Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Przed komisariatem.
Autor Wiadomość
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-11-29, 23:08   Przed komisariatem.

***


Nocą nazwać tego nie można, bo była jakaś osiemnasta na zegarze, jednak było już ciemno. Uroki jesieni. Niebo mówiło, że zaraz miał padać deszcz, a on przy sobie parasola nie ma. Będzie musiał zaufać tekturowej teczce, która nieco uchroni go przed kroplami wody, a przynajmniej jego włosy. Nie będzie się musiał bawić w jakieś suszarki, czy inne urządzenia. Oby się tylko nie rozchorował... Te problemy. A jeżeli już mowa o jego problemach, to ma taki jeden i to poważny. Dzisiaj - nie pamięta, która dokładnie wtedy była godzina, bo był strasznie zaganiany - ukradziono mu portfel. Znajdowały się tam jego wszystkie dokumenty, no po prostu wszystkie. Ciul z pieniędzmi, gorzej z dowodem, kartą bankową, miejską. Będzie teraz musiał latać po urzędach w tą i z powrotem, czekać na nowy wyrób... Aż głowa rozbolała go od tego wszystkiego. A za niecały tydzień, ma spotkanie z pewną osobą, na które wyczekiwał od... Po prostu ciulowo. Nie ma czasu na takie latanie. No ale musi. Chyba, że znajdą, ale też nie wiadomo, kiedy dokładnie uda im się znaleźć i czy w ogóle zechcą się podjąć owego zadania.
Tak, zgłosił kradzież całkiem niedawno i właśnie wyszedł z posterunku policyjnego. Jak jeszcze właziłem do środka, było jasno... Czemu? - pomyślał, z przeogromną niechęcią wracania do domu po ciemku. Jeszcze go ktoś znowu napadnie i dupa, straci wszystko, a tego by nie chciał. Nikt nie chce.
Udał się w stronę komunikacji miejskiej, czyli metra. Jednak szybko zrezygnował z tej opcji, gdy zobaczył, ile osób stoi na peronie i jaki będzie ścisk. Jeszcze odezwie się jego klaustrofobia i dopiero będzie jazda. Tak samo było z pozostałymi pojazdami. Zresztą, i tak nie mógłby kupić biletu, a mu nikt nie zafunduje, niestety. Więc chcąc, czy nie, wybrał opcje, której wolał uniknąć, czyli powrót do domu na własnych nogach. Jakaś godzina drogi. Da radę. Zerknął na wyświetlacz od telefonu. Było jakieś dziesięć minut przed dziewiętnastą. Westchnął ciężko, chowając telefon i ruszył w stronę swojego domu.
Minęło dobre trzydzieści minut, a on był już w połowie drogi, nucąc sobie jakiś randomowy utwór pod nosem. Czasem zdarzyło mu się i zagwizdać. Wsadził dłonie do kieszeni od jasnobrązowego płaszcza i zatopił się bardziej w swoim zielonym, puchatym szaliku, a jego rude włosy, przystosowały się do postury. Idