Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój Kurta.
Autor Wiadomość
Marshall
Oh, my Deer ~


Miano: Marshall Jamie Mason
Wiek: 18 lat.
Pseudonim: M.J.
Klasa: 12th A
Wzrost: 177cm.
Ubiór: Luźna, szara bokserka podkoszona bratu z logiem Batmana, czarne, męskie rurki i żółte Converse'y za kostkę z szarymi, niegdyś białymi sznurówkami; na lewym nadgarstku nosi kilka czarnych rzemyków oraz nigdy nie rozstaje się z nieśmiertelnikiem, na którym widnieje data "25.08.2010".
Ekwipunek: Klucze, telefon, portfel, paczka fajek, zapalniczka, słuchawki, nieważne bilety autobusowe, aparat.
TYP: 404 not found.
Znaki Szczególne: Bridge, kolczyk w wardze oraz dwa w karku, wytatuowany ozdobny napis "Great souls suffer in silence." pod obojczykami..


Fabularnie: Kurt ma fajny pokój.
Multikonta: Lucas, Niko, Heikki.
Dołączył: 30 Cze 2013
Posty: 11
Wysłany: 2013-07-09, 00:35   Pokój Kurta.


Zostaje Ci dwoje drzwi. Decydujesz się na te po lewej. Zastanawiasz się, co zobaczysz i szybkim ruchem pociągasz za klamkę. Drzwi lekko ustępują i otwiera się przed Tobą ciemny, sprawiający wrażenie zadymionego pokój. Bierzesz głęboki oddech, jakby w środku mogło Ci zabraknąć tlenu i wchodzisz. Z jednej strony strop jest ukośny i podtrzymuje go kilka kolumn. Okna wychodzące na zachód przysłonięte są ciemną zasłoną, granatową zdaje się, dlatego jest tak ciemno… ale o zachodzie słońca musi być tu naprawdę nastrojowo… Po kolejnym wdechu ruszasz przez pokój po drewnianej podłodze i jednym zamaszystym ruchem odsłaniasz okna. Szare światło wpada do środka ukazując drobinki kurzu w powietrzu. Mrużysz oczy i się rozglądasz. Pod ukośnym stropem stoi łóżko, zaraz przy oknach. Jest duże, pościel na nim jest zmechacona, skotłowana, widać, że ktoś jeszcze dziś spał na tych poduszkach… Podchodzisz bliżej i siadasz, zaczynasz się przyglądać książkom i płytom na szafce obok. Widzisz kilka winyli… Unosisz wzrok i zerkasz w przeciwną stronę. W nogach łóżka stoi telewizor, ma zakurzony ekran, a na nim ktoś napisał palcem napis „Ha ha” – pewnie młodszy starszemu. Przesuwasz nogami po chropowatej podłodze. Naprzeciwko Ciebie stoi zagracone biurko i szafa z wysuniętą jedną z szuflad. Potem udaje Ci się dostrzec fotel, który po trochu też służy za szafę, co stwierdzasz z lekkim chichotem. Ale nie przestajesz się rozglądać. Wodzisz wzrokiem po ścianach, które raz wydają Ci się ciemne, raz jasne, po pomieszczeniu, istnej jaskini i szukasz wzrokiem tej gitary Kurta Masona, która jest jego skarbem. W końcu ją dostrzegasz – stoi oparta o ścianę, a na podłodze przy niej leży futerał i jakieś papiery, być może teksty piosenek… Zrywasz się z łóżka i kucasz przy instrumencie. Twoje palce aż swędzą, żeby pociągnąć za strunę… co też robisz. Dźwięk rozchodzi się po cichym pomieszczeniu, więc przez moment trwasz w bezruchu. Potem sięgasz po kartki i dostrzegasz, że to rzeczywiście teksty… niektóre są pogniecione, a w koszu na śmieci widzisz przesypującą się już górę papierowych kulek zaraz obok petów i paczek po papierosach. Ze swojej perspektywy możesz dostrzec pod łóżkiem stary gramofon. Bierzesz głęboki wdech i siadasz na podłodze. Twoje wrażliwe nozdrza drażni teraz zapach dymu papierosowego, kurzu, męskich perfum i jeszcze czegoś… chyba anyżu. Trochę hipnotyzuje Cię ten zapach, półmrok i tekst, który aktualnie czytasz, więc nie zdajesz sobie sprawy, ile już tu siedzisz. A kiedy to do Ciebie dociera, zrywasz się i wychodzisz szybko.


