktoś delikatny, dziewczęcy i... To tak bardzo kontrastowało z jego osobowością. Dawało złudne pierwsze wrażenie. Chociaż Bendtner popisał się już swoim charakterkiem, i Daan nie powinien nabrać się na tą pozorną niewinność.
 
     
Daan
Kalejdoskop


Miano: Daan, Milan Janssens.
Wiek: 18 lat.
Klasa: 12th B
Wzrost: 174 cm.
Ubiór: Szara, luźna bluzka na krótki rękaw odsłaniająca jego obojczyki, na to ciemny, za duży, zapinany na guziki sweter. Czarne jeansy oraz czerwone trampki za kostkę. Do tego na szyi, na rzemyku, ma wisiorek składający się z dwóch trójkątów (jeden pod drugim), na lewym nadgarstku ładny czarny zegarek.
Ekwipunek: Telefon, zapalniczka, portfel, klucze od pokoju.
Wygląd: Chudy chłopak o średnim wzroście wyróżniający się w tłumie ludzi czerwonymi tęczówkami oraz długimi, sięgającymi mu pasa, brązowymi dredami. Zawsze na nosie ma okulary a w uszach swoje kolczyki. Posiada trzy tatuaże.
TYP: Error.
Znaki Szczególne: Czerwone tęczówki, dredy.


Fabularnie: Wolny.
Dołączył: 05 Lip 2013
Posty: 59
Wysłany: 2013-12-06, 21:41   

Jakby miał się takim czymś przejmować to już dawno albo połowę społeczeństwa by wybił albo zamknął się w pokoju na klucz nie chcąc nikogo widzieć. Takie czasy, że ludzie mogą się wyróżniać, być oryginalnymi, unikatowymi. Mogą być i ba, nawet chcą! Sporej części ludzi to się podobało, kiedy ktoś był inny. Choć z daleka popatrzeć się na osobę o ekstrawaganckim wyglądzie było fajnie, ale… dla większości było to jednak coś co na co dzień nie wypadało. Z drugiej strony, druga połowa społeczeństwa była takim czymś zdegustowana. Bo kto to widział aby dwóch panów za rączki się trzymało, co? Kto widział aby to było normalne? Dla większej części społeczeństwa takie zachowanie wypadało jedynie parą heteroseksualnym, bo oni mogli normalnie chodzić za rękę, całować się na ulicy, przytulać się itd. Bo to było normalne, a nie to co u homo. A Daan’owi to było obojętne. Jemu żadna para chodząca za rączki nie przeszkadzała. Możliwe, że to się brało z jego orientacji albo… albo po prostu był na to gruboskórny.
Parsknął śmiechem pod nosem, choć warto było zauważyć, że ten krótki śmiech nie był odmianą wrednego chichotu a raczej wesołego śmiechu.
- O dzięki ci łaskawco. – Zerknął na niego znad okularów po czym wzrok przeniósł na kelnerkę, która akurat przynosiła komuś po drugiej stronie sali zamówienie. Przepięknie pachnącą i kusząco wyglądającą pizzę. Aż poczuł skręt w kiszkach, choć, na całe szczęście, jego żołądek się nie odezwał. Kiedy on ostatni raz jadł coś porządniejszego? To było chyba rankiem… Przekartkował szybko menu. - Skoro masz twardy żołądek to może mimo później godziny zjadłbyś pizzę? Co prawda daleko jej od ciastka, ale to można później jako deser domówić. Ja jestem głodny a właśnie widziałem, że pizze to tu mają niezłe. Więc? Co ty na to?
Przyjrzał mu się przez chwilę po czym zdjął okulary z nosa by je spokojnie przetrzeć sobie o swój trochę za duży sweter. Po tej czynności wsadził je z powrotem wygodnie na nos.
- Daan. Nazywam się Daan.
W sumie przez moment zastanawiał się czy czasami tamtemu nie skłamać, zrobić taki mały odwet za to jak on sam się przedstawił. Jednak postanowił z tego zrezygnować. Nie ma co się pieklić i bez potrzeby swoją wrednością epatować. Pewnie na to jeszcze przyjdzie czas.
- Swoją drogą, trochę dużo, jak na faceta, masz tych błyskotek. - Pozwolił sobie musnąć jeden z pierścieni swoim zimnym palcem. Tak, on nadal miał chłodne ręce, choć jemu samemu już zimno nie było. - W ogóle wygodnie ci z nimi wszystkimi chodzić?
_________________
Karta Postaci
Tatuaż - znajduję się u dołu pleców na poziomie nerek.
Tatuaż - znajduje się na prawej ręce.
Tatuaż o napisie: End? - znajduje się na wewnętrznej części nadgarstka lewej ręki.

Cheer up, friend!
 
     
Sean
Kundel


Miano: Cian Sean Bendtner
Wiek: 19 lat
Klasa: 13th C
Wzrost: 183 cm
Ubiór: Skórzana kurtka. Bordowy sweter, czarne spodnie, tenisówki. Masa biżuterii wszelkiego rodzaju.
Wygląd: Wysoki, szczupły chłopak o przeciętnym umięśnieniu. Posiadacz bystrych oczu, minimalnie zadartego nosa i lekko zarysowanej szczęki. Przesadnie długie nogi, szerokie barki, kobiece dłonie. Włosy w kolorze ciemnej czerwieni.
TYP: Seke
Fabularnie: Zajęty.
Multikonta: Brak.
Dołączył: 30 Sty 2013
Posty: 68
Wysłany: 2013-12-07, 11:07   

