Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Piętro I
Autor Wiadomość
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-02-09, 17:25   Piętro I

Kuchnia
Salon
Jadalnia
Łazienka z prysznicem.
Gabinecik.
 
     
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-03-24, 23:58   

Wrócił do domu parę po dziesiątej....No bo niby gdzie miał się podziać? Na spotkanie było ciut za wcześnie, a dom trza od czasu do czasu odwiedzić. Poranna pora.....Heh....Pomyśleć, że Kotori by wstawał o tej porze, bądź by jeszcze spał. Druga opcja jest bardziej prawdopodobna.
Rozebrał się z płaszczu, szalika oraz butów. Torbę rzucił na kanapę od salonu i udał się do kuchni zrobić sobie kawę. Nastawił elektryczny czajnik z wodą, wyciągnął swój ulubiony, mangowy kubek z Spice & Wolf, wsypał do niej kawy rozpuszczalnej, bo nie czuł potrzeby na mocniejszą i czekał, aż woda się zagotuje.
Jakiś ty głupi.....Po jakiego chuja to zrobiłeś. Było mu dać ten numer telefonu i tyle. Nieee....Musiałem mu jeszcze dać adres, musiałem, a na zakończenie go pocałować. Po prostu świetnie. Totalnie Cię pojebało. Tylko pogratulować. Może od razu bym zaczął się z nim tam kochać. Byłoby to najlepszym rozwiązaniem. Pomyśl czasem zanim coś zrobisz deklu. Awwww.......Pierdole wszystko.
Złość na siebie została wyrzucona. Tylko zapić ją jeszcze kawą, ewentualnie jakaś manga wspomoże przy niej i będzie dobrze. Wróci do życia codziennego. Miejmy przynajmniej ową nadzieję.
Woda się już zagotowała. Zalał kawę, posłodził ją i udał się do salonu. Włączył okno na świat innymi słowy telewizję. Wolnym tempem wlewał w siebie czarną substancję, która miała za zadanie obudzić go, choć trochę. Jego myśli zaprzątały głowę. Powrócił na ziemię, gdy usłyszał swój telefon służbowy. Wyciągnął go z kieszeni od spodni i spojrzał na wyświetlacz. Czego wy ode mnie chcecie nieszczęśni ludzie, hym? Odebrał go chcąc czy nie. W końcu musiał, nie miał wyboru. Chociaż w sumie wybór zawsze jest.
Słucham? Witaj Kotori. Nie będziesz zadowolony, co teraz powiem, ale potrzebne są nam Twoje projekty do okładki nowej mangi. Teraz? Mam wolneeee.... Zadaje sobie z tego sprawę, ale chyba chcesz ją wydać, no nie? Już dobrze, już dobrze.....Dopije kawę, ogarnę się i podejdę na chwilę do was....Może być? Niech będzie, aczkolwiek byłoby dobrze, gdybyś teraz je podał. W każdym razie czekamy na Ciebie. Tuttutututututut....
Nie dość, że zabierają mi mój wolny dzień, to jeszcze marudzą. Co za ludzie.....Wiedziałem, że się spóźnię na spotkanie, standard. Wzdychnął okrutnie. Dopił kawę. Kubek odstawił na stoli znajdujący się dosłownie przed nim i udał się po swoje, świeże ciuchy, które znajdowały się w sypialni, na drugim piętrze. Udał się do toalety, by się odświeżywszy szybkim prysznicem oraz przebrał się tam. Brudne ciuchy pozostawił na ziemi. Nie chciało mu się ich sprzątać. Nie musiał. Ponownie rozczesał włosy, ale tym razem zajęło mu to o wiele, wiele krócej. W miarę odświeżony, zabrał swoje projekty, które one zaś znajdowały się w jego gabinecie i schował do torby, będąca na kanapie. Wyłączył grające pudło, zabrał torbę i ubrał się do wyjścia. Założył standardowo torbę przez ramię i wyszedł.


[z/t]
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
 
     
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-04-09, 16:34   

]W przeciągu parę chwil byli już na miejscu. Nie minęła pełne trzydzieści minut nawet. Szybki był dojazd samochodem z tamtej kawiarenki do domu Artysty. Jednak z niewiadomych przyczyn, Kotori całą drogę milkł. Patrzył się przez okno od auta Dever'a zamyślony. Ale powrócił do rzeczywistości, gdy zauważył swój dom. Prawie go przejechali. Ale prawie robi wielką różnicę.
Wyszedł z ukochanego auta Vice i zmierzył w stronę drzwi, zapraszając Dever'a do środka domu. Wyciągnął z swej torby pęczek kluczy i otworzył drzwi wejściowe. Wpuścił najpierw gościa do swojego....w sumie można mówić, że ich domu. Szczerze mówiąc, to Rudzielec się ucieszył w głębi duszy na zgodę, by On mógł u niego zamieszkać. W każdym razie....Wszedł zaraz po nim, zamknął drzwi za sobą i zostawił pęczek kluczy od zewnętrznej strony domu, przekręcając raz zamek. Zdjął płaszcz, szalik oraz swoje jasne kowbojki. Buty postawił gdzieś, a płaszcz wraz szalikiem schował do szafy. Gdy Dever się rozebrał, także i Jemu schował w to co był ubrany.
Rudzielec przeciągnął się, tak, że było widać jego wystające biodra, po czym spojrzał na Pana Vice-Dyrektora. Uśmiechnął się swoim standardowym uśmiechem.
Rozgość się, albo czuj się jak u Siebie......Lepiej brzmi. Zachichotał się, po czym udał się w stronę salonu. Miał tam lekki bajzel. Jego ulubiony kubek po kawie, jakieś mangi, rozwalone rzeczy do rysowania....Akwarele, ołówki, markery, kredki.....Taki standard. Mimo to, że ma miejsce do pracy, to i tak tworzy tam gdzie mu się podoba. Przysiadł na kanapie, znowu spoglądając na Nauczyciela.
Tak więc........Chcesz od razu zrobić mi ten masaż? Czy może jednak najpierw zbadać teren?
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
 
     
Dever
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-21, 08:01   

Dever zdjął spokojnie swoją marynarkę i uśmiechnął się pod nosem. Przyznał że nie chciał by sam mieszkać w tak wielkim domu. Jego był mniejszy, zresztą był tak jak w hotelu, po to by spać. Góra coś zjeść. Do tego ten pęczek kluczy Liska, cholera chyba mógł do połowy budynków w tym mieście się dostać. Jednak wiedział że te myśli to nie prawda ale... brzmiały doprawdy zabawnie. Zaczął się rozglądać po pierwszym pokoju i zaśmiał się na widok bałaganu. Sam bałagan co prawda mu nie przeszkadzał... jednak czuł że niedługo to wszystko będzie układał tak jak zawsze wszystko przestawia... pod linijkę.
- Kotori, bym nie zapomniał. Może niektórych t co prawda denerwować ale mam pewną... fobię. - Zaczął spokojnie i usiadł na kanapie zakładając nogę na nogę. W sumie czynił to tak często że pewnie jego mięsień krawiecki jest jak u „atlety”. Oblizał delikatnie swoje wargi zamyślony, miał nadzieje że nie będzie się przez nią denerwował. Po chwili sięgnął po przyrządy do rysowania układając je
- Mam tendencję układania rzeczy pod „linijkę”, zresztą jak widać – Zaśmiał się tym razem nerwowo, kiedyś miał z pewnych współlokatorem o to awanturę dlatego uprzedza ładnie. Westchnął po chwili pod nosem masując swoją skroń. To było silniejsze od niego i tyle
- Masaż odbędzie się gdy tego zapragniesz Kotori. Jednak chętnie dowiem się mniej więcej gdzie co jest – Uśmiechnął się do niego delikatnie i powstał odchodząc od miejsca pracy, by nie kusiło na dalsze porządki. Nie był pedantem, nie sprzątał często. Jednak ta jedna... jedyna rzecz była jego wielkim minusem.
 
