Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Główna Aleja.
Autor Wiadomość
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-01-24, 20:22   Główna Aleja.

Znajdująca się na samym środku, aleja to najgłówniejszy punkt tego zoo. Przechodzi ona od samego początku do samego końca, poprzez całe terytorium. Została ona stworzona oczywiście na potrzeby klatek ze zwierzętami. Idąc wzdłuż owej drogi, po bokach obserwować można zamknięte zwierzęta, z różnych krajów i kontynentów. Co kilka metrów stoi śmietnik i ławka, na której można odpocząć, po przejściu owej alei można zajść do parku na długi odpoczynek. Ogólnie zoo miewa się jaskrawą zielenią jest to bardzo przyjemne dla oczu miejsce.
 
     
Sweet Prince
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-22, 16:21   

/ z lodziarni

Widać było po nim, że stracił humor gdy Eli wspomniał o ojcu. Nienawidził tego tematu i niemalże od razu jego usta ułożyły się w półksiężyc zwrócony ku dołowi. Opuścił rączkę z watą cukrową i oparł nadgarstek o kolano. Nóżki skrzyżował ze sobą i odchylił się lekko do tyłu na ławeczce.
- Papa nie ma z nim nic wspólnego. On w ogóle... ma mnie w dupie, głęboko i daleko, a ty doskonale o tym wiesz, Eli. Przecież to widzisz. Bywa w domu jak w hotelu, tylko na noc, non stop z jakąś dziwką. Dobrze, że teraz nie muszę go oglądać.
Tak, bardzo się cieszył, że wyjechał do tej szkoły w Chicago i nie musiał już na niego patrzeć. Jego paskudna gęba nadal śniła mu się po nocach. Nienawidził tego człowieka chociaż niby nic takiego mu nie zrobił, ale... może właśnie o to chodziło? Nie miał żadnych miłych wspomnień związanych z tym kolesiem. Nienawiść była więc jedynym uczuciem, jakim mógł go darzyć. Płynna, gorąca niczym lawa nienawiść.
Uniósł rączkę z powrotem i ugryzł jeszcze kawałek waty, patrząc nieco bezmyślnie na klatkę z tygrysami. Gdy chłopak wspomniał o panterach nagle go olśniło i o mało co nie upuściłby patyczka z ulubioną słodkością. Spojrzał na niego kątem zdrowego oka i uśmiechnął się szeroko.
- Pantera. Właśnie, przypominasz mi panterę. Długo się zastanawiałem jakie zwierze będzie odpowiednie, bo tygrysy i lwy niekoniecznie mi odpowiadały. Ale pantera, zwłaszcza czarna, będzie idealna jako uosobienie Ciebie.
Może trochę bredził, ale ważne że sam rozumiał o co mu chodzi. Podniósł się z ławeczki i nie czekając na niego ruszył przodem, doskonale wiedząc że powlecze się za nim za chwilę niczym cień, nie pozwalając by ktokolwiek chociażby się o niego otarł czy musnął, choćby przez przypadek. Mógł więc swobodnie mówić dalej, wiedząc że ten i tak go słucha - czy tego chce czy nie. Kończył też powoli watę cukrową i zaczął oblizywać patyczek z resztek lepkiego cukru.
- Jeszcze chwilę i możemy wracać. Chce jeszcze znaleźć żyrafy i kucyki. - podskoczył lekko na samą myśl o nich. - Umiesz jeździć konno? Ja umiem. Ale tata nie chciał mi nigdy kupić konia twierdząc że nie jestem na tyle odpowiedzialny. Pozwalał mi dosłownie na wszystko, kupił mi nawet własną wyspę na Hawajach, ale akurat kucyka postanowił nie kupować! Wyobrażasz sobie?! - spojrzał na niego oburzony rzucając patyczek pod nogi i idąc dalej jakby nigdy nic.
 
     
B.C.
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-22, 16:39   

Nie spojrzał na małego, kiedy ten mówił o swoim ojcu. Tak, no może i wiedział, jakie relacje ich łączą, ale... Sam nigdy nie miał nawet okazji poznać swojego taty i czasem tego żałował. Nie zwierzał się chłopakowi ze swojego życia (prawdę mówiąc, Hitsui niewiele w ogóle o nim wiedział), ale zazdrościł mu, że w ogóle kogoś ma.
- Gdyby miał cię, jak to mówisz, w dupie, nie zatrudniłby mnie i nie starałby się wychować cię na godnego następcę. - mruknął. - Jakkolwiek do tego podchodzi. Szanuj swojego ojca, paniczu, bo w każdej minucie może nadejść chwila, gdy się dowiesz, że więcej już go nie zobaczysz. A wtedy możesz żałować.
Zwrócił powoli zielonożółte spojrzenie na dzieciaka i przyglądał mu się z góry w milczeniu, kiedy ten nawijał o tym, jak to Elliot bardzo mu przypomina panterę. Równie powoli jeden kącik jego ust uniósł się do góry w uśmiechu.
- Panterę, powiadasz... Możliwe. Niektórzy nazywają mnie Czarnym Kotem. Z różnych powodów.
Nie uważał wcale, żeby mały bredził. Sam czasem myślał o sobie w podobnych kategoriach. Czasem też myślał o sobie jako o pająku, pociągającym za sznurki - w końcu był swojego czasu przywódcą gangu, prawda? I siedział w norze, wysyłając swoich kolegów na robotę.
Faktycznie kiedy mały ruszył alejką, Eliot wstał i poszedł za nim, trzymając się w oddaleniu pół kroku.
- Nie umiem jeździć konno. - mruknął. - Nigdy nie miałem okazji dosiadać konia.
Podniósł patyczek od waty i wyrzucił do kosza z obojętną miną. Nie odpowiedział na zażalenia, że ojciec nie chciał małemu kupić kucyka, bo co niby miał mu na to odpowiedzieć?
Rozpuszczony bachor. Cholerny, rozpuszczony bachor. - myślał, nie pokazując nic po sobie na zewnątrz, tylko wciąż wodząc dookoła tym swoim dzikim wzrokiem. - Gdybyś miał tak jeden dzień spędzić w moim świecie, na moim miejscu, o pół godzinie zacząłbyś piszczeć, wyć i wołać o pomoc. I jęczeć, że jesteś głodny. Zjedliby cię, mały. Zjedliby cię żywcem.
Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, wetknął sobie jednego do ust i przypalił. Starał się nie wydmuchiwać dymu na małego, ale po prostu musiał zapalić.
- Tam widzę żyrafy, paniczu. - powiedział po chwili, wskazując w odpowiednim kierunku.
 
     
Sweet Prince
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-22, 17:16   

Nie zamierzał wypowiadać się na temat ojca już więcej. I tak powiedział za dużo. Eli mógł się z nim nie zgadzać, oczywiście że tak, ale on swoje wiedział. I wolałby nie mieć ojca niż mieć takiego jak ten. Ale koniec tematu, bo jeszcze się posprzeczają, a nie chciał tego robić. Nie publicznie. Uwielbiał się z nim kłócić gdy byli sam na sam, bo przeważnie kończyło się to w łóżku, a takie rozwiązania mu jak najbardziej odpowiadały. Był seksoholikiem i nigdy się tego nie wypierał, a odkrył to dopiero przy Elim. To z nim przeżył swój pierwszy raz, jakiś czas po skończeniu czternastu lat. Potem było jeszcze wiele innych razów i każdy jeszcze lepszy od poprzedniego. Ale nie przyszło mu do głowy, że może cokolwiek do niego czuć poza przyjaźnią i przywiązaniem. Bo znał go już ponad dwa lata i nie szło się nie przywiązać, zwłaszcza gdy spędza się z kimś każdą wolną chwilę i w dodatku mieszka z tym kimś pod jednym dachem.
- Czarny Kot? - zamyślił się na moment, marszcząc nosek, czółko i zagryzając dolną warge przy pomocy dwóch przednich ząbków. Wyglądał dość zabawnie i słodko jednocześnie, ale tak już miał gdy o czymś zawzięcie myślał. - Nie, nie zgadzam się. Bo czarne koty przynoszą pecha, a ty mi pecha nie przynosisz.
Chyba to miało być coś w stylu 'dobrze mi z tobą i nie bywam nieszczęśliwy nawet jeśli się kłócimy, krzyczymy i drapiemy' tylko nieco innymi słowami, w wielkim skrócie. On często mówił skrótami, bardzo często. Jeśli ktoś z nim rozmawiał musiał poznac jego skróty myślowe by zrozumieć co chce przekazać. Dało się to zrobić przy głębszym poznaniu małego.
Przeskoczył nad jakąś pękniętą płytką w chodniku i wylądował na paluszkach na następnej płycie. Zachciał się lekko ale rozłożył ramiona dla zachowania równowagi i udało mu się nie przewrócić. Jeszcze by tylko brakowało, żeby stłukł sobie kolanko albo co gorszego. Znając jego to naprawdę wszystko jest możliwe, bo on nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu. Podbiegł do miejsca w którym przebywały żyrafy i uczepił się paluszkami barierek. Wspiął się na palce żeby lepiej widzieć i wlepił swoje niebieskie oko w stworzenie o długiej szyi, które budziło w nim jakieś dziwne poczucie, że jutro będzie lepiej i gdy się chce to można sięgać nawet do nieba i skubać chmury. W końcu oberwał wzrok od pary muskających się noskami żyraf i spojrzał na swojego przyjaciela.
- Wracamy? Zjadłbym coś.
To było oczywiste, że musiał mu zrobić coś do jedzenia, no ale to należało do jego obowiązków i raczej nie powinien protestować. Kto wie, może zje razem z nim? Byłoby słodko.

