Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Lodowisko.
Autor Wiadomość
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-01-24, 20:23   Lodowisko.

Co tu dużo opowiadać.. jedną z atrakcji tego miasta jest oczywiście słynne lodowisko. Zdziwię was faktem, iż podłoże jest wykonane z lodu, dosyć twardego i śliskiego, co jednak jest wielkim plusem. Przychodzą tutaj najróżniejsze osoby od ludzi najmłodszych do starych pierników. Wstęp nie jest aż tak drogi, studenci mają nawet sporą obniżkę. Przed wejściem na lód, można skorzystać z szatni, w celu opróżnienia kieszeni. Na samym środku lodowiska znajduje się wysoka latarnia, a całość obłożona jest drewnianymi barykadami.
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 24
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-12-14, 17:09   

Vincent nadal nie był przekonany do tego pomysłu. On i łyżwy? On i jakakolwiek aktywność poza łóżkowa? No naprawdę, wszelka siła była zaklęta w tych niebieskich oczach, a nie w sile fizycznej, lub raczej jej braku. Dlatego był bardzo sceptycznie do tego nastawiony, czekał tylko na jeden telefon, aby potem przeprosić i zwinąć się, unikając tych czynności. Dlaczego Mr.Mam-to-w-nosie nie zgodził się po prostu? Bo przecież w tym wypadku ''nie'', znaczyłoby ''nie potrafię'', co jest prawdą, ale nikt nie musi o tym wiedzieć. W końcu, własna duma była wyżej na liście. W końcu dotarli do swojego celu, a przy okazji oboje trochę zmarzli. A trzeba było nie miziać się po drodze! Nie było zbyt dużo ludzi, Ci byli jeszcze ogarnięci świątecznym szałem. Co było Gwiazdce na rękę, bo gdy zmierzyła wzrokiem szatnię, w której się znaleźli... Od razu bujna wyobraźnia poszła w ruch i widziała już kilka pozycji w głowie... Chrząknął aż, zaraz posyłając Keithowi niewinne spojrzenie, jakby ten siedział mu w głowie i widział, ba, wręcz czuł się molestowany. Zmierzył wzrokiem łyżwy, podchodząc do nich. Niby były takie same, ale jakieś takie inne od siebie... No cóż, brak ogarnięcia w tych sprawach, jedynie bardziej zdemotywował go. Spojrzał na swój zegarek, który zdążył zawinąć. Siedemnasta. Schował zegarek pod kurtką, którą wcisnął mu Kei i...
… i wewtem dostrzegł automat. A co w automacie zazwyczaj jest? Kakao/gorąca czekolada proszę państwa! Prawdopodobieństwo było duże, gdyż właśnie byli na lodowisku. Nie zostawił żadnych rzeczy w szatni, gdyż Vincent już widział swoje zajęcie. Wyszedł z pomieszczenia, zostawiając Marshalla samemu sobie i dopadł do automatu, wciskając się przed jakiegoś bachora. Włożył kilka centów, wcisnął odpowiedni guzik... i już dostał plastikowy kubeczek z kakao. Mruknął zadowolony, idąc ostrożnie (przy okazji depcząc po stopach smarkacza, bo go wkurzał) i zasiadł na ''trybunach''. Zagwizdał głośno i pokazał uniesiony kciuk swojemu kochanie.
- Dajesz, Kei! Rozwalisz ich! - zagrzał chłopaka jak cheerleaderka .
Tym samym pokazując, co ma zamiar, albo raczej czego nie ma zamiaru robić.
_________________
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-12-14, 17:35   

Marshall nie zauważył uniku Vincenta. A przynajmniej nie od razu. Chwilę czekał w szatni, a potem wychylił się. I dostrzegł bruneta, zmierzającego ku trybunom. Mimowolnie wywrócił oczami. Wyszedł, próbując pohamować ochotę pokazania, na co tak naprawdę go stać i spowodować u bruneta podziw. Ale nie po to tutaj przyszedł. Chciał spędzić z nim czas. Podszedł do niego wręcz tanecznym krokiem, z niesamowitą gracją, szczególnie biorąc pod uwagę, że był już na łyżwach. Oparł się ręką o ramię bruneta i uniósł brew wysoko.
- No chyba nie myślisz, że się wymigasz? - mruknął, parskając śmiechem. - Co to, to nie. - Położył obok niego łyżwy. - Masz pięć minut. Dopijasz to, zakładasz buty i jedziemy - powiedział spokojnie, uroczym, kompletnie nieznoszącym sprzeciwu, głosem. A potem ze zwinnością, której wiele dziewczyn na obcasach mogłyby mu pozazdrościć, zbiegł po schodkach, przeskoczył przez płotek i znalazł się na lodzie. Nie upadł. Broń boże, wyprostował się z zadowoleniem, a potem okręcił zgrabnie w miejscu. Wprawdzie miał nie szpanować... Ale nie potrafił się powstrzymać przed pobawieniem. Uwielbiał lodowisko. To było nawet lepsze, niż taniec. Bo miało jego elementy, a do tego sprawiało niesamowitą frajdę. Obrócony bokiem do Vincenta zaczął jechać tyłem, miękkimi pociągnięciami łyżew odbijając się od lodu i aż przymykając oczy z zadowoleniem. Bez minimalnego wysiłku ominął kilkoro ludzi, a potem zakręcił się w miejscu i rozpędził. Gdyby brunet interesował się jazdą figurową, odkryłby, że jedzie "przekładanką", to znaczy PRZEKŁADAJĄC jedną nogę przed drugą. Początkujący łyżwiarze z łatwością kończyli rozpłaszczeni, z zapętlonymi nogami, ale dla niego to było łatwiejsze niż chodzenie. Spędził całe lata ucząc się jazdy na łyżwach. Głównie po to, by zadowolić matkę, ale w pewnym momencie stało się to dla niego samą przyjemnością. Uśmiech towarzyszył mu niezmiennie od momentu, w którym znalazł się na tafli, a oczy błyszczały niesamowitą uciechą. W tym momencie emanował szczęściem podobnym do tego, gdy Vincent go pochwalił.
Roześmiał się, przyspieszając i slalomem omijając grupkę dzieciaków, a potem odbił od lodu i zakręcił się w powietrzu, kończąc skok na prawej nodze, z lewą pod kątem prostym i rozwiniętymi ramionami. Nie zapomniał jeszcze, jak się jeździ, co go niezmiennie cieszyło. Zerknął na zegarek i z uśmiechem znowu przeskoczył płotek i dotarł do bruneta.
- No dalej, koniec podziwiania, ruszaj się - powiedział wesoło, z lekko zaróżowionymi od wysiłku policzkami. Uklęknął i zanim panicz Star zdążył zaprotestować, rozwiązał jego buty i zapiął na ich miejscu łyżwy. Gwoli ścisłości, były to hokejówki, czyli z przodu posiadały okrągłe zakończenie. Dzięki temu nie dało się na nich skakać, a co ważniejsze - ciężej było się potknąć i upaść.
Wprawdzie ludzi o tej porze na lodowisku i trybunach było sporo, ale jakimś magicznym sposobem... Keith się nie wstydził. Złapał bez minimalnego skrępowania Vincenta za rękę i pociągnął do pionu. Dał mu chwilę na przywyknięcie do łyżew, a potem zaprowadził na lód. Tuż przed wejściem wyjął ze swojej kurtki rękawiczki i założył mu na dłonie. Popchnął partnera na lodowisko, nie pozwalając mu się wycofać, bo stał tuż za nim, a potem złapał go w pasie, nie pozwalając upaść. I znowu dał chwilę na przywyknięcie do nowego stanu rzeczy, mrucząc mu cicho do ucha.
- Będzie fajnie - obiecał wesołym głosem.