     
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-04-27, 15:55   

- Układanie rzeczy pod linijkę, coo? - zachichotał się pod nosem. No proszę. Tacy ludzie jeszcze istnieją. Myślał, że tylko jego ciotka tak miała, no ale widocznie nie tylko ona. Chyba będzie tutaj uzupełniał pewne dziury po niej. Miło. Kotori poczuje się w końcu jak w domu, a nie jak miejsce, które by wypadało czasem odwiedzić, a nawet i nie.
- W sumie, to jak nie będziesz za bardzo z tym przesadzał, aczkolwiek wątpię w to, że tak będzie - wymruczał pod nosem -, to nie. A, i jak tak masz, to nie mogę Cię niestety wpuszczać na trzecie piętro .....Wiesz, to mój kącik i nie chce mieć tam nic poukładanego. - dodał po krótkiej chwili, akcentując zdanie swym uśmiechem. Co jak co, ale nie lubi tam przyjmować ludzi. To tylko i wyłącznie jego miejsce. Potrafi się zamknąć tam na długie godziny, gdy ma wolne. Będąc na studiach dużo tam przesiadywał. Jego kochane miejsce do pracy. Tam najczęściej powstają jakieś portrety oraz obrazy. Ale to już swoją drogą.
- To mam Cię oprowadzić, czy sobie poradzisz? - spojrzał na niego, wstając jednocześnie z kanapy i podszedł do niego, stając z nim twarzą twarz.
- Poradzisz sobie, poradzisz. Jesteś dużym oraz dzielnym dzieckiem. - powiedział do niego żartobliwie, uśmiechając się tak samo, klepiąc go po łebku. Odszedł od niego i podszedł do stolika, bo zabrać stamtąd swój kubek, z którego pił kawę i odstawił do zlewu. Ruszył w stronę lodówki i ją otworzył. Rozejrzał się chwile po niej i wyciągnął parę rzeczy z niej.
- Ja w tym czasie coś ugotuję.......Trza zjeść coś porządnego, co nie? - odwrócił się na chwile w jego stronę, by móc go poczęstować kolejnym, ciepłym uśmiechem. Włosy mu przy tym uniosły się lekko, po czym opadły na jego przecudowne ramiona. Prawą dłonią sięgną do swej tylnej kieszeni od spodni i wyciągnął z niej czarną gumkę do włosów. Spiął je w kucyka. Dever mógł poczuć się zaszczycony, gdyż ich nie spina w obecności innych ludzi. Wstydzi się tego, nie wie czemu. Tak po prostu ma.


Z/t
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
 
     
Michael
[Usunięty]

Wysłany: 2013-06-24, 16:22   

Wybacz, że tak krótko.

Właściwie, nie miał konkretnego powodu, by tutaj przyjść. Wystarczył jeden z tych nudnych wieczorów, oraz przypomnienie sobie rudowłosą bestię, którą przecież spotkał i dała mu swój adres. Po drodze musiał kupić jakieś wino - które oczywiście, nie było z jakiegoś podrzędnego sklepu. Ot, prawdziwe, kosztowne wino. W końcu z pustymi rękami nigdy nie przyjdzie, prawda? Westchnął ciężko. Jak on nie lubił lata. Nawet teraz, jak jest już wieczór wydawało mu się, że jest cholernie gorąco. A było po prostu ciepło, ale Michael uwielbiał angielską pogodę. Gdzie są te ukochane chmurki?
Poprawił włosy, stojąc przed drzwiami. Upadł sprawił, że koszulę miał niemal rozpiętą. Niemal, gdyż trzymała się ona na dwa środkowe guziki. Zapukał w końcu do drzwi, po czym zadzwonił dzwonkiem. Na nosie miał okulary, a jako, że nie miał jak zwykle marynarki. gdyż było za gorąco – to ciągle je miał. Gdy w końcu ten otworzył, a sam dostrzegł tą znaną mu czuprynę, uniósł delikatnie kąciki ust do góry. Od razu bez krępacji spojrzał mu w oczy.
- Niespodzianka. - wyszeptał, poszerzając ciut uśmiech, po czym wręczył mu całkiem gustowny pakunek z winem. - A to prezent, by zrekompensować moją niezapowiedzianą wizytę. Mogę wejść? Czy mam sobie pójść? - wsunął palce do tylnej kieszeni spodni, gdy ten odebrał alkohol.
Uśmiechnął się z nutką rozbawienia, ale i to miało w sobie coś zmysłowego. Czekał na jakąkolwiek odpowiedź. Nie sądził, by ten go wygonił. I co z tego, że też prawie się nie znali? Dogadywali się nieźle na poprzednim spotkaniu. To wystarczy, by przybyć.
Zawiał dość silny wiatr. Spojrzał w górę. Słońce powoli zachodziło, widać było gwiazdy. Niebo jakby pastelami namalowało granatowo-różowo-pomarańczowy obraz.
 
