Uwaga! Hosting Webplus konczy dzialalnosc z dniem 31.07.2019r. Wiecej informacji tutaj.

Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Ciemny Las
Autor Wiadomość
Wilk 
Uliczny Drapieżnik


Miano: Matthias Hans Wolf
Wiek: 17
Pseudonim: Wilk
Klasa: 12th B
Wzrost: 180 cm
Ubiór: zwykły Tshirt,dres lub bluza z kapturem i jeansy, szalik czasami a w chłodniejsze dni kurtka skórzana, szyja przyozdobiona naszyjnikiem z krzyżem lub nieśmiertelnikami
Ekwipunek: telefon, duże słuchawki, dokumenty i portfel
Wygląd: Jednym słowem albinos. Czerwone ślepia i krótkie rozczochrane bieluteńkie kłaki oraz jasna karnacja. Bez koszulki widać mu mocniejsze zarysy mięśni.
Miłość: Tajne
TYP: dziki
Znaki Szczególne: blizna na szyi przy biegu aorty, białe włosy, czerwone ślepia


Fabularnie: Z takim jednym~
Motto: Daw­niej, gdy ści­gały mnie w ziemie wil­ki, za­mieniałem się w wil­ka i biegałem ze sta­dem po kil­ka ty­god­ni. I przeżyłem.
Multikonta: Nein
Dołączył: 14 Lut 2013
Posty: 502
Skąd: Monachium (Niemcy)
Wysłany: 2013-05-26, 12:34   Ciemny Las



Wilk pilnie poczuł zew natury. Musiał pobiegać po ciemnych niebezpiecznym lesie. Niestety Chicago jako ogromne miasto nie pozwalało spełnić zachcianki albinosa. Ten po długich poszukiwaniach na internetowych mapach doszukał się ów tego miejsca. Dotarcie tu nie było również proste. Wymagało wielu przesiadek jak i sporego kawałka zużycia swoich własnych adidasów. Jednak cały ten trud został wynagrodzony pierwszy wdechem w lesie. Wilk mógł poczuć różnorodność drzew, oszacować na spokojnie powierzchnie, zbadać własną dłonią grunt. Teraz dopiero zorientował się, że nie znalazł ani żadnego zwierzątka ani nie napotkał żadnego człowieka. Temu drugiemu wcale się nie dziwił co prawda, bo wiedział że większość nie znosi tego typu miejsc, bo ciemno, strasznie i dziwne. Za to niepokoił go fakt, że nie widział żadnego większego stworzenia niż mrówka. Czyżby wytępili ich? - ta druzgocąca dla niego myśl przeszła wokół jego mózgu z kilka razy stwarzając wielki niepokój. Jeśli jest cicho w lesie oznacza to, że coś się świeci. Wilk wiedział to nie od dziś wiec jego czujność została automatycznie zmożona. Przyglądał się z uwagą każdemu krzakowi, drzewom, wyższym trawą, ale nic nie objawiło się przed szkarłatnymi oczami Wilka. Po kilku godzinach bezskutecznych poszukiwań zmęczony usiadł na pniu drzewa, które ktoś zapewne ściął ze względu na jego chorobę, bo można było dostrzec ślady po kornikach. Jego oddech się wyrównywał i właśnie w tej chwili zahuczała sowa oznajmiając, że wieczór się zaczyna. U Wolfa wywołało to tylko uśmiech.
_________________
{ | | | | | }
Ostatnio zmieniony przez Wilk 2013-08-10, 18:03, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Levi
Zielony Gapcio
Zielony Krab


Miano: Levi Hassenbacher, ewentualnie hoer.
Wiek: Takie tam osiemnaście lat.
Pseudonim: Hoer, Chodak, Lavi, Lewak... I takie tam.
Klasa: 13th B
Wzrost: Niewielki, bo ma on metr osiemdziesiąt sześć.
Ubiór: Od czego by tutaj zacząć? Nie jest on ubrany jakoś wyjątkowo. Czarna bluzka, dżinsowe spodnie i to prawie wszystko. No, może nie licząc butów, bo te to akurat są najzwyczajniej w świecie glanami.
Ekwipunek: Zapalniczka, notes, ołówek, torba, paczka gum, portfel i... Tak, nie nosi telefonu.
Wygląd: Blada cera, heterochromia - zielono żółta - i oczywiście farbowane włosy. Zazwyczaj można go zauważyć z jakimiś słodyczami. Nie ma jakiejś wyjątkowej budowy, ale ma siłę, aby nie zginąć w tej dżungli zwanej szkołą. Oj, ma siłę, o którą nikt by go nie osądzał.
Miłość: lizaki.~ A, no i jeszcze taki niski Francuz.
TYP: Zależy, gdzie leży.
Znaki Szczególne: Zielone włosy z żółtymi pasemkami? Heterochromia?


Fabularnie: Wróg lizaków nr 1 - Cińciak!
Motto: Nienawiść jest subtelniejszą formą gwałtu.
Multikonta: Damballa
Dołączył: 18 Maj 2013
Posty: 36
Wysłany: 2013-05-26, 13:03   