Nie skomentował jego tonu, ale zdecydowanie go zauważył. Nie lubił podobnych uwag, jednak nie miał jak skarcić go samym spojrzeniem. Machnął więc lekceważąco ręką na tego „łaskawcę”, siląc się na nieodrywanie wzroku od niewyraźnej postaci przed nim. Otaczały go dźwięki, były wszędzie. Zmysł słuchu wyostrzył się, a przez to trochę niespokojnie wzrok prześlizgiwał mu się z sylwetki Daana, na chociażby przechodzącą kelnerkę. Tylko na moment, jakby podejrzewał, że ta zbliża się do ich stolika w celu odebrania zamówienia.
- Myślisz, że będą mieć w asortymencie odpowiednie składniki? –Sean widocznie od złośliwości nie mógł się powstrzymać. Zresztą, gdyby powrócić do tematu imienia, to niewiele osób w ogóle zdawało sobie sprawę z tego, powiedzmy pseudonimu. Pojawiały się wyjątki, oczywiście niektórzy próbowali zwracać się do niego „Cian”, jednak szybko odchodzili od tego pomysłu. Nie lubił tego imienia. Bardzo.- Hawajska bądź z owocami morza. Jedną.- Na dwóch, rzecz jasna. Daan mógł podzielić ją na dwie połówki i zamówić swoją część, albo wpasować się w jego gust smakowy. Nie robiło to większej różnicy, podobnie jak fakt, że Sean nie był wybredny gdy chodziło o samą pizze i składniki na niej, jednak chodziło o sam fakt zadecydowania. Postawienia na swoim i zaprzestania powtania „wybierz cokolwiek”, aby nie wymuszać na drugim chłopaku konieczności przeczytania na głos całego menu. Oczywiście, o tych drobiazgach, ten nie musiał wiedzieć. – Jednak i tak możemy poczekać na pizzę przy kawie i "przystawce" w formie ciasta.
Nie dał mu zbyt wiele czasu na rozeznanie się w ofercie. Zamiast rozglądać się jak ślepiec, udając, że próbuje odszukać kelnerkę, aby ostatecznie i tak nie móc nawiązać z nią kontaktu wzrokowego, uniósł rękę. Ta pojawiła się w przeciągu paru sekund, grzecznym, dalej trochę skruszonym tonem, pytając się co konkretnie panowie wybrali. Chociaż mogła tracić animusz poprzez fakt, że ta dwójka wyglądała jak para, będąca na randce. Wyczekująco wpatrywała się w czerwonowłosego, jednak ten szybko wyprowadził ją z błędu. Ukrywając niezadowolenie za lekkim, lekkim tonem. Miał być grzeczny.
…Chociaż może nie do końca.
- Dla mnie jednak dwa kawałki ciasta, Daan.- Przesunął dłońmi po blacie stolika, bliżej lodowatych rąk chłopaka. Tych ciekawskich palców, muskających chwilę temu pierścionki. Nie zignorował jego pytania. Po prostu odłożył je w czasie, teraz uśmiechając się ładnie, widocznie drażniąc się z kelnerką, specjalnie wyprowadzając ją z równowagi, wsłuchując się w lekko drżący głos. A potem padło pytanie, wyjątkowo nieprofesjonalne. Pełne podniecenia i ekscytacji. Nie takiej reakcji spodziewał się Sean.
- Jesteście razem?
 
     
Daan
Kalejdoskop


Miano: Daan, Milan Janssens.
Wiek: 18 lat.
Klasa: 12th B
Wzrost: 174 cm.
Ubiór: Szara, luźna bluzka na krótki rękaw odsłaniająca jego obojczyki, na to ciemny, za duży, zapinany na guziki sweter. Czarne jeansy oraz czerwone trampki za kostkę. Do tego na szyi, na rzemyku, ma wisiorek składający się z dwóch trójkątów (jeden pod drugim), na lewym nadgarstku ładny czarny zegarek.
Ekwipunek: Telefon, zapalniczka, portfel, klucze od pokoju.
Wygląd: Chudy chłopak o średnim wzroście wyróżniający się w tłumie ludzi czerwonymi tęczówkami oraz długimi, sięgającymi mu pasa, brązowymi dredami. Zawsze na nosie ma okulary a w uszach swoje kolczyki. Posiada trzy tatuaże.
TYP: Error.
Znaki Szczególne: Czerwone tęczówki, dredy.


Fabularnie: Wolny.
Dołączył: 05 Lip 2013
Posty: 59
Wysłany: 2013-12-07, 21:08   

Czy on właśnie na niego machnął ręką? W taki lekceważący sposób? No czyż to nie było zachowanie typowe dla książątka? Nie podoba się to machnę na niego a może sobie pójdzie? Problem w tym, że on nie miał zamiaru nigdzie się stąd na razie ruszyć, bo było mu zimno i był głodny. A poza tym, jakby mógł swojego nowego znajomego pozostawić na pastwę nieszczęśliwego losu, prawda? No po prostu nie mógłby. Choć w sumie Daan musiał przyznać, że w pewien sposób to było dla niego zabawne. Dawno nikt w stosunku do niego tak się nie zachowywał. Zazwyczaj jak już ktoś miał go naprawdę dosyć to się poddawał, odchodził, oddalał się jak najdalej od niego. Znowu w domu chuchano i dmuchano na niego jakby miał się za kilka godzin pożegnać z tym światem. Ze skrajności w skrajność. A tu nagle pojawił się ktoś, kto wytrzymuje jego niemiłe zachowanie i w dodatku nie pozostaje mu dłużnym. Ba, jak na razie, tak dla zabawy, był nawet w stanie schodzić mu czasami z drogi, by tamten mógł pokazać choć trochę na co go stać. W pewien sposób Belga to bawiło i intrygowało.
Uśmiechnął się pod nosem, nadal przeglądając menu. Punkt dla chłopaka za dobry żarcik.
- Mimo wszystko mam nadzieję, że będą mieli. Przed chwilą kobitka podała jednemu facetowi pizzę i powiem ci… wyglądała naprawdę dobrze. - Po raz kolejny przeskoczył o kilka kartek w jadłospisie. - Mhm, jest hawajska.
Na następne stwierdzenie, o przystawce, nic konkretnego nie odpowiedział, ot po prostu przytaknął chłopakowi. Cóż, sam też lubił słodycze, choć u niego głównie ich krąg zawężał się do czekolady. Rzecz jasna tej belgijskiej czekolady, jego zdaniem najlepszej. Już chciał zajrzeć do karty na stronę z ciastami, kiedy jego towarzysz postanowił wezwać od razu kelnerkę. Fajnie. Czyli co, pozostawia mu wybór ciast jak i kawy czy ma przy kobitce mu czytać wszystkie pozycje?
Och, o wilku mowa. Zgrabna brunetka w mundurku pojawiła się przy ich stoliku i zwróciła swoją całą uwagę na Sean’ie, który aktualnie zajmował się zamówieniem. Jednak okazało się, że szybko piłeczka przeszła na Daan’a.
- Taaak. W takim razie poprosimy jedną pizzę, której jedna połowa będzie hawajska a druga… z szynką i pieczarkami oraz jedną mrożoną herbatę. Dyskretnie osiemnastolatka wzrok powędrował do dłoni, przy której dość blisko znajdowała się ręka Bendtner’a. Co ciekawe nie zabrał jej, ciekaw był jak sytuacja potoczy się dalej. - Poprosimy także dwa razy tort czekoladowy oraz jedno tiramisu i… kawę mokka. - Zwrócił się na moment w towarzysza stronę. - Pasuje ci to zamówienie czy chcesz coś zmienić? Może chcesz jakąś inną kawę?
W tym też momencie padło to niezręczne pytanie. Serio? Czy Daan się nie przesłyszał? Ona naprawdę zadała pytanie czy oni są razem? Wziął dyskretny głębszy wdech.
- No przepraszam panią bardzo, ale nie uważa pani, że to pytanie było nie na miejscu? – Delikatnie opuszkami palców zakręcił kółko po wierzchniej stronie Sean’a dłoni. Jak mu się to nie spodoba to będzie mógł łatwo, ale nie brutalnie rękę zabrać. Z drugiej strony mógł też łatwo chwycić tą lodowatą dłoń. Warto jeszcze było dodać, że głos może i miał spokojny, ale znad okularów posłał kelnerce bardzo chłodne spojrzenie. A takie, które było połączone z krwistoczerwonymi tęczówkami potrafił naprawdę niektórych doprowadzić do nieprzyjemnych ciarek na całym ciele.
_________________
Karta Postaci
Tatuaż - znajduję się u dołu pleców na poziomie nerek.
Tatuaż - znajduje się na prawej ręce.
Tatuaż o napisie: End? - znajduje się na wewnętrznej części nadgarstka lewej ręki.

