Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Peron I
Autor Wiadomość
Jinsei 
Pierwsze Skrzypce


Miano: Jinsei Watari
Wiek: 18
Pseudonim: Seiji
Klasa: 12th A
Wzrost: 183 cm
Ubiór: Biała koszula, ciemnozielony sweter na guziki, czarna dżinsy, czarne trampki.
Wygląd: Ciemnobrązowe włosy, piwne oczy, jasna cera. Dobrze zbudowany.
TYP: Seme
Znaki Szczególne: Czarne okulary


Fabularnie: Wolny
Dołączył: 20 Sty 2013
Posty: 195
Wysłany: 2013-01-29, 22:55   

Jinsei jedynie kiwnął tylko głową. Poczekał, aż mężczyzna skończył rozmawiać przez telefon, po czym udał się za nim na umówione miejsce, gdzie miała czekać taksówka.
Po paru chwilach wsiedli do niej. Jin podał kierowcy miejscy, gdzie miał ich wysadzić.
Po jakiś 15 minutach dojechali na osiedle domków jednorodzinnych, na którym mieszkał chłopak. Taksówka zatrzymała się przed sklepem całodobowym. Chłopak wysiadł z taksówki, po czym poszedł do sklepu. Kupił potrzebne produkty, poszedł do kasy i zapłacił, zajęło mu to dosłownie kilka minut.
Wyszedł z sklepu z całą siatką zakupów.
 
     
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-01-30, 18:56   

On zaś płacił taksówkarzowi, gdy on robił zakupy w sklepie spożywczym. Taksówka od razu odjechała. Gdy Jinsei wyszedł ze sklepu, Rudzielec podszedł do niego. Stanął przed nim w odległości dwóch metrów i zapatrzył się na jego piwne oczy. Doszedł do wniosku, że ma je hipnotyzujące jak dla niego. Szczerze powiedziawszy nie mógł oderwać się od nich. Jednak po pewnym czasie oprzytomniał, gdy zaczął dzwonić jego telefon służbowy. Tak, tak miał dwa telefony. Nie lubi, gdy na prywatny dzwonią do niego z pracy. Wyciągnął ze swojej prawej kieszeni od czarnego płaszcza. Wzdychnął dosyć głośno, gdy spojrzał na wyświetlacz, po czym go odebrał chcąc czy nie....Po prostu musiał.
-Tak, słucham? A-a nie...jeszcze nie...Czy to coś ważnego? Aha...aha. No dobra...A nie mogę się tym zająć jutro? Ludzie...Od rana jestem bez żadnego jedzenia, a jest już dawno po ciszy nocnej. Mam zamiar jeszcze pójść spać, chociaż dzięki wam nie wiem czy mi się to uda, tak samo jak wczoraj. Tak wiem, że do premiery zostały trzy dni, ale to nie oznacza, że przed tym muszę zamęczyć się na śmierć. Dziękuję...-Rozłączył się. Schował znienawidzony telefon do kieszeni, z której go wyciągnął. Ponownie wzdychnął, ale tym razem głośniej i ciężej.
-Nienawidzę ich...Ostatni raz wydaję u nich jakąkolwiek mangę...-Powiedział to bardziej do siebie niż do chłopca. Po paru chwilach mimika Daisy'ego zmieniła się na rozzłoszczoną i znienawidzoną na wesołą i uśmiechniętą.
-No to co...Prowadź. Uśmiechnął się.
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
 
     
Jinsei 
Pierwsze Skrzypce


Miano: Jinsei Watari
Wiek: 18
Pseudonim: Seiji
Klasa: 12th A
Wzrost: 183 cm
Ubiór: Biała koszula, ciemnozielony sweter na guziki, czarna dżinsy, czarne trampki.
Wygląd: Ciemnobrązowe włosy, piwne oczy, jasna cera. Dobrze zbudowany.
TYP: Seme
Znaki Szczególne: Czarne okulary


Fabularnie: Wolny
Dołączył: 20 Sty 2013
Posty: 195
Wysłany: 2013-01-30, 19:32   

Jinsei stał spokojnie i czekał aż mężczyzna skończy rozmawiać. Trzeba by się o tym czegoś więcej dowiedzieć. A konkretniej chodziło chłopakowi o premierę nowej mangi. Z chęcią by się jakoś na nią wkręcił.
Gdy Yuu skończył rozmawiać, Jin skinął głową, po czym ruchem dłoni pokazał by szedł za nim.

z.t obaj.....przeprowadzka do domu Watariego, tam będzie drugi post.
 