     
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-06-27, 08:34   

Nie była to późna pora, ani zbyt wczesna. Był wieczór. Słońce powoli zachodziło, a świetlisty księżyc wraz to z gwiazdami pojawiał się na niebie. Kochał noc. W tedy dla niego zaczynało się życie. Stworzenie nocne. Cały czas się w niej obracał. Jednak dzisiejszej nocy nigdzie nie wychodzi. To do żadnego baru, to na żaden projekt. Ma czas wolny, mimo to zajmie się pracą. Wziął lekki prysznic, bo mimo tego, że był już wieczór, to było gorąco. Po tym podążył na swe trzecie piętro, będąc tylko w spodniach, by móc tam się zająć swą robotą. Włączył sobie japońską muzykę, a konkretniej zespół One Ok Rock. Bawienie się tymi wszystkimi papierami, ogarnianie co i jak. Niby do znudzenia, ale wbrew pozorom wciąga taka praca, chociaż na pierwszy rzut oka - O ja pierdole.... .
Nie wiedział ile to już czasu upłynęło. Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. To gości żadnych się nie spodziewał o tej porze.....Chyba, że to któryś z redakcji. Stawiał na to drugie. Po lekkim wzdychnięciu, odłożył swój bałagan na bok, nie wyłączając w ogóle muzyki - było ją można usłyszeć na cały dom - , ruszył ku dołu, by otworzyć któremuś z redakcji. Chwycił za klamkę, otworzył je i ujrzał zupełnie kogoś innego. Ucznia o umieniu Michael. W ogóle by się go nie spodziewał, no ale jednak. Stał tak w drzwiach chwilę bez ruchu, zmierzając go wzrokiem. Miał rozpiętą koszulę. Widać, że gorąco. Po chwili uśmiechnął się czarująco i przyjął dany upominek i wpuścił go bez żadnego słowa do domu. No masz.....Kto by pomyślał.
- Co Cię tutaj sprowadza, hymn? A....I wybacz, za mój ubiór, ale nie spodziewałem się żadnych gości, a jest tak gorąco, że...... - wiadomo jak. Zaprosił chłopca by to wszedł do salonu i przysiadł sobie na kanapie. Wytrawne wino postawił na środku stoliku, które stało przed daną kanapą. Poszedł do kuchni, by wyciągnąć dwa kieliszki do wina, co też uczynił. Wziął jeszcze jedną małą szklaneczkę ze sobą oraz otwieracz do wina. Wiadomo....Otworzył je. Trochę czerwonej substancji wlał do tej małej szklaneczki, po czym następnie rozlał po kieliszkach, zaczynając do kieliszka gościa. Przysiadł na kanapie.
- W ogóle.....Wyrwałeś mnie z roboty, alee....Jeden dzień odpoczynku, a bardziej nocy mi nie zaszkodzi. - To ponownie się uśmiechnął. Pominął fakt, że każdej nocy się dobrze bawi po różnych barach, no ale nie musi o tym wspominać. Zapewne chłopiec i tak wie, jeżeli czyta gazety o nim.
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
 
     
Michael
[Usunięty]

Wysłany: 2013-06-28, 14:02   

Od razu dyskretnie zmierzył wzrokiem Kotoriego. Cóż, miał rude, długie włosy. Wyróżniał się dzięki temu, a to już znak, że Michael musiał go poznać nieco bliżej. Właściwie, nie do końca miał powód oprócz nudnego wieczoru i -o dziwo - brak jakichkolwiek planów. Chwilę nie odpowiadał na pytanie, po czym przechylił głowę nieco w bok, patrząc się w oczy Yuu.
- Myślę, że sprowadza mnie tutaj brak ochoty na samotny wieczór i ciekawość pańskiej pracy, od której pana bezczelnie oderwałem. I zapewniam, w każdym stroju nie będziesz źle wyglądał. - ponownie jego ton był barwiony nutkami rozbawienia.
Posłusznie udał się do salonu, od razu zasiadając na kanapie. Założył nogę na nogę, krótko rozglądając się i oceniając pomieszczenie. Ot, pierwszy raz jest w domu jakiegoś nauczyciela, więc nie mógł się powstrzymać przed takim odruchem. Uniósł nieco kieliszek, gdy dostał. Uśmiechnął się lekko, po czym przystawił naczynie do ust. Od razu powolnymi łykami wypił, aż połowę. Odstawił naczynie.
- Właściwie, to zaciekawiła mnie Twoja praca. Czy możesz mi coś o niej więcej powiedzieć? I może... byłbym wniebowzięty, gdybym mógł zobaczyć miejsce Twojej pracy. - czyli jak wymyślić jakąkolwiek wymówkę w sekundę, według Michaela.
Dopił swoja naczynie, odgarniając włosy za ucho. Chociaż tak naprawdę poniekąd ciekawiło go to, czym zajmował się rudowłosy. I jeszcze jedna rzecz była kłopotliwa, bo się często zapominał poza murami szkoły. Ale sądził, że z tą osobą nie będzie problemu i nawet chętnie na to przystanie.
- Czy poza szkołę moglibyśmy wyjść ze stosunków uczeń-nauczyciel, i przejść bardziej na ''Ty''? Kotori, Michael. Co Ty na to? - przechylił się bardziej w jego stronę, puszczając mu oczko. Po prostu sztywno się czuł, używając tych głupich, wyuczonych formułek.
Sięgnął po alkohol i pozwolił sobie dolać im obojgu czerwonej cieczy. Popijał spokojnie, smakując ten procent. Małymi łyczkami, by odczuć jak najwięcej. Gdy już skończył kolejny kieliszek, znowuż odłozyl i spojrzał na Kotoriego. Jego decyzja, co teraz będą robić.
 
