Uwaga! Hosting Webplus konczy dzialalnosc z dniem 31.07.2019r. Wiecej informacji tutaj.

Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Klub
Autor Wiadomość
Gregor
Melancholik.


Miano: Gregor Sebastian Leammiele
Wiek: 31 lat
Wzrost: 176cm
Ubiór: Czarna koszula z długim rękawem i kołnierzem, czarne spodnie, czarne buty, czarna, cienka rękawiczka bez palców na lewej dłoni, czarna torba, czarne myśli.
Ekwipunek: Telefon, klucze, notatnik, pióro, zapałki, papierośnica i w połowie zjedzona czekolada.
Wygląd: Nie wysoki, nie niski... Zdecydowanie szczupły. Jego ciemne włosy sięgają ramion, nigdy ich nie wiąże. Skóra po lewej stronie jego ciała nosi ślady starych poparzeń, ale nie kręć nosem, i tak tego nie zobaczysz. Złote oczy mężczyzny przeważnie mają w sobie specyficzny błysk bezczelnego wyzwania. Pachnie wiśnią i dobrym tytoniem.
Miłość: 'Don't love if you really want to feel the spiking sense of grey.'
TYP: 7/3
Fabularnie: Fry-wolny
Motto: 'Można zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.' S. J. Lec
Dołączył: 05 Sie 2013
Posty: 12
Wysłany: 2013-08-22, 20:11   Klub

Było parę minut po osiemnastej. Leammiele czytał kolejne dzieło jednego ze swoich pseudo-kolegów filozofów, z każdą stroną stwierdzając, że oto następna osoba, którą kiedyś podziwiał, popada w zachwyt nad stwierdzoną przez siebie teorią i z filozofii - która przecież głównie zadaje pytania, a nie na nie odpowiada - robi religię. Kolejny przestał brać pod uwagę, że jest tylko człowiekiem, a ktoś dorastający i przebywający w innym środowisku może postrzegać świat z zupełnie innej perspektywy. Czy i jemu za parę lat uderzy woda sodowa do głowy?
Westchnął i odrzucił książkę obok poduszki, jednocześnie padając plecami na łóżko. Przymknął oczy dosłownie na chwilę i… Usłyszał jakiś szelest nad sobą. Och, czy zawsze coś musi się dziać, gdy próbuje złapać drzemkę? Jak nie telefon to SMS, jak nie SMS to myśli niedające mu spokoju. A teraz co? Uchylił jedno oko, potem szybko zamknął, nie wierząc własnym zmysłom. Przeszedł go nieprzyjemny, dosłownie paraliżujący dreszcz. Niemożliwe… bogowie, niemożliwe! Serce zaczęło mu tłuc tak szybko i nierytmicznie, że aż zmusiło mężczyznę do odkaszlnięcia. W tym czasie z sufitu dobiegł go odgłos zapałki pocieranej o draskę.
- No nie udawaj, że śpisz – mruknął intruz siedzący nad Gregorem. Leammiele walczył sam ze sobą, miał ochotę jednocześnie schować się pod łóżko, uciec jak najdalej od największego marzenia i przekleństwa w jednej osobie, która ni stąd, ni zowąd nawiedziła go w jego własnej sypialni. Błagał wszystkich bogów o możliwość zapadnięcia się pod ziemię… Z drugiej strony nie posiadał się z radości i chęci rzucenia na niespodziewanego gościa, uściskania go i zapytania, gdzie był przez ostatni rok. Przecież Leammiele tak tęsknił!
Uchylił powieki. X. R. jak żywy! Ta sama przystojna twarz, te same szare oczy i nieobecne spojrzenie, te same popielate włosy, które wraz z papierosowym dymem, jako jedyne ulegały wpływowi grawitacji i opadały kaskadą w dół. Ale właściwie czemu on siedział na suficie?
- Patrzę na ciebie i zastanawiam się… dlaczego wmawiasz sobie, że odszedłem od ciebie i jestem martwy, chociaż tak naprawdę to ty sam zdychasz w tej swojej ukochanej samotni. – Gregor słysząc te słowa, ponownie zacisnął oczy i… !
Obudził się. Zdesperowany spojrzał do góry, na suficie pusto, na łóżku pusto, w sypialni pusto… Pusto! Wszędzie pusto, wszędzie cicho, cały dom martwy.
Do teraz. Tej nocy Leammiele nie będzie sam.