/ zt. :3
 
     
Ethan 
Pomocnik pielęgniarza
Szanowny Pan Nikt.


Miano: Ethan Miquel Crow.
Wiek: 23.
Pseudonim: Z czasem może się pojawi.
Wzrost: 183 cm.
Ubiór: Glany, czarne spodnie, sweter z wystającym kołnierzykiem koszuli i podwiniętymi rękawami, na to szary, krótki płaszcz, mały, ukryty pod koszulką wisiorek.
Ekwipunek: Paczka papierosów, komórka, pół tabliczki gorzkiej czekolady z chilli, klucze, scyzoryk.
Wygląd: Kasztanowe włosy z jaśniejszymi pasemkami, lekko falowane, kolczyk w lewym uchu. Jasna skóra, podkrążone oczy nieokreślonego koloru, wyraźne obojczyki. Chłopak jest szczupły, ale nie chudy.
Miłość: Mało prawdopodobna.
TYP: Switch.
Fabularnie: Gil~.
Wiek: 19
Dołączył: 23 Sie 2013
Posty: 9
Wysłany: 2013-10-14, 09:47   

Słońce świeciło, rzucając niezbyt mocne światło na jeszcze zielone, choć przykryte już opadłymi liśćmi trawniki. Wiatr powiewał, wprawiając w jednostajny szum korony drzew, które jeszcze mieniły się pomarańczem i żółcią. Ptaki śpiewały, co byłoby niewątpliwie urocze, gdyby niektóre z nich nie siedziały zamknięte w klatkach.
Mimo wszystko pogoda była zaiste orzeźwiająca, przynajmniej według Ethana, który nie był specjalnie ciepłolubnym stworzeniem. Cóż...mogłoby być trochę cieplej, ale kto by narzekał.
Ogółem nie przepadał za ogrodami zoologicznymi, chociaż wiedział, że zwierzętom jest tu w miarę dobrze, przecież nie wychowały się w rodzinnych stronach, tylko właśnie tutaj.
Widok niedźwiedzia polarnego czy pantery, maszerujących w kółko bez celu mógł jednak wzbudzić litość.
Mimo wszystko Ethan lubił obserwować lwy - te miały największy wybieg, i mimo życia w niewoli zawsze wydawały się patrzeć z wyższością i arystokratyczną godnością na przechodzących obok ludzi.
Szedł przez aleję właśnie w tym kierunku, przy okazji wdychając w miarę świeże powietrze (na pewno świeższe, niż w jego mieszkaniu, nawet po parokrotnym przewietrzeniu) i napawając się jesienną aurą.
Wielu ludzi nie lubi jesieni, ale ta potrafi być całkiem miła, kiedy nastawi się do tego pozytywnie (cud, że Ethanowi w ogóle się to udało). Pyłki znikają, zmyte przez wielokrotne deszcze, drzewa mienią się ciepłymi barwami, a kiedy wiatr zdmuchnie ostatni z liści, trawniki również wyglądają niezwykłe, przykryte pomarańczowym kobiercem.
Tutaj akurat nie dało się uświadczyć tego ostatniego, bo ktoś bardzo dbał o to, by wszystko, co spadało z gałęzi na trawnik, było dokładnie zmiecione w wielkie sterty. Bardzo pasowało to hasającym dookoła dzieciom, które tylko czekały, by zbezcześcić pracę biednego dozorcy.
Gdyby nie krzyki tych rozwydrzonych dzieciaków w wieku pięć-dziesięć lat, świat wydawałby się prawie idealny.
Kiedy spacerkiem dotarł do wybiegu lwów, oparł się o barierkę i zaczął obserwować te majestatyczne zwierzęta, dla których to, że słońce prawie nie grzeje, nie było najwyraźniej przeszkodą.
Szkoda, że nie wziął jakiejś książki. Albo przynajmniej czegoś do posłuchania. Gapienie się na dzikie koty było jakąś rozrywką, ale nie przez te trzy godziny, które jeszcze zamierzał tu spędzić.
_________________
 
 
     
Gilbert 
I swear I'm not the devil


Miano: Gilbert Jonathan O'Connor
Wiek: 15 lat
Pseudonim: Gil, Diabeł, Szatan
Klasa: 9th C
Wzrost: 157 cm. Nie dziwcie się, taki wiek.
Ubiór: Czarne rurki oraz czerwona bluzka na długi rękaw, trampki czarne.
Wygląd: Długie czerwonowłose włosy, które sięgają mu prawie do tyłka. Gilbert ma heterochromie, czyli różnobarwność tęczówki, jedno oko ciemnej czerwieni, drugie zaś złote. Powiedzmy, że ma urocze rysy twarzy, aczkolwiek przysłania się złowrogim spojrzeniem.
Miłość: Niekoniecznie.
TYP: Trudno określić.
Znaki Szczególne: Długie ciemnoczerwone włosy oraz dwukolorowe tęczówki.