No wwłaśnie, kochany las. Kto by go nie uwielbiał? Znaczy, może i wiele osób nie przepada za naturą i jeszcze więcej najchętniej by zrównało to miejsce z ziemią, stawiając tutaj jakieś ogromniaste centrum handlowe czy coś w tym stylu, ale Levi uwielbiał świeże powietrze. Mniej więcej właśnie dlatego wybrał się tutaj na spacer. Wujka nie było w domu, bo znów podróżował, a że nikt się nim jakoś specjalnie nie zajmował to po prostu sobie wyruszył na przechadzkę. Doskonale znał ten las. Czasem wydawał się opuszczony. Zwierzęta stąd... No cóż, zostały wypłoszone przez ludzi. Ci niegdyś pragnęli naprawdę wybudować tutaj kurort, co spowodowało do masowego wyginięcia zwierząt w okolicy. Nie dokończyli swego dzieła. Dlaczego? Abo najzwyczajniej w świecie rozniosły się plotki, że to miejsce było nawiedzone. Taa... Tajemnicze wypadki podczas budowy i tego typu sprawy to była codzienność. Do czasu, aż ludzie się nie wystraszyli i faktycznie nie uwierzyli w rzekome nawiedzanie tego miejsca.
Holender znał tę opowieść chyba tak dobrze jak nikt inny. Mimo wszystko, nie bał się zapuszczać samotnie w te tereny. Często to robił i... Często też tracił orientacje. Tak, tym razem nie było inaczej, chociaż tak naprawdę to miał mały atak choroby. Przysiadł sobie przy drzewie i tak jakoś mu się... Przysnęło. Kiedy się łaskawie obudził, już było ciemno jak w poważaniu. No, dokładniej to obudziła go sowa. Nawet nie zauważył, że ktoś w pobliżu się pałętał, bo i jak miałby to zrobić? Spokojnie, niczego nieświadomy wstał i otrzepał się z liści. Rozejrzał się, niezbyt ogarniając sytuację i... Nagle zamarł. Tam ktoś był. Duch? Tak, tak! To na pewno był duch!
Levi szybko podbiegł to tego dziwnego nieznajomego i zaszedł go od tyłu, tykając w bok. Och, jakże wielkie było jego zaskoczenie, kiedy poczuł skórę, kości i wszystko to, co mieli ludzi, a nie duchy. No... No przecież to nie było logiczne! Jak on mógł tak zniszczyć marzenia biednego schizofrenika na temat istot nadnaturalnych?! On miał być duchem i koniec kropka, bo był albinosem i tak doskonale pasował na takiego przybysza z innej planety! I nie, nie uświadamiamy Leviego w tej chwili, że duchy prędzej przywędrują zza światów, niż chociażby z marsa czy tam ze słońca i księżyca.
- Eeeej... Ty nie jesteś duchem! - zawołał zawiedziony, robiąc smutną minkę. Tak, w ogóle nie przejmuj się człowiekiem spotkanym w środku lasu, kiedy już się ściemnia. On nic ci nie zrobi. Nie potnie na kawałki, nie zgwałci, nie zabije, nie wypruje ci flaków i nie wywiesi ich na płocie przed swoim domkiem wyciągniętym żywcem z horroru. To przecież w ogóle nie jest dziwne, że takiego kogoś się spotyka w takim miejscu, prawda Levi?
_________________
 
 
     
Wilk 
Uliczny Drapieżnik


Miano: Matthias Hans Wolf
Wiek: 17
Pseudonim: Wilk
Klasa: 12th B
Wzrost: 180 cm
Ubiór: zwykły Tshirt,dres lub bluza z kapturem i jeansy, szalik czasami a w chłodniejsze dni kurtka skórzana, szyja przyozdobiona naszyjnikiem z krzyżem lub nieśmiertelnikami
Ekwipunek: telefon, duże słuchawki, dokumenty i portfel
Wygląd: Jednym słowem albinos. Czerwone ślepia i krótkie rozczochrane bieluteńkie kłaki oraz jasna karnacja. Bez koszulki widać mu mocniejsze zarysy mięśni.
Miłość: Tajne
TYP: dziki
Znaki Szczególne: blizna na szyi przy biegu aorty, białe włosy, czerwone ślepia


Fabularnie: Z takim jednym~
Motto: Daw­niej, gdy ści­gały mnie w ziemie wil­ki, za­mieniałem się w wil­ka i biegałem ze sta­dem po kil­ka ty­god­ni. I przeżyłem.
Multikonta: Nein
Dołączył: 14 Lut 2013
Posty: 502
Skąd: Monachium (Niemcy)
Wysłany: 2013-05-26, 16:10   

Wilk odpoczywał nadal oddychając miarowo i nawet uspakajając swój umysł brakiem zwierzyny w tym lesie. To co widział przed sobą było czymś co wielbił. Ta specyficzna cisza, ale wyczuwalna dzikość. Jakieś niebezpieczeństwo czające się w mroku czy w norze. Te wyskakujące nie wiadomo skąd sarny. Za jego domem w Monachium był nietknięty przez człowieka las do, którego nie raz się wymykał. Tak poznał smak przygody jak i dzikie leśne zwierzęta. Tam tez nauczył się rozróżniać, które cuda natury są jadalne a i te, które prowadzą do zgonu. Tam tez mógł odpocząć od ludzi, którzy go nękali. Prawie zawsze...
Wolf zdziwiony niespodziewanym atakiem obrócił twarz do napastnika, a każdy włos na jego ciele jeżył się tak aż mógłby kopnąć jak prąd elektryczny. Zmierzył go w wzrokiem. Co prawda nie oceniał ludzi po pozorach, ale ten dziwny osobnik nie wydawał mu się typem agresora. Na wzmiance, że wygląda jak duch zrobił kwaśną minę, która wskazywała na absolutne niezadowolenie tą tezą.
- No nie jestem, a coś myślał? - wycharczał już lekko poirytowany, ale starał się opanować. Nie chciał tego kogoś dziwnego, co wierzył w duchy, co klasyfikowało go do tejże grupy, wystraszyć. Bo może sam Wilk przerażał go wyglądem? Bo kto normalny ma białe włosy i szkarłatne ślepia, a i alabastrową karnacje wieku siedemnastu lat? No właśnie. Starając się zachować spokój zmrużył oczy, po czym spojrzał zaś na rozmówce.
- Jeśli spytać można. - zaczął wyjątkowo grzecznie jak nie na jego osobę, które wymuszał wręcz odpowiedzi - Co tu robisz sam? - pochwycił nagle temat czując się zupełnie jak w bajce Czerwony Kapturek. On wygląda na zagubionego chłopca, co prawda chyba o zielonych włosach, Matt nie potrafił dokładnie stwierdzić, zaś tu siedziało coś dzikiego, nieoswojonego, co może go zjeść na przekąskę.
- Tak zupełnie sam? - dokończył po dłuższej chwili nieświadom do końca faktu, że właśnie teraz się oblizał. Cóż jak widać Wilk też czasem nie zachowuje się normalnie. Szczególnie jak przychodzi zmierzch.
_________________
{ | | | | | }
 
 
     