Cheer up, friend!
 
     
Sean
Kundel


Miano: Cian Sean Bendtner
Wiek: 19 lat
Klasa: 13th C
Wzrost: 183 cm
Ubiór: Skórzana kurtka. Bordowy sweter, czarne spodnie, tenisówki. Masa biżuterii wszelkiego rodzaju.
Wygląd: Wysoki, szczupły chłopak o przeciętnym umięśnieniu. Posiadacz bystrych oczu, minimalnie zadartego nosa i lekko zarysowanej szczęki. Przesadnie długie nogi, szerokie barki, kobiece dłonie. Włosy w kolorze ciemnej czerwieni.
TYP: Seke
Fabularnie: Zajęty.
Multikonta: Brak.
Dołączył: 30 Sty 2013
Posty: 68
Wysłany: 2013-12-08, 00:05   

Doprawdy wyglądała? Sean musiał wierzyć mu na słowo, co nie było pocieszne. To był jednak zły dobór słownictwa, gdy rozmawiało się z osobą bardzo emocjonalnie podchodzącą do sprawy utraty okularów. Tym razem jednak rudy nie machnął na to ręką w tak bezczelny sposób, a grzecznie zignorował tę część. Nie zamierzając nawet na nią odpowiadać, czy się denerwować. Zamiast tego skupił się na obecnej sytuacji, którą sam zainicjował. Owszem, jak sam powiedział, dawał chłopakowi prawo wyboru. Określił zresztą mniej-więcej swój gust, podkreślił dwa razy „czekoladowe” w odniesieniu do kawy, jak i ciasta, więc sprawa została rozwiązana, a decyzja powinna szybko zapaść. Jedynie nie zrozumiał sensu w zamawianiu mrożonej kawy, gdy przed chwilą ten narzekał na zimno (może nie „przed chwilą”, a jeszcze w parku…). Kłótnię „małżeńską”jednak na ten temat przed kelnerką darował.
- Och, przepraszam. Przepraszam panów bardzo, ja jedynie… Ehem, to wszystko?- Kelnerka przeniosła nerwowo ciężar ciała z nogi na nogę, wpatrując się w ich dłonie, jakby odkrywała tam kolejny cud świata. Sean nie widział jej spojrzenia, po tonie jednak poznał, że była bardzo przejęta. I pomimo, że była to jedynie gra, niespecjalnie podobało mu się to, jak Daan się zachowywał. To, co wyprawiał z jego dłońmi na stole. Był… Przewrażliwiony. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, jednak nie chciał nawet z tym walczyć. Zaplótł z nim palce, przyciągając jego rękę do siebie, bliżej, aby drugą dłonią dotknąć jego przedramienia. Przesunąć po nim knykciami, docierając do czegoś chłodnego. Gładkiego. Szklanego. Chłopak miał zegarek. Powoli wypuścił powietrze, trochę zawiedziony.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- Daan… - To było całkiem miękkie. Zniżył głos do szeptu, przez co jego głos był przyjemniejszy dla ucha. Niewiele, ale wystarczająco, aby zrozumieć, że ten właśnie zaczynał flirtować. - A co powiesz na jakiś pucharek? Zamiast tej kawy, albo do niej… Z bitą śmietaną. Albo lodami… Śmietankowymi.- To było oklepane. Bardzo. Ale wyglądało całkiem realnie, kiedy rudy przeciągnął wyrazy, zagryzając delikatnie wargę pod koniec. W życiu nie podrywałby chłopaka w podobny sposób, ale obydwoje nie wiedzieli tego. I mieli się nie dowiedzieć. To było jednorazowe spotkanie. Nigdy więcej nie spotka się z Daanem, a nawet jeśli, to minął się obojętnie na ulicy. Ten go może zaczepi, ale Sean skutecznie zignoruje, bo prawdopodobieństwo poznania było nikłe. Zerowe na tle tego, że żadnych dodatkowych spotkań nie chciał organizować. Odchrząknął, teatralnie kręcąc się na krześle, i odzywając już swoim typowym, szorstkim głosem. Jakby skrępowany swoim bezwstydnym zachowaniem, chwilą słabości. - Zdecydowanie poproszę o coś takiego.
- Oczywiście! - Cichy pisk i kelnerka niemalże truchtem pobiegła do kuchni, złożyć zamówienie.
 