Fabularnie: Wolnyyy
Dołączył: 21 Maj 2013
Posty: 40
Wysłany: 2013-10-14, 10:20   

Powoli zaczęła go irytować szkoła i cały akademik. Coraz mniej mu się podobało to i coraz bardziej unikał tych terenów.
Dobrze wiedział, że może mieć z tego powodu problemy, ale jakoś specjalnie nic z tym nie robił. Każdy jego czyn wiązał się z pewnymi konsekwencjami, ale jak to Gilbert, mało się tym przejmował. Ruszył swój szanowny tyłek z akademika na miasto.
Tak przynajmniej miał w planach. Jego nogi poprowadziły go prosto na alejkę, która była bardzo blisko głównego zoo. Uwielbiał zwierzęta, ale nikt o tym nie wiedział. Bo co to za łobuz, który ma słabość do puchatych zwierząt? No właśnie żaden. Chciał uniknąć wyzwisk i wytykania palcem. Wolnym krokiem, trzymając dłonie w kieszeniach od swoich czarnych spodni, szedł przed siebie. Zauważył kogoś znajomego przy wybiegu dla lwów.
Poznał go od tyłu. Zresztą tą osobę wszędzie by rozpoznał. Był bardzo charakterystyczną osobą, dlatego był pewny, że to on. Na chwilę się zatrzymał. Rozważał za i przeciw, czy zagadać czy też nie, dać sobie spokój czy jednak podjeść.
W tym mężczyźnie było coś dziwnego, sam nie potrafił ocenić co to takiego. Nie znał tego uczucia. Wciągnął powietrze i szybko je wypuścił zrezygnowany. Ruszył się po chwili i skierował w jego kierunku. Podszedł do barierek i tym samym znajdował się już obok niego. Co go podkusiło, aby podejść? Mógł zwyczajnie olać i sobie pójść.
Lwy był jak koty tyle, że dużo większe i zadziorne. Lubił je, ale przyznać się nie przyzna.
Sama pogoda była dla niego wkurzająca, wiatr notorycznie psuł mu fryzurę. Takie skutki długich włosów.
-Siema.
Nie było go stać na lepsze przywitanie, ani na podanie ręki czy czegokolwiek w tym guście. Próbował się nawet na niego nie gapić, ale od czasu do czasu zerkał ukratkiem na jego twarz. Nie chciał, aby on to widział, dlatego próbował robić to dyskretnie. Cóż Gilbert jest zdecydowanie dziwnym dzieciakiem.
_________________


choćbym z poczucia bezsiły rozbił tę szybę,
w której odbija się twoja milcząca postać
znajdzie się lustro, które pokaże mi jak stamtąd uciekasz


 
     
Ethan 
Pomocnik pielęgniarza
Szanowny Pan Nikt.


Miano: Ethan Miquel Crow.
Wiek: 23.
Pseudonim: Z czasem może się pojawi.
Wzrost: 183 cm.
Ubiór: Glany, czarne spodnie, sweter z wystającym kołnierzykiem koszuli i podwiniętymi rękawami, na to szary, krótki płaszcz, mały, ukryty pod koszulką wisiorek.
Ekwipunek: Paczka papierosów, komórka, pół tabliczki gorzkiej czekolady z chilli, klucze, scyzoryk.
Wygląd: Kasztanowe włosy z jaśniejszymi pasemkami, lekko falowane, kolczyk w lewym uchu. Jasna skóra, podkrążone oczy nieokreślonego koloru, wyraźne obojczyki. Chłopak jest szczupły, ale nie chudy.
Miłość: Mało prawdopodobna.
TYP: Switch.
Fabularnie: Gil~.
Wiek: 19
Dołączył: 23 Sie 2013
Posty: 9
Wysłany: 2013-10-14, 17:01   