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 24
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-12-14, 19:13   

Telefon nadal milczał. O ironio, gdy był zajęty - wszyscy do niego dzwonili, to na imprezkę, to na piwko, to się poszlajać, to z pracy... A gdy Vincent wręcz błagał w myślach o chociażby sms'a – nic. Kłopotliwy gość właśnie chwycił go za ramię, wypowiadając swój wyrok. Miał ochotę przekląć pod nosem i jego. A potem, ten niemal teleportował się na lodowisku, już czyniąc pierwsze popisy. Cholera, świetnie bawił się sam, po co mu on?! Chociaż inne, również początkowe osoby wywalały się, co poprawiało mu humor, to jednak Keith był jedną z tych osób, przed którymi nie chciał pokazywać słabości. Tym bardziej widząc, że ten czuł się jak ryba w wodzie. Vinc najzwyczajniej w świecie miał od małego wpajane, że był Starem. A Star równa się najlepszy i nadal gdzieś to miał zakodowane. Patrzył na Keitha z dumą, zmieszaną z pewnym dyskomfortem. Przełknął wszystkie negatywne uczucia łykiem czekolady. Gdy ten się zbliżał, oczy Vincenta nie były specjalnie wzruszone. Przyjął z pewnym niezadowoleniem fakt, że wypił swoją ciecz, nim zdołał się zorientować. Westchnął ciężko, już wystawiając dłoń, coby powiedzieć ''Zapomnij chłopcze, baw się sam'', ale... właściwie ubrali go w potrzebne rzeczy, a potem wręcz wepchnęli go na lód, przez co prawie po raz pierwszy zaliczył glebę. Został uratowany przez winowajcę. Mimowolnie wczepił się w jego bok, a potem słysząc co powiedział, aż uniósł wzrok ku górze, hamując pierwsze lawiny przekleństw. Byłoby fajnie, gdyby tam siedział i sączył kakao! A nie tutaj, wśród połamańców lub wręcz przeciwnie.
- Keith, chciałem Cię uraczyć wiedzą, że dzisiaj nie mogę skrzywdzić swojej twarzy. Ja na niej zarabiam, chciałem przypomnieć. Więc jeśli coś mi się stanie, stracę pięć tysięcy, a jeśli stracę pięć tysięcy, będę o wiele biedniejszy, a jeśli będę biedniejszy, stracę apartament, a jeśli stracę go, skończę pod mostem, pełniąc rolę pierdolonego menela! Z naciskiem na pierdolonego, bo kto Ci go wie z moją urodą... - słowa, jakkolwiek były chłodne i ostrzegawcze, pod koniec były już warkotem, najwidoczniej zirytowany samą wizją. I przerażony. Jego luksusowy tyłek nie zniósłby tego.
Okej Vincent, wdech i wydech. Nie panikuj. Spojrzał gdzieś w bok, obserwując uważnie ruchy jakiś nóg, mimowolnie rejestrując, że są całkiem zgrabne. Spojrzał na jeszcze kilka nóżek, nim nie raczył z godnością odpleść się z objęć, posyłając mu przeciągłe, chociaż niejasne spojrzenie. Odepchnął się od niego, zaraz naśladując ruchy nóżek innych, chociaż powoli i z najwyższą ostrożnością. Miał szczerą nadzieję, że nikt nie rozpozna go jako Gwiazdkę, tylko kolejnego, szarego ludzia, robiącego z siebie pokrakę, a przynajmniej takim optymizmem w tej chwili pryskał Vincent. W ostatniej chwili przyległ do beleczki, akurat dla takich jak on. Przywarł do niej ciałem, marszcząc brwi. Okej, potrafi w miarę się poruszać, trzeba jeszcze nauczyć się sztuki skręcania i hamowania. Całe szczęście, że ludzie byli na tyle rozgarnięci, by trzymać się z daleka od początkujących. A Vincent niemal tym śmierdział.
- Będzie na co dupy wyrywać, jak się nauczę... - mruczy do siebie, na pocieszenie i pewnej motywacji.
Vincentowy blask był nader przyćmiony. Co jak co, ale w tej chwili nie chciał definitywnie zwracać na siebie uwagi. Podwinął rękaw, sprawdzając godzinę...
… minęło dopiero dziesięć minut.
_________________
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-12-14, 20:04   

- Kochanie, nie tragizuj. Jesteś Gwiazdą, aktorem, na pewno szybko się nauczysz jazdy - mruknął Keith, mimowolnie chichocząc. Całe to oburzenie i święta irytacja wprowadziły go w świetny humor. Nie wspominając niczego o fakcie, że znalazł się na ukochanym lodzie. Z... ukochanym. Marzenie.
Sam trzymał się w pionie bez minimalnego wysiłku, a patrząc na niego, można było nabrać wrażenia, że nawet buldożer by go nie zrównał z ziemią. Wręcz przeciwnie, odbiłby się od niego i pojeździł na jego dachu. Obserwował uważnie zachowanie Vincenta i gdy ten się od niego oderwał, wypuścił go bez protestów. Za to trzymał się blisko, nie zamierzając pozwolić na to, by chłopak znalazł się rozpłaszczony na lodzie. I o to chodziło! - pokiwał głową do siebie, obserwując jego niepewne posunięcia do przodu. Jechał za nim powoli, gotowy do ewentualnej interwencji, ale zaraz się uśmiechnął do niego, gdy ten złapał barierki. Przejechał przed niego i uśmiechnął się wesoło.
- Pięknie ci idzie - pochwalił z pomrukiem zadowolenia. - Chodź. - Skinął na niego ręką i złapał za dłonie, a potem bez pardonu zaczął jechać. Tyłem do społeczeństwa, a przodem do Vincenta. Ciągnął go za sobą, przez co brunet nie musiał robić kompletnie nic... Może oprócz utrzymywania się w pionie. Cały wysiłek na tym, by jechali płynnie i do przodu (względnie - do tyłu) spadł na Keitha. Który uśmiechał się szeroko i jechał bez minimalnego kłopotu. Z bliska dało się dostrzec, że by móc posuwać się w ten sposób, musiał kręcić lekko biodrami, to na lewo, to na prawo, sporadycznie zwinnie skręcając, by ominąć innych śmiertelników. Przejechali w ten sposób bez żadnego kłopotu i większej kolizji całą jedną długość lodowiska. Aż fioletowowłosy się zatrzymał i pozwolił chłopakowi wpaść w jego ramiona. Przytulił go do siebie krótko, pamiętając o tym, że są w miejscu publicznym. Ale konkretnie, mocno do siebie przyciągając.
Uśmiechnął się szeroko i puścił z ramion... Zostawiając chłopaka na samym środku lodowiska. Nie, żeby odszedł daleko - dosłownie kilka kroków. I po prostu czekał. Czy Vincent sobie poradzi sam, czy będzie chciał jego bliskości... Czy co zrobi? Nie, żeby to był jakiś test, o nie. Po prostu nie chciał mu się aż tak narzucać.
(Powiedzmy...)
Okręcił się wokół własnej osi, pomrukując w rytm muzyki wydobywającej się z głośników, a potem złapał bruneta za rękę. Tym razem jedną. I pociągnął go lekko za sobą. Tym razem brunet musiał się bardziej wysilić i poruszać nogami w tym samym rytmie, co Keith. Ale wciąż za jego równowagę odpowiadał ktoś inny. Tak samo za kierunek. To powinno znacznie ułatwić sprawę.
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 24
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-12-14, 21:49   

Owszem, był aktorem. Miał świetną pamięć słuchową, gorzej ze wzrokową i potrafił UDAWAĆ liczne talenty. Tyle, że tutaj nie ma kaskaderów, nie ma reżysera, który wychwytałby jego mocne strony, maskując zgrabnie słabsze. To był świat przed telewizorem, nie w pudełku, to wręcz było oczywiste, że będzie mu ciężej. Dlatego nie raczył skomentować tej wzmianki, po prostu starając się przeciągnąć te chwile, gdy mógł po prostu trzymać się barierki i stać. Jednak nie mógł za długo; Keith z całą premedytacją chwycił go za ręce, prowadzając go znowu na lodowisko i skazując na wysiłek fizyczny. Próbował jechać prosto, z pozą godną arystokraty, czyli proste plecy, nieco uniesiona głowa i wyglądaj, jakbyś nie oddychał. Wpadł w ramiona jego ramiona. Mruknął coś w jego szyję, zupełnie nie spięty już tym, że są w miejscu publicznym. Na litość boską, geje już mają własne kluby rozpustne, nie porównując z burdelem i jest bardzo dobrze. A potem kolejny test, czy dojedzie sam do odsuniętego Księcia. Mruknął coś pod nosem, odpychając się pewnie, by nie powiedzieć agresywnie i dotarł do celu, łapiąc od razu jego dłoń i zaciskając mocno na niej palce. Starał się cały czas dotrzymywać kroku, chcąc robić to coraz bardziej płynnie. I zapewne wyszłoby całkiem nieźle, gdyby nie to, że czyjaś łyżwa zaplątała się w Vincentową. Może nie zaliczył totalnie gleby, gdyż uczepił się mocno Keitha, ale wypadł mu telefon na ziemię. Od razu kopnął w niego łyżwą, nie za mocno, ale skutecznie ochraniając przed nadlatującym ciałem, które upadło na lodowiec z głuchym jękiem. Jednak on się tym nie przejmował. Odczepił się od Keitha i ominął dość zgrabnie leżące ciało i przyspieszył, chcąc ochronić swój cenny telefon. Co ta adrenalina robi z człowiekiem! Co za nieszczęście, musiało dostrzec nadlatującą czerń większość osób i to spektakularne kucnięcie w drodze, tylko po to, aby chwycić swój dzwoniący telefon. Z jaką gracją wylądował na kolanach, potem obrócił się, siłą praw fizyki, zaliczając bliskie spotkanie pleców ze ścianą. Z sykiem. Zapewne będzie miał siniaki, co jak co, ale był delikatesem. A telefon, siłą konkurencji boskiej, zaprzestał wydzwaniać. Zmarszczył brwi i dwoma dotknięciami telefonu sprawdził, kto do niego wydzwaniał. ''NUMER ZASTRZEŻONY'' – świetnie.