     
Daan
Kalejdoskop


Miano: Daan, Milan Janssens.
Wiek: 18 lat.
Klasa: 12th B
Wzrost: 174 cm.
Ubiór: Szara, luźna bluzka na krótki rękaw odsłaniająca jego obojczyki, na to ciemny, za duży, zapinany na guziki sweter. Czarne jeansy oraz czerwone trampki za kostkę. Do tego na szyi, na rzemyku, ma wisiorek składający się z dwóch trójkątów (jeden pod drugim), na lewym nadgarstku ładny czarny zegarek.
Ekwipunek: Telefon, zapalniczka, portfel, klucze od pokoju.
Wygląd: Chudy chłopak o średnim wzroście wyróżniający się w tłumie ludzi czerwonymi tęczówkami oraz długimi, sięgającymi mu pasa, brązowymi dredami. Zawsze na nosie ma okulary a w uszach swoje kolczyki. Posiada trzy tatuaże.
TYP: Error.
Znaki Szczególne: Czerwone tęczówki, dredy.


Fabularnie: Wolny.
Dołączył: 05 Lip 2013
Posty: 59
Wysłany: 2013-12-08, 22:54   

Och, jaki był przewrażliwiony. A traf chciał, że akurat tym razem Daan nie pragnął być chamski czy nawet niemiły. Miał nadzieję, że no… sam nie wiedział. Że może tamten mu na słowo uwierzy? Albo, że może wyobraźnia mu podsunie widok jakiejś naprawdę dobrze wyglądającej pizzy? Ot, jedynie chodziło mu, że nie tylko zapach miała kuszący, ale można było rzec, że i wygląd miała przepyszny. Jednak i tak nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego słowa zostały źle odebrane, bo akurat tym razem chłopak postanowił to przemilczeć.
Dobrze, że nie rozumiał zamawiania mrożonej kawy, bo takowej Daan nie zamówił. Padło jedynie zamówienie mrożonej herbaty. A to z tego powodu, że chłopak stwierdził, że picie gorącej kawy do gorącej pizzy… jakoś mu po prostu nie pasowało. Najwyżej później do ciastka domówi kawę.
Tak, kolejny cud świata... Aż tak ją to zadziwiało? Serio? Mieszka w Chicago, w wielkim mieście, w Stanach Zjednoczonych tu mogło wszystko przejść ludziom na sucho, nawet wyjście do sklepu w piżamie. To nie jest jakiś mały kraj, to nie jest kraj, który był bardzo konserwatywny. Kiedyś ktoś Belgowi powiedział, że większość złych rzeczy wyszło od Amerykanów albo poprzez nich. Więc co w tym miało być dziwnego, że spotkało się w pracy parę gejów? W tych czasach coraz więcej osób „wychodziło” z swoją orientacją na światło dzienne. I oczywiście nic chłopak do homoseksualistów nie miał, bo niejako, w jakiejś części, sam takowym był.
Przyglądał się dziewczynie, która coraz bardziej się peszyła. Na jego słowa jej własne uwięzły jej w gardle a lekko różowe wypieki pojawiły się na policzkach. Wiedziała, już zdawała sobie sprawę, że to o co zapytała było błędem, że trzeba było trzymać buzię na kłódkę a jedyne pytania jakie zza tej kłódki mogły wyjść to pytania ‘czy to wszystko czego panowie sobie życzą? A może zechcą panowie wziąć jeszcze jedno ciastko? Czy pizza ma być z dodatkową porcją sera?’ Ale nie, ona musiała być wścibska, musiała się dopytać, to było silniejsze od niej. I teraz tego mogła tylko żałować. Choć…
Poczuł jak jego dłoń lekko zmieniła położenie. Nie był pewien czy tamten będzie jednak chciał coś wścibskiej pannicy pokazać, ale jak widać podjął jakąś reakcję. I nawet trzeba było przyznać, że nie była ona najgorsza, bo kelnereczka ledwo mogła ustać przy ich stoliku. Choć bita śmietana z lodami oraz przygryzienie wargi? Jakoś niezbyt mu to pasowało do Sean’a osoby.
- Jasne. – Przejechał delikatnie kciukiem po tamtego dłoni. - Śmietankowe lody będą na tą chwilę wyśmienite.
Kelnerka znikła za drzwiami prowadzącymi do kuchni a Daan zabrał swoją dłoń z Sean’a lekkiego uścisku. Po co się na coś silić, co było dla obu nienaturalne, skoro w tym momencie nie musieli tego robić?
- Chwilowo jej nie ma. – Wytłumaczył swoje zabranie dłoni po czym postanowił rozwiązać swoje dredy, bo czuł, że już za mocno go skóra ciągnie, w rozpuszczonych było o wiele wygodniej. - Poza tym lody z bitą śmietaną? Oklepane. A tak w ogóle bita śmietana jest okropna.
I oto można było się dowiedzieć ciekawostki na temat pana Janssens’a, bo trzeba było przyznać, że jednak niewiele ludzi się spotykało, którzy nie lubili bitej śmietany. Choć kogo to mogło tu interesować…
_________________
Karta Postaci
Tatuaż - znajduję się u dołu pleców na poziomie nerek.
Tatuaż - znajduje się na prawej ręce.
Tatuaż o napisie: End? - znajduje się na wewnętrznej części nadgarstka lewej ręki.

Cheer up, friend!
 
     
Sean
Kundel


Miano: Cian Sean Bendtner
Wiek: 19 lat
Klasa: 13th C
Wzrost: 183 cm
Ubiór: Skórzana kurtka. Bordowy sweter, czarne spodnie, tenisówki. Masa biżuterii wszelkiego rodzaju.
Wygląd: Wysoki, szczupły chłopak o przeciętnym umięśnieniu. Posiadacz bystrych oczu, minimalnie zadartego nosa i lekko zarysowanej szczęki. Przesadnie długie nogi, szerokie barki, kobiece dłonie. Włosy w kolorze ciemnej czerwieni.
TYP: Seke
Fabularnie: Zajęty.
Multikonta: Brak.
Dołączył: 30 Sty 2013
Posty: 68
Wysłany: 2013-12-12, 17:35   