Po dwudziestej drugiej zawitał do trzeciego klubu. Dwa pierwsze okazały się nieciekawe, ale nie tracił zapału. Noc była młoda, a nader realistyczny sen przepełnił go niespodziewanym pragnieniem przebywania wśród ludzi. Pragnął hałasu i tłumu! Prawie nie poznawał sam siebie, gdy zajmując miejsce przy barze, przeciągnął spojrzeniem po towarzyszach chcąc poznać, obok kogo usiadł. Zwykle, gdy samotność pchnęła go w objęcia nocnych klubów, obserwował, ale starał się być niezauważalny. A teraz? Zamówił Jamesona i odwrócił się w stronę parkietu. Z tłumu wyławiał osoby, które w jakiś sposób przykuły jego uwagę, ale na razie, gdyby miał wybierać, nie zdecydowałby się zaczepić nikogo. Pozostawała mu mieć nadzieję, że do rana uda mu się z kimś poznać…
_________________
 
 
     
Rumcajs
Seryjny morderca


Miano: Damaza Tristan Deep.
Wiek: 38 lat.
Pseudonim: Rumcajs.
Wzrost: 195 centymetrów.
Ubiór: Czarna bluzka z krótkim rękawem do tego bluza poza tyłek z kapturem, gdzie znajduje się futerko, niezapinana. Jeansy obdarte, pasek skórzany czarny oraz lakierki czarne. Kolczyki dwa w lewym uchu.
Ekwipunek: Dwie paczki papierosów z zapalniczką, telefon, dokumenty, dwa ostrza oraz kaliber 44 przy pasie.
Wygląd: Dosyć wysoki facet, o długich rudych włosach z przepaską na prawe oko. Zielone oczy, jasna cera, liczne blizny na ciele.
Miłość: Dobre...
TYP: spod ciemnej gwiazdy.
Znaki Szczególne: Przepaska na prawym oku, blizny na ciele no i rude włosy oraz broń, którą nosi.


Fabularnie: Niedostępny.
Motto: Po prostu... Chcę już być w domu i się wreszcie wyspać.
Multikonta: Może.
Dołączył: 23 Lip 2013
Posty: 118
Wysłany: 2013-08-26, 22:43   