     
Evan
Let's get freaky now!


Miano: Evan Brian Lewis
Wiek: 18 lat
Klasa: 13th A
Wzrost: 180cm.
Ubiór: Biała bluza, której tyły zajmuje nadruk napisu ''Let's get fucking freaky now!'', a rękawy podciągnięte są ku łokciu. Jest rozpięta, a więc widać zwykły, czarny podkoszulek na ramiączkach. Dolna partia to zwykłe, przetarte szare dżinsy, oraz buty czarne buty i ultra-fioletowych sznurówkach. Na szyi gości złoty naszyjnik, a na ręce kolorowe rzemyki.
Ekwipunek: Telefon, zapalniczka i fajki, portfel i klucze
Wygląd: Ten facet się dość wyróżnia, gdyż nie zawsze spotykasz typów o fioletowych włosach. Ma je krótko ścięte, wiecznie nieogarnięte. Pozostawiony jest jeden, dłuższy kosmyk. Szare oczy, prosty nos, nieco zadarty do góry. Dość ''drobna'' sylwetka, jednak ma zarysy mięśni. Jasna cera.
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Jeden kolczyk w prawych uchu, dwa w lewym i w ustach. Fioletowe włosy.


Fabularnie: Zajęty~ Marcel
Motto: Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, przecież to nie wódka.
Dołączył: 29 Cze 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-07-17, 09:15   

Od pewnego kłopotliwego wydarzenia Marcel nie mógł zastać go nocą w pokoju. Evan specjalnie to zrobił, by się chłopczyna martwiła. Nie bał się tego, że zrobi coś niepotrzebnego. Przecież wiadomym było, że on sam nienawidził kłopotliwych sytuacji, gdzie ingerowało się jakieś osoby bez jego zgody. A przynajmniej wydawało mu się, że drugi z chłopców był tego świadomy. A jak nie, to na pewno spotka się to z jego niezadowoleniem.
Podczas swojego lenistwa nie omieszkano również uszkodzić wargę Evanowi, gdy wdał się w jedną z bójek. Na szczęście, nie zahaczyli o kolczyk. Dobrze, że los nie ma takiego poczucia humoru, że niewinnemu kolczyk by naruszyli. Tak, tak. Był wyjątkowo CAŁKOWICIE niewinny. Wmieszany. Nic nowego.
Jaki jest cel jego wyjazdu? Dokładnie... żaden. Lubił się włóczyć, a prędzej czy później zawsze znajdywał jakąś rozrywkę. Chociaż denerwujące było to, że musiał po drodze ciągle zostać zaczepianym. Jak nie jakieś pijane ciule mierzyły go dość perwersyjnym wzrokiem, to kurwa zaczepiali go o kasę. Dobra, jak ma być sponsorem, to niech mu ktoś da zielone, bo mu się już kończyły. A mówili, że nie wytrzyma do końca miesiąca z takim szastaniem... Ale on przecież tylko imprezował i sobie dogadzał w materialistyczny sposób. No i teraz ma nauczkę.
Stojąc tak już kilka minut, opierał się o przystankową ścianę. Wsiądzie do byle jakiego peronu. Po prostu do takiego, który gdzieś dojedzie. Nie do końca przyjemny zapach dostawał się do nozdrzy. Chociaż był przyzwyczajony do tego wszystkiego... to jednak nie oznaczało, że ma zamiar bratać się z jakimiś kolesiami z serii pod tytułem patologia. Dlatego też, starając się nie rzucać za bardzo w oczy - chociaż fioletowe wlosy na pewno nie pomagały - oraz ignorując innych dawał do zrozumienia, że nie ma zamiaru nic pomagać, nic kupić i nic pić w razie czego.
Po chwili wyciągnął paczkę fajek, od razu biorąc w usta jedne z nich. Wyjął z kieszeni zapalniczkę i odpalił, od razu zaciągając się mocno. Jednego z sępów odpędził wzrokiem, który zapewne chciał wysępić papierosa. Nie ma łatwo. Sam musi żyć na tej jednej paczce do końca miesiąca. Póki sam nie ma, dzielić się z innymi nie będzie. Palił więc spokojnie, czekając na jakiś peron.
_________________
Fuck that. You're damn cute.
 