Levi
Zielony Gapcio
Zielony Krab


Miano: Levi Hassenbacher, ewentualnie hoer.
Wiek: Takie tam osiemnaście lat.
Pseudonim: Hoer, Chodak, Lavi, Lewak... I takie tam.
Klasa: 13th B
Wzrost: Niewielki, bo ma on metr osiemdziesiąt sześć.
Ubiór: Od czego by tutaj zacząć? Nie jest on ubrany jakoś wyjątkowo. Czarna bluzka, dżinsowe spodnie i to prawie wszystko. No, może nie licząc butów, bo te to akurat są najzwyczajniej w świecie glanami.
Ekwipunek: Zapalniczka, notes, ołówek, torba, paczka gum, portfel i... Tak, nie nosi telefonu.
Wygląd: Blada cera, heterochromia - zielono żółta - i oczywiście farbowane włosy. Zazwyczaj można go zauważyć z jakimiś słodyczami. Nie ma jakiejś wyjątkowej budowy, ale ma siłę, aby nie zginąć w tej dżungli zwanej szkołą. Oj, ma siłę, o którą nikt by go nie osądzał.
Miłość: lizaki.~ A, no i jeszcze taki niski Francuz.
TYP: Zależy, gdzie leży.
Znaki Szczególne: Zielone włosy z żółtymi pasemkami? Heterochromia?


Fabularnie: Wróg lizaków nr 1 - Cińciak!
Motto: Nienawiść jest subtelniejszą formą gwałtu.
Multikonta: Damballa
Dołączył: 18 Maj 2013
Posty: 36
Wysłany: 2013-05-26, 18:20   

- No bo... No, masz te białe włosy... I jeszcze karnacje... I jak duch wyglądasz... A ten las to nawiedzony jest! I... Głodny jestem - mówił Levi cicho wzdychając i siadając na zimnej ziemi. W sumie to nie bał się tego osobnika. Nie wystraszył i to w ogóle. Nawet na niego nie patrzył za bardzo. Nie był duchem to nie był ciekawy, ot co. Chociaż... Może on był czymś zupełnie innym? Miał ciało i w ogóle... Może był zombie?! Tak, on na pewno był zombie! A ta mała myśl na nowo ożywiła pana z zielonymi włosami, co z pewnością niczego dobrego nie wróżyło, ponieważ chłopak już po chwili chwycił nieznajomego za rękę i zaczął go za nią ciągnąć. - A może ty jesteś zombie? - zapytał, a na jego twarzy był widoczny uśmiech niewinnego dziecka, które właśnie odkryło na strychu potwora, o którym nikomu nie zamierzał mówić. Tak, on się chyba tak zawsze zachowywał i nie zwracał uwagi na wszelkiego rodzaju zagrożenia.
Na pytanie tego pana zombie, wzruszył ramionami. - Przyszedłem się przejść, a kiedy sobie odpoczywałem to... Usnąłem. Często mi się to zdarza - mówił spokojnie i... Jezus, Maria! Cud! Levi ma jakiś NORMALNY odruch, bo lekko się zaniepokoił, kiedy zobaczył jak ten chory na albinizm osobnik oblizał usta. Było w tym coś dziwnego, ale holender nie zastanawiał się nad tym za długo. Było i tyle, koniec kropka. Nie należy się nad tym za bardzo, bo jeszcze wpadnie się w jakąś paranoję czy coś takiego. No, a Levi wierzył, że cały świat jest obsypany stokrotkami, króliczkami, zajączkami, a ludzie wkoło się kochają i są dla siebie życzliwi. Złe poglądy? No cóż, może tak trochę, ale nikogo to nie obchodziło, przez co zielonowłosy żył sobie w takim dziwacznym stanie.
- A ty? Co tutaj robisz panie zombie? - I co z tego, że byłoby lepszym określeniem, gdyby Hoer nazwał go panem wilkiem? On po prostu o tym nie wiedział i w sumie lepiej, aby się nie dowiedział, do jakiej został wplątany bajki. Z pewnością za nią nie przepadał. No, w końcu w prawdziwej wersji Czerwonego Kapturka... Wszyscy bohaterowie zostają pożarci przez Wilka i nie przychodzi im na ratunek jakis pan myśliwy. Zresztą, tutaj w lesie nikogo nie ma. Nieliczne zwierzęta. Czasem sarny, czasem wilki czy dziki i jakieś ptactwo, ale nic więcej. Po prostu idealne miejsce do popełnienia zbrodni...
Levi po chwili odchylił głowę do tyłu i wbił wzrok w nieboskłon. Powoli już słońce zachodziło za horyzontem, a na niebie pojawiały się gwiazdy. W sumie to chłopak mimo drzemki, dalej był nieco senny. Nic dziwnego. Spał na twardej podłodze i... Nie usnął dobrowolnie. No co? On był chory, więc mógł czasem pozwolić sobie na takie małe drzemki. No i oczywiście na nieprzejmowanie się tym, co się z nim stanie i co ktoś z nim zrobi. Taaa... Levi, powinieneś chyba uciekać z tego lasu, zamiast zaczepiać swojego wyimaginowanego ducha.
_________________
 
 
     
Wilk 
Uliczny Drapieżnik


Miano: Matthias Hans Wolf
Wiek: 17
Pseudonim: Wilk
Klasa: 12th B
Wzrost: 180 cm
Ubiór: zwykły Tshirt,dres lub bluza z kapturem i jeansy, szalik czasami a w chłodniejsze dni kurtka skórzana, szyja przyozdobiona naszyjnikiem z krzyżem lub nieśmiertelnikami
Ekwipunek: telefon, duże słuchawki, dokumenty i portfel
Wygląd: Jednym słowem albinos. Czerwone ślepia i krótkie rozczochrane bieluteńkie kłaki oraz jasna karnacja. Bez koszulki widać mu mocniejsze zarysy mięśni.
Miłość: Tajne
TYP: dziki
Znaki Szczególne: blizna na szyi przy biegu aorty, białe włosy, czerwone ślepia


Fabularnie: Z takim jednym~
Motto: Daw­niej, gdy ści­gały mnie w ziemie wil­ki, za­mieniałem się w wil­ka i biegałem ze sta­dem po kil­ka ty­god­ni. I przeżyłem.
Multikonta: Nein
Dołączył: 14 Lut 2013
Posty: 502
Skąd: Monachium (Niemcy)
Wysłany: 2013-05-28, 19:43   