- Mówiłem Ci przecież, że nie wiem! – głos pełen lęku i przerażenia.
- Wcześniej też mówiłeś, że nie wiesz, a jednak okazało się, że wiedziałeś.
- Bo wtedy sobie przypo… Aaaa! – nie zdążył dokończyć, ponieważ jego ramię zagościł pocisk z niewielkiego kalibru.
- Nie bluźnij! Gadaj natychmiast gdzie On jest, albo odstrzelę Ci łeb! – warknął, chwytając jedną ręką osobnika za fraki, w drugie zaś trzymał pistolet, który wylądował na skroni mężczyzny.
- Ale ja naprawdę nie mam pojęcia gdzie On może aktualnie przebywać!
- Szkoda…
- Nie, czekaj! – pociągnął za spust. Osobnik padł martwy na ziemię w kałuży krwi.
- Zbyt długo już czekałe… Cholera jasna! Znowu się obryzgałem krwią! A przecież się tak starałem… Do domu nie pójdę, bo zbyt daleko. Mój klub także… Echh, coś wymyślę. – po chwili wyciągnął swój telefon i wystukał jakiś numer na nim. Przyłożył go do ucha i czekał, aż jego znajomy odbierze.
… … …
– No, w końcu, stary! Słuchaj, mam prośbę. Wbiję do Twojego klubu i się u Ciebie przebiorę oraz kimnę, spoko? Taaa… Kuźwa, starałem się, nie? Noo, to gitara. Za ile? Postaram się być do pięćdziesięciu minut maks. No, no. Spoko. To ja już jadę. No, nara. – schował telefon do swej kieszeni. A broń zablokował i schował za pas. Wyciągnął kluczyki od motoru. Obrócił się o trzysta sześćdziesiąt stopni i ruszył przed siebie. Po chwili znajdował się przy swoim czarnym motorze. Wsiadł na niego i odpalił pojazd. Wykręcił zgrabnie i ruszył przed siebie. Nie miał założonej blokady, więc mógł gnać, ile zdołał utrzymać.
Dosłownie parę dni wcześniej, Damaza dostał zlecenie na dosyć grubą rybę za bardzo ładną sumkę. Jak na razie nie udało mu się nic o nim dowiedzieć, a zabił już z pięć osoby, które możliwie coś wiedziały. Od swojego domu był ładne paręnaście kilometrów, tak samo od klubu. Zresztą, co się dziwić, gdy on jest położony jakieś półtora kilometra od jego domu.
Wyrobił się w ładne dwadzieścia minut z dotarciem na dane miejsce. Droga była czysta, więc mógł trochę zaszaleć z prędkością. Zaparkował tuż przed samym klubem. Wszedł do środka i w miarę możliwości przecisnął się przez tutejszy tłum. Udało mu się. Po chwili wylądował przed barem, witając się ze swoim kumplem. Przez to, że światła praktycznie tutaj nie było, nie dało się zbytnio zobaczyć jak bardzo upieprzył się krwią na bluzce, aczkolwiek jakby ktoś dłużej by mu się przyglądał i to z bliska, to kto wie? Ucięli sobie dosyć krótką, ale miłą pogawędkę, ponieważ On miał pracę, a Damaza musiał się przebrać. Wskazał mu miejsce gdzie ma się udać, no i polazł tam. Jednak przed tym, jakiś koleś uchlany, że huhuhu wpadł na niego, co przyczyniło się do upadku. Na szczęście Rumcajs zdążył złapać się czegoś, a bardziej kogoś i był to Gregor, który sączył jeden z whisky’aczy. Potrząsnął głową i przeprosił go skinięciem głową. Podniósł pijanego kolesia i wręczył go w ręce ochrony, która przyszła. Skinęli do niego głowami, a On polazł w miejsce, gdzie miał się przebrać.
Wyszedł stamtąd jakieś dziesięć minut później. Było porządnie po dwudziestej trzeciej. Przejechał dłonią po twarzy i zanim się obejrzał, jego kumpel za baru przylazł do niego z prośbą, czy aby nie mógł popilnować jego stanowiska, bo ma coś pilnego do załatwienia. Podrapał się po głowie i przytaknął mu. I w taki oto sposób znalazł się przy barze po raz kolejny, jednakże z innej strony. Z chęcią sam by czegoś się napił i też to uczynił. Nalał sobie Finlandii do kieliszka i wypił za jednym zamachem, krzywiąc się po tym lekko. Bez popity. Kieliszek schował pod bar. Całkiem możliwe, że ktoś to widział, bo nie krył się z tym za specjalnie. Spojrzał na rozszalały tłum. Zamyślił się. Z tropu go wybił pewna postać. Była to osoba, której się złapał. Spojrzał na niego swym okiem i się uśmiechnął pod nosem. Odwrócił się na pięcie i z półki chwycił butelkę Jamesona. Ponownie się odwrócił i dolał osobnikowi alkoholu.
– Prosz… Na koszt firmy. – odstawił butelkę na bok.
Mimo lekko zdołowanego humoru, nie chciał być niemiły. Wręcz przeciwnie. Chciał go sobie poprawić, wyrywając kogoś. Zabawić się i zapomnieć na chwilę o swojej robocie, którą zapewne będzie jutro kontynuował.
_________________

Do you ever wanna catch me?
Right now I'm feeling ignored!
So can you try a little harder?
I'm really getting bored!

Come on, shoot faster,
Just a little bit of energy!
I wanna try something fun right now,
I guess some people call it anarchy!