     
Świeżak
Zelówka


Miano: Kenneth Henningsen
Wiek: 18
Klasa: 12th C
Wzrost: 179
Ubiór: Gruba czarna bluza, ściuchrane czarne jeansy, równie ściuchrane i równie czarne glany.
TYP: 50/50
Fabularnie: tak :3
Dołączył: 03 Gru 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-12-17, 22:48   

Był 17 grudnia, a to znaczyło, że zostało... ileś tam dni do świąt. W tym okresie to zawsze było "kilka dni do świąt". Nawet ci, którzy święta z pasją nienawidzili, choćby skrzywieni, właśnie nucili Jinggle Bells wybierając pierniki na choinkę, indyka czy O zgrozo! zajmując się traumatycznymi poszukiwaniami idealnych prezentów. Tak oto całe miasto zaroiło się od lampek, mikołajów pobrzękujących puszkami napełnionymi miedziakami o wiele głośniej, niż dzwoneczkami oraz niby-promocyjnych sklepów wypełnionych różnoraką klientelą po same brzegi. W centrum tego wszystkiego było metro, a jakże, wraz ze swoją denerwującą, świąteczną (bardzo zaskakujące) melodyjką. I pomyśleć, że przyjdzie wam jeszcze zatęsknić za "have yourself a marry litttle christmas"...
Jednak zanim dojdziemy do tego, co tę świąteczną atmosferę zakłóciło, wypadałoby się zastanowić nad tym, kto to zrobił. A gdybyśmy przyjęli, że jeszcze nie wiecie o kogo chodzi, to wypadałoby Kennetha przedstawić. A może, kiedy mówimy o nim, słowo "wypadałoby" jest trochę...
-Z drogi!- warknął, przepychając się między mikołajem a jakąś staruszką na ruchomych schodach. Tę drugą prawie zdzielił z nóg piecem i tu nieco się opamiętał, bo od teraz trzymał go w górze. Nie mógł uszkodzić głośnika o byle bagaż! Chwilę potem wrócił do lawirowania między zirytowaną gawiedzią i już wylądował na dole, gdzie wcale nie było luźniej. Z premedytacją walnął swój sprzęt na środku peronu i zaczął rozpinać pokrowiec, mierząc niezadowolonym i nieco niedzisiejszym wzrokiem jakiegoś przechodnia, który chciał przejść akurat tą drogą i akurat trącając go barem.
Nie zrozummy się źle. To nie tak, że zawsze łaził jak mrówka z okresem. Miewał lepsze dni, ale na pewno nie w grudniu. Święta pakowały się wszędzie ze swoimi ciężkimi buciorami, a Kenneth akurat oberwał przy tym mocno w cztery litery. Nie zamierzał ani wracać do rodziny na ten okres, ani tym bardziej bawić się w choinki i "inne pierdoły". Nic więc dziwnego, że święta zamierzał popsuć również szanownym pasażerom metra... to znaczy, szacownym widzom, bo właśnie rozpoczął swój koncert- zupełną alternatywę dla wspomnianych wcześniej "szczęśliwych świąt". W jego repertuarze nie było żadnych świątecznych kawałków, poczęstował za to metro serią riffów znanych zespołów wykonanych w na tyle okropnej wersji, że raczej nikomu nie przypadły do gustu. Śpiewał też nie najlepiej, o ile śpiewaniem w ogóle można było to nazwać i spod byka patrzył na wszystkich, którzy zamierzali mu przerwać. W dodatku bezczelnie pozwolił sobie rozłożyć futerał i co chwila nawoływać do "wsparcia rozwijającego się artysty, żeby miał co włożyć do gara na święta".
Ostatnio zmieniony przez Świeżak 2013-12-17, 23:42, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Issac
White snowflake


Miano: Issac Middlestone
Wiek: 16lat
Klasa: 11th A
Wzrost: 175cm
Ubiór: Ciemne rurki, szara koszulka z krótkim rękawem, bezrękawnik, trampki, beżowy płaszcz do kolan
Ekwipunek: telefon, portfel, klucze
Wygląd: Średniego wzrostu Australijczyk o białych włosach i bardzo jasnej cerze. Szczupły, choć wysportowany. Błękitne oczy, niewinny uśmiech. Coś jeszcze?
TYP: uke
Znaki Szczególne: Białe kudły, niewielka blizna na nadgarstku


Fabularnie: przygarnij ktoś!
Multikonta: Jonathan, Anthony, TaeHyung, Vi, Clayton
Dołączył: 17 Wrz 2013
Posty: 70
Wysłany: 2013-12-17, 23:05   