     
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-06-29, 11:00   

Ano prawda, prawda. Strasznie trudno spotkać taką rudowłosą piękność, nieprawdaż? No kto ma takie włosy, jak On, hymn? Zresztą, nieważne.
- Ach tak. No cóż.....W jakimś stopniu mogę Ci zająć ten wieczór. - uśmiechnął się do niego nieznacznie. Ciekaw jak odbierze owe zdanie.
Widząc zachowanie młodego Hosta oraz w jaki sposób wydudnił swój trunek, ponownie na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech, lecz po chwili znikł. Upił łyk swojego. Nie miał ochote na duże picie, o dziwo. Zresztą...Z Uczniem nie wypada, nawet jak są w osobistej sprawie. Dziwnie by się czuł, upijając się z Uczniem. Spoglądał na Nirgo bardzo uważnie.
Achh...Zobaczyć jego pracownie? Chciałoby się! Tak dobrze w życiu nie ma. Praktycznie w ogóle nie wpuszcza tam nikogo. Nawet ludzi ze swojej redakcji. To jest tylko i wyłącznie jego miejsce pracy i nie lubi, gdy ktokolwiek - wszczególność obcy - wchodzi mu tam z buciorami i obczaja, co, gdzie, jak.
Upił parę łyków wina, odstawił kieliszek na stolik, przeciągnął się, wydając przy tym charakterystyczne dźwięki. Spojrzał na Hosta.
- Opowiedzieć to ja Ci mogę, ale na zwiedzanie Cię nie wezmę. Tak dobrze nie ma. - ucałował go sobie w polik, dla własnej fanaberii, po czym się do niego uśmiechnął i chwycił swój kielich i pozbawił go trochę czerwonej substancji, znowu odstawił.
Wstał z kanapy i powędrował do kuchni. Począł coś szperać po szawkach. Po chwili powrócił z kruchymi ciastkami. Sam robił, ale tego nie rzekł. Postawił talerz z nimi na stół, bo wcześniej je na nim wyłożył. Ponownie to się do niego uśmiechnął, ciepło.
- No....Może to słodkie nie jest koniecznie dobre do lkoholu, ale do wina można. Spojrzał na swój kielich i stwierdził w sobie, że przybyło mu nieco wina. Parsknął cicho pod nosem. Usiadł koło niego.
-Achhh,,,Możemy, możemy. Dziwnie się czuję, gdy tak do mnie ludzie mówiął w życiu codziennym. - oznajmił. Jasne, że się pisze, czemu miałby nie? Wypił to co miał w kieliszku, dosyć szybko. A miał się nie upijać. Ciągle to sobie mówi. Wziął jedno ciastko i począł je zajadać.
- Tak więc....Głównie zajmuje się tworzeniem mang. - począł to mówić. - Tworze także obrazy, jakieś portrety oraz robię jeszcze rysunki na zamówienie. Od niedawna, jak zresztą widać, zostałem Nauczycielem Sztuki dla swojej własnej fanaberii. - upił jakieś łyki wina, trzymając teraz kielich w dłoniach. - Na ogół uwielbiam rysować ołówiek, co jakbyś się bardziej mną interesował, to można zauważyć po pracach. Jeszcze bardzo gustuję w akwarelach oraz pracach kredkowych. - przełknął ślinę. - Ach....Co tam jeszcze...Markery mniej, zdecydowanie, chociaż czasem mi się zdarzy ich użyć. Ostatnio dużo siedzę przy tablecie graficznym. Koloruje w komputerze swoje prace, to czasem je rysuje. - wziął głęboki oddech. - Coś jeszcze? - uśmiechnął się to znowu,zamykając przy tym oczy. Odstawił kielich na stoli, znowu i wstanął z kanapy. Podszedł do drzwi od tarasu i je otworzył. Stał tak chwile przed samym wejściem od niego, po czym odwrócił się w stronę Ucznia.
- Chodź tutaj. - zawołał go, wchodząc na taras, gdzie znajdował się na nim basen, a przed nim zaś piękny ogród.
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
 