Tak szczerze, to Seana niespecjalnie interesowały podobne drobiazgi. Nie była to kwestia tego, że Daan podpadł mu już na wstępie i dalej był do niego uprzedzony. O żadnych fochach nie było mowy, chociaż chodziło o coś równie przyziemnego. Ludzkiego. Rudy nie planował okazywać mu nadmiernego zainteresowania, chociaż kolacja zapowiadała się obiecująco. Może mógłby do niego zadzwonić innego dnia i rzucić propozycją jakiegoś wyjścia, jednak bez wątpienia na ten moment, podobna myśl nie przyszła mu do głowy. Tak jakby w ogóle mógłby być pewien niemożliwości ich następnego spotkania. Z tymi swoimi odgórnymi, dość płytkimi założeniami, bywał czasami śmieszny. Głupiutki Cian.
- Chyba jeszcze nie zapoznałeś się z zaletami bitej śmietany.- Sean nie rozumiał jak można było nie lubić bitej śmietany. Niezależnie czy była ona ubijana domowym sposobem czy zakupywana, przy ciastach, lodach i innego rodzaju słodkościach, dopełniała całości. Chociaż niektórzy mieli inne, niekonieczne dobre kubki smakowe. Czerwonowłosy jednak nie wnikał głębiej w ten temat. To „tylko” jedzenie. Zbył go więc jednym, krótkim zdaniem. Nagle zmazując zadziorny, ujmujący uśmiech ze swojej twarzy, rąk jednak nie zabierając. Trzymał je luźno na stole, splątując ze sobą palce. Przysuwając krzesło jeszcze bliżej stołu dla własnej wygody, cały czas prosto, niemalże sztywno siedząc na krześle. Co jakiś czas, trochę bezmyślnie i mimowolnie, bawiąc się pierścionkami. Wyglądało to bardziej jak odruch, niż nerwowy trik. No i mu o czymś przypomniało.
- Kwestia przyzwyczajenia. Podobne to zresztą do zegarka, na początku denerwuje i uwiera, a następnie bez niego czujesz się dziwnie. Brakuje Ci czegoś istotnego.- To były sentymentalne wspomnienia, ale doskonale pamiętał irytację przy noszeniu pierwszego pierścionka. Walkę z odruchem rzucenia go w cholerę i nieustannego drapania się w miejsce ukryte pod srebrnym krążkiem.- I nie polecałbym wywoływania bójek w tym.- Chciałby spojrzeć sceptycznie, wychodząc odrobinę poza obręb tego co chciał powiedzieć. Co zwykle odpowiadał na podobnie krępujące pytania. W końcu dzisiejszego wieczora był gotowy rzucić się na niego z pięściami, i gdyby posiadał okulary, czy spotkał go w innych okolicznościach, jednak równie mocno zdenerwowany, Daan stanowczo by oberwał. Przywołując w pamięci to jak łatwo chłopaka do siebie przyciągał, zatrzymywał za pomocą szarpnięcia za rękę, Sean stawiał, że dość mocno. Co nie zmieniało postaci rzeczy: gdy źle uderzył, zahaczył o coś, zdarta skóra bolała. Piekła i była naruszona, nawet gdy krew się nie polała. W najgorszym wypadku, gdyby zdarł skórę do kości, mogłoby się to skończyć amputacją. A wydawałoby się to taką pierdołą... Stanowczo tego nie polecał.
- Można tutaj palić?- Rozejrzałby się po wnętrzu w poszukiwaniu tabliczki przymocowanej do ściany, ułatwiającej mu zorientowanie się w liście zachowań zakazanych na terenie hotelu, ale w tym wypadku musiał zaufać chłopakowi. Już nawet przestał zniżać głos, jakby ukrywał groźby pod grzecznymi zwrotami. Chyba ochłonął, a przynajmniej na tyle, by dało się z nim wytrzymać.
 
     
Daan
Kalejdoskop


Miano: Daan, Milan Janssens.
Wiek: 18 lat.
Klasa: 12th B
Wzrost: 174 cm.
Ubiór: Szara, luźna bluzka na krótki rękaw odsłaniająca jego obojczyki, na to ciemny, za duży, zapinany na guziki sweter. Czarne jeansy oraz czerwone trampki za kostkę. Do tego na szyi, na rzemyku, ma wisiorek składający się z dwóch trójkątów (jeden pod drugim), na lewym nadgarstku ładny czarny zegarek.
Ekwipunek: Telefon, zapalniczka, portfel, klucze od pokoju.
Wygląd: Chudy chłopak o średnim wzroście wyróżniający się w tłumie ludzi czerwonymi tęczówkami oraz długimi, sięgającymi mu pasa, brązowymi dredami. Zawsze na nosie ma okulary a w uszach swoje kolczyki. Posiada trzy tatuaże.
TYP: Error.
Znaki Szczególne: Czerwone tęczówki, dredy.