Obserwowanie lwów do dość ciekawe zajęcie, jeśli te obserwują ciebie. Można patrzeć im z daleka w oczy, nie narażając się na niebezpieczeństwo, a jedynie głośne ryki. Samce lwów wyglądały dostojniej, ale to samice odwalały za nich główną robotę, więc stanowczo to one powinny mieć wyższą pozycję w lwiej hierarchii.
Wiatr zawiał mocniej, mierzwiąc mu włosy. Nie układał ich w ogóle- kiedy lekko się je przeczesało, nawet palcami, wyglądały dobrze. Całkiem miłe uczucie, taki wiatr muskający skórę. Kiedy prawie w ogóle się nie choruje, wszystko jest lepsze.
Skupił wzrok na jednej z większych lwic, która okrążała legowisko już od dobrych parunastu minut. Pewnie instynktownie by sobie na coś zapolowała. Szkoda, że nie ma na co, chociaż większość ludzi nie chciała by oglądać tej krwawej jatki zwanej łowami.
Sam też za tym nie przepadał, chociaż oglądanie takiego spektaklu na żywo mogłoby być niewątpliwie pouczające.
Można się na przykład dowiedzieć, jak wyglądają flaki takiej, przypuśćmy, antylopy.
Sam nie chciałby siedzieć przez całe życie w klatce lub małym wybiegu, zimą przenosząc się do jeszcze mniejszych pomieszczeń. Z jego klaustrofobią nie przeżyłby długo bez skazy na umyśle. Czuł się źle nawet w szkolnych toaletach, a spędzał tam maksymalnie pięć minut. Zwierzęta pewnie nie cierpią na tego typu schorzenia, chociaż kto wie - jeśli istnieją tygrysy z zespołem Downa, to takie z klaustrofobią też by się znalazły.
Zastanawiał się nad tym wszystkim, kiedy poczuł czyjąś obecność. Oderwał wzrok od lwicy i skierował swój wzrok w bok, by zobaczyć niskiego chłopaka zwanego Gilbertem.
Uśmiechnął się (co robił rzadko) gdyż całkiem go lubił (to też się rzadko zdarza). Coś w nim było takiego, że zdołali się zaprzyjaźnić. A nawiązać kontakt z rodzaju pozytywnych z kimś takim jak Ethan jest naprawdę trudno.
- Cześć - przywitał się, przyglądając uważnie niższemu. W sumie to cieszył się, że go spotkał, nie musiał gapić się na lwy sam. No i jego spacer będzie znacznie ciekawszy z kimś u swojego boku. Bawiły go ukradkowe spojrzenia Gila, które szybko zauważył. Byłoby to na swój sposób urocze, gdyby Ethan nazywał takimi słowami coś innego niż koty. Stwierdził, że może spytać o coś więcej, bo przecież trwanie w ciszy może się stać żenujące przynajmniej dla jednej ze stron.
- To...jak się miewasz? - spytał, nadal z niewymuszonym uśmiechem, wiedząc, że to niezbyt oryginalne pytanie. Przynajmniej przerwie to ciszę, która co prawda trwała dopiero parę minut, ale mogła się jeszcze przedłużyć, a tego w sumie nie chciał.
_________________
 
 
     
Gilbert 
I swear I'm not the devil


Miano: Gilbert Jonathan O'Connor
Wiek: 15 lat
Pseudonim: Gil, Diabeł, Szatan
Klasa: 9th C
Wzrost: 157 cm. Nie dziwcie się, taki wiek.
Ubiór: Czarne rurki oraz czerwona bluzka na długi rękaw, trampki czarne.
Wygląd: Długie czerwonowłose włosy, które sięgają mu prawie do tyłka. Gilbert ma heterochromie, czyli różnobarwność tęczówki, jedno oko ciemnej czerwieni, drugie zaś złote. Powiedzmy, że ma urocze rysy twarzy, aczkolwiek przysłania się złowrogim spojrzeniem.
Miłość: Niekoniecznie.
TYP: Trudno określić.
Znaki Szczególne: Długie ciemnoczerwone włosy oraz dwukolorowe tęczówki.