Let's blow this city to ashes,
And see what Pow-Pow thinks.
It's such pathetic neatness,
But not for long 'cause it'll get jinxed!
 
     
Gregor
Melancholik.


Miano: Gregor Sebastian Leammiele
Wiek: 31 lat
Wzrost: 176cm
Ubiór: Czarna koszula z długim rękawem i kołnierzem, czarne spodnie, czarne buty, czarna, cienka rękawiczka bez palców na lewej dłoni, czarna torba, czarne myśli.
Ekwipunek: Telefon, klucze, notatnik, pióro, zapałki, papierośnica i w połowie zjedzona czekolada.
Wygląd: Nie wysoki, nie niski... Zdecydowanie szczupły. Jego ciemne włosy sięgają ramion, nigdy ich nie wiąże. Skóra po lewej stronie jego ciała nosi ślady starych poparzeń, ale nie kręć nosem, i tak tego nie zobaczysz. Złote oczy mężczyzny przeważnie mają w sobie specyficzny błysk bezczelnego wyzwania. Pachnie wiśnią i dobrym tytoniem.
Miłość: 'Don't love if you really want to feel the spiking sense of grey.'
TYP: 7/3
Fabularnie: Fry-wolny
Motto: 'Można zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.' S. J. Lec
Dołączył: 05 Sie 2013
Posty: 12
Wysłany: 2013-09-08, 15:32   

Lubił obserwować w ciszy między innymi przez fakt, że rzadko co uchodziło jego uwadze. Zawsze był do przodu parę kroków i gdy przyszło co do czego, miał asa w rękawie... albo - gdy spostrzegł to, czego zdecydowanie nie chciał - bezsenne noce gwarantowane. Ale przecież życie to życie, loteria! Tym razem nie udało mu się zauważyć tego, co powinien. W jednej chwili inny barman, w drugiej inny. Aha! To ten gość, który wtedy się o niego oparł. Gregor, jeśli nie brać pod uwagę jego dobrej pamięci, zapamiętałby nieznajomego dzięki przepasce zasłaniającej oko i niespotykanej barwie włosów, która rzuciła mu się w oczy nawet pomimo słabego oświetlenia.
Rzucił mu odrobinę zdezorientowane spojrzenie, potem zmarszczył brwi i uśmiechnął się, paradoksalnie cały czas zachowując powagę w oczach.
- Jaki pan miły... - pochwalił go, obserwując jak nalewa alkohol. Gdyby zobaczył, że mężczyzna wcześniej sam się napił, zacząłby się zastanawiać, czy to aby na pewno jest barman, patrzył jednak gdzie indziej. Wspaniale! Czyżby trafił do odpowiedniego miejsca? Oblizał usta i objął szklankę dłonią, bezczelnie przyglądając się nieznajomemu. Przebiegł spojrzeniem po jego sylwetce szybko jednak powrócił do obserwowania jego twarzy. Im dłużej patrzył, tym miał silniejsze przeczucie, że pakuje się w jakąś niebezpieczną znajomość. Te jego blizny nie mogły świadczyć o pokojowym nastawieniu do świata… z drugiej jednak strony wydawały mu się ciekawe. W końcu kto będzie wiedział lepiej o tym, że każda zabliźniona rana ma własną historię, od mężczyzny noszącego ślady poparzeń na połowie ciała?
- Mam nadzieję, że nie będzie miał pan problemów z szefem, przez to fundowanie drinków nieznajomym – dodał i podniósł szklankę do ust, nieustannie patrząc na barmana.
_________________
 
 
     
Rumcajs
Seryjny morderca


Miano: Damaza Tristan Deep.
Wiek: 38 lat.
Pseudonim: Rumcajs.
Wzrost: 195 centymetrów.
Ubiór: Czarna bluzka z krótkim rękawem do tego bluza poza tyłek z kapturem, gdzie znajduje się futerko, niezapinana. Jeansy obdarte, pasek skórzany czarny oraz lakierki czarne. Kolczyki dwa w lewym uchu.
Ekwipunek: Dwie paczki papierosów z zapalniczką, telefon, dokumenty, dwa ostrza oraz kaliber 44 przy pasie.
Wygląd: Dosyć wysoki facet, o długich rudych włosach z przepaską na prawe oko. Zielone oczy, jasna cera, liczne blizny na ciele.
Miłość: Dobre...
TYP: spod ciemnej gwiazdy.
Znaki Szczególne: Przepaska na prawym oku, blizny na ciele no i rude włosy oraz broń, którą nosi.