Cichy, ukryty cień gniewu przemknął jak błyskawica po twarzy Matta. Nienawidził jak ktoś oceniał do z wyglądu, szczególnie w tak dosadny sposób. Miał dość wytykania palcami przez bachory i przez ludzi w podeszłym wieku. Jednak po tym "niewybuchu" na jego kąciki ust wygięły się do góry na wspomnieniu o duchach.
- Eh ty, ten las nie jest nawiedzony tylko w cholerę pusty. - wyszczerzył się wesoło i potem zaraz zaśmiał się głośno.
Był zadowolony, że nie wystraszył chłopaka. Wzrosło tylko dziwne wrażenie o tym, że może jest dziwakiem, chodź pewności nie ma. -Tak wiem wyglądam nietypową, ale akurat ta kreaturą nie jestem.
Przyglądał mus ie zaciekawieniem. Wydawał być się kimś kogo Wilk jeszcze nie napotkał w swoim życiu. Dziwnie się wyrażał, tok rozumowania był jak na razie w jego ocenie dość pokrętny i chaotyczny sposób. To tylko pobudzało ciekawość Matta. Wygląd tez nie miał niczego sobie. Mimo ciemnoty dostrzegł zielone włosy. Przymknął powieki przemyśliwując to na chłodno. Jednak po chwili łypnął na towarzysza okiem, który szarpał jego biedną kończynę.
- Ej, ej! Nie piekl się! - spojrzał mu w oczy. Teraz Przez jego umysł przeszła mu dzika myśl aby nie zaprzeczać jego domysłom, Chociaż po chwili się rozmyślił.
- Przykro mi, akurat nie zombi. - zrobił smutną minę zbitego psa. Nie miał jak na razie pomysłu na wymyślenie określenia swej formy.
Z uwaga śledził jego słowa, które zaskakująco znormalniały. Czyli by jednak źle na początku ocenił sytuacje i chłopak tylko się zgrywał? Wilczastemu nie podobało się ta myśl, o nie.
- Niezbyt to bezpiecznie. - skwitował jego słowa również normalnie - Tak zasypiasz się i ktoś cie atakuje od tyłu. - mówił to normalnym tonem, który nikogo nie miał wpędzić w paranoje. A może właśnie takie postępowanie powodowało to? Niezbyt się tym teraz przejmował Matt. - Musisz się starać takich numerów nie robić, bo kiedyś możesz się przez to nie obudzić.
Matt zawsze myślał źle o ludziach. Do niego trzeba było szczególnego podejścia aby go przekonać, a ten przybysz się wykazał za co już miał ogromnego plusa wpisanego w umyśle albinosa.
- Ja? - odparł jakby zdziwiony tym kolejnym normalnym pytaniem. - Odpoczywam od zgrai złych ludzi i zawieram przymierze z naturą. Eh, tylko tutaj jest częściowo wytępiona... - dodał z nieskrywanym żalem. Uwielbiał zwierzęta, a chciał najbardziej poznać jakieś okoliczne wilki chicagowskie. Jednak chyba tak zostały tutaj znienawidzone, że aż je wymordowali.
Nieboskłon ściemnił się mocniej. Dziś była i pełnia. I nagle wpadło coś Mattowi do tego szalonej głowy. Lekko odchylił łeb od chłopca i zawył na cały las. Gdzieś pojedyncze ptaki odleciały w przestrachu. Wolfa zastanawiał fakt czy teraz ten zielony koleżka odgadnie kim jest.
_________________
{ | | | | | }
 
 
     
Levi
Zielony Gapcio
Zielony Krab


Miano: Levi Hassenbacher, ewentualnie hoer.
Wiek: Takie tam osiemnaście lat.
Pseudonim: Hoer, Chodak, Lavi, Lewak... I takie tam.
Klasa: 13th B
Wzrost: Niewielki, bo ma on metr osiemdziesiąt sześć.
Ubiór: Od czego by tutaj zacząć? Nie jest on ubrany jakoś wyjątkowo. Czarna bluzka, dżinsowe spodnie i to prawie wszystko. No, może nie licząc butów, bo te to akurat są najzwyczajniej w świecie glanami.
Ekwipunek: Zapalniczka, notes, ołówek, torba, paczka gum, portfel i... Tak, nie nosi telefonu.
Wygląd: Blada cera, heterochromia - zielono żółta - i oczywiście farbowane włosy. Zazwyczaj można go zauważyć z jakimiś słodyczami. Nie ma jakiejś wyjątkowej budowy, ale ma siłę, aby nie zginąć w tej dżungli zwanej szkołą. Oj, ma siłę, o którą nikt by go nie osądzał.
Miłość: lizaki.~ A, no i jeszcze taki niski Francuz.
TYP: Zależy, gdzie leży.
Znaki Szczególne: Zielone włosy z żółtymi pasemkami? Heterochromia?


Fabularnie: Wróg lizaków nr 1 - Cińciak!
Motto: Nienawiść jest subtelniejszą formą gwałtu.
Multikonta: Damballa
Dołączył: 18 Maj 2013
Posty: 36
Wysłany: 2013-05-29, 11:48   