Fabularnie: Wolnyyy
Dołączył: 21 Maj 2013
Posty: 40
Wysłany: 2013-10-16, 10:58   

Najzabawniejsze, a zarazem wkurzające było to, iż Gilbert był przy tym facecie kurduplem i to dosłownie. Miał trudności czasem nawet, aby mu przywalić, kiedy nachodziła go taka potrzeba, więc zwyczajnie nie robił tego, nawet jeśli miał taką ochotę. Nie wyprowadzał go z równowagi, a raczej chodziło tu o brak okazywania właściwych uczuć ze strony Gilberta.
Może to i śmieszne, ale dla niego nie tyle co żałosne, a denerwujące. Nie znał wszystkich uczuć, więc nie umiał ich prawidłowo okazywać. Nawet jeśli ktoś by mu pokazał, on raczej by tego nie załapał. Nie chodziło tu szybkość uczenia się, bo z tym akurat nie miał problemu. Chodziło tu o osobiste uczucia., których sam nigdy nie był pewny i traktował je jak intruzów. Jak obcego wirusa w swoim ciele.
Jak właściwie się zaprzyjaźnili? Sam nie wiedział, nie mieli zbyt wielu wspólnych spędzonych pięknie weekendów czy innych dni. Nie robili nic specjalnego, jak przyjaciele. Oni po prostu byli w swoim towarzystwie. Nic więcej, dlatego to tym bardziej zadziwiające.
Jakby nie patrzeć, Gilbert nie zawsze wiedział o czym może z nim rozmawiać, nie mówił też o swoich problemach, o tym co go trapi. Zazwyczaj rozmowa przebiegała dość oschle.
Wiedział jedno, że podoba mu się to, iż Ethan jako jeden z niewielu nie boi się jego, ani tego jak wygląda i jakimi oczami patrzy na świat. Heterochromia nie pojawia się u każdego, a wręcz jest to rzadkością.
-Jakoś. Mam dość przebywania w szkole i w akademiku. Jest tam zdecydowanie za nudno.
O tak. Był zbyt inteligentny, aby rozmawiać z nauczycielami czy innymi uczniami. Nudzili go. Nie mieli nic w sobie, co mogło by Gilberta do nich przyciągnąć. Całkiem normalne.
Ethan go zaciekawił swoją dziwnością, tym, że mimo wszystko był dość dziwny jak na ten świat. Jak nie z tej bajki. To mu odpowiadało. Nie musiał się dzielić nim, czego bardzo nie lubił.
Non stop co jakiś czas na niego zerkał. Chciał wiedzieć, co się dzieje w tej Ethanowej głowie. Chciał poznać jego myśli, ale nie koniecznie sam chciał o to pytać.
Opierał się o barierki nadal. Nie obchodzili go inni, którzy cały czas kręcili się za nimi, obserwując ich przy tym, jakby patrzyli na ojca i syna.
_________________


choćbym z poczucia bezsiły rozbił tę szybę,
w której odbija się twoja milcząca postać
znajdzie się lustro, które pokaże mi jak stamtąd uciekasz


 
     
Ethan 
Pomocnik pielęgniarza
Szanowny Pan Nikt.


Miano: Ethan Miquel Crow.
Wiek: 23.
Pseudonim: Z czasem może się pojawi.
Wzrost: 183 cm.
Ubiór: Glany, czarne spodnie, sweter z wystającym kołnierzykiem koszuli i podwiniętymi rękawami, na to szary, krótki płaszcz, mały, ukryty pod koszulką wisiorek.
Ekwipunek: Paczka papierosów, komórka, pół tabliczki gorzkiej czekolady z chilli, klucze, scyzoryk.
Wygląd: Kasztanowe włosy z jaśniejszymi pasemkami, lekko falowane, kolczyk w lewym uchu. Jasna skóra, podkrążone oczy nieokreślonego koloru, wyraźne obojczyki. Chłopak jest szczupły, ale nie chudy.
Miłość: Mało prawdopodobna.
TYP: Switch.
Fabularnie: Gil~.
Wiek: 19
Dołączył: 23 Sie 2013
Posty: 9
Wysłany: 2013-10-16, 18:22   

Wiatr zawiał kolejny raz, na tyle mocno, by przyprawić Ethana o gęsią skórkę. Niby cieszył się perfekcyjnym zdrowiem, ale i tak milej jest, kiedy żadne z ubrań nie przepuszcza zimna.
Gilbert odciągnął jego uwagę od lwów - z nim dało się porozmawiać, no i sam trochę przypominał lwa. Co prawda jedną z ekscentryczniejszych wersji, ale jednak. Może to tylko odczucie Ethana, ale mimo iż Gil był niski i niezbyt potężny, gdzieś w jego głębi kryła się jakaś waleczność. No i to groźne spojrzenie, którym obdarzał wszystkich dookoła.
Było to całkiem fascynujące.
Dlatego też miło było go spotkać - co prawda również z tego powodu, że nie miał wielu innych znajomych, ale nie tylko.
To zadziwiające, że Ethan zaprzyjaźnił się akurat z kimś o tyle młodszym od niego. Zdarzały się przypadki przyjaźni, a nawet miłości ludzi, których dzieliło nawet osiemnaście lat różnicy. Jednak biorąc pod uwagę jego podejście do ludzi, to gdyby ktoś w takim wieku próbował się do niego odezwać, to by go co najmniej ochrzanił. A tutaj...ten przypadek był dość niezwykły.
Gilbert nie był taki jak inni, nawet w wieku Ethana. Coś wyróżniało go z tłumu. I nie chodziło o kolor włosów czy oczu (które były dość niezwykłe, i , jak dla niego, całkiem ładne, trzeba przyznać) ani o wzrost.
Może po prostu był inteligentniejszy od rówieśników. Dało się z nim normalnie rozmawiać, ale też po prostu pomilczeć. To również jest ważne.
- Wiele potrzeba, by zaspokoić twoje pragnienie rozrywki, czyż nie? - uśmiechnął się. Po raz kolejny. Coś dużo się dzisiaj uśmiechał.
Jeden z lwów ryknął, czym z powrotem zwrócił na siebie uwagę Ethana. Ludzie wokół nie kwapili się do oglądania dłużej tych pięknych zwierząt. Było to plusem, bo nie kazali przesuwać się w różne strony dla lepszego ujęcia (niektórzy zwiedzający zachowywali się jak rodowici Azjaci, mimo niezbyt wschodniej urody).
Rozejrzał się dookoła. Ludzie przyglądali się nie lwom, tylko ich dwójce, co można by tłumaczyć kolorem włosów jego towarzysza. To zadziwiające, że wciąż przeszkadzały im te nienaturalne barwy.
Zaburczało mu w brzuchu.
Był tutaj już mniej więcej czterdzieści minut, a śniadanie zjadł jeszcze wcześniej. Nie powinien być głodny, a jednak. Czekolada niezbyt tu pomoże. Zastanowił się, czy nie zaprosić/zabrać/zaciągnąć Gilberta do jakiejś knajpy. Miał przy sobie trochę pieniędzy, więc nie byłoby to problemem. Zobaczy się, to zależy też od chęci drugiej osoby. No i nie wiedział, czy czerwonowłosy nie podszedł do niego tylko po to, żeby się przywitać, porozmawiać chwilę i wrócić do akademika pod jakimś pretekstem.
_________________
 