Fabularnie: Niedostępny.
Motto: Po prostu... Chcę już być w domu i się wreszcie wyspać.
Multikonta: Może.
Dołączył: 23 Lip 2013
Posty: 118
Wysłany: 2013-10-01, 11:17   

Oparł się łokciami o blat baru, zasiadając na krześle barowym, który stał całkiem niedaleko niego. Po tym czynie, położył polik na swej dłoni, patrząc się na nieznajomego, który go "pochwalił". Uniósł jeden kącik ust ku górze.
- Jak nigdy - oznajmił, zmieniając pozycję i chowając butelkę trunku pod bar.
Miał nadzieje, że jego kumpel zaraz wróci, bo nie widzi mu się dwie godziny przed barem i obsługiwanie ludzi, plus, jeszcze się z niektórymi użerać. To nie na jego słabe nerwy, aczkolwiek sam czasem stanie w swoim klubie przed barem, jednak to na dniach. Nocami rzadko, praktycznie w ogóle.
Wyciągnął fajka i włożył go do ust. Podsunął paczkę pod nos obcemu człowiekowi.
- Chcesz jednego? - spojrzał zalotnym wzrokiem na niego, nadal trzymając na ustach uśmiech. - Spokojnie, można tutaj palić - dodał po chwili, zapalając swojego. Gdy tylko się poczęstował, lub nie, zabrał paczkę i schował ją do kieszeni od spodni. Nagle zobaczył jakieś dziewoje przy barze, które się chichrały, jakby coś brały. A może brały? Jeden pies.
- Sorry Cię na chwilę - powiedział, patrząc na grupkę, leniwym okiem, tak samo do nich wstał i podszedł, leniwie. Gdy tylko do nich podszedł, zaczęły się chichrać jeszcze bardziej, a gdy tylko spytał, co podać, to jedna z nich oznajmiła, że jego. Uśmiechnął się tajemniczo, a następnie dmuchnął dymem w ich stronę.
- Niestety, ale jestem już zajęty na dzisiejszy wieczór - mruknął, spoglądając na mężczyznę, z którym niedawno gadał. - Więc drogie panie, co podać? Nie lubię się powtarzać - puścił do nich oko, zaciągając się i wypuszczając dym, tym razem ku górze. Lekko zawiedzione dziewczyny, powiedziały, na co mają ochotę, a ten zapodał im dany alkohol i gdy tylko odeszły, szepcząc coś, wrócił do nieznajomego.
- Sądzę, że nie będę miał żadnych kłopotów. Najwyżej zapłacę ze swojej kieszeni. - uśmiechnął się do niego.
- Jakieś plany na dzisiejszy wieczór, albo bardziej noc? - spytał lekko uwodzicielskim głosem. Chciał sobie miło spędzić noc, a plany względem niego już jakieś się szykowały. co nie ukrywał. Zobaczymy co będzie.
_________________

Do you ever wanna catch me?
Right now I'm feeling ignored!
So can you try a little harder?
I'm really getting bored!

Come on, shoot faster,
Just a little bit of energy!
I wanna try something fun right now,
I guess some people call it anarchy!

Let's blow this city to ashes,
And see what Pow-Pow thinks.
It's such pathetic neatness,
But not for long 'cause it'll get jinxed!
 
     
Gregor
Melancholik.