Levi na stwierdzenie tego osobnika, pokręcił głową, jakby ta zaraz miała się oderwać od tułowia i potoczyć się po ziemi, a on chciałby przyspieszyć ten proces. – Nie znasz się! Duchy istnieją. To miejsce jest nawiedzone i dlatego ludzie przerwali tutaj wszelkie budowy – stwierdził z dziecinną pewnością swej historii. Tak, z pewnością nikt tego osobnika nie przekona do swojej racji, póki on sam wierzy we wszelkiego rodzaju wróżki, elfy, duchy, wilkołaki i takie tam bzdety z bajek na dobranoc i legend czy mitów.
Popatrzył na białowłosego smutnym wzrokiem. – Jak to nie? Nie zombie? – powiedział wyraźnie zawiedziony. Taaa… Lepiej nie wnikać, czego kochany schizofrenik się spodziewa po jakimś obcym spotkanym w lesie. No, przecież to jasne, że każdy spotkany w nocy jest wampirem, kotołakiem, duchem, aniołkiem lub przerośniętym bakłażanem.
Nie ma się, co obawiać, Wolf z pewnością nie ocenił źle tego osobnika. Po prostu… No cóż, Levi ma czasem przebłyski normalności. Rzadko, bo rzadko, ale jednak tak się zdarza i z pewnością wiele osób przebywających z nim musiało się do tego w pewnym momencie przyzwyczaić. Ewentualnie zerwać z nim jakiekolwiek kontakty dla własnego dobra psychiki. No, nie da się ukryć, że holender potrafi być irytujący i zaraźliwie dziecinny, a jego pokrętna logika jest… Niespotykana.
Słysząc kolejne słowa pana ducho-zombi-czegoś, Levi spuścił głowę i lekko nią pokiwał. Zachowywał się zupełnie jak dziecko, które dostało przed chwilą reprymendę. – Ale… Ale to nie moja wina… Ja naprawdę nie chcę usypiać… To choroba… – mówił cicho, jakby chciał się wytłumaczyć, ale jednocześnie coś go powstrzymywało. No, był dziwakiem, ale nie przepadał za rozmowami o swoich chorobach. Do tego jeszcze z obcymi. Oni zazwyczaj po tym nie rozmawiali już z nim, bo najzwyczajniej w świecie nie chcieli mieć niczego wspólnego z chorą psychicznie osobą.
Słysząc dźwięk zupełnie, jakby wydawał go wyjący wilk, Levi od razu wręcz się skulił na ziemi. Nie przepadał za takimi rzeczami, chyba jak każdy i… No, trochę się ich bał. Oczywiście nie tak bardzo jak luster, czy krwi, czy też małych pomieszczeń, ale jednak odczuwał przed nimi jakiegoś rodzaju lęk.
Chłopak, kuląc się zatkał uszy i zaczął znów energicznie kręcić głową, jakby chciał od siebie coś odpędzić. W jego głowie zaczęły tłoczyć się myśli. Kilka głosów naraz go wołało. Gdzieś w tle dalej odbijał się ten dziwny, wilczy dźwięk. Coś mówiło, żeby zielonowłosy zaczął uciekać, a inny głos wołał, że jest on już martwy i nie ma drogi powrotnej z tego miejsca.
-P-proszę… – zaczął drżącym głosem. – N-nie rób ta-ak wię-więcej… D-dobrze? – zapytał niepewnie, dalej mocno zaciskając powieki. Nie potrafił się skupić, a nawet taka mowa sprawiała mu trudność. Chciał odpowiedzieć tym głosom, aby go zostawiły, ale wiedział, że go nie posłuchają. Do tego pan wilkołak mógłby to też źle odebrać, a Hoer z pewnością nie chciał teraz być tutaj sam. Chociażby obok miał być seryjny morderca, on chciał czyjejś obecności. No i cóż, miał szczerą nadzieję, że jednak albinos spełni jego prośbę i nie będzie go więcej tak straszył. Nieumyślnie, ale jednak straszył.
_________________
 
 
     
Wilk 
Uliczny Drapieżnik


Miano: Matthias Hans Wolf
Wiek: 17
Pseudonim: Wilk
Klasa: 12th B
Wzrost: 180 cm
Ubiór: zwykły Tshirt,dres lub bluza z kapturem i jeansy, szalik czasami a w chłodniejsze dni kurtka skórzana, szyja przyozdobiona naszyjnikiem z krzyżem lub nieśmiertelnikami
Ekwipunek: telefon, duże słuchawki, dokumenty i portfel
Wygląd: Jednym słowem albinos. Czerwone ślepia i krótkie rozczochrane bieluteńkie kłaki oraz jasna karnacja. Bez koszulki widać mu mocniejsze zarysy mięśni.
Miłość: Tajne
TYP: dziki
Znaki Szczególne: blizna na szyi przy biegu aorty, białe włosy, czerwone ślepia


Fabularnie: Z takim jednym~
Motto: Daw­niej, gdy ści­gały mnie w ziemie wil­ki, za­mieniałem się w wil­ka i biegałem ze sta­dem po kil­ka ty­god­ni. I przeżyłem.
Multikonta: Nein
Dołączył: 14 Lut 2013
Posty: 502
Skąd: Monachium (Niemcy)
Wysłany: 2013-06-02, 23:57   

Rozbawiło go jego zachowanie. A te trochę nienaturalne obroty głową. Prawie tam śmiechem nie buchnął, ale jakimś cudem się opanował.
- Nie istnieją. - stał uparcie po stronie swego zdania. Duchy, diary i tym podobne uważał za wymysły bajarzy i pisarzy piszących fantastykę. W realnym święcie nie spotkał się z czymś takim i uparcie stał przy swoim.
Jednak nie opanował fali śmiechu widząc jego rozczarowanie malujące się na jego twarzyczce. Chichot był cichy, ale słyszalny.
- Przykro mi, ale serio nie jestem. - pomachał sobie przed twarzą aby poczuć chłód, który miał go przywrócić do stanu przed napadem. Czasem zdarzało mu się być brany za istotę nie z tego świata, lecz pierwszy raz aż tak wysnuwał dziwne wnioski. Może zdenerwowała by to Wilka, że ktoś znów pije do jego wyglądu i ocenia go po nim, ale był w dobrym humorze i pozwolił sobie na tą łaskę dla chłopaka.
Jego uśmiech zszedł z twarzy gdy jego towarzysz posmutniał. Zaczął się zastanawiając co jest tego wynikiem. Otrzymując zaraz po tym odpowiedź zmarszczył się lekko. Jego ciekawość była zbyt rozbudzona. Czasem to było kłopotliwe, bo ludzie myśleli, że Matt chce wleź im butami w życie a on tylko chciał wiedzieć. Nawet nie wykorzystywał tej wiedzy przeciwko nim no chyba, że ktoś mu podpadł wtedy zaczynało się piekło dla wroga Wolfa.
- Jaka choroba? - mimo wezbranych wszystkich sił w sobie nie mógł powstrzymać tego naturalnego pytania ciekawskiego Wilka.
- Ej nie smuć się, ja chciałem ci tylko doradzić i w ogóle. - zrobiło mu się głupio, co rzadko się zdarzało. Skwasił się i spojrzał przepraszająco w oczy zielonowłosego. Myślał, że wycie rozbudzi wybujałą wyobraźnie Jego towarzysza. Niestety okazało się to głupszy posunięciem niż wyrażenie troski o bezpieczeństwo nowopoznanego. Człowiek zawsze może się pomylić, ale w stosunku do tego chłopaka zbyt wiele przykrych rzeczy zrobił czy powiedział. Jego reakcja zupełnie go zdołowała. pochylił się nad nim i zaczął uspokajająco głaskać go po głowie w nadziei, że wybaczy mu tą niefrasobliwość. Przecież nie chciał go skrzywdzić.
- A tak w ogóle jak ci na imię? - zapytał w miarę pogodnie próbując rozluźnić atmosferę, która już była wystarczająco napięta.
_________________
{ | | | | | }
 
