Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój Natha
Autor Wiadomość
Czarny Piesek 
Czarny anioł


Miano: Nathaniel Roswell
Wiek: Siedemnaście
Pseudonim: Nath, Wampir, Czarny, Piesek, Nathan, Nathuś, Nacio (sic! To siora ostatnio), Natuchna (Chlast!!!)
Klasa: 12th C
Wzrost: 186 cm || 67 kg (a podam wam wagę)
Ubiór: Bluza z kapturem o barwie ciemnego grafitu, pod spodem czarna bokserka. Szare, jeansowe spodnie o wąskich nogawkach, w nie wpuszczony czarny skórzany pasek z ćwiekami. Na prawej łapce czarna bandana z jakimiś wzorkami i pieszczocha z ćwiekami typu kolce. Na nogach czarne trampki. A na twarzy jak zwykle maska.
Ekwipunek: Klucze do mieszkania, portfel, papierosy i zapalniczka, telefon, słuchawki, dokumenty i słodycze.
Wygląd: Peruka (kruczoczarne "włosy", sięgają do szczęki). Wychudzony, chociaż niewielkie zarysy mięśni ma, ze względu na to, że uprawia sport. Jednakże to nie jest jeszcze to czego oczekuje on sam oraz inni od niego. Wysoki, blada cera, wąskie usta. Ciemnobrązowe, niemalże czarne oczy.
Miłość: ...
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Tatuaże, których ilość wynosi 4. Peruka, w której chodzi tylko po szkole oraz innych miejscach publicznych. Maska chirurgiczna na twarzy (różne kolory), chociaż ta pojawia się coraz rzadziej. Pełno blizn.


Fabularnie: ... Nicość.
Multikonta: The White Bitch
Wiek: 21
Dołączył: 27 Lip 2013
Posty: 89
Wysłany: 2013-08-12, 12:28   

No, może lekko przesadziłem. Ale... Zero erotycznych gestów, flirtów i pocałunków. — wychrypiał, gładząc go po głowie. A wszystko to wynikało z tego, że po pierwsze się bał, po drugie uważał Vincenta za seksownego chłopaka. No i z tego wynikał ten strach, że ktoś mógłby mu w końcu Centego podprowadzić.
Spoglądał na Lunatyka, który teraz stał pod ścianą. Wsłuchiwał się w to co teraz mówił, a po chwili wypuścił ze świstem powietrze. Spojrzał na swoją siostrę, która usiadła na jednym z krzeseł, przodem do oparcia, rozkraczając się mocno, jak to miała w zwyczaju. Chłodnym spojrzeniem lustrowała chłopaka swojego brata.
Sądzę, że pierwsze wyjście byłoby najlepsze. Mógłby zamieszkać u ciebie, ale sam, Aim na to by się na pewno nie zgodziła, a jeśliby zamieszkała z tobą to i jej chłopak, musiałby tam być. Czworo to już niezły tłum. — mruknął, spoglądając na blondynkę, która odwróciła się w jego stronę na chwilę.
Wypuściła ze świstem powietrze, paznokciami wybijając rytm na drewnianym oparciu.
Ta, bo uwierzą osobie chorej psychicznie i która ma najprawdopodobniej zaczątki schizofrenii. Nawet nie najprawdopodobniej. — burknęła, lustrując swojego brata, a następnie przenosząc wzrok na Stara. — Nawet nie wiem czy mnie by dali możliwość opieki nad tobą. Sama w końcu jestem chora.
Och, jak zawsze mogę liczyć na twoje wsparcie siostrzyczko. Mamy przecież kogoś, kto by mógł o tym wszystkim opowiedzieć. — mruknął, Wstając z łóżka i powoli podchodząc do Vincenta. Po chwili jednak zatkał uszy, słysząc pisk i przyklęknął na środku pokoju, mrużąc oczy.
Aim podeszła do niego i delikatnie go objęła, gładząc go po głowie.
Właśnie o tym mówię. Wiesz, że właściwie już dawno powinnam cię do twojego lekarza zgłosić, nie? — wyszeptała, całując go w czubek głowy.
Odsunął ją od siebie i to dość brutalnie. Wpatrywał się w nią niezadowolony i chrząknął. Nic nie musiał mówić. Wiedziała, wiedziała, że on się uparł, że znowu będzie jej wypominał. Bo on w przeciwieństwie do swojej siostry był w psychiatryku, a ona po prostu na zwyczajnej terapii. Ale nie rozpisujmy się o tym.
Nath wpatrywał się w Vincenta i lekko chwiejnym krokiem podszedł do niego. Blondyna zostawiła ich samych sobie. Oparł się rękoma o ścianę, kładąc dłonie po bokach głowy Centa.
Tak jak mówiłem, ja się zgadzam. A moja siostra... Sam nie wiem. Zbyt długo jednak żyłem w lęku, a teraz chyba pora przeciwstawić się bestii. Istnieje ryzyko, że go nie zamkną, lecz wolę je podjąć, niżeli przez kolejne lata żyć w strachu. A Aim chyba mu wierzy. W końcu ona była jego słodką księżniczką. Ona musi to jeszcze wszystko przetrawić. Przemyśleć. — wyszeptał, całując go w polik i odbierając mu papierosa, którego ułożył w popielniczce.
Zaraz ją zaniósł na łóżko, a później wrócił bo Vincenta, którego chwycił za uda, aby go podsadzić i zanieść w kierunku swojego łoża. Usiadł na barłogu, a Vinca usadził na swoich kolanach. Podsunął mu pod nos popielniczkę, aby odebrał swoją fajkę. Pogładził go po plecach, wpatrując się w jego oczy i spoglądając co jakiś czas na siedzącego na nocnym stoliczku szarego misia, trzymającego w łapkach czekoladę. Aż mu się o czymś przypomniało. Usadził Centa normalnie na łóżku, a sam podszedł do komody i wyciągnął z niej skoroszyt z pracami. I nie tylko zresztą. Aby zapomnieć o tej ich rozłące, rysował. Dniami i nocami. Pisał teksty piosenek. Musiał zrobić coś, aby nie rozpaść się na kawałki i na chwilę o tym zapomnieć. Wystarczyło, że jeden telefon poszedł kochać się ze ścianą, po kolejnym nieodebranym połączeniu. Więc rysował, aby zapełnić pustkę. Podszedł do Vincenta z tym skoroszytem, który położył mu na kolanach, a później jeszcze wziął torbę, w której znajdował się kolejny podarunek. Tak, ten miś którego nie odebrał. Westchnął cicho, siadając obok Vinca i obejmując go ramieniem. Wpatrywał się w niego, znowu czując jak serce mu bije jak szalone. Musnął wargami jego polik i ręką zjechał trochę niżej, drapiąc go po plecach. I nastała cisza. Której on nie potrafił przerwać. Nie wiedział co powiedzieć, co zrobić. Gładzi go tylko po plecach. Jedynie można było dosłyszeć jego oddech, przyspieszony. Może nawet dosłyszeć bicie serca. Nic poza tym.
_________________
KP | Mieszkanie | Historia | Info | Relacje | Telefon | KP na charahub

Zapach papierosów, oddechu i gówna
Moment w którym mieszamy gorzki biały dżem
Wewnątrz mózgu wywołuje błąd
I prowadzi do obłędu przez słodką pomyłkę.
Ostatnio zmieniony przez Czarny Piesek 2013-10-10, 16:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 23
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-08-12, 14:46   