Fabularnie: Wolny.
Dołączył: 05 Lip 2013
Posty: 59
Wysłany: 2013-12-16, 15:18   

Tak, było w tym coś naiwnego, że tamten wierzył, że już więcej się nie spotkają. Choć z drugiej strony Daan nie zostawał mu dłużny. Uważał to wszystko, całe to zajście, za swego rodzaju zabawę, zabawę jaką życie już mu może więcej nie przynieść. Bo czyż dla niego nie było to zabawne? W pewnym sensie znalazł człowieka w parku i go przygarnął. Na krótką chwilę, ale jednak. A poza tym, owy człowiek był dość zabawny, bo mimo ciętych ripost i ciągłego starania się aby być nad wszystkimi choć te kilka centymetrów wyżej to jednak bez pomocy drugiej osoby był niczym błądzący we mgle. Jednak twarz trzeba trzymać, robić dobrą minę do złej gry i takie tam, nie?
Zalety bitej śmietany? Chyba tamtemu mogło jedynie chodzić o używanie jej w sprawach zabaw łóżkowych. No niestety, ale Daan’owi wybitnie by to chyba przeszkadzało. Nienawidził wręcz tej słodkości, bo była mdła, tłusta i pozostawiała, przynajmniej jak dla niego, po sobie niemiłe uczucie w ustach. Takie niby tłuste i śliskie – ohydne. Z tego też powodu nigdy nie brał pod uwagę by miał zapoznawać się z zaletami tego specyfiku. Od biedy, czasami to zjadł jak jakieś ciastko było tym wypełnione lub któraś z warstw składała się właśnie z tego. To jeszcze mógł w ostateczności przełknąć, bo była ona zmieszana z czymś innym.
Zamknął kartę, która ciągle leżała tuż przed nim, i odłożył ją na bok. Przy okazji przyglądał się w milczeniu całej postaci, która siedziała naprzeciwko niego i dawała mu mini wykład na temat biżuterii. Wzrokiem powoli przejechał na dłonie, które były okraszone pierścionkami. Mimo wszystko Belg w duchu z tamtym się zgodził, rozpoczynanie bójki z kimś kto ma tyle cacuszek na palcach mogło być niebezpieczne. Po raz kolejny tego dnia pozwolił sobie bez zbędnych pytań chwycić go za dłoń i przyciągnąć ją lekko ku sobie. Przyglądał się, niczym jakiś koneser, każdemu pierścionkowi z osobna a niektórymi nawet lekko kciukiem obracając. - Niczym kastet. – Tak to chyba było dobre porównanie, a na Daan’a twarzy pojawił się półuśmieszek. Zaczął się zastanawiać jakby to było gdyby Sean dziś miał okulary na nosie. Czy w takiej sytuacji oberwałby? Może nie, bo wtedy tamten nie miałby w ogóle powodu go zaczepiać. Chyba, że ogólnie lubił się czepiać za wszystko i a jego hobby było bez powodu waleniem ludzi w gębę, wtedy bankowo młodszy by oberwał. Wystarczyło spojrzeć na niego a nie jeden powód by się znalazł aby mu przywalić, nawet zanim ten by się odezwał. - Choć to chyba jest mniej przyjemne niż kastet, bo tamtym raczej można jedynie mocno oberwać a tu dochodzi jeszcze poharatanie skóry. Wystarczy przecież aby jedna błyskotka miała jakiś kamyczek… - Jeszcze trochę a by cicho syknął z bólu, jakby wiedział jak to jest takim czymś oberwać. Jednak powstrzymał się i odłożył dłoń na stolik. - Choć z drugiej strony, jak się ma jakiś nietypowy wzór na pierścionku to bardzo łatwo będzie kogoś po nim odnaleźć lub też może przy tym drogim kamyczku naskórek ofiary zostać. - Jak widać wszystko miało swoje plusy i minusy.
Czerwonooki skierował swój wzrok w stronę drzwi od zaplecza, gdzie zauważył jakiś ruch. Otóż zbliżała się do nich kelnerka z tacą a na niej… było można odnaleźć nie byle co.
- Nie można, jest tu zakaz palenia. A tak przy okazji, zbliża się nasza wścibska panienka i powiem ci, nie żałowała weny na twój pucharek.
Oj tak, trzeba było przyznać, że już z daleka było widać, że dziewczyna chciała chyba za swoje złe sprawowanie odpokutować. Zdaje się, że wybrała największy z możliwych pucharków i naładowała lodów, bitej śmietany oraz polewy czekoladowej ile tylko mogła. Trzeba było jej jednak przyznać, że wyglądało to dość imponująco a stojące przy tym kawa oraz mrożona herbata prezentowały się bardzo biednie.
_________________
Karta Postaci
Tatuaż - znajduję się u dołu pleców na poziomie nerek.
Tatuaż - znajduje się na prawej ręce.
Tatuaż o napisie: End? - znajduje się na wewnętrznej części nadgarstka lewej ręki.

Cheer up, friend!
 
     
Sean
Kundel


Miano: Cian Sean Bendtner
Wiek: 19 lat
Klasa: 13th C
Wzrost: 183 cm
Ubiór: Skórzana kurtka. Bordowy sweter, czarne spodnie, tenisówki. Masa biżuterii wszelkiego rodzaju.
Wygląd: Wysoki, szczupły chłopak o przeciętnym umięśnieniu. Posiadacz bystrych oczu, minimalnie zadartego nosa i lekko zarysowanej szczęki. Przesadnie długie nogi, szerokie barki, kobiece dłonie. Włosy w kolorze ciemnej czerwieni.
TYP: Seke
Fabularnie: Zajęty.
Multikonta: Brak.
Dołączył: 30 Sty 2013
Posty: 68
Wysłany: 2013-12-21, 18:31   

-Daan, nie każ mi wątpić w zawartość Twojego mózgu.- Sean cofnął gwałtownie dłoń. Urażony porównaniem pięknej, sentymentalnej kolekcji pierścionków na palcach do kawałka metalu o niezbyt ładniej formie. Urażony, poirytowany i zniechęcony do chłopaka, jakby krytyka dotyczyła bezpośrednio jego osoby, a nie odlewu ze srebra czy złota. To było przykre, sposób w jaki zaszufladkował chłopaka w przeciągu paru sekund, za pomocą kilku nieprzychylnych zdań. Chociaż może nie o to tu chodziło, a o sam fakt wykazania się ignorancją. Kastet. Jeśli ta mała fortuna na dłoniach, za którą mógłby oddać nawet duszę, przypominała chociaż odrobinę kastet, gotowy był błyskawicznie wyprowadzić chłopaka z błędu. – Musiałeś sobie kiedyś rozciąć skórę, jeśli jednak nigdy nic nie złamałeś, oświęcę Cię: ból jest nieporównywalny. Kastet miażdży Ci mięśnie, pierścionki jedynie ubrudzą koszulę kilkoma kroplami krwi. – To on miał powody do niezadowolenia. Do krzywienia i wzdrygania się. Chociaż z drugiej strony nie obrywał pierścionkami raz za razem, nie budził się rano ze sznytą na pół twarzy i wysłuchiwał ładnej wiązanki, gdy któryś z łańcuszków się zerwał. Być może dla niektórych złamanie nogi na tle tych niewątpliwych zalet, nie było taką złą alternatywą.
- Dobrze, że chociaż w tym wykazała się profesjonalizmem.- Dodał nieco lżejszym tonem, złagodzonym przez ciche stuknięcie szkła o blat stolika. I chociaż nie krepował się powiedzieć głośno i wyraźnie tej uwagi, do dziewczyny stojącej tuż obok, kulturalnie powstrzymał się przed rzuceniem się na pucharek przed jej odejściem. Zacisnął dłonie pod stołem, niecierpliwy i chciwy. Głodny. Nic nie mógł na swoje własne obżarstwo, chociaż dzielnie walczył. Daan to wszystko jednak widział, każdy napięty miesień, jego wzrok wbity w stół przed siebie, gdzie ten musiał widzieć kształt pucharku. Był odsłonięty przez te cholerne okulary, a raczej ich brak. Sam Sean nie zdawał sobie sprawy jak bardzo. Mało osób widziało go tak… Żywego.
- … Smakuje Panu? Mogę dodać dodatkową porcję karmelu.- Kelnerka nie odchodziła, a napięcie rosło. Wypełniało czerwnonowłosego, sprawiało, że miał ochotę kazać się jej odczepić, wrócić do pracy, zając się po prostu sobą, albo resztą klientów. Zamiast tego ta wścibska dziewucha stała dalej przy ich stoliku, wykorzystując sytuację w każdy możliwy sposób. Chyba czekając, aż ten weźmie do rąk łyżeczkę i obcesowo włoży ją do ust z głośnym pomrukiem, albo ten drugi weźmie sprawy w swoje ręce i nakarmi niedowidzącego. Nic z tego. Nie tym razem.
- To wszystko.- Sytuacja była zabawna. Sean był zabawny, gdy w tak szorstki sposób zbywał pracownice. Zapewne obraziłby się za podobną uwagę, czy znowu kazał się ‘odpierdolić’, ale gdy jego percepcja zaczynała się mocno ograniczać tylko do jedzenia, nie zauważał takich szczegółów. A powinien ze swoją obsesją na punkcie żartowania i kpienia z jego osoby.
- Dolać może jeszcze herba…? - Och Panie… Miej ją w opiece.
- Daan.- Przerwał jej w pół słowa, unosząc leniwie, wręcz opornie głowę do góry. – Kochanie.- Włożył w to całą swoją tłumioną irytację, sprawiając, że słowo zabrzmiało prześmiewczo.- Czy chcesz jeszcze więcej tej cholernej herbaty?- Nie chciał. Daan słysząc jego ton litościwie powinien jeszcze ze swojej strony spławić kelnerkę. Chyba, że miał ochotę na denerwowanie Seana, podrażnienie się z nim i jego silną wolą.
 