 
     
Levi
Zielony Gapcio
Zielony Krab


Miano: Levi Hassenbacher, ewentualnie hoer.
Wiek: Takie tam osiemnaście lat.
Pseudonim: Hoer, Chodak, Lavi, Lewak... I takie tam.
Klasa: 13th B
Wzrost: Niewielki, bo ma on metr osiemdziesiąt sześć.
Ubiór: Od czego by tutaj zacząć? Nie jest on ubrany jakoś wyjątkowo. Czarna bluzka, dżinsowe spodnie i to prawie wszystko. No, może nie licząc butów, bo te to akurat są najzwyczajniej w świecie glanami.
Ekwipunek: Zapalniczka, notes, ołówek, torba, paczka gum, portfel i... Tak, nie nosi telefonu.
Wygląd: Blada cera, heterochromia - zielono żółta - i oczywiście farbowane włosy. Zazwyczaj można go zauważyć z jakimiś słodyczami. Nie ma jakiejś wyjątkowej budowy, ale ma siłę, aby nie zginąć w tej dżungli zwanej szkołą. Oj, ma siłę, o którą nikt by go nie osądzał.
Miłość: lizaki.~ A, no i jeszcze taki niski Francuz.
TYP: Zależy, gdzie leży.
Znaki Szczególne: Zielone włosy z żółtymi pasemkami? Heterochromia?


Fabularnie: Wróg lizaków nr 1 - Cińciak!
Motto: Nienawiść jest subtelniejszą formą gwałtu.
Multikonta: Damballa
Dołączył: 18 Maj 2013
Posty: 36
Wysłany: 2013-06-06, 13:20   

- Buuuu... Ty się nie znasz! Istnieją i koniec kropka, a za karę to oni cię zjedzą we śnie, ot co! - Czyli logiki Leviego ciąg dalszy. W sumie to naprawdę powinien zostać w psychiatryku i tutaj już autor postu nie ma na myśli samej dziecinności zielonowłosego. Holender często miał... Ataki paniki. No, mógł wtedy zrobić cokolwiek, chociaż raczej nie krzywdził innych. Najzwyczajniej w świecie nie potrafił.
Na pytanie, Levi chciał odpowiedzieć od razu, ale ugryzł się w język. Z przyzwyczajenia zacząłby wymieniać dosłownie wszystkie swoje choroby, a nie przepadał za reakcją ludzi na to. Po prostu byli tacy dziwni. Zachowywali się, jakby chłopak miał się na nich zaraz rzucić czy coś takiego. A on by muchy nie skrzywdził i to dosłownie! - Narkolepsja... - powiedział cicho i pokiwał głową na znak, że rozumie.
I co z tego, że Wilk trochę się zagalopował? Levi i tak będzie przepraszał za to, jak się zachowuje. Tak było zawsze, bo był oto obwiniany od małego przez rodziców. Taa... To się w nim nie zmieniło. Przepraszał bardzo często i za głupoty najczęściej. Po prostu nie potrafił inaczej. Do tego nie chciał, żeby inni się na niego gniewali.
- Levi... - powiedział cicho, starając się uspokoić. No, niezbyt mu to wychodziło, ale można to pominąć. Każdy na miejscu Holendra by właśnie tak postępował. Był dziwnie wychowywany, ale nikt nie pytał o powód, bo w końcu po co? Ludzie byli bardzo często przyzwyczajeni do braku interesowania się innymi, co z jednej strony było dobrym nawykiem.
- Nie będziesz tak więcej robił?.. - zapytał niepewnie, zerkając ukradkiem na nieznajomego. Bał się i sam nie wiedział, czego dokładnie. Może tego osobnika? A może po prostu lasu? W sumie, jakby tak się zastanowić to to miejsce było naprawdę przerażające. Te wszystkie kształty i cienie ich otaczające. Z pewnością mogły oddziaływać na wyobraźnię, co nie było czymś dobrym w przypadku Leviego. Chłopak po chwili podniósł się z ziemi, chociaż cały czas się trząsł i był wyraźnie wystraszony. No, chyba bywa, że niektórzy w ogóle nie posiadając siły psychicznej do walki z tymi fałszywymi obrazami, które serwuje nam nasza wyobraźnia, prawda? Do tego trzeba wspomnieć o tym, że Hoer zaczął się zastanawiać, co lepiej zjeść po powrocie. Był trochę głodny... Może kanapkę z masłem orzechowym i dżemem? Albo usmaży sobie jajecznicę, o, to też dobry pomysł!
_________________
 
 
     
Wilk 
Uliczny Drapieżnik


Miano: Matthias Hans Wolf
Wiek: 17
Pseudonim: Wilk
Klasa: 12th B
Wzrost: 180 cm
Ubiór: zwykły Tshirt,dres lub bluza z kapturem i jeansy, szalik czasami a w chłodniejsze dni kurtka skórzana, szyja przyozdobiona naszyjnikiem z krzyżem lub nieśmiertelnikami
Ekwipunek: telefon, duże słuchawki, dokumenty i portfel
Wygląd: Jednym słowem albinos. Czerwone ślepia i krótkie rozczochrane bieluteńkie kłaki oraz jasna karnacja. Bez koszulki widać mu mocniejsze zarysy mięśni.
Miłość: Tajne
TYP: dziki
Znaki Szczególne: blizna na szyi przy biegu aorty, białe włosy, czerwone ślepia


Fabularnie: Z takim jednym~
Motto: Daw­niej, gdy ści­gały mnie w ziemie wil­ki, za­mieniałem się w wil­ka i biegałem ze sta­dem po kil­ka ty­god­ni. I przeżyłem.
Multikonta: Nein
Dołączył: 14 Lut 2013
Posty: 502
Skąd: Monachium (Niemcy)
Wysłany: 2013-06-10, 00:21   