Sapnął z podirytowaniem na ich słowa. Jakby chcieli, to by nawet choroba im nie przeszkadzała. A tak to uciekają przez chorobę, a jak nie będzie choroby to będą zwalać na migrenę. Świetnie, świetnie. Nie skomentował tego jednak. Ich życie, ich tyłki i... pipy oraz psychika. Poza tym, zawsze mógł wynająć im osobne lokum, gdziekolwiek, nie?
To nie tak, że Vincent jest osobą tak nieczułą, by totalnie olać chorobę Natha. Dobra, robi tak zwykle. Ale dlatego, że sądzi, że jego facet chciałby być traktowany normalnie, a nie jak dziecko z jakąś ułomnością. Oczywiście, można zgłosić sprawę na policję, bo panowie z pączkami w buzi na coś muszą się przydać. I nie mówimy tutaj o sprawnych językach, wyćwiczonych przez zlizywanie lukru.
Zerknął na dłonie, znajdujące się po bokach, po czym wzrok powoli utkwił w Roswellowym. Zaraz owinął ręce wokół jego szyi, by to czasem nie wyrżnąć się samemu na ziemię podczas podsadzania. W dwójkę raźniej. Od razu, gdy już zasiedli na małżeńskich łożu przyjął swoją fajkę do połowy już wypaloną i mocno się zaciągnął. Odchylił głowę lekko w tył, by zaraz wypuścić powoli dym w górę. Obserwował uważnie, jak dym powoli stapia się z otoczeniem, pozostawiając po sobie tylko ten zapach tytoniu, którego chłopcy obaj już nie czuli tak dobrze. Przyzwyczaili się przecież z czasem. Akurat z tym mógł porównać sytuację Natha i Aimee. Nie znali niczego innego, oddychali zawsze tym samym, więc nawet chyba nie myśleli o tym, by coś zmienić. Przecież Vincent sam był kiedyś taki sam. Ale się wyrwał. Bo był za dumny, by oddychać gównem, a nie fiołkami. Chociaż nadal daleko było mu do poczucia w swoim życiu najdroższych perfum. Spojrzał na jego rysunki, od razu powoli na nie patrząc. Zastanawiało go to, po cholerę mu to pokazywał. Chciał pochwały? Aimee już wyszła, odprowadził ją wzrokiem.
- Swoją drogą, Nath... Masz zakaz bycia na górze do końca życia, jak chodzi o mą osobę. Jakaś kara musi być, nie? - mruknął, nieco znudzonym tonem, gdy znowu się zawiercił czując ból tyłka. Akurat mu się przypomniało ku nieszczęściu swojego kochanka.
Obserwował uważnie jego przyspieszony oddech, myśląc chwilę nad przyczyną. Widział trzy możliwości: Nath się podniecił, Nath się przeraził i Nath udaje wiatraka. Oczywiście, by nie wyjść na sympatycznego - przecież Gwiazdce z tym nie do twarzy - od razu zapytał się o trzecią opcję. Przeto na miłego wyjść nie mógł, świat by się zawalił, a niebiosa poczułyby konkurencje. Spojrzał na niego, muskając jego szyję palcami. Potem przesunął dłoń na jego szczękę, od razu dociskając jego usta do swoich.
- Więc powiadasz, że mojej narzeczonej, którą nigdy nie będzie, nie będę mógł przelecieć? - szepnął cicho, uśmiechając się pod nosem.
Wiadomym było, że nigdy by jej nie dotknął. Owszem, ma dziurę, ale nie w takich gustuje. Samo wyobrażenie jej piersi przylepiających się do ręki wprawiał go w stan obrzydzenia. Nie rozdrabniajmy się o tym. Jego narzeczoną był w tej chwili Nath, ot co. Uśmiechnął się ponownie głupio sam do siebie i cmoknął go w polik.
Boże, to uczucie było takie głupie. ''Miłość''. Aż nie wiedział, czy się zabić, że się dał, czy może się cieszyć. Zachichotał mu w szyję, od razu go mocno przytulając. I co z tego, że go zgwałcił przed chwilą. Nadal miał uraz, ale starał się o tym zapomnieć. Jak na, kurwa, idealnego chłopaka przystało. Zaraz jednak w żołądku poczuł drobny uścisk. Cholera, nie chciał tego uczucia. Bo wiedział, że porzucenie cholernie boli. Aż za dobrze wiedział. Nigdy przecież nie wierzył w Forever Love.
Swoją drogą, spojrzał na rysunki, które już dawno odłożył. Co mógł powiedzieć, przecież nie interesował sie nigdy taką sztuką...
- Całkiem śliczne... ale proszę, nie pokazuj ich nikomu... znaczy tych z moim wizerunkiem... - mruknął cicho, bo by chyba czuł się nieco speszony tym. Po prostu jakoś nie miał ochoty się tłumaczyć jak to się stało, że się związał, lub o tym, że nie zasługuje na Natha. Co jak co, ale trochę to boli.
_________________
 
     
Czarny Piesek 
Czarny anioł


Miano: Nathaniel Roswell
Wiek: Siedemnaście
Pseudonim: Nath, Wampir, Czarny, Piesek, Nathan, Nathuś, Nacio (sic! To siora ostatnio), Natuchna (Chlast!!!)
Klasa: 12th C
Wzrost: 186 cm || 67 kg (a podam wam wagę)
Ubiór: Bluza z kapturem o barwie ciemnego grafitu, pod spodem czarna bokserka. Szare, jeansowe spodnie o wąskich nogawkach, w nie wpuszczony czarny skórzany pasek z ćwiekami. Na prawej łapce czarna bandana z jakimiś wzorkami i pieszczocha z ćwiekami typu kolce. Na nogach czarne trampki. A na twarzy jak zwykle maska.
Ekwipunek: Klucze do mieszkania, portfel, papierosy i zapalniczka, telefon, słuchawki, dokumenty i słodycze.
Wygląd: Peruka (kruczoczarne "włosy", sięgają do szczęki). Wychudzony, chociaż niewielkie zarysy mięśni ma, ze względu na to, że uprawia sport. Jednakże to nie jest jeszcze to czego oczekuje on sam oraz inni od niego. Wysoki, blada cera, wąskie usta. Ciemnobrązowe, niemalże czarne oczy.
Miłość: ...
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Tatuaże, których ilość wynosi 4. Peruka, w której chodzi tylko po szkole oraz innych miejscach publicznych. Maska chirurgiczna na twarzy (różne kolory), chociaż ta pojawia się coraz rzadziej. Pełno blizn.


