Uwaga! Hosting Webplus konczy dzialalnosc z dniem 31.07.2019r. Wiecej informacji tutaj.

Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Okolice akademika
Autor Wiadomość
Gregor
Melancholik.


Miano: Gregor Sebastian Leammiele
Wiek: 31 lat
Wzrost: 176cm
Ubiór: Czarna koszula z długim rękawem i kołnierzem, czarne spodnie, czarne buty, czarna, cienka rękawiczka bez palców na lewej dłoni, czarna torba, czarne myśli.
Ekwipunek: Telefon, klucze, notatnik, pióro, zapałki, papierośnica i w połowie zjedzona czekolada.
Wygląd: Nie wysoki, nie niski... Zdecydowanie szczupły. Jego ciemne włosy sięgają ramion, nigdy ich nie wiąże. Skóra po lewej stronie jego ciała nosi ślady starych poparzeń, ale nie kręć nosem, i tak tego nie zobaczysz. Złote oczy mężczyzny przeważnie mają w sobie specyficzny błysk bezczelnego wyzwania. Pachnie wiśnią i dobrym tytoniem.
Miłość: 'Don't love if you really want to feel the spiking sense of grey.'
TYP: 7/3
Fabularnie: Fry-wolny
Motto: 'Można zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.' S. J. Lec
Dołączył: 05 Sie 2013
Posty: 12
Wysłany: 2013-08-10, 21:39   Okolice akademika

Ciało nakarmić można ze stosunkową łatwością... Ale co zrobić, gdy głodna jest dusza? Gdzie skierować poszukiwania, kiedy od nawoływania muz spierzchły już usta? Uciekać z domu, wyjechać za miasto albo z kraju? Bądź całkowicie wyemigrować z tej ziemi, pozbywając się tęsknoty raz na zawsze?
A jednak był tu, na innym kontynencie, w zupełnie nowym mieście, klimacie, kulturze… Zmienił się wygląd domów, zapach kwiatów w ogródku, smak wody z kranu i słowo, jakim tę wodę nazywali. Zmieniły się nazwy ulic, rzek i ryb, które w nich pływają… chociaż Gregor musiał przyznać, że niezależnie od miejsca na ziemi, wszystkie ryby śmierdziały podobnie. Ale przecież nie przybył tu wąchać czegokolwiek, prawda? Był tu po nic równie bardzo, jak po nic mieszkał w Austrii. Po nic zainteresował się pracą… no dobra, po prostu nie chciał siedzieć w domu, nie sądził, że długo udałoby mu się wytrzymać samemu ze sobą, oszalałby z nadmiaru pomysłów i braku jakiejkolwiek możliwości ich wypróbowania.
Dlatego gdy tylko skończył się urządzać, gdy zapakował cały zapas wina do piwniczki i poumieszczał najrozmaitsze słodycze w szafkach w kuchni, wyszedł poznawać okolice. Czuł się jak dzieciak w Boże Narodzenie, odkrywając co i rusz jakieś ciekawe miejsce, spędzając kolejne wieczory w innych knajpach, chłonąć inną atmosferę, zapamiętując inne twarze…
Odkąd tu przybył, nauczył się więcej angielskich słówek i idiomów niż przez cały okres swojego kształcenia, do tego powoli nabierał tego charakterystycznego akcentu i przy odrobinie szczęścia (i wymianie odpowiednio krótkich zdań) mógł ujść za miejscowego.
W międzyczasie znalazł pracę, niby nic specjalnego, do tego filozofia była tu przedmiotem dodatkowym, ale korzyść z tego taka, że mógł ułożyć swój autorski program, no i prawdopodobnie na zajęcia przyjdzie młodzież, którą interesuje temat. Bez przymusu, bez wymyślonych problemów.
Leammiele lubił spacerować w okolicach nowego miejsca pracy i chociaż parę razy zastanawiał się, dlaczego, nie umiał odgadnąć. Może przez zaciszną atmosferę jednej z uliczek od strony akademika? Albo ciekawość, którą mógł zaspokoić dopiero za parę tygodni? Bo właściwie jak to było uczyć amerykańskie dzieci? Jak to jest używać innego języka? Coraz częściej przyłapywał się na tym, że myślał po angielsku.
Zaskoczył sam siebie, że tak pozytywnie podchodzi do pracy w tym miejscu, że ma nadzieję na natrafienie na żyzny grunt. Tego popołudnia jednak z typowym dla siebie optymizmem stwierdził, że nie ważne jest miejsce na ziemi bo kretyni są wszędzie, a on i tak będzie niedopasowany do środowiska, zauważany przez nielicznych. Nie żeby mu zależało na byciu popularnym, w końcu kochał rolę cichego obserwatora, ale czasem nawet z praktycznych względów było dobrze podzielić się z kimś jakąś myślą i otrzymać… ale chwila, chwila? Czy on właśnie myślał o praktycznych aspektach rozmowy? Chyba był jeszcze bardziej samotny, niż tam, w Austrii. Tam przynajmniej swoją samotność znał: znał pianino w pijalni herbaty kolegi, znał patrzące ze ściany salonu gołębie z kamiennymi oczami, które przecież malował, znał lustro w przedpokoju, znał mieszkającego w nim Księcia Spokój… A tu nie ma ani pianina, ani kolegi, ani lustra, ani Księcia, bo ten nieznośny burżuj obraził się na Gregora i postanowił zostać w starym domu.