Zakupy przedświąteczne to zgroza i męka nad mękami. Już nawet nie chodziło o to, że musiał wydawać kasę, czy zastanawiać się, czy aby na pewno kupił już wszystko. Tu chodziło o to, że a) nigdy nie wiedział na co się zdecydować, b) gdy już wybrał motyw przewodni, konkretnej rzeczy nie było - wykupiona, uszkodzona, lub po bliższy oględzinach stwierdzał, że to nie to, no i c) kolejki do kasy go dobijały. Ludzie serio musicie się tak guzdrać przy wygrzebywaniu drobnych? Czy decyzja "zapakować czy nie" wymagała aż tak dogłębnej analizy? Eh robił się coraz bardziej zrzędliwy.
Z torbą zakupów - niekoniecznie udanych, z racji wrodzonej wybredności - wysiadł na stacji metra. Oczywiście nie obyło się bez tłoku przy drzwiach, jakby wiadomość, że najpierw się wysiada, potem wsiada była czymś nie do ogarnięcia przez ludzi. Gdy tylko słychać dzwonek drzwi od razu rusza pospolite ruszenie, jak za czasu prl-u kiedy przywieziono dostawę papieru toaletowego. Serio wyglądało to identycznie z tego co widział po filmikach. Za nic nie mógłby żyć w tamtych czasach. Dobra nie ważne.
W każdym razie po walce o kawałek przestrzeni życiowej, udało mu się wydostać na peron. Pakunki jakoś przeżyły w względnie nienaruszonym stanie, więc możemy uznać to za sukces. Do jego uszu jednak, poza gwarem rozmów i szuraniem butów dotarł jeszcze jeden dźwięk. Chociaż bardziej kakofonia zgrzytów i riffów lepiej tutaj zabrzmi. Pewnie normalnie nie zwróciłby na to uwagi, gdyby nie fakt, że wcale nie były to świąteczne utwory. Nie żeby coś do nich miał, ale po pobycie w centrum handlowym nawet sztampowe piosenki wywołują odruch wymiotny. Szczere współczuł wszystkim pracownikom, którzy muszą słuchać tej zapętlonej płyty przez 8 godzinną zmianę. Szału można dostać. W każdym razie, zamiast ruszyć ku ruchomym schodom, by dostać się na powierzchnię i do akademika, rozejrzał się po peronie szukając źródła nietypowego koncertu. Zlokalizowanie go dużo czasu mu nie zajęło. Zaraz wyłowił sylwetkę chłopaka o barwnych włosach trzymającego instrument w dłoniach. Na jego ustach - Issaca w sensie- zagościł zaczepny uśmieszek i poprawiając torby w ręku ruszył w jego kierunku. Na chwilę przystaną przed nim i przysłuchiwał się grze.
-Nietypowy repertuar jak na tę porę- zagadał go wesoło, uśmiechając się przy tym przyjaźnie. Nie atakował go, raczej wolał mu pogratulować przełamania tej cukierkowej atmosfery.
_________________


 
     
Świeżak
Zelówka


Miano: Kenneth Henningsen
Wiek: 18
Klasa: 12th C
Wzrost: 179
Ubiór: Gruba czarna bluza, ściuchrane czarne jeansy, równie ściuchrane i równie czarne glany.
TYP: 50/50
Fabularnie: tak :3
Dołączył: 03 Gru 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-12-18, 00:32   