Miano: Gregor Sebastian Leammiele
Wiek: 31 lat
Wzrost: 176cm
Ubiór: Czarna koszula z długim rękawem i kołnierzem, czarne spodnie, czarne buty, czarna, cienka rękawiczka bez palców na lewej dłoni, czarna torba, czarne myśli.
Ekwipunek: Telefon, klucze, notatnik, pióro, zapałki, papierośnica i w połowie zjedzona czekolada.
Wygląd: Nie wysoki, nie niski... Zdecydowanie szczupły. Jego ciemne włosy sięgają ramion, nigdy ich nie wiąże. Skóra po lewej stronie jego ciała nosi ślady starych poparzeń, ale nie kręć nosem, i tak tego nie zobaczysz. Złote oczy mężczyzny przeważnie mają w sobie specyficzny błysk bezczelnego wyzwania. Pachnie wiśnią i dobrym tytoniem.
Miłość: 'Don't love if you really want to feel the spiking sense of grey.'
TYP: 7/3
Fabularnie: Fry-wolny
Motto: 'Można zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.' S. J. Lec
Dołączył: 05 Sie 2013
Posty: 12
Wysłany: 2014-01-02, 21:23   

Zanim wziął papierosa - sprawdził co to dokładnie za marka. Nie przeszłoby mu przez myśl, że mogło to wyjść dość ostentacyjnie albo nawet niegrzecznie, po prostu wolał upewnić się, że nie popsuje sobie smaku. Było zadziwiająco dobrze! Poczęstował się i podpalił tytoń zapałkami, które wyciągnął z kieszeni spodni lewą ręką - tą na której nosił cienką rękawiczkę z nieprzeźroczystego czarnego materiału. Grzecznie poczekał aż zapałka przestanie się żarzyć i schował ją do opakowania. I tyle. Koniec znajomości. Jakby to powiedział swoim uczniom: naturalna kolej koegzystencji w systemie społecznym w relacji zachodzącej między klientem a sprzedawcą. Gostek poszedł dogodzić jakimś ćwierkającym laluniom, Gregor powiódł za nim wzrokiem właściwie nieświadomie, myśląc już o czymś innym. Z zamyślenia wyrwał go fakt, że barman znów coś do niego mówi. Co? Chwilę zajęło mu połączenie w logiczną całość spostrzeżonych czynników, ale jakże śmiesznie musiała wyglądać jego zaskoczona mina, gdy już domyślił się o co chodzi.
- A... aha - mruknął pod nosem i szybko podniósł do ust szklankę, duszkiem wychylając jej zawartość. Chciał zmyć z ust ten głupkowaty uśmieszek, ale nie udało mu się tym bardziej zważając na fakt, że zdawał sobie sprawę z tej głupkowatej miny, którą na pewno przed chwilą się pochwalił. Nawet porządne zaciągnięcie się papierosem nic nie dało. Wyszczerzył się do mężczyzny, gdy znów do niego wrócił.
- No jasne, że tak. Idę z żoną i trójką moich dzieci do kina... na, eee, nocny maraton... pornoli - mówiąc to, przestał się uśmiechać i ponownie zaciągnął papierosem, przez co jego słowa zabrzmiały jakby naprawdę sobie o tym przypomniał i fakt, że nie bardzo chce mu się stąd ruszyć psuł mu humor. W rzeczywistości było wręcz odwrotnie - miał ochotę na żarty i co gorsza dla otoczenia - brała go chętka na robienie dziwnych rzeczy tylko po to, by śmiać się z reakcji obserwujących go niewtajemniczonych w to ludzi.
Strząchnął popiół na podłogę. Nadal był poważny, ale wyraz jego twarzy zmienił się, gdy spojrzał na mężczyznę. Przez myśl przeszło mu, że poprzednia odpowiedź mogła zabrzmieć jak mniej bezpośrednie 'spierdalaj, pedale', a przecież wcale nie o to mu chodziło.
- A czy za specjalną dopłatą istniałaby jakaś szansa dostania takiego... zamówienia specjalnego? - nawiązał do podrywu, jaki przed chwilą usłyszał od jednej z dziewczyn.
_________________
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,25 sekundy. Zapytań do SQL: 7