Kliknij, aby zobaczyć zdjęcie.
_________________





 
     
Marshall
Oh, my Deer ~


Miano: Marshall Jamie Mason
Wiek: 18 lat.
Pseudonim: M.J.
Klasa: 12th A
Wzrost: 177cm.
Ubiór: Luźna, szara bokserka podkoszona bratu z logiem Batmana, czarne, męskie rurki i żółte Converse'y za kostkę z szarymi, niegdyś białymi sznurówkami; na lewym nadgarstku nosi kilka czarnych rzemyków oraz nigdy nie rozstaje się z nieśmiertelnikiem, na którym widnieje data "25.08.2010".
Ekwipunek: Klucze, telefon, portfel, paczka fajek, zapalniczka, słuchawki, nieważne bilety autobusowe, aparat.
TYP: 404 not found.
Znaki Szczególne: Bridge, kolczyk w wardze oraz dwa w karku, wytatuowany ozdobny napis "Great souls suffer in silence." pod obojczykami..


Fabularnie: Kurt ma fajny pokój.
Multikonta: Lucas, Niko, Heikki.
Dołączył: 30 Cze 2013
Posty: 11
Wysłany: 2013-07-10, 00:40   

Miękkie poduszki i świeża, pachnąca pościel zawsze były ukojeniem dla zmęczonego ciała. Łóżko zawsze jest wygodniejsze po aktywnym dniu i o wiele lepiej się śpi po spacerze przed snem. Wniosek, jaki się nasuwa, to taki, że Marshallowi powinno być teraz niesamowicie błogo, kiedy runął tak na miękki materac. Nic bardziej mylnego. Może i nie przejąłby się kłótnią z byle kim, miałby gdzieś, co powiedział i jak powiedział do osoby, na którą był obecnie wkurzony. I właściwie byłoby tak za każdym razem... Ale jednak od każdej reguły istnieją wyjątki. I takim wyjątkiem był właśnie Kurt. Marshall lubił się z nim droczyć, wyzywać - wszystko w granicach braterskiej miłości. Poważnych kłótni jednak starał się unikać jak ognia. Zawsze podczas takich mówi zbyt wiele, mówi coś, czego wcale nie chciał wypuścić z ust. Coś, co mogło zranić nie tylko osobę, w stronę którą owa wypowiedź została rzucona, ale i samego nadawcę. Tak też było tym razem.
Wyrzuty sumienia zżerały młodszego Masona od środka, bluzgał na siebie w myślach, bo cała ta sytuacja wcale nie była warta wyciągania tak potężnej broni, jaką był ich ojciec. Jaką była ich przeszłość. Nie wiedział, co ugryzło Kurta i nie miał zamiaru też brać całej winy na siebie, ale na Boga, mógł sobie oszczędzić te ostatnie komentarze...
Twarz wykrzywiała się w markotnym grymasie, a wewnątrz Marshalla toczyła się walka między dumą a sumieniem. Wyjść i przeprosić za niewyparzony język i zbyt impulsywną reakcję, czy nie odzywać się do brata i unikać go, póki sprawa nie ucichnie lub tamten nie przeprosi? Problem polegał na tym, że M.J. już od małego nie potrafił zasnąć, gdy był pokłócony z bratem, a jeśli już udawało mu się usnąć, to z reguły nie miewał przyjemnych snów...
Westchnął ciężko i przetarł dłońmi zmęczoną twarz.
- Och, Geez, czemu ja jestem taki miękki w stosunku do niego? - mruknął pod nosem do siebie, podniósł się do siadu i rozczochrał swoje włosy.
Zaraz po tym wstał i szurając skarpetkami po podłodze, udał się do pokoju brata.
Sumienie wygrało.
Zapukał i wszedł, nim usłyszał jakąkolwiek reakcję Kurta. W końcu nie chciał zostać wyproszony, nie?
Zamknął za sobą drzwi, o które zaraz się oparł. Przez chwilę wpatrywał się w drewniane panele, by w końcu wziąć głębszy wdech i przenieść spojrzenie na twarz brata.
- Przepraszam... - powiedział cicho, gdyż to słowo z trudem przeszło mu przez gardło. Nienawidził tego robić, choć czasem musiał i był tego świadom. Spuścił ponownie wzrok w dół, tym razem wbijając go w swoje skarpetki, poruszając przy tym dużymi palcami u stóp. - Przegiąłem...
_________________