     
Michael
[Usunięty]

Wysłany: 2013-06-30, 09:56   

Nie zareagował jakoś specjalnie na pierwsze jego słowa. Chociaż był ciekawy w jakim stopniu. I na ile sobie dzisiaj pozwolą. Z ust zrobił dzióbek w dziecinnym, nieco zawiedzionym geście. Cóż, on tam nigdy nie malował, więc sądził, że do ich pracowni może zaglądać tylko ktoś specjalny. Albo po prostu Kotori nie ma dzisiaj odpowiedniego humoru. Po chwili jednak znikł, gdy zadośćuczyniono mu pocałunkiem. No, dzisiaj przełknie smak tej drobnej przegranej. A więc było tak jak przewidział, zgodził się na bycie na ''Ty''. Heh, zapewne nie każdy nauczyciel nawet poza murami szkoły pozwoliłby sobie na takie coś. Ale to dobrze, gdyż przynajmniej aż tak sztywno nie było.
Następne słowa jakoś przelatywały obok niego, chociaż gdzieś tam się zakodowało, gdyby usłyszał jakieś sprawdzające pytanie lub jakieś inne cuda. Po chwili, gdy ten skończył mówić sam postanowił się odezwać.
- Ja również rysuję, chociaż tylko amatorsko. Głównie zajmuję się szkicem, czasem bawię się kredkami. Co rysuję? Po prostu uwieczniam piękno. Chociaż nie zawsze mi to wychodzi, a rzadko mogę przekazać rysunkowi charyzmę poszczególnych rzeczy. - wypowiedział się, patrząc na niego cały czas. Za ciastka się nie wziął, wina również już nie ruszył. Teraz wypadało jak najwięcej uwagi poświęcić swojemu rozmówcy.
Obserwował go uważnie i posłusznie wstał, ruszając w jego kierunku. Przesunął jedynie wzrokiem po basenie, ale utkwił go w ogrodzie. Aż miał ochotę naskrobać ten widok, by zachować go póki kartki dostatecznie się nie zniszczą. Odwrócił się w stronę Kotoriego. Uśmiechnął się nieznacznie do niego, jak zwykle patrząc mu w oczy.
- Masz piękny widok. Aż mam ochotę go uchwycić na kartce. Chociaż od samego początku ciągle patrzyłem na coś piękniejszego. - wyszeptał, chwytając go za podbródek.
Sceneria była naprawdę romantyczna i klimatyczna. Aż Michael uniósł kąciki ust wyżej. Powoli zbliżył swoją twarz do jego, nieznacznie muskając swoimi wargami jego. Potem ponownie, ale mocniej. Zakończył przesunięciem własnym językiem po jego dolnej wardze. Przesunął palcami po jego włosach, wciąż wpatrując się w niego. Czekał na jakąś reakcję. Która bedzie znakiem. Zawinął kosmyk jego włosów o swój palec wskazujący. Uśmiechnął się w gramami zmysłowości.
 