Leammiele przysiadł na jednej z ławek i założył nogę na nogę. Przypomniał mu się artykuł, który kiedyś czytał: w dawnych czasach nie wypadało mężczyźnie siadać w taki sposób. Ba! Oznaczało to, że przyznawał się do homoseksualizmu, a kiedyś niekoniecznie wszyscy byli otwarci na mniejszości seksualne. Wykorzystywane były też subtelniejsze znaki mowy ciała, na przykład skrzyżowanie nóg w kostkach mogło oznaczać flirt w przedstawicielem tej samej płci. Ale kto o tym pamięta teraz? Kto zauważa takie drobiazgi? Ha, kto chce je zauważać!
Wyciągnął ze swej czarnej, skórzanej torby szkicownik i ulubione, srebrne pióro ze specjalną, cienką stalówką. Nakreślił kilka pozornie bezsensownych linii, potem parę następnych i jeszcze więcej… Narysował to, co widział: swoje uda, chodnik, kawałek ławki, lewą dłoń w rękawiczce, w której trzymał pióro i notatnik z jeszcze czystą kartką. Przymknął oczy i westchnął, prostując plecy. Nie lubił pustych kartek, chyba ze mógł je wypełnić według swojego pomysłu. Hm… co by tu…
Pochylił się i przekrzywił głowę, starannie kaligrafując małymi literkami słowa, które pierwsze przyszły mu do głowy:
czekolada wariat perfekcjonista bezsenność esencja niepokojąca destrukcja zmarznięty fotomontaż racjonalnie

Napisałby jeszcze więcej, gdyby wiatr nie strącił paru liści, w tym jednego wprost na notatnik. Gregor zaklął pod nosem, widząc szary tusz rozpływający się pod wpływem wilgoci. Wspaniale, po prostu cudownie! Ale spokojnie, po co się unosić, skoro i tak najpewniej zostawiłby rysunek na ławce, skazując go na podobny, albo jeszcze gorszy los?
Zamaszystym ruchem wyrwał kartkę, zmiął w garści i wrzucił do kałuży. Plum. Takie było jej przeznaczenie, tak chciał świat cały.
Sięgnął do torby po cygaretkę i odpalając ją obiecał sobie, że sportretuje pierwszą osobę, którą teraz zobaczy i jeśli będzie miał taką okazję – wręczy jej rysunek. Jak za dawnych czasów... Pamiętał, że dwa lata temu (i to prawie co do dnia!) obiecał komuś, że już nigdy, przenigdy nie zrobi czegoś takiego. Ale cóż, ten ktoś obiecał mu, że zawsze przy nim będzie i co?
Leammiele zaśmiał się pod nosem, bo dosłownie parę sekund po tym, jak w myślach ułożył zamysł, z akademika wyszedł jakiś chłopak na papierosa. Nieświadomie zgłosił się na ofiarę. A wiec nich będzie, dobrze. Gregor zaciągnął się cygaretką w myślach paląc za zdrowie swojego przypadkowego natchnienia. Obserwował go. Starał się uchwycić jakiś obraz, zatrzymać ułamek sekundy w pamięci i narysować, dodając coś od siebie, jakiś pozornie nieważny szczegół, drobiazg nieistniejący w rzeczywistości.
Przez myśl mu przeszło, że zostanie zauważony i wzięty za pedofila, ale cóż, i tak prawdopodobnie nie pozna go za jakiś czas w szkole, jeśli w ogóle patrzył na ucznia.
W połowie cygaretki wpadł na pomysł i od tej pory dosłownie zapomniał o świecie i cały oddał się tworzonemu rysunkowi. Ktoś mógłby stać tuż nad nim, a on by nie zauważył, wołać go, a on by nie usłyszał, pewnie zareagowałby dopiero na dotyk, skacząc ze strachu.
Na pierwszym planie narysował drzewa i bramę do akademika, ogrodzenie, kawałek trawy… wszystko tak, jak rzeczywiście widział, prócz niedbale rzuconego na ziemię czarnego cylindra. Dalej przedstawił palącego chłopca w chwili, gdy podnosił papierosa do ust, za nim uchylone drzwi do budynku, a na dole białego królika w kubraczku, wkradającego się do akademika.
Gdy skończył, patrzył chwilę na swoje dzieło chcąc jak najlepiej zapamiętać… W końcu nigdy więcej go nie zobaczy. Gdyby ktoś zapytał go, czy nie żałuje wszystkich tych rozdanych albo zniszczonych kartek, odpowiedziałby, że nie, bo on po prostu daje im wolny wybór, mogą przez chwilę być idealnym dziełem sztuki: idealnie bez celu, idealnie bez sensu, po prostu żeby być. Poza tym, czyż nie wszystko kiedyś będzie miało swój koniec?
Nie wiedział, ile czasu zajęła mu praca, ile stracił na gapienie się na nią, a ile na rozmyślanie… po prostu wstał, gdy uznał, że już może, schował pióro i odpalił kolejną cygaretkę kierując się w stronę wejścia do akademika. Czuł się dziwnie wchodząc przez bramę… w końcu nie był tu proszonym gościem, mieszkańcem czy personelem. Przynajmniej jeszcze nie.
Chciał zostawić rysunek gdzieś przy wejściu i odejść, ale gdy już miał sięgać do klamki, ktoś pchnął drzwi. Oto stanął przed nim sam adresat i jednocześnie natchnienie. Leammiele był zaskoczony, ale bez zastanowienia wcisnął mu rysunek do ręki.
- To dla ciebie – rzucił i zmył się z miejsca tak szybko, jak tylko mógł. Echo jego nierównych kroków ucichło. W oddali grzmiało.
Ten wieczór będzie długi…
_________________
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,24 sekundy. Zapytań do SQL: 7