Całe szczęście prezentowych problemów nie miał. Jakby się tak bardziej zastanowić, to pozostawiając sprawę wydawania ostatnich miedziaków na bezsensowne podarki, nie miałby nawet kogo obdarować i tym bardziej nie wiedziałby w jaki sposób. Tak więc odhaczając ostatnią rzecz na liście "świątecznych rzeczy, które mógłbym zrobić, ale nie zrobię", wyrzucił z siebie parę zupełnie pomieszanych słów piosenki, której tytułu nawet nie znał. I to tyle, jeśli chodzi o nadzieje na jakiś przynajmniej-przeciętny-kawałek: nawet, jeżeli Kenneth umiałby śpiewać, to w tej chwili nawet o krok nie zbliżył się do tego, żeby to komuś udowodnić. Udowodnił w zamian, że bardzo szybko można wnerwić zazwyczaj radosną, przedświątecznonastrojową gawiedź. Ale o ile pan Henningsen się starał nad wyraz, tak wszyscy woleli zmierzyć lub zgromić go wzrokiem pełnym wyższości i wyżej się udać: schodami wydostając się na zewnątrz, z dala od niebotycznie nieznośnych dźwięków. Nikt nawet nie pokusił się o próby uciszenia ulicznego "artysty", wszyscy śpieszyli się tak bardzo, że było im wszystko jedno. A Kenneth stał, ani na krok nie zbliżając się w swoim kunszcie do poziomu Scroodge'a czy Grincha. Może i dobrze, bo przecież wcale nie skończyli dobrze.
Tymczasem w oczy rzuciła mu się biała czupryna i już był bliski stwierdzenia, że oto metro opuścił kolejny mikołaj czy śnieżynka... nie. Właściwie to tak właśnie stwierdził, nie zatrzymując nawet wzroku na nieszczęśniku. Gdyby tak nie zrobił, musiałby samego siebie posądzić o popadanie w tą całą farsę, a tego nie chciał. Sprawa anty-świąteczna straciłaby ostatniego wojownika walczącego dzielnie w jej sprawie.
Tyle, że biała czupryna sama znalazła Norwega i okazała się być przyklejona do całkiem-idzie-oko-zawiesić (nie, żeby Kenneth był wybredny) chłopaka. A, co w tym najdziwniejsze, ów chłopak ani przebrany nie był, ani też nie uciekł czym prędzej w stronę ruchomych schodów. Zamiast tego postanowił stwierdzić oczywistość i otrzymał za to wredny wyszczerz Różowego. Zaraz, to Kenneth czepiał się cudzych włosów?
Zgrzyt z głośnika ogłosił chwilową przerwę w koncercie.
-Jeżeli masz ochotę wepchnąć więcej tego świątecznego gówna do swojej głowy to polecam włączyć pierwszą lepszą stację radia.
Nie, żeby chciał być jakoś specjalnie chamski. Taki miał po prostu sposób wysławiania się i właściwie uważał, że zagadał całkiem przyjaźnie, "z jajem". Dołączył do tego nawet kolejny uśmiech, nieco krzywy i słabo wypadający ze względu na jeszcze nie zagojoną wargę. Liczą się chęci, co nie?
Ale, żeby nie było zbyt kolorowo, szturchnął glanem futerał i tym samym poinformował o jego istnieniu Białego. Nie ma nic za darmo, czas artysty jest liczony w miedziakach, gra lub nie.
 
 
     
Issac
White snowflake


Miano: Issac Middlestone
Wiek: 16lat
Klasa: 11th A
Wzrost: 175cm
Ubiór: Ciemne rurki, szara koszulka z krótkim rękawem, bezrękawnik, trampki, beżowy płaszcz do kolan
Ekwipunek: telefon, portfel, klucze
Wygląd: Średniego wzrostu Australijczyk o białych włosach i bardzo jasnej cerze. Szczupły, choć wysportowany. Błękitne oczy, niewinny uśmiech. Coś jeszcze?
TYP: uke
Znaki Szczególne: Białe kudły, niewielka blizna na nadgarstku


Fabularnie: przygarnij ktoś!
Multikonta: Jonathan, Anthony, TaeHyung, Vi, Clayton
Dołączył: 17 Wrz 2013
Posty: 70
Wysłany: 2013-12-18, 10:04   