     
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-07-01, 17:18   


- Powiadasz, że uwieczniasz piękno? Pytanie teraz jakie? Bo dla mnie pięknem w tym momencie może być ten oto kielich. - wskazał na niego. - Pięknem tak samo dla mnie może być chociażby Ty. - uśmiechnął się ku niemo. - Czy to jest po prostu piękno widziane Twymi oczami? Zapewne tak, bo jakby inaczej...Chociaż, kto wie?
Achh, te czepianie się bez żadnego powodu. Taki kaprys jego, co poradzić. Chłopak musi przez to przebrnąć teraz.
Wziął głęboki wdech.
Ogród miał tutaj naprawdę ogromny oraz przepiękny. Po lewej stronie różnorodne przyprawy hodowane od niepamiętnych czasów, zaś po drugiej przepiękne, kwitnące kwiaty. Przed nim parę drzew. Jakaś wiśnia, jabłoń. Niesamowite krzaki róży się nawet znajdą. Różowe, czerwone, żółte, białe. I to pozostawiła jego Ciotka. Kochała ogrodnictwo i to widać właśnie teraz. Stwierdził, że nikt, oprócz samego jego nie będzie się zajmował tym ogrodem. I tak jest. Jak na razie dobrze mu to idzie. Żadnych chwastów, ani nic z tych rzeczy. Wpatrywał się w przepiękny krajobraz, gdy go nagle Michael wyrwał z tego transu. Uśmiechnął się do niego. Mało czyste zagranie.
- Skoro chcesz, to mogę Ci dać pewne przyrzą... - w tym oto własnie momencie, niespodziewanie - chociaż było to do przewidzenia - ucałował Uczeń, Nauczyciela w usta. To na początku delikatnie, to potem nieco mocniej. Oj, nie ładnie, nie ładnie. Po tym fakcie, odsunął się od niego. Na bezpieczny dystans i nie ze względu na niego, lecz na samego Kota. Nie wiadomo jakby zareagował, a romans z uczniem... Miałby jeszcze bardziej z hańbioną opinię o sobie, a to już poczyna wkurzać.
- ... dy...Nie ładnie, wiesz? To, że przeszliśmy na "Ty", nie oznacza, że możesz od razu mnie atakować. Ech... I co mam teraz zrobić?
Stał tak i się wpatrywał w jego osobę. Po chwili machnął ręką i zszedł schodkami od tarasu do swego ogrodu. Uniósł głowę ku górze. Niebo stało się już granatowe, co go ozdabiało okrągły, jasny księżyc oraz świetliste gwiazdy. Piękny widok.
- Pełnia... - mruknął. - Jak chcesz, to chodź i sobie popatrz, bo warto. Spokojnie, nie ugryzę Cię. - powiedział żartobliwym głosem, z lekkim uśmiechem na swej twarzy. Schował ręce do kieszeni od spodni.
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
Ostatnio zmieniony przez Kotori 2013-07-12, 20:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Michael
[Usunięty]

Wysłany: 2013-07-03, 10:01   

Właściwie, nie wiedział czemu to zrobił. Ot, jakiś dziwny impuls. Albo to tutaj Kotori wysyła jakieś dziwne feromony, albo z Michaelem dzisiaj było coś nie tak. A zresztą, czy to ważne? Teraz nie bardzo wiedział jak się zachować, chociaż ani grama speszenia. Westchnął jedynie cicho, zaczesując włosy do tyłu. Wpatrywał się w niego. Potem spojrzał na księżyc. Odebrał to jako ewidentną zmianę tematu. Dostosuje się, bo cóż innego mógł począć? Atakowanie nauczyciela nawet w przyjemny sposób nie było mądrym pomysłem. No, nie ma powodu by płakać nad rozlanym mlekiem, czy jak to się mówi.
Podszedł do Yuu. Objął go w pasie, przyciskając do siebie. Wsunął nos w jego rude włosy. Oplótł go, by ten był blisko.
- Wybacz mi. Jakoś dziwnie mi dzisiaj. Czy możemy tak chwilę zostać? - wyszeptał mu na ucho, tak trwając chwilę. Nie wiedział, co się dzisiaj z nim działo. Po prostu jakoś wszystko go przytłaczało.
Nie poruszył dłońmi. Po prostu zamarł, przyciskając jego szczupłe ciało do swojego. Jakby ten był jakimś misiem. Zamknął na chwilę oczy. Po kilkunastu sekundach w końcu się odsunął. Popatrzył na niego dość mętnym wzrokiem, ale na jego ustach wciąż gościł ten uśmieszek. Pogłaskał go po głowie, po czym podszedł do stolika. Wziął ciasto, po czym wsunął je do ust. Schrupał je.
No już, nie jesteś przecież dzieckiem... - takie oto myśli krążyły w jego głowie, dla własnego opanowania. Przecież nie chciał się pokazywać z tej słabszej strony. To nie w jego stylu. Odwrócił się w końcu do Kotoriego.
Zszedł do niego, do ogrodu. Od razu spojrzał na księżyc, na ten cały widok. Nawet na chwilę zapomniał o obecności rudowłosego.
- Namalujemy to? Razem. Chociaż ja preferuję kredki. - spojrzał na niego. Chciał uwiecznić ten widok, mając przy okazji nadzieję, że będzie w stanie oddać cały urok tego widoku.
Chociaż dziwnie mu było z myślą, że jak ten się zgodzi, to najprawdopodobniej - nie, nawet na pewno - będzie musiał mu użyczyć swoich przyborów. Nieważne, kiedyś by się odwdzięczył.
 