     
Daan
Kalejdoskop


Miano: Daan, Milan Janssens.
Wiek: 18 lat.
Klasa: 12th B
Wzrost: 174 cm.
Ubiór: Szara, luźna bluzka na krótki rękaw odsłaniająca jego obojczyki, na to ciemny, za duży, zapinany na guziki sweter. Czarne jeansy oraz czerwone trampki za kostkę. Do tego na szyi, na rzemyku, ma wisiorek składający się z dwóch trójkątów (jeden pod drugim), na lewym nadgarstku ładny czarny zegarek.
Ekwipunek: Telefon, zapalniczka, portfel, klucze od pokoju.
Wygląd: Chudy chłopak o średnim wzroście wyróżniający się w tłumie ludzi czerwonymi tęczówkami oraz długimi, sięgającymi mu pasa, brązowymi dredami. Zawsze na nosie ma okulary a w uszach swoje kolczyki. Posiada trzy tatuaże.
TYP: Error.
Znaki Szczególne: Czerwone tęczówki, dredy.


Fabularnie: Wolny.
Dołączył: 05 Lip 2013
Posty: 59
Wysłany: 2013-12-24, 13:26   

Uśmiech mu się powiększył. Mimowolnie, ale jednak. I właściwie to nawet nie wiedział dokładnie z czego tak mu się japa cieszyła, bo na pewno nie z lodów, które miały za chwilę do nich przywędrować. Chyba rozbawiło go oburzenie jakie wykazał tamten na porównanie biżuterii do kastetu. Biedny, nieoświecony, niezaznajomiony z życiem Daan nie wiedział, że te dwie rzeczy diametralnie się od siebie różnią. No cóż, miał tyle szczęścia, że się na głos nie zaśmiał, bo kto wie, może za taką zniewagę mógłby w końcu poczuć na własnej skórze jak to jest oberwać z pierścionka, dwóch czy od razu pięciu.
- Och wybacz. Powiedzmy, że z walką mam tyle do czynienia co sobie na filmach pooglądam, po prostu się na tym nie znam.
Też nie była to do końca prawda, bo swoje już kilka razy w życiu dostał. A to za krzywy wzrok, a to za niewyparzony jęzor, a to za swój wygląd. I trzeba było przyznać, że za to ostatnie chyba najczęściej potrafił oberwać. No cóż, jakoś też nigdy mocno tym się nie przejmował. Tak długo jak mógł sobie sam opatrzyć rany, a był w tym naprawdę dobry, nie widział problemu by to gdzieś wyżej zgłaszać. O dziwo, zawsze miał poczucie, że może faktycznie mu się należało, a przynajmniej jak nie za to co w danej chwili zrobił to za coś z przeszłości. Jak to się nazywało… karma? Czy jakoś tak. W każdym razie, tym razem nawet trochę się pokajał, kto wie może to troszkę udobrucha Sean’a. Choć nie to żeby chłopakowi na tym jakoś bardzo zależało, po prostu nie chciał tracić zabawy przez jedno złe porównanie.
Oj tak, nie można było dziewczynie odmówić profesjonalizmu ani też kreatywności. Twórczość spuściła z łańcucha kiedy tworzyła owy deser lodowy. Na samym dnie było widać trochę płynnej czekolady, na niej znajdowały się śmietankowe lody, które zostały artystycznie ukoronowane trzema gałkami czekoladowych a na nich była ułożona bita śmietana, po której spływała polewa czekoladowa. Brakowało jedynie wisienki, która zwieńczyłaby to jadalne cacuszko. W każdym razie, kiedy Daan w końcu oderwał wzrok od jedzenia, zadziwiło go, że kelnereczka jeszcze stała przy ich stoliku. I po co? Zrobiła to co zrobić miała, podała zamówienie. Powinna się zmyć już dawno temu, a jednak, a jednak wciąż sterczała niczym słup soli przy ich stoliku, tak bardzo nie pasujący smakowo do tego co właśnie zaserwowała.
Już chciał otworzyć usta i odpowiedzieć przecząco na pytanie o dolewkę napoju kiedy niby jego luby się odezwał. Dopiero w tym momencie Belg właściwie sobie przypomniał o tamtego istnieniu. Przeniósł swój wzrok na chłopaka i znów uśmieszek pokazał mu się na ustach. Całe szczęście, że Sean był tego wieczoru ślepy, bo zapewne gdyby widział ile razy Milan się z niego dziś śmiał pewnie by to go wyprowadziło z równowagi. Jednak jak tu się nie uśmiechnąć kiedy było widać jak na dłoni tamtego całą irytację z powodu założenia, że dopóki kobieta nie odejdzie on nie tknie jedzenia? Jego wszystkie emocje było widać jak na dłoni i w pewien sposób to było urocze. Połączenie tak pięknego wkurwienia z tamtego dość subtelnymi rysami twarzy.
- Nie, nie mam więcej ochoty na tą cholerną herbatę. - Tak, specjalnie powtórzył tamtego słowa i z szczerym ubawem spojrzał kelnerce prosto w oczy. - I podziękowałbym już pani, bo jeszcze trochę a on się na panią z zębami rzuci a nie na lody czy ewentualnie jak to powinno być na mnie.
Bezczelne słowa w połączeniu z bezczelnym uśmiechem natychmiastowo podziałały na kobietę, która jeszcze w tej samej chwili, w której Daan kończył zdanie oddaliła się od stolika.
- Smacznego, kochanie.
Mocno zaakcentował ostatnie słówko, tak dla zabawy.
_________________
Karta Postaci
Tatuaż - znajduję się u dołu pleców na poziomie nerek.
Tatuaż - znajduje się na prawej ręce.
Tatuaż o napisie: End? - znajduje się na wewnętrznej części nadgarstka lewej ręki.