 
     
Gilbert 
I swear I'm not the devil


Miano: Gilbert Jonathan O'Connor
Wiek: 15 lat
Pseudonim: Gil, Diabeł, Szatan
Klasa: 9th C
Wzrost: 157 cm. Nie dziwcie się, taki wiek.
Ubiór: Czarne rurki oraz czerwona bluzka na długi rękaw, trampki czarne.
Wygląd: Długie czerwonowłose włosy, które sięgają mu prawie do tyłka. Gilbert ma heterochromie, czyli różnobarwność tęczówki, jedno oko ciemnej czerwieni, drugie zaś złote. Powiedzmy, że ma urocze rysy twarzy, aczkolwiek przysłania się złowrogim spojrzeniem.
Miłość: Niekoniecznie.
TYP: Trudno określić.
Znaki Szczególne: Długie ciemnoczerwone włosy oraz dwukolorowe tęczówki.


Fabularnie: Wolnyyy
Dołączył: 21 Maj 2013
Posty: 40
Wysłany: 2013-10-24, 10:35   

Akurat swoim spojrzeniem nie tylko odstraszał, ale i zniechęcał do tego, aby ktoś go zaczepił. Lubił to, mimo wszystko uwielbiał. W ten sposób mógł uniknąć nieciekawych osób, które zwyczajnie go nudziły. Tyłem wyglądał jak dziewczyna, zresztą i tak miał dziewczęce rysy twarzy, więc większość osób myliło go z dziewczyną. Co bardzo, ale to bardzo go irytowało, na tyle, że zawsze w takich momentach się burzy i rzuca słowami na wiatr, wyzywając przy tym wszystko co się rusza. Tak, różnił się, a sam o tym wiedział doskonale. Nie umiał rozmawiać z rówieśnikami, bo zwyczajnie byli tępi, a on nie lubi tępych ludzi.
-Owszem. Dlatego mało co mnie ciekawi.
Uśmiechnął się lekko, a zarazem wyglądało to całkiem uroczo. Fakt. Aby go zaspokoić pod każdym względem to trzeba było się serio namęczyć. Ludzie byli jak zwierzęta. Potrzebowali czasu do przyzwyczajenia się do otoczenia, chociaż zwierzętom zdecydowanie lepiej to szło. Z tego wynikało, że te futrzaki były sto razy inteligentniejsze od ludzi. Norma. Człowiek to istota, która nie tylko jest słaba, ale i myśli tylko o tym, o czym nie powinna.
Usłyszał lekkie burczenie w brzuchu swojego towarzysza. Sam również by coś zjadł.
-Głodny? Możemy gdzieś iść w sumie, tyle, że musiałbyś wykarmić biedne małe lwiątko.
Oczywiste, że chodziło o Gilberta. Cóż.. On lubił kiedy ktoś płacił za niego, szczególnie za żarcie, bo żołądek miał spory. Odwrócił się w stronę starszego od siebie kolegi. Czekał tylko, aż sam się zgodzi, chociaż nie. On tylko czekał, aż powie gdzie mają iść. To mu wystarczyło. Miejsce było nie istotne, tak samo jak to co będzie musiał zjeść. Tyle, żeby nie były to słodycze. Nie przepada za nimi. Odgarnął kosmyk włosów, które na chwilę zasłoniły mu twarz. Ten wiatr… Był denerwujący. Myślał kiedyś o ścięciu włosów, ale gdyby to zrobił, nie byłby już tym samym Gilbertem co teraz. Przyzwyczaił się do nich. Nagle jakiś dzieciak zatrzymał się, aby spojrzeć na nich. Gil tego nie lubił. Spojrzał na niego dość groźnym i poważnym spojrzeniem, a dzieciak zwyczajnie się przestraszył i uciekł. Zabawne. Ludzie go nie znają, a boją się go. To dobrze. Im mniej głupich ludzi wokół tym lepiej dla niego.
_________________


choćbym z poczucia bezsiły rozbił tę szybę,
w której odbija się twoja milcząca postać
znajdzie się lustro, które pokaże mi jak stamtąd uciekasz


 
     
Ethan 
Pomocnik pielęgniarza
Szanowny Pan Nikt.