     
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-08-02, 13:14   

Z pewnością to było dziwne. No ale nie wnikajmy w szczegóły. W tym wieku różne rzeczy przychodzą do głów nastolatków. Czasem niechcący, niektórym celowo. Wie, bo sam nim był i zna to życie. Niewiele różnił się od tych dzisiejszych. Liczne wpadki miłosne w jakimś nauczycielu, randomowa noc, zabawa... Dużo zabawy. Między innymi się nie wkurzył, a lekko zmieszał, bo sam do końca nie wiedział jak na to ma odpowiedzieć. Najlepiej nic nie rób. To idealne wyjście.
Wpatrywał się w tutejsze niebo. Ono naprawdę było piękne dzisiejszej nocy. Jeszcze ten ogród po ciotce, który także robi swoje. Niesamowity widok. Strasznie rzadki, więc i Kotori miał ochotę go narysować. Rozmyślał nad tym, aż Michael przerwał to. Przytulił go jak jakąś przytulankę, kochanka. No masz... Dobra, niech będzie. I tak z nikim nie był, więc nie zaszkodzi pozwolić poprzytulać się uczniowi, a po tych słowach, odwrócił się do niego i go przytulił. Głupi to trochę wyglądało przy ich różnicy wzrostu, no ale cóż. Puścił go w momencie, kiedy On się od niego odklejał. Zaprowadził go wzrokiem, głośno wzdychając. Poszedł na taras i usiadł na murku przy schodkach.
- Chętnie, tylko pójdę po przybory. - uśmiechnął się, a następnie wstał i udał się na trzecie piętro. Gdy wszedł na nie, wyłączył najpierw muzykę, która rozbrzmiewała na cały dom Wziął jakieś kartki oraz ołówki oraz gumkę do ścierania, bo chyba tyle wystarczy. Wychodząc, zobaczył swój telefon służbowy, leżący na stoliku. Wziął go także, spoglądając na ekran, a tam 5 nieodebranych połączeń od Wydawnictwa Kotori'ego. No pięknie. Ciekawe co chcieli. Zszedł na dół, wybierając numer ich. Będąc na dole, zadzwonił do nich i czekał aż ktoś odbierze. Wszedł na tara i położył na stole przybory do rysowania. Dał znać Michaelowi, aby na chwilę był cicho. W końcu ktoś odebrał.
- Dobry Wieczór. Dzwoniliście do mnie... Coś się stało poważnego?
- Witaj Panie Kotori. Musi Pan natychmiastowo przybyć do Wydawnictwa.
- Domyślam się, ale w jakim celu?
- Ludzie z Wydawnictwie nie są pewni wydania pańskiej mangi jednotomowej.
- No masz... A co jest nie tak?
- Mnie się nie pytaj, bo ja uważam, że Pańskie prace są w każdym calu dobre. Im coś nie pasuje, sama nie wiem co.
- No rozumiem. Matko... Dobra. Ja zaraz będę.
- Dobrze, to im przekażę. Do zobaczenia.
- No spoko. Cześć.
Rozmowa zakończona. Trwała...
- No zajebiście. Z Wydawnictwa do mnie dzwonili, muszę się tam pojawić. Zawsze to samo... - powiedział lekko podirytowany. Spojrzał ze zmieszanym wzrokiem na Ucznia. No co poradzić. Obowiązki wzywają. Taka praca i trzeba się dostosować, aczkolwiek to już go powoli zaczyna denerwować tego typu akcje, bo to już nie jeden raz tak było, że mają jakiś problem, a okazuje się, że nie ma tak naprawdę żadnego. Zabierają jego cenny czas. Z pewnością zmieni za niedługo wydawnictwo, bo to doprowadza go już do szału.
- Tak więc chcąc, czy nie muszę Cię wyprosić. Wybacz mi, nie wiedziałem. - już wkurw. Ogarnął się w miarę możliwości wciągu 10 minut, po czym obydwojga opuścili dom, każdy idąc w swoją stronę. Wynagrodzi mu to kiedyś, ale jak na razie to musi poczekać.


x2 z/t
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,26 sekundy. Zapytań do SQL: 7