Cheer up, friend!
 
     
Sean
Kundel


Miano: Cian Sean Bendtner
Wiek: 19 lat
Klasa: 13th C
Wzrost: 183 cm
Ubiór: Skórzana kurtka. Bordowy sweter, czarne spodnie, tenisówki. Masa biżuterii wszelkiego rodzaju.
Wygląd: Wysoki, szczupły chłopak o przeciętnym umięśnieniu. Posiadacz bystrych oczu, minimalnie zadartego nosa i lekko zarysowanej szczęki. Przesadnie długie nogi, szerokie barki, kobiece dłonie. Włosy w kolorze ciemnej czerwieni.
TYP: Seke
Fabularnie: Zajęty.
Multikonta: Brak.
Dołączył: 30 Sty 2013
Posty: 68
Wysłany: 2013-12-30, 13:49   

- Żebyś nie poczuł na własnej skórze jak mocno potrafię.- Uśmiechnął się zadziornie, chyba odruchowo mrużąc oczy. Sztucznie oczywiście, jednak efekt pozostał ten sam, a prowokująca mina w niezrozumiały sposób pasowała do jego delikatnej twarzy i bezczelnego, wymyślnego komentarza. Obrzucali się „kochaniem” jak najlepszym wyzwiskiem, podkreślali go i szydzili. Mocno nadużywali. Jak dwójka głupich kolegów, żartująca sobie w ten niewybredny sposób, bądź świetnie dogadująca się para, zdystansowana do ilości lukru jaką polaną potrafił być związek. Kelnerka musiała być mocno zaślepiona ekscytacją, aby z miejsca uwierzyć w drugą wersję, tą słodszą. Inni spoglądali z większym sceptycyzmem w ich kierunku. Legalne? Jasne, w porządku. „Miłość nie wybiera”. Aż się rzygać chciało, gdy w prawdziwej konfrontacji, niemalże wszyscy patrzyli im na dłonie. Czy aby na pewno czarnowłosy zabrał je ze stołu, odsunął od pedalskich rąk czerwonowłosego. Byli atrakcją. A przewrażliwiony Sean czuł się jak małpka w zoo. Irytował się, aby po chwili uspokoić. A zwykła obojętność, ten wypracowany, chłodny dystans znikał w oczach jak bańka mydlana. Konkretnie kiedy dziewczyna odsunęła się od stołu, a deser stanął przed nim niczym najlepszy prezent świata.
Ręce od razu wystrzeliły do przodu, palce owinęły się wokół nóżki pucharka, a pierścionki cicho stuknęły w szkło. Delikatniej przyciągnął do siebie naczynie, ignorując resztki podanej kawy na rzecz tego cuda. Nie widział go. Lody również nie miały swojego specyficznego, mocnego zapachu, jednak znajomy chłód dawał nadzieję. Nawet jeśli parę minut temu drżał z zimna, wyklinając to miasto. Dalej pojawiły się komplikacje. Trochę niezdarności, ubrudzenia się śmietaną oraz sosem czekoladowym, i w końcu złapanie obu metalowych łyżeczek. Brwi podjechałyby sceptycznie do góry, jednak zaaferowanie pucharkiem wygrało. Jeden ze sztućców został wyciągnięty w stronę chłopaka. Bez żadnego komentarza, żartobliwego tekstu, naprowadzania na trop informacji czemu mu ją daje. Niby oczywiste, ale pucharek dalej tkwił po „jego” stronie blatu, z daleka od Daana. Odpowiedź zabłysła niczym citylight w zbliżającą się noc, gdy Sean zaczął jeść, a zainteresowanie oddanym przedmiotem spadło do zera. Pozbył się niepotrzebnej rzeczy, wciskając ją w obce dłonie. Niecnie. I dziecinnie, mogłoby się wydawać.
Przez chwilę siedział w ciszy, podjadając deser w zawrotnym tempie. Prezentując sobie kwintesencję obżarstwa. Chyba unosząc się dumą po tych paru niepoważnych komentarzach i przedrzeźnianiu go w wykonaniu Daana. Uderzył parę razy łyżeczką w pucharek, nie trafiając do jego wnętrza. Zaradnie jednak owinął dłoń na samym skrawku szkła, w ten sposób pomagając sobie. A potem, gdy wyjadł bitą śmietanę i dotarł do lodów polanych sosem, uśmiechnął się. A teza o jego wydumanym obrażeniu się, rozpłynęła w powietrzu.
- Za to cudo spełniłbym jej największą fantazję z nami w roli głównej. Chcesz spróbować za co chcę Cię sprzedać? – Przesunął pucharek o parę centymetrów w jego stronę, trzymając dobry humor w garści. Wyraźnie sobie żartując i rozluźniając atmosferę, chociaż tekst był odrobinę bezczelny. Dla przewrażliwionych, narcystycznych i poważnych gości. Daan dogryzając mu w podobny sposób nie sprawiał takiego wrażenia. Dałoby radę się dogadać. Jeśli tylko by chcieli. – Czy w ciemno pozwolisz mi się tym zająć? - Przejął pałeczkę przy dogryzaniu. Operował dwuznacznościami w świetny sposób. Z humorem, a jednocześnie charakterem, odrobiną prowokacji i drapieżności nadawaną przez sam tembr głosu. Brakowało tylko tych uważnych, poważnych oczu, aby dopełnić feerię często sprzecznych cech. Mącił w głowie. Przyciągał uwagę. I chyba specjalnie uśmiechał się w ten ładny sposób.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,83 sekundy. Zapytań do SQL: 9