Wybuch szczery śmiechem. Nie miał zamiaru odpuścić tej kwestii. Tezy tego typu stworach nie mieściły się w głowie Wolfa.
- A znam. - zaprzestał na chwilę, ale nadal się głupio uśmiechał. - I powiem ci, że nie ma takich istot. Bo powiedz widzisz? Miałeś z nimi styczność, oprócz filmów czy książek? Nie? No właśnie. - zmarkotniał. Co prawda ta mini-kłótnia nie miała większego sensu, ale Wilk zawsze do upadłem walczył o swoje zdanie i nie miał zamiaru zmieniać tego i w tym przypadku. Oczywiście, że nawet jeśli ta dyskusja nadal będzie toczona to wysłucha argumentów drugiej strony, ale wątpił, aby usłyszał jakieś przekonujące fakty.
Zaintrygowany, że chłopak na coś cierpi skupił całkowicie na nim swoją uwagę, jakby w na jego twarzy maiło być wypisane co go boli, jak cierpi. Przecież jest masa ludzi, która przez mimikę twarzy zdradzała właśnie, że czuje ból, nie wysypia się, to są przecież pierwsze objawy wielu chorób. Uwielbiał te tematy i zawsze drążył je do tego momentu gdy skarbnica wiedzy miała dosyć świecących się z ekscytacji czerwonych ślepi.
- Nie znam tego. - powiedział szczerze ale z ukrytą nutą irytacji na brak wiedzy o czymś takim. Zapewne przed laptopem poszuka informacji na temat choroby zielonowłosego. Choroba w sama w sobie jest fascynująca, jej przebieg i takie tam podobne.
- Możesz mi o niej opowiedzieć, chociaż trzy zdania? - uśmiechnął się ciepło w jego stronę. Jego oczy błyszczały niezrównanym blaskiem przy tak małej dawce światła słonecznego. Wolf zawsze lubił wsadzać nos w interesujące wydarzenia, czy książki. Zawsze to przecież pobudzało do myślenia i rozwijało jego umysł.
Nie był na niego zły. Nie znal go co prawda, ale wzbudzał zaufanie, więc dostał kredyt zaufania od Wolfa. Miał po cichu wrażenie, że oboje może coś z mają z głową? Nie mógł tego zweryfikować.
Pokiwał ze zrozumieniem, kiedy wypowiedział swoje imię. Było, krótkie i pierwszy raz z nim się spotkał. Dla niego już to było oryginalne!
Ponownie się skwasił. W lesie czuł się jak swoim żywiole i wcale się nie ograniczał, wiec prośba Leviego nie przyjął zadowoleniem widocznym na twarzy.
- To będzie trudne. - wycharczał słabo. Zawsze robił to co chciał nie zważając na konsekwencje i to doprowadziło to tej niezręcznej sytuacji z której Matt nie potrafił wyjść z twarzą. - Wiesz mam na nazwisko Wolf i tak na mnie wołają nie bez przyczyny. Postaram się tego nie robić, ale nie dam gwarancji. - jego głos na ostatnich wyrazach ściszał się dając efekt smutku wynikający z ograniczenia Wilka. Po krótkiej ciszy przez jego mózg przebłysnęła wręcz genialna myśl! Przecież aby zadowolić ich obu - Wolf będzie sobą, Levi będzie czuł się bezpieczny, gdy wyjdą z tego miejsca przecież. Sam też poczuł się głodny. Dawno już ni nie jadł.
- Chodźmy stąd! - pociągnął go za rękaw po chwili dodając - Levi głodny jesteś? - spojrzał na chłopaka mając nadzieje, ze też czuje burczenie w brzuchu.
_________________
{ | | | | | }
 
 
     
Levi
Zielony Gapcio
Zielony Krab


Miano: Levi Hassenbacher, ewentualnie hoer.
Wiek: Takie tam osiemnaście lat.
Pseudonim: Hoer, Chodak, Lavi, Lewak... I takie tam.
Klasa: 13th B
Wzrost: Niewielki, bo ma on metr osiemdziesiąt sześć.
Ubiór: Od czego by tutaj zacząć? Nie jest on ubrany jakoś wyjątkowo. Czarna bluzka, dżinsowe spodnie i to prawie wszystko. No, może nie licząc butów, bo te to akurat są najzwyczajniej w świecie glanami.
Ekwipunek: Zapalniczka, notes, ołówek, torba, paczka gum, portfel i... Tak, nie nosi telefonu.
Wygląd: Blada cera, heterochromia - zielono żółta - i oczywiście farbowane włosy. Zazwyczaj można go zauważyć z jakimiś słodyczami. Nie ma jakiejś wyjątkowej budowy, ale ma siłę, aby nie zginąć w tej dżungli zwanej szkołą. Oj, ma siłę, o którą nikt by go nie osądzał.
Miłość: lizaki.~ A, no i jeszcze taki niski Francuz.
TYP: Zależy, gdzie leży.
Znaki Szczególne: Zielone włosy z żółtymi pasemkami? Heterochromia?


Fabularnie: Wróg lizaków nr 1 - Cińciak!
Motto: Nienawiść jest subtelniejszą formą gwałtu.
Multikonta: Damballa
Dołączył: 18 Maj 2013
Posty: 36
Wysłany: 2013-07-04, 18:34   

Levi popatrzył na rozmówcę z wyrzutem. Jak on tak mógł?! Nie wierzył w duchy, ani nawet w istoty nadprzyrodzone! Toż to było niedopuszczalne!
- A pfff... W nic nie wierzysz i się nie znasz, bo tak! I jesteś wilkołakiem, o! – Stwierdzeń kochanego Leviego ciąg dalszy. Tak, jak nie jest duchem, wróżką, syrenką, elfem i czymś jeszcze to jest wilkołakiem i koniec kropka. Nie ma więcej dyskusji i tak, o!
Popatrzył niepewnie na na białowłosego i powoli kiwnął głową. Niezbyt wiedział, jak ma opowiedzieć o tej chorobie. No cóż, nie był do tego przyzwyczajony. Zazwyczaj ludzie, którzy usłyszą tę nazwę, udają, że doskonale wiedzą, o co chodzi w tej chorobie i nie drążą tematu, a nawet go unikają, żeby nie poszczycić się swoim brakiem wiedzy w tej dziedzinie.
- Nie wiem jak to wyjaśnić, ale... Um... Chyba najważniejsze jest to, że w każdej chwili mogę usnąć. Czasami tracę władzę w nogach, albo wpadam w stan odrętwienia. Owszem, jestem przytomny, ale może się zdawać, że... Nie żyję – mówił cicho i chwilę się zastanowił. Nie wiedział, jak ma dalej to tłumaczyć, ale po chwili wpadł na coś. - Widzisz? Streściłem ci chorobę w trzech zdaniach. Potrafię tłumaczyć! – zawołał z uśmiechem na twarzy. Tak, dla niego to było niezwykłe, że potrafił wytłumaczyć cokolwiek. Tak, on po prostu zbytnio nie był nauczony tego, aby opowiadać o swoich chorobach. Większości ludzi wystarczył fakt, że od tego mógł usnąć, że w tym bał się krwi i takie tam. Najzwyczajniej w świecie nie interesowali się takimi zagadnieniami i tyle.
Levi spokojnie dał się pociągnąć, po chwili stająć przy Wolfie. W sumie to niezbyt wiedział czy jest głodny, ale nie musiał odpowiadać, bo najwidoczniej jego brzuch sam doskonale znał odpowiedź i podzielił się tą informacją z całym światem, burcząc głośno. Chyba nic dziwnego, bo przecież Levi nie jadł prawie cały dzień. Usnął, niestety w tym lesie, a nie zabrał ze sobą jakiegoś konkretnego jedzenia.
- Jak widać jestem – powiedział, cały czas się lekko uśmiechając. - A jest niedaleko jakaś kawiarnia? Albo cokolwiek, gdzie można coś zjeść? O, a najlepiej, żeby były tam naleśniki na słodko! Albo desery lodowe i ciastka! – mówił, a jego oczy zaczęły błyszczeć, niczym ślepia u małego dziecka, które widzi wybór stu smaków lodów i może skosztować każdej. No, ale nic dziwnego. W końcu nasz Levi uwielbiał wszelkiego rodzaju słodkości i nie było to zależne od pory dnia. Miał na nie ochotę... Zawsze, ot co.

Załóżmy, że na twoją prośbę krótko. Nie, wcale to nie dlatego, że mi się nie chciało pisać. x3
_________________
 
 
     
Wilk 
Uliczny Drapieżnik


Miano: Matthias Hans Wolf
Wiek: 17
Pseudonim: Wilk
Klasa: 12th B
Wzrost: 180 cm
Ubiór: zwykły Tshirt,dres lub bluza z kapturem i jeansy, szalik czasami a w chłodniejsze dni kurtka skórzana, szyja przyozdobiona naszyjnikiem z krzyżem lub nieśmiertelnikami
Ekwipunek: telefon, duże słuchawki, dokumenty i portfel
Wygląd: Jednym słowem albinos. Czerwone ślepia i krótkie rozczochrane bieluteńkie kłaki oraz jasna karnacja. Bez koszulki widać mu mocniejsze zarysy mięśni.
Miłość: Tajne
TYP: dziki
Znaki Szczególne: blizna na szyi przy biegu aorty, białe włosy, czerwone ślepia


Fabularnie: Z takim jednym~
Motto: Daw­niej, gdy ści­gały mnie w ziemie wil­ki, za­mieniałem się w wil­ka i biegałem ze sta­dem po kil­ka ty­god­ni. I przeżyłem.
Multikonta: Nein
Dołączył: 14 Lut 2013
Posty: 502
Skąd: Monachium (Niemcy)
Wysłany: 2013-08-08, 01:41   

- Dokładnie o to mi chodziło! - wykrzyknął w pustym lesie radośnie. W końcu zielony zrozumiał do czego zmierzał Wilczasty od początku. Uwielbiał, kiedy ludzie obok czuli dreszcze przerażenia na jego widok. "Bo to wściekły, dziki zwierz, który rozszarpuje na strzępy. Nie zna litości." - czasami takie dzikie myśli przebiegały przez jego mózg niczym rakieta, pozostawiając ślady. Tym razem już nie dyskutował dalej o istotach, które zdaniu takich jak Wolf najnormalniej nie istnieją. Nie chciał burzyć dziecięcej, według niego, świadomości Leviego.
Wyczuł pewną niechęć w opowiadaniu o jego chorobie. Pokiwał głową. Sam wiedział, że rozmowa na takie tematy do łatwych i przyjemnych nie należy.
- Nie żyjesz? - jego oczy się gwałtownie rozszerzyły na ta informacje - Nigdy nie słyszałem o czymś podobnym. Musze się do wiedzieć. - wymruczał bardziej do siebie niż do zielonego.
- Brawo. - klasną w dłonie z aprobatą - Należy ci się medal! Nie każdy umie o tym opowiadać. - uśmiechnął się delikatnie w jego stronę powoli panując nad emocjami wokół nich. Wilk nie miał oporów rozmawiać o swoich dolegliwościach. Wszyscy widzieli przecież, że ma białe włosy, krwiste tęczówki i jasną karnacje. U niektórych nietypowość można stwierdzić od razu. Jedyną drogą jest albo pogodzenie się ze smutnym losem i parciem do przodu lub załamaniem się. Wilk raczej dążył według pierwszej zasady, ale czasami miał chwilę zwątpienia. Choroba Leviego wprawiała w nim przyjemne dreszcze, chęć poznania nowych informacji, o których nie miał pojęcia. Dla niego było to o tyle ekscytujące, ponieważ interesował się każdą dziwną medyczną sprawką.
Uśmiechnął się po raz kolejny, kiedy do jego wrażliwych uszu dobiegł dźwięk pustego żołądka zielonego. Sam był głodny niczym wilk. - W okolicy chyba nie. To pusty las. - zmarkotniał cicho trzymając mocno jego dłoń - Okej to musimy wrócić do miasta. - odwrócił od niego wzrok kierując go na ścieżkę aby wyprowadzić ich obu z tego dziwnego pustego miejsca.
_________________
{ | | | | | }
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,31 sekundy. Zapytań do SQL: 7