Cóż w jego wypadku, jeśli nie kupiłby bratu prezentów byłby armagedon. Nie żeby Yuya był jakoś szczególnie pazerny na nie, ale zwyczajnie nie chciał oglądać jego zawiedzionej miny. Pewnie powiedziałby, że nic nie szkodzi i najważniejsze że spędzą razem czas, no ale. Tak zdecydowanie musiał mu sprawić jakiś drobiazg. No i coś dla mamy by się przydało. O ojcu nawet nie myślał. Wiedział bowiem, że cokolwiek by mu nie wysłał i tak nie byłoby to dość dobre. W końcu zawsze był tym gorszym synów. Nie ważne.
Swoją drogą zabawne, że przez włosy, w pierwszej chwili został wzięty za śmieżynkę lub kogoś tam z biegunowej kompani. Chociaż faktyczni o tej porze roku wpasowywał się idealnie w klimat. Nieco to irytujące zwłaszcza kiedy zarzucało mu się, że specjalnie przefarbował się niemal na biało ale na niektóre rzeczy nic nie poradzisz. Nie jego wina, że przez swoją przypadłość, wszelkie kolory się go nie trzymały. Poza tym lubił swoją bladość i platynowe kosmyki, nawet jeśli wiązało się to z ciągłą walką ze słońcem i poparzeniami.
Raczej mało przyjemne powitanie, chociaż chyba powinien był się czegoś takiego spodziewać po osobie, która niewątpliwie chciała popsuć świąteczną atmosferę. Wredota i tyle. Może nie było to i agresywne zachowanie ale sprawiło, że Iss nieco "przystopował" z uśmiechem. Więcej hmm opanowania? Nigdy przecież nie wiem co ten buntownik - bo chyba może go tak nazwać - wymyśli.
- Wiesz chyba podziękuję, po wizycie w centrum handlowym mam dość tych piosenek na najbliższy rok. - mruknął jakby od niechcenia po czym przeniósł wzrok na futerał. No co, po tak jasnej próbie zwrócenia na niego uwagi, każdy zerknie o co chodzi. Serio ma mu dawać drobne? Poważnie? I to za dość marny występ? No nie bardzo, chociaż z drugiej strony jeśli coś tam wrzuci to kakofonia znowu się zacznie. Tylko teraz czy Issac chciał męczyć biednych pasażerów czy nie? A co tam raz się żyje. Pogrzebał chwilę po kieszeni i wrzucił mu do futerału uwaga całe 5 dolców - szaleństwo a jak!
-No masz, już się tak nie dopominaj. Tylko męcz czym wybitnie irytującym jak już zniknę - wyszczerzył się łobuzerko i zaraz ogarnął z oczu irytująco przydługą grzywkę. Zdecydowanie nastał czas na niechcianą wizytę u fryzjera. Nie lubił tego, głównie dlatego, że wszyscy się wtedy zachwycali tą głupią barwą. Doprawdy jakby nigdy pseudo albinosa nie widzieli.
_________________


 
     
Świeżak
Zelówka


Miano: Kenneth Henningsen
Wiek: 18
Klasa: 12th C
Wzrost: 179
Ubiór: Gruba czarna bluza, ściuchrane czarne jeansy, równie ściuchrane i równie czarne glany.
TYP: 50/50
Fabularnie: tak :3
Dołączył: 03 Gru 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-12-22, 00:06   

Pewnie i on uznał, że włosy były tlenione. Dlaczego miałby sądzić inaczej? Owszem, był Skandynawem i zawsze znał wielu blondynów Ba! naturalnie sam miał jasne włosy, ale chyba nigdy nie spotkał albinosa. Zupełnie, jakby zapomniał o istnieniu takiego "gatunku", no bo po cóż mogłaby mu być taka wiedza? W końcu było tak mało przypadków akurat takich albinosów, że pewnie nigdy by żadnego nie spotkał. I nie liczyły się tutaj białe brwi czy inne bzdety, pewnie na olśnienie przyjdzie czas później- jeśli przyjdzie. A na razie sprawa "tlenionych" włosów zupełnie Kennethowi nie przeszkadzała. Dziwne by to było patrząc po różowych, rozczochranych nieco włosach, które niczym tania peruka pyszniły się na jego własnej głowie. Właściwie nawet zagapił się przez chwilę na cudzą czuprynę- zwyczajnie, z ciekawości, choć może nie tak ogromnej, jaka dopiero zmusiłaby normalnego człowieka do takiej otwartości.
-Zajebisty fryz, śnieżynko!- Widocznie ugryzł się w ostatnim momencie w język, bo słowa te na szczęście nie opuściły jego ust. Kto wie, może Biały był przewrażliwiony i obraziłby się? Kenneth mimo wszystko nigdy nie miał w zamiarze od razu zrażać do siebie ludzi. No chyba, że byli częścią tłumu. Tłum był zupełnie inną kategorią "ludzi".
-W końcu ktoś to powiedział!- padło zamiast tego i chyba rzeczywiście, w końcu. Biały, pomijając oczywiście kolor włosów, wydawał się być całkiem normalny. A więc nie tylko dziwaki pokroju Kennetha miały dość. Posłał Issakowi kolejny uśmiech, chyba nimi jednak o wiele bardziej straszył, niż zachęcał do jakichkolwiek rozmów.- Będą z ciebie ludzie.
Hojność chłopaka uszła zupełnie uwadze Norwega. Liczył się fakt, że wrzucił cokolwiek, kwota była nieistotna. Czy pół, czy pięć dolców niewiele zmieniały w życiu Issaca tak samo jak w przypadku Kennetha. Jednak zwykłe przyzwyczajanie zabraniało mu robić cokolwiek za darmo. Tak przynajmniej nikt mu nie mógł zarzucić, że tracił swój czas, w końcu zarabiał na życie! Ta, jasne...
Ten szczególny uśmieszek nie pozostał jednak niezauważony, znalazł w dodatku swoją wierną kopię na ustach Kennetha.
-A może zamiast tego chcesz się dołączyć?- uniósł brew zachęcająco i przesunął wzrokiem po chłopaku. Zupełnie nie wyglądał na takiego, kto by na taką propozycję przystał. Normalny, pewnie wracał ze świątecznych zakupów do kochającej rodzinki, ale kto wie? Nigdy nie było za późno na trochę szaleństwa i muzyki! Przecież takich rzeczy uczono nawet w przedszkolu!
-Przy okazji, Kenneth.- złapał kostkę w zęby i wolną już dłonią uścisnął rękę chłopaka, w nosie mając wszelkie próby sprzeciwu wobec tego gestu. Uścisk był może zimny przez chłodną dłoń, ale z pewnością stanowczy. Krótki.- Zajebisty fryz, śnieżynko.
 