Wdech i wydech, nie rozwalaj od razu telefonu. Przyda Ci się.
Nagle ściana drgnęła, co było dosyć niepodobne do rzeczywistości, w której przyszło mu żyć. Czyżby schizofrenia? Obrócił się, naprawdę ciekawe tego zjawiska i zauważył czyjeś... nogi. Męskie nogi, trzeba nadmienić. Spojrzał na typka w górę, od razu spotykając się z czystą szarością. Soczewki? Już myślał, że dostanie wpierdol lub uprzejme przeprosiny... gdyby nie to, że koleś bez pardonu wsadził mu nieznacznie rękę za spodnie i pociągnął jego tyłek w górę, a potem ustawił kulturalnie w pionie. Vincent mimowolnie zasyczał. Nie kojarzył faceta, a mu rękę pod spodnie wsadzają...
- Vincent. Potrzebuję pięćdziesiąt dolców. - powiedział nagle, wprowadzając Gwiazdkę w chwilową zadumę. Nic nowego, że ktoś go znał, w końcu był Gwiazdą, ale żeby od razu wyłudzać od niego pieniądze...
Był tak zaciekawiony, że aż sięgnął po swój portfel i podał mu wymaganą kwotę. A ten zabrał ją, bez marudzenia i zrzucił telefon na ziemię, niszcząc go w pół jednym porządnym naparciem łyżwy. I odszedł, jakby nigdy nic, nawet znikając z lodowiska.
Star spojrzał na telefon, powoli analizując, co się wydarzyło. Z czasem jego bladość zaczynała przybierać wyższe levele i aż się zachwiał, mroczki pojawiły się mu przed oczami. O mój Boże, jego cudny telefon...
_________________
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-12-15, 13:33   

Keith przytrzymał Vincenta, który niemalże wyrżnął przez brak umiejętności jakiegoś dzieciaka. Właściwie tylko dzięki temu, że jechali prosto, a fioletowowłosy praktycznie urodził się na lodowisku, nie wylądowali na ziemi. Ale to nie było tak ważne jak kolejne ewolucje bruneta. Kei powiódł za nim spojrzeniem, stojąc w miejscu z szokiem wymalowanym na twarzy. Ewidentnie jego chłopak pod wpływem silnej motywacji potrafił wiele zdziałać. Bez wysiłku przyciągnął wzrok kilkunastu osób znajdujących się na lodowisku. Nie, żeby Keia to zaskoczyło, po prostu... Aż się skrzywił, gdy dostrzegł uderzenie chłopaka o cudze nogi. Przywołał się w końcu do rzeczywistości i skierował w jego stronę, leniwymi ruchami odbijając się od podłoża. Z jego perspektywy uniesienie wyglądało pozornie niewinnie, ale za to miał świetny widok na płacącego Stara. Zmarszczył brwi z konsternacją, nie za bardzo rozumiejąc, co się tam właściwie dzieje. Przyspieszył, ale i tak nie zdążył dotrzeć na czas. "Znajomy" poradził sobie błyskawicznie i równie szybko zniknął z lodowiska. Gdy dotarł Keith już było po ptakach.
A właściwie, po telefonie.
Skrzywił się i pokręcił lekko głową, stając obok bruneta. Tym razem to stanowczo nie była jego wina... Ale i tak poczuł się współwinowajcą. Taka wada charakteru. Musiał się siłą przywołać do porządku, żeby nie zacząć przepraszać Vincenta. Zmielił cisnące mu się na usta słowa i nachylił się, podnosząc to, co zostało z jego telefonu. Swoją drogą, co to za szmelc musiał być, że tak łatwo się poddał, praktycznie bez walki.
Mimowolnie nasunęła mu się myśl "a może spróbować zresetować...?". Zerknął na swojego chłopaka i doszedł do wniosku, że w tym momencie nie doceni tego poczucia humoru. W takim wypadku darował sobie komentarz. Zamiast tego otworzył szczątki drogiego telefonu i wyciągnął z niego kartę SIM. To była jedna rzecz, jaką dało się uratować. A nie, przepraszam, jeszcze kartę pamięci. Wysupłał również ją. Obie były nienaruszone (plusy minimalnej wielkości).
Uniósł brew wysoko, podziwiając mimowolnie szok wypisany na twarzy Vincenta. Był on godny bez wątpienia Oscara. Gdy przejdzie mu trochę ten stan postara się mu zarzucić myślą, żeby podczas tragicznych ujęć też niszczyli mu telefon, a stanie się naprawdę szybko bardzo znanym aktorem. Ale póki co wolał się nie wychylać również z tą myślą. Ot tak, na wszelki wypadek, żeby nie przyciągnąć na siebie złości kochanka.
Delikatnie położył dłoń na jego ramieniu, jakby chcąc go uspokoić.
- Kto to był? Można zgłosić zniszczenie na policję... - mruknął cicho, tak, by przypadkiem nie spowodować, że brunet dostrzeże w nim cel do wyładowania się. Chociaż, szczerze mówiąc, podejrzewał, że jego starania i tak niczego nie dadzą. Nieważne.
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 24
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-12-15, 14:11   

Właściwie, Vincent nie zdziwiłby się bardzo, gdyby koleś był po prostu ofiarą jego złośliwości, którą nawet nie raczył zapamiętać, a teraz się odpłacił... Jednakże, jego myśli teraz błądziły po ścieżce ''Mój telefon...'' i ''Zniszczę mu życie!'', przez co nie miał czasu na rozmyślanie, co to był za koleś. Bo nieważne kto i co, i tak utrze mu nosa, ładnie pisząc. Dlatego, gdy usłyszał pierwsze pytanie, które wyrwało go z otępienia, spojrzał niemal spod byka na Keitha. Przekaz był nader krótki, jednak, by nie pozostawić wątpliwości, powiedział:
- Lepiej zamilcz.
Spojrzał nader spokojnie na rozpieprzony telefon, znowu ukazując inną postawę niż zwykle, co mogło zdezorientować Keitha, który był świadkiem jego wybuchu. Bez słowa sięgnął do dłoni, która trzymała jego cenne rzeczy i schował kartę pamięci bezpiecznie do własnej kieszeni. Kartę SIM trzymał w dłoni. Rozejrzał się krótko po pomieszczeniu; ludzie wydawali się nie być już zainteresowani całym zajściem. Wykorzystując tę okazję, przesunął dłońmi po pośladkach chłopaka, potem po przodzie i po kurtce. W końcu znalazł upragnioną rzecz. Wyciągnął z kieszeni jego telefon i odsunął się od niego, coby się nie rzucał i wyjął sprawnie jego kartę, na jej miejsce wkładając własną. Uśmiechnął się do niego czarująco, chwytając dłoń i rozprostował palce, dając mu jego rzecz, w tej chwili zupełnie już bezużyteczną. Odepchnął się od pobliskiej ściany, powoli jadąc wzdłuż boiska, w końcu docierając na zwykłą ziemię. Zasiadł na ławce, ściągnął łyżwy, które zostawił same sobie popatrzył za Keithem, chcąc się upewnić, że ten poszedł za nim. Chwycił go za rękę, nie bacząc, czy ściągnął te łyżwy, czy nie i pociągnął go ponownie w stronę automatu. Już nie było przy nim kolejki, więc od razu mógł sypnąć centem i wybrać kakao.