Fabularnie: ... Nicość.
Multikonta: The White Bitch
Wiek: 21
Dołączył: 27 Lip 2013
Posty: 89
Wysłany: 2013-08-13, 15:23   

Racja. Chociaż i tak Nath aż tak się nie przejmuje tym, że jest chory. Dla niego to po prostu odkrywanie nowych stron, nowych zachowań. Trochę się pozmieniało. A Aim? Ona po prostu była przewrażliwiona. Sądziła, że przez to wszystko serio nie będzie mogła się opiekować bratem. Głupie.
Wpatrywał się w dym, który stapiał się z powietrzem. Uwielbiał jakoś ten widok. Po drugie zapach papierosów mieszał się z zapachem kadzidła, więc nie był tak odczuwalny. Też chce się wyrwać z tego bagna. Za długo się trząsł, przerażony tym wszystkim. Nadeszła pora, aby powiedzieć dość. Zakończyć to wszystko i się przeciwstawić. Zaśmiać się „demonowi” prosto w twarz i pożegnać z drwiącym uśmieszkiem. Pora, aby nadeszła nowa era.
Roześmiał się cicho, gdy usłyszał jego słowa i poczochrał mu włosy.
Zobaczymy kochanie. — wymruczał mu do ucha, a następnie pocałował go w polik.
Pytanie go rozbawiło jeszcze bardziej. Posłał mu ciepły uśmiech i cmoknął w usta.
Tak, udaję wiatraka. — mruknął rozbawiony, a po chwili został dociśnięty do jego ust. Przymknął oczy, napawając się tą chwilą.
Zamruczał gardłowo, wpatrując się w niego i przejechał opuszkami palców po jego szyi.
Och, jej tym bardziej. Chociaż w tym wypadku, to nie wiem czy prędzej ona by nie oberwała. Od mojej siostry. — Ostatnie zdanie wypowiedział całkowicie rozbawiony, wyobrażając sobie tą scenę.
Tak, chyba z dwojga Roswellów to blondyna była bardziej wojownicza. Z pewnością by wytargała za włosy tą lafiryndę. Tak samo jak i każdą, która jej chłopaka raczyła by tknąć. Ale nie róbmy z Natha też takiej pizdeczki, nie. Też by przywalił komuś kto by się podwalał do Vincenta.
Objął go mocno, uśmiechając się, słysząc ten chichot. Westchnął cicho, gładząc go po plecach. Cmoknął go w polik i ujął jego dłoń w swoją, splatając ich palce.
Dobrze. Obiecuję. — wyszeptał miękko i cicho, całując go w kącik ust.
Przymknął oczy, nucąc coś cicho i uśmiechając się błogo. Jego oddech spowolnił, tak samo bicie jego serca. Po chwili powoli rozwarł powieki i spojrzał na niego, przekrzywiając delikatnie głowę. Drugą ręką odwrócił jego twarz w swoją stronę i ujął jego podbródek w dwa palce.
Jestem. I nigdzie się nie wybieram. — szepnął, wpatrując się w niego i muskając jego wargi. Nie wiedział czemu to powiedział. Chyba uważał, że każdy potrzebuje czasami takich zapewnień. Oczywiście to nie wystarczy. Przyłożył jego dłoń do swoich ust i złożył na jej grzbiecie pocałunek. — Jestem szczęśliwy, bo ty tu jesteś. — wychrypiał, patrząc na niego spod na wpół przymkniętych powiek.
Usadził się na jego kolanach i przytulił go mocno. Zaczął go obwąchiwać niczym prawdziwy pies i śmiać radośnie jak małe dziecko. Pocałował go w usta i pogładził po plecach.
Bardzo dziwnie ci z tym? — mruknął, wskazując na swoją łysą łepetynę. — Wiem, trochę cię na głęboką wodę rzuciłem. Jeśli to bardzo ci przeszkadza czy coś, to mogę przy tobie nosić perukę. — wymruczał mu do ucha, przesuwając po chwili nosem po jego szyi.
Ujął jego twarz w dłonie i pocałował mocno w usta. Naparł na niego tak, że aż musiał położyć się na łóżku. Roześmiał mu się do ucha, obejmując go i chowając nos w jego szyi. Radosne dziecię. Po chwili wstał z niego i spojrzał na niego z góry.
Nie jesteś głodny? Bo ja bardzo. Co byś chciał zjeść? Mogę coś zrobić i przynieść tutaj. — rzekł podniecony, wpatrując się w niego i uśmiechając się szeroko.
No cóż, pusty żołądek dawał o sobie znać. Nath pociągnął Centa za ręce, tak że musiał stanąć na równe nogi i ułożył sobie jego ręce na ramionach, samemu go obejmując w pasie. Położył brodę na jego ramieniu i zaczął stawiać jakieś kroki. Przymknął oczy, obejmując go mocno.
Uwielbiam cię. Kocham. — wyszeptał, stawiając kolejne kroki i upajając się jego bliskością.
Pogładził go po plecach i złożył na jego szyi pocałunek.
_________________
KP | Mieszkanie | Historia | Info | Relacje | Telefon | KP na charahub

Zapach papierosów, oddechu i gówna
Moment w którym mieszamy gorzki biały dżem
Wewnątrz mózgu wywołuje błąd
I prowadzi do obłędu przez słodką pomyłkę.
Ostatnio zmieniony przez Czarny Piesek 2013-10-10, 16:03, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 23
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-08-13, 16:03   

Nieco musiał przystanąć myślami po usłyszeniu o oberwaniu od siostry Natha niżeli jego samego, jak mówimy o narzeczonej. Ale co ma Vincent do Aimee? Bo jeszcze stwierdzi, że to wielbicielka. Najpierw powiada, że ma się zająć swoim związkiem, ale kobieta Rosswel się może wpieprzać? Oj, nie ma tak.
Jakoś cholernie się krępował. Bo wszystko to było dla niego nowe. Nie mówił już o samym uczuciu, którego nigdy już nie miał zaznać, ale też o tej rodzinie. Co z tego, że dość sztywno, a jego stary go wkurwiał. Ale miał siostrę, a ona jego chłopaka. Otaczali się miłością. On tego nie miał. Bo przecież na swojej małej królowej polegać nie mógł. Drgnął wyraźnie, gdy usłyszał jego słowa. Nienawidził, gdy ktoś zachowywał się tak, jakby znał wszystkie jego myśli. Spojrzał trochę na niego spłoszony, ale starał się utrzymać fason. Właściwie, to wszystko teraz wydawało mu się tak cholernie jednoznaczne... Ale się opanował. Przecież nie chciał wyjść na zboczeńca jakim był. Tup-Tup w tył z Nathem i usłyszał dzwonek telefonu w swoich spodniach. Teraz się przy okazji zastanawiał czy czasem nie znienawidzić Roswella za to, że zachowuje się jakby nigdy nic mu nie zrobił. Przy okazji rzecz jasna i słoneczna, musiał odebrać komórkę. Mruknął cicho coś pod nosem, widząc kto raczył do niego zadzwonić. Od razu mobile phone znalazł się przy uchu.
- Słuchaj, te pieprzone zaprosz...
- Ramirez, kochanie! Co u Ciebie słońce? Ach, dzisiaj odkryłam niebo! I chmurki! Ahaha! Wpadniesz do mnie, prawda? Zabiorę Cię do tych niebios...
...
Czyli mamusia Stara naćpana. Westchnął ciężko do słuchawki, a ona oczywiście odebrała to jako znak jednoznaczny. Bez słowa słuchał o jednorożcach niedawno również odkrytych i o tym, jakie powiązanie ma szklanka z kominem, aż w końcu telefon nieco zniżył, gdy usłyszał, że jest w jego apartamencie. Nie ma to jak dzwonić do własnego syna, słyszeć jego głos, a jednocześnie nadal go mylić z kimś innym.
- Nath, spadam. Potrzebuje mnie świat. - cmoknął go w usta i szybko zszedł na dół, zabierając ze sobą wszystkie rzeczy i już go nie było.

[z/t] x2
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 6,97 sekund. Zapytań do SQL: 7