 
     
Issac
White snowflake


Miano: Issac Middlestone
Wiek: 16lat
Klasa: 11th A
Wzrost: 175cm
Ubiór: Ciemne rurki, szara koszulka z krótkim rękawem, bezrękawnik, trampki, beżowy płaszcz do kolan
Ekwipunek: telefon, portfel, klucze
Wygląd: Średniego wzrostu Australijczyk o białych włosach i bardzo jasnej cerze. Szczupły, choć wysportowany. Błękitne oczy, niewinny uśmiech. Coś jeszcze?
TYP: uke
Znaki Szczególne: Białe kudły, niewielka blizna na nadgarstku


Fabularnie: przygarnij ktoś!
Multikonta: Jonathan, Anthony, TaeHyung, Vi, Clayton
Dołączył: 17 Wrz 2013
Posty: 70
Wysłany: 2013-12-26, 22:01   

No tak, Skandynaw zdecydowanie miał okazję przywyknąć do jasnego odcienia włosów. W końcu to była ich wizytówka. W sumie chyba nie znał nikogo z północy, kto miałby naturalnie ciemne włosy. Owszem, pewnie były takie osoby, ale zwyczajnie Iss na nie nie wpadł. Z resztą nie ważne, akurat pigment w czuprynie nie był teraz chyba najistotniejszą kwestią. Ale nie, nie był na tym punkcie przewrażliwiony. Przywykł do komentarzy. Zwłaszcza, kiedy odwiedzał brata w Japonii. Tam to już w ogóle odstawał od niskich, czarnowłosych azjatów. Nie dość, że sam miał zdecydowanie bardziej europejskie rysy - w końcu matka angielka, to jeszcze był albinosem. Przeoczyć go było ciężko.
-Potraktuje to jako komplement - zażartował dochodząc do wniosku, że może ten buntownik nie jest tak wrogo nastawiony jak sądził. Być może sprawiał tylko wrażenie niebezpiecznego, czy nieprzystępnego, a w rzeczywistości okaże się kimś całkiem sympatycznym ze specyficznym poczuciem humoru. Nie byłby to pierwszy raz, gdy Iss źle kogoś ocenił przy pierwszej okazji.
-No ale taka prawda, te utwory są straszne. Tak bardzo przerysowane i przeładowane cukrem, że aż mdli. Nie znoszę ich- mruknął jeszcze odruchowo przeczesując palcami grzywkę. Tak, stały i niekontrolowany odruch. Sam już nawet nie zwracał na niego uwagi, i nie wiedział jak często go wykonuje. Podobno to oznaka nerwowości i niepewności siebie, nie jemu oceniać.
Propozycja jednak przykuła jego uwagę. Serio miał się teraz do niego dołączyć i wyć w niebogłosy strasząc wszystkich przechodniów. W sumie czemu nie? Przecież wyłaził na boisku w spódnicy, jakim więc problemem było robienie z siebie idioty na stacji metra. Także...
-Dobra, ale błagam, żadnego metalu. Mój anielski głos nie jest do niego stworzony - zaśmiał się i zaraz przeszedł bardziej za futerał różowowłosego. Postawił torby na ziemi, co by nie przeszkadzały ale nic im się nie stało i na nowo skupił się na chłopaku. Bez wahania podał mu rękę i uścisnął ją.
-Issac i dzięki, ale wiesz przy tak zajebistym wyglądzie musi i fryz być genialny- wyszczerzył się do niego w rozbawieniu kompletnie ignorując porównanie do panienki mikołaja. Zawsze lepsze to, niż nazwanie go bałwanem prawda?
-Swoją drogą musisz wydawać fortunę na tą farbę. Ten róż jest genialny- o tym, że jest niecodzienny już nie wspominał.
_________________


 
     
Świeżak
Zelówka


Miano: Kenneth Henningsen
Wiek: 18
Klasa: 12th C
Wzrost: 179
Ubiór: Gruba czarna bluza, ściuchrane czarne jeansy, równie ściuchrane i równie czarne glany.
TYP: 50/50
Fabularnie: tak :3
Dołączył: 03 Gru 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-12-29, 21:20   

Zarechotał i kopnął futerał, żeby zrobić na scenie trochę miejsca Issacowi. Niby nieistotna, ale przeszkoda strasznie przeszkadzała Kennethowi w rozmowie. W końcu tu była scena, a tam przeludniona widownia i co chwila rozpraszał się, gdy ktoś przechodził tuż obok Białego. Zwyczajnie mu to nie odpowiadało, przeczyło wizerunkowi wszechświata i innym prawom, jakie rządziły jego umysłem i jakie sprecyzował kiedyś (pod wpływem) w paru zasadach, których za nic nie mógł sobie przypomnieć. Podrapał się po głowie, ogarniając trochę swój łeb w środku i zwalając to na skutki nieprzespanej nocy.
-Zastanawia mnie, kto w o g ó l e ich słucha. W sumie nie byłoby to takie wkurzające, gdyby chociaż odkryli, że na świecie może istnieć więcej, niż pięć świątecznych piosenek i, tu byłoby trudniej, wcale nie muszą mieć sto lat żeby się nimi stać.- psioczył jak na wciąż wkurzonego i niewyspanego człowieka przystało, jednocześnie przesuwając się i zapraszając jakimś gestem chłopaka do środka. Jaki to był gest, trudno napisać: czasem po prostu się wie, że druga osoba czegoś chce i nie chodzi tu o jakieś więzi a zwykłą, ludzką naturę.
...trudno byłoby nie zauważyć faktu, że odpowiedź zaskoczyła Różowego i na chwilę zbiła go z tropu. Jak u świadka Jehowy pierwszego dnia "misji", który pierwszy raz usłyszał "ok, no to wejdź". Szybko się jednak ogarnął, ustawiając pokrętła na gitarze w inny sposób
-Anielski, powiadasz- znowu zarechotał (trudno inaczej nazwać jego śmiech, gdy był ochrypnięty po darciu się na "koncercie"), nieco wrednie, ale we własnym mniemaniu z przekorą. Nie był łatwy, a już na pewno nie w grudniu i nie zależał niczego nikomu ułatwiać. Spojrzał na niego krytycznie i zastanowił się, co ukrywało się pod jego rozumieniem metalu, bo byli ludzie, którzy mieli za metal wszystko, w czym można było znaleźć mocniejsze szarpnięcie za strunę. - Może i nie fortunę, ale nieźle ze mnie zdarli. Issac... nie powinno być Isaak? Jak Newton?- i kto by się spodziewał po takim ignorancie w ogóle kojarzenia tego nazwiska, no ale cuda na tym świecie się zdarzają. Przez tyle lat fizyki nauczyciele zdążyli wbić do jego głowy, że w życiu człowieka nie chciałby spotkać. Skoro wymyślił coś dostając w głowę jabłkiem, co by było, gdyby ktoś przetrącił mu nos? Ludzkość nie powinna wiedzieć zbyt wiele, Kennethowi wystarczyło to czego już uczą. Co do sprawy wyglądu nie skomentował, bo nie mógł ani się zgodzić ani zupełnie zaprzeczyć.
W końcu, bo zrobieniu jeszcze paru "profesjonalnych" i "fajnych" rzeczy przy niezbyt "profesjonalnym" sprzęcie, w końcu pociągnął za struny gitary i spojrzał na drugiego.
-Możesz śpiewać co ci ślina na język przyniesie, Aniołku- zaśmiał się i zrobił mniej-więcej-brzmiący-i-niezbyt-ostry-wstęp, po czym spojrzał wyczekująco na Issaca. Ktoś się spodziewał jakiegoś znanego przeboju i karaoke? A skąd niby Kenneth miałby wiedzieć, jak go zagrać?
  
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,78 sekundy. Zapytań do SQL: 7