- Zniszczenie? To nic. Zakłócanie porządku, pobicie i molestowanie seksualne i to w miejscu publicznym. - powiedział chłodno, sięgając po swoją rzecz i upił łyka. Spokojnie Vincent, nie unoś się, zachowaj klasę... - Wiesz, gdzie on mnie tyknął? Pozwól, że Ci pokażę... - bezceremonialnie chwycił jego dłoń, przybliżył się do niego tak, aby ich ciała się stykały i wsunął nieznacznie dłoń w swoje spodnie. Oczywiście, od strony pośladków.
Ciekawiło go to, czy Keith się wkurwi i będzie zazdrosny albo przyjmie to całkiem spokojnie?
Posłał mu przeciągłe spojrzenie, unosząc brewkę jednoznacznie. Widząc zbliżającą się parę, płynnie odsunął się od Keitha, coby nie wzbudzać niepotrzebnych podejrzeń i powędrował z kakao po swoje buty. Może i na czarnych skarpetkach nie było widać syfu, ale chodzić tak bez... To niekulturalne.
- Zbieramy się, Kajtuś. Restauracja sama się nie odwiedzi. - wymruczał w końcu, schylając się krótko, zakładając swoje buty. Mimo całego chłodu, który aktualnie przedstawiał było mu gorąco, przez co bez pardonu rozpiął kurtkę i rozwiązał szalik. I tak właśnie rodziły się grypy, ale, czy go to obchodziło?
_________________
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-12-17, 16:19   

Keith zamilkł, mocno zaskoczony zachowaniem Vincenta. Aż zamknął usta. Dał się bez oporów zmacać, ciekaw, do czego właściwie dąży brunet... A gdy dostrzegł swój telefon w jego rękach natychmiast wyciągnął przed siebie dłonie, zamierzając mu go odebrać. Złapał jednak powietrze. Zawarczał pod nosem, przyjmując bez słowa swoją kartę.
Okej, spokojnie Kei, przecież wiesz, że brunet potrzebuje telefonu, no pamiętasz, Gwiazdor, piosenkarz, aktor, te sprawy... Chociaż mógł zapytać. Oczywiście, że mógł. Przecież on by nie zaprotestował.
Westchnął ciężko i pojechał za nim, a potem utkwił w nim wzrok.
- Wiesz, grzeczność nakazuje spytać, czy bym ci pożyczył telefon -
mruknął pod nosem, właściwie bez specjalnej nadziei na nauczenie czegokolwiek bruneta. Powiedział to bardziej z poczucia obowiązku. Miał nieme wrażenie, że to był tylko początek takich sytuacji. Może za którymś razem coś dotrze do Vincenta?
Wziął z ziemi jego łyżwy, samemu swoich nie ściągając, bo buty zostawił w szatni. A potem tego pożałował. Niemalże się zabił przy automacie. Wymamrotał jakieś niewyraźne przekleństwa pod nosem, zmuszając się do pionowej pozycji, znacznie górując nad Vincentem.
Zmarszczył brwi, słysząc jego wypowiedź, w pierwszej chwili nie rozumiejąc, do czego on dąży. A potem lekko zesztywniał, gdy wsunięto jego dłoń w spodnie. Nie powiedział nic. Co miał mówić? Ale oczy błysnęły wściekle i mimowolnie rozejrzał się po terenie, szukając gdzieś oprawcy. Na jego szczęście musiał znajdować się gdzieś indziej, inaczej już zawsze piszczałby jak panienka. Łyżwy z gwiazdką na szpicu potrafiły skuteczniej wykastrować niż niejeden topór.
Prychnął ze złością pod nosem.
- A ty mu zapłaciłeś, cholera wie za co. I jeszcze pozwoliłeś rozwalić telefon -
warknął z ewidentnym wyrzutem. Na litość boską, ktoś zmacał mu faceta, tak się po prostu NIE ROBI. Szczególnie, że jest z tym facetem... Może dobę. To miało być jakieś ostrzeżenie od świata, żeby się przyzwyczaił do faktu, iż ktoś dobiera się do spodni Gwiazdy? O, co to, to nie! Na to nie pozwoli! Świat niech lepiej wsadzi głowę w swój kaczy kuper i zmieni zdanie co do jego pokory!
Warcząc pod nosem poszedł za Vincentem i stanął w miejscu, obserwując jak ten zakłada sobie buty. Niby taki tyran, a na macanki przez innych pozwala.
Złapał go za podbródek, gdy ten poinformował go o zamiarze pójścia do restauracji i spojrzał mu twardo w oczy, na chwilę zmuszając do pozostania w bezruchu.
- Teraz jesteś mój. Nie możesz się dawać molestować -
mruknął, zaborczo wpijając się w jego wargi. - Masz się bronić. Wiem, że umiesz.
Sytuacja była na tyle poważna, że zignorował znajdowanie się w miejscu publicznym, gdzie każdy mógł ich zwyzywać od pedałów. W tym momencie liczył się dla niego tylko Vincent. Cały, wraz ze swoim tyłkiem. Przerzucił sobie przez ramię łyżwy Stara i na powrót go owinął szalikiem, mrucząc tylko "przeziębisz się". A potem złapał go za rękę i wziął do szatni, w której przebrał buty, oddał obie pary łyżew i w kącie niedaleko drzwi, gdzie nic nie rzucało się w oczy, znowu wpił się w usta bruneta. Jakby na pewno chciał i siebie i jego upewnić, że nic się nie zmieniło. Że on nadal jest jego.
- To gdzie chcesz iść? - szepnął mu na ucho, mrużąc delikatnie oczy i gryząc go w szczękę.
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 24
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-12-17, 19:15   

Oczywiście, Vincent puścił mimo uszu (zbędną) uwagę na temat pytania. Przecież to oczywiste, że on nie pytał. On brał. I tak było tym razem. Jak się spodziewał, mimika twarzy jego kochanka zmieniła się diametralnie, z mroczną radością zaobserwował malowniczy wkurw. Potem ten zaczął chaotycznie trząść główką, szukając zbrodniarza i szczerze mówiąc, chętnie zobaczyłby go w akcji pozbawiania zdolności seksualnych kolesiowi. Nie tyle, że zemsta, bo jednak Star rzadko posuwał się do takich prostackich metod, ale czego się nie zrobi, aby dostać rozrywkę? Jednakże, kolesia nigdzie nie było, więc nie zostało mu nic oprócz zmienienia butów. Szczerze mówiąc, nie wiedział również, co zrobił temu kolesiowi, bowiem boska pamięć jest ulotna, a lista grzechów nie jest krótka. Mógł przespać się z jego chłopakiem albo z nim i go porzucić, ośmieszyć na oczach wszystkich lub samemu postawić mu nogę... Naprawdę, aż nie chciało mu się nad tym myśleć! Dlatego też na kolejne słowa Keitha odpowiedział milczeniem. Potem został złapany za podbródek, na co zareagował uniesieniem brewki, nie wspominając już o nagłej twardości (i to tam, gdzie Vincent sobie stanowczo nie życzył!). Po tych namiętnie zaborczych słowach, które wybitnie przypadły do gustu Gwieździe, aż przygryzł wargę w uśmiechu. Jego sadyzm, jak i własna satysfakcja stwierdziły, że chciałby widzieć takiego go więcej. A potem, gdy został poprowadzony za rączkę jak małe dziecko, znowu został pocałowany. Tuż przy wyjściu. Uśmiechnął się pod nosem, zerkając w tył i przywarł do niego ciałem. Nadepnął na jego buty i w tej chwili byli takiego samego wzrostu. Spojrzał mu głęboko w oczy i wykrzywił wargi w czarującym uśmiechu.
- A co, jeśli nie potrafię? Albo nie chcę? Wiesz, oni wszyscy mnie kochają, jakbym mógł złamać tysiące serc naraz... - wymruczał niewinnie, przesuwając dłońmi po jego bokach, gdzie wbił delikatnie kciuki w talii.
Ścisnął mu krocze i chuchnął mu w ucho. Zaraz jednak zachichotał, przerywając jakikolwiek kontakt fizyczny i poklepał go po udzie. Poprawił jeszcze ten (upierdliwy) szalik i wyszedł z Keithem z lodowiska.
Nigdy więcej.

z/t x2
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,25 sekundy. Zapytań do SQL: 7