 
     
Kurt
Hard to Explain


Miano: Kurt Alex Mason
Wiek: 24 lata
Wzrost: 192 cm
Ubiór: Ciemnojeansowe rurki z łańcuchami, wysłużone, nieco zdarte glany, czarna koszulka z nadrukiem zespołu The Devil Wears Prada i czarna, skórzana kurtka. Nieśmiertelnik z datą "25.08.2010", srebrna obrączka na serdecznym palcu prawej dłoni.
Ekwipunek: Portfel, fajki i zapalniczka, telefon, koty z kurzu, klucze od domu i auta.
Wygląd: Włosy ciemne z blond pasemkami - ciemniejsze od spodu i jaśniejsze u góry. Tęczówki mają złocisto - miodowy kolor, im bliżej źrenic, tym ciemniejsze się stają. Bardzo wyraźnie zarysowana szczęka i krótki zarost na niej, który nadaje mu zawadiackiego i uwodzicielskiego wyglądu, delikatnie zapadnięte policzki.
TYP: Seme
Znaki Szczególne: Blizny nad lewą brwią, całe prawe ramię i ręka pokryte tatuażem zachodzącym mu na bok, tunele 5mm, w lewym uchu ma tragusa i dwa helixy, a w prawym industriala.


Fabularnie: w swojej jamie z braciszkiem
Motto: I took an arrow to the knee
Dołączył: 30 Cze 2013
Posty: 3
Wysłany: 2013-07-10, 03:13   

Ile schodów naliczył ciężki wzrok Kurta Masona w drodze do pokoju? Prawda jest taka, że ani jednego. Jego spojrzenie - dość puste, wciąż jeszcze płonące gniewem i wszystkim, co zawsze władało jego ciałem, wszystkimi uczuciami - wbijało się w ścianę na szczycie schodów. Jeden punkt, który nie mógł go ani uspokoić, ani zdenerwować jeszcze bardziej. I co było zaskakujące dla Masona w tamtym momencie? Że każdy kolejny schodek jakby... uwalniał z niego coraz głębsze pokłady gniewu, pokłady energii i sprawiał, że jego ramiona opadały coraz niżej, a oddech się uspokajał. Często miewał tak prędkie zmiany nastrojów, często nie umiał pozbierać swojego wewnętrznego bałaganu, ale... ale teraz poczuł się po prostu idiotycznie. Poczuł cały bezsens swoich słów, swoich odczuć, poczuł się zmęczony samym sobą.
Za drzwiami pokoju przywitała go przyjemna ciemność i chłód od strony otwartego okna. Żaden miły zapach, żaden miły dźwięk i ciepło. Tylko ciemność i chłód, które teraz zresztą sprawiały się najlepiej, żeby go ostudzić. Przeszedł powoli przez pokój, usiadł na zimnej, zmechaconej pościeli, wciągnął nogi na łóżko, położył się. Mimo głębokiej ciemności ponadto zamknął oczy. Opuścił ciężkie, zmęczone powieki, odetchnął. Z dłońmi podłożonymi pod głowę leżał i nasłuchiwał. Jednym uchem tego, co działo się za oknem. Słyszał samochody, słyszał jakiś lekki wiaterek, jakieś płaczące koty i głosy ludzi gdzieś w oddali. A drugim słuchał tego, co słyszał zawsze, na co uważał zawsze i o co zawsze dbał. Czyli brata.
Nie mógł nic słyszeć, ściany nie były cienkie, a dzieliło ich jeszcze jedno pomieszczenie, ale... tak bardzo chciałby... gdyby mógł, chciałby teraz usłyszeć nawet i myśli Marshalla. Bo im spokojniejszy się stawał, tym bardziej rozumiał, jak poczuł się młodszy. Tym bardziej miał dość tego, jak jest teraz, miał dość ciszy, której zadaniem było go uspokoić.
Uchylił oczy, żeby sięgnąć po paczkę papierosów, zapalił i wbił spojrzenie w drzwi - jedyny w miarę oświetlony obszar w pokoju. Z okna. Zmieszana łuna latarni i blasku księżyca. Widok ten, co jakiś czas przysłaniał mu wypuszczany nosem kłąb dymu, światło co jakiś czas się zmieniało, kiedy wiatr kołysał drzewami za oknem.
Usłyszał pukanie. Usłyszał dźwięk otwieranych drzwi i nie zdążył zareagować, kiedy się otworzyły. Stanął tam jego brat, akurat tam, gdzie Kurt mógł go widzieć najlepiej sam pozostając w cieniu. Milczał, przyglądał się Marshallowi skulonemu przy wejściu, prawdopodobnie pożeranemu przez sumienie, Marshallowi ze spuszczoną głową i tym dziwnym światłem w ciemnych włosach, jasnemu, nierealnemu i delikatnemu.
To przez gwiazdy, mówił sobie Mason. Gdybym tam stanął, też byłbym taki śliczny...
- Nie przejmuj się... - powiedział po chwili ciszy, głosem schrypniętym i nieprzygotowanym go użytku. - Nie przejąłem się aż tak... wiedziałem, że mówisz w gniewie...
Starszy podniósł się do siadu i wyciągnął rękę w kierunku lampki. Światło żarówki początkowo raziło jego oczy, przyzwyczajone go gęstej, czarnej nocy, ale po chwili jego brat mógł dostrzec niewyraźny uśmiech na ustach Kurta.
- Też przepraszam... jestem dziś rozdrażniony, to tyle... ok? - spojrzenie jest zmęczone, a dym tworzy wokół niego mgiełkę. - Nie mogłem się uspokoić...
_________________




 
 
     
Marshall
Oh, my Deer ~


Miano: Marshall Jamie Mason
Wiek: 18 lat.
Pseudonim: M.J.
Klasa: 12th A
Wzrost: 177cm.
Ubiór: Luźna, szara bokserka podkoszona bratu z logiem Batmana, czarne, męskie rurki i żółte Converse'y za kostkę z szarymi, niegdyś białymi sznurówkami; na lewym nadgarstku nosi kilka czarnych rzemyków oraz nigdy nie rozstaje się z nieśmiertelnikiem, na którym widnieje data "25.08.2010".
Ekwipunek: Klucze, telefon, portfel, paczka fajek, zapalniczka, słuchawki, nieważne bilety autobusowe, aparat.
TYP: 404 not found.
Znaki Szczególne: Bridge, kolczyk w wardze oraz dwa w karku, wytatuowany ozdobny napis "Great souls suffer in silence." pod obojczykami..


Fabularnie: Kurt ma fajny pokój.
Multikonta: Lucas, Niko, Heikki.
Dołączył: 30 Cze 2013
Posty: 11
Wysłany: 2013-07-10, 20:58   

Postać siedząca w ciemności i postać stojąca w bladym świetle, który wyglądał na magiczny. Czy to nie jest właśnie to, co przedstawia tę dwójkę najlepiej, ukazując ich prawdziwą naturę? Niegrzeczny Kurt ukrywający wszystko szczelnie w mroku i równie niegrzeczny Marshall, zakrapiający wszystko dookoła siebie odrobiną niesamowitości. Tylko jedno nie pasowało w obecnej sytuacji. Zazwyczaj to młodszy wpatrywał się w brata, a nie odwrotnie.
Bo M.J. podziwiał. M.J. naśladował. Cenił i szanował. Kochał i nie cierpiał jednocześnie, ale nie było mu bliższej osoby, niż rodzony, starszy brat, który zawsze był wzorem i superbohaterem. Kurt może nie być tego świadomym, ale to właśnie on jest głównym silniczkiem całej tej magicznej powłoki młodszego, bo gdyby ten nie czuł się bezpiecznie, nie pozwalałby sobie na pozostawienie w sobie natury i wrażliwości dzieciaka.
Delikatny uśmiech wpełzł na twarz bruneta, kiedy usłyszał słowa, które rozbrzmiały w pomieszczeniu. Już nawet nie chodziło o ich treść, a sposób, w jaki były wypowiedziane. Spokojne, zmęczone, zrezygnowane... Ale spokojne. Przeprosiny z jednej i z drugiej strony, które pozwoliły na naprawienie relacji między braćmi. A kiedy lampka się zapaliła, chłopak podniósł wzrok na starszego i momentalnie pożałował, że nie ma przy sobie aparatu, bo Kurt wyglądał w tym momencie niesamowicie... męsko i klimatycznie. Często pstrykał fotki starszemu Masonowi, bo a to ładne ujęcie, a to ciekawe światło... No a skoro model przystojny, to czemu nie korzystać? Bo zaprzeczyć nie mógł, Kurt był mężczyzną niesamowicie atrakcyjnym.
- Ok... - odpowiedział i wszedł wgłąb pokoju, by usiąść na łóżku, obok rozmówcy.
Podciągnął kolana pod brodę, tym samym opierając stopy o krawędź mebla. Zerknął na brata i przez chwilę w ciszy na niego spoglądał, bez większego skrępowania. Po niej jednak się odezwał:
- Czyli już nie jesteś zły? Nie lubię, kiedy jesteś na mnie o coś zły... - mruknął i oparł brodę na kolanach.
Patrzył przed siebie i wziął głębszy oddech. Lubił to pomieszczenie, miało swoisty klimat. Było wręcz nasączone Kurtem. Obaj byli cholernie charakterystycznymi postaciami i nie było możliwości, by pomylić ich pokoje. Choć byli do siebie poniekąd podobni i tak były między nimi widoczne różnice, które ich charakteryzowały. I choć królestwo Marshalla bardzo mu odpowiadało, nie byłby w stanie wybrać, które z pomieszczeń jest lepsze.
- Uwielbiam Cię wkurzać, ale celowo. Teraz nawet nie wiedziałem, o co się wkurzyłeś...
_________________





 
     
Kurt
Hard to Explain


Miano: Kurt Alex Mason
Wiek: 24 lata
Wzrost: 192 cm
Ubiór: Ciemnojeansowe rurki z łańcuchami, wysłużone, nieco zdarte glany, czarna koszulka z nadrukiem zespołu The Devil Wears Prada i czarna, skórzana kurtka. Nieśmiertelnik z datą "25.08.2010", srebrna obrączka na serdecznym palcu prawej dłoni.
Ekwipunek: Portfel, fajki i zapalniczka, telefon, koty z kurzu, klucze od domu i auta.
Wygląd: Włosy ciemne z blond pasemkami - ciemniejsze od spodu i jaśniejsze u góry. Tęczówki mają złocisto - miodowy kolor, im bliżej źrenic, tym ciemniejsze się stają. Bardzo wyraźnie zarysowana szczęka i krótki zarost na niej, który nadaje mu zawadiackiego i uwodzicielskiego wyglądu, delikatnie zapadnięte policzki.
TYP: Seme
Znaki Szczególne: Blizny nad lewą brwią, całe prawe ramię i ręka pokryte tatuażem zachodzącym mu na bok, tunele 5mm, w lewym uchu ma tragusa i dwa helixy, a w prawym industriala.


Fabularnie: w swojej jamie z braciszkiem
Motto: I took an arrow to the knee
Dołączył: 30 Cze 2013
Posty: 3
Wysłany: 2013-07-19, 16:13   

Patrzył na ścianę za plecami brata, ponad jego ramieniem, gdzieś obok okna, wpatrywał się w żarówkę lampki, aż musiał odwrócić od niej wzrok, a przed oczami zatańczyły mu kolorowe koła. Powieki opadły na sekundę, czoło przecięła zmarszczka. Zmęczenia? Zdenerwowania? Rezygnacji? Może wszystkich trzech. Bo całe ciało Masona już zupełnie się rozluźniło. Teraz wszystko uciekało niczym z nieszczelnej opony. Z takim cichutkim świstem. Cały gniew, wszelkie emocje przesiąknięte zapachem dymu papierosowego, z którym zmieszana była jego krew, wszystko to osiadało na meblach, na ubraniach i podłodze, tworząc kolejną warstwę kurzu, kolejny akcent zapachu, kolejny drobny szczegół, połączyło się z duchem Kurta, który oprócz ciała mężczyzny zamieszkiwał też zakamarki jego sypialni.
A kiedy już spojrzał na Marshalla... "Nie, braciszku, nie jestem już zły" - to mógł powiedzieć. To powiedziałby każdy wkurwiony brat. Ale starszy Mason tylko patrzył takim... nieokreślonym wzrokiem. Zapalniczka otworzyła się z metalicznym stuknięciem, od płomienia rozżarzył się w półmroku papieros, kolejny papieros, dym na sekundę przesłonił twarz brata, otoczył go gęstą mgiełką. Słowa pouciekały. Zniknęły z powierzchni języka Kurta. Schowały się gdzieś daleko w krtani, w płucach, w czeluściach jego umysłu, a kiedy ich szukał, kiedy próbował do nich dosięgnąć tylko się dławił - one niczym słona woda wlewały się głębiej.
Dlaczego? Dlatego... Dlatego, że kiedy zmęczenie ogarniało Kurta Alexa Masona, to on... nie próbował już nawet walczyć ze swoimi uczuciami do brata. Patrząc tak na chłopaka przed nim, skulonego na jego łóżku, był wdzięczny, że nie może się odezwać. Czuł, że jego głos mógłby zabrzmieć dziwnie. Może zbyt ciepło, zbyt uczuciowo, zbyt zmysłowo i zbyt czule. Za mało drażniąco i zwyczajnie, odrobinkę za mało bratersko, skrzypiąco w głębi serca jak stare, źle naoliwione drzwi, których nikt nie chce ruszać, żeby tylko nie wydawały z siebie tego dźwięku. Ha... zabrzmiało to tak, jakby nikt nie chciał ruszać serca Kurta. Może to nie tak. Może to on nie chciał, żeby je ruszano. Bo za jęczącymi drzwiami schował sobie swój mały sekret. Schował młodszego braciszka...
Zaciągnął się dymem, przełknął ślinę.
- Chcesz tu ze mną posiedzieć? - cichy pomruk wydostał się z gardła starszego brata. Charczący, warczący, dławiący dym zatuszował wszelkie niepożądane uczucia, których akordy mogły być słyszalne w głosie.
Mason wyglądał na spokojnego. A co działo się w jego wnętrzu, co szalało? Co tonęło w oceanie słów wypełniających jego płuca? Miał ochotę utopić w nim swoje własne serce, właśnie w takich chwilach nienawidził tego chaosu, którego nie umiał opanować, chaosu, w którym dopuścił do siebie takie intensywne, denerwujące pożądanie. Taką pulsującą i rozdzierającą zazdrość. Takie gorące, takie przerażające zarazem, takie kołyszące do snu i zrywające na nogi, palące, żenujące, raz chciane innym razem znienawidzone, zakazane... takie zakochanie.
_________________




 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 1,64 sekundy. Zapytań do SQL: 7