Miano: Ethan Miquel Crow.
Wiek: 23.
Pseudonim: Z czasem może się pojawi.
Wzrost: 183 cm.
Ubiór: Glany, czarne spodnie, sweter z wystającym kołnierzykiem koszuli i podwiniętymi rękawami, na to szary, krótki płaszcz, mały, ukryty pod koszulką wisiorek.
Ekwipunek: Paczka papierosów, komórka, pół tabliczki gorzkiej czekolady z chilli, klucze, scyzoryk.
Wygląd: Kasztanowe włosy z jaśniejszymi pasemkami, lekko falowane, kolczyk w lewym uchu. Jasna skóra, podkrążone oczy nieokreślonego koloru, wyraźne obojczyki. Chłopak jest szczupły, ale nie chudy.
Miłość: Mało prawdopodobna.
TYP: Switch.
Fabularnie: Gil~.
Wiek: 19
Dołączył: 23 Sie 2013
Posty: 9
Wysłany: 2013-10-30, 16:39   

Oprócz tego, że Ethan ogółem nie przepadał za towarzystwem ludzi, to - szczerze powiedziawszy - spojrzenia wcale mu nie przeszkadzały. Większość z tych ludzi i tak wieczorem nie będzie pamiętać ani o nim, ani o Gilbercie (chociaż trzeba przyznać, że widok drugiego z wymienionych mógł zapaść w ich umysły na dłużej). Chyba że naprawdę nie mają czym się zajmować, tylko wychwytywaniem nieco oryginalniejszych osób z tłumu i obgadywanie ich, kiedy już wróci się do domu. ''Normalnie jak dziewczyna wyglądał, ale to chyba dziewczyna nie była, bo cycków nie miała'' czy coś w tym stylu, ''a jakie włosy miała czerwone, i takie długie, dziecko Szatana''.
Co do Ethana, to za dużo obelg na niego nie dało się wymyślić, chyba że znało się go dłużej. Ewentualnie ''pedał'', ale komu przeszkadza takie stwierdzenie, kiedy właściwie nie mija się z prawdą?
Nie chciałby być kolejną szarą osobą w tłumie, która podąża pod prąd i krytykuje każdego, kto postanowi zmienić kierunek ruchu. Co prawda czasem irytowało go bycie o''oryginalnym'' na siłę, kiedy chodziło o kolejną modną rzecz, na przykład farbowanie włosów i piercing. Jeśli osoba tak wyglądająca miała bogate wnętrze, to w porządku, ale jeśli po prostu naoglądała się plakatów i chciała być idealna, to zmienianie swego wizerunku w ten sposób jest po prostu głupotą.
Spojrzał a Gila. Skoro był o wiele inteligentniejszy od swoich rówieśników, to naprawdę musiał mieć nudne życie, chociaż w sumie...Skoro myślał więcej, było trochę ciekawiej, niż gdyby miał pustkę w głowie. Ale ludzie bez mózgów nie muszą o tym myśleć, bo i tak nie zdają sobie sprawy ze swojego braku inteligencji.
Rozmyślania rozmyślaniami, ale Ethan musiał przyznać, że Gilbert miał zaiste uroczy uśmiech. Kolejny fakt, który dotyczył głównie czerwonowłosego. U innych ludzi uśmiechy były zwykłe, a u niego...rysy mu jakoś łagodniały i w ogóle, a człowiek od razu czuł się lepiej.
- Czytasz mi w myślach? - spytał, kiedy usłyszał o jedzeniu, gdy zdał sobie sprawę burczenie w jego brzuchu jest doskonale słyszalne - No cóż, chyba raczej nie - stwierdził.
Spróbował przypomnieć sobie, czy wziął ze sobą jakieś pieniądze i zdał sobie sprawę, że po ostatniej wypłacie ma ich na tyle dużo, by wydać na jakieś burżuazyjne jedzenie. Chociaż zależy, co dla kogo było burżuazją.
- Nie przepuściłbym okazji, żeby kogoś takiego nakarmić - powiedział. Nie był skąpy, a i tak nie miał dużych potrzeb na cokolwiek, na co trzeba by wydawać duże sumy. Uśmiechnął się. Teraz tylko musiał sobie przypomnieć, gdzie warto pójść na coś smacznego. Albo spytać o to Gilberta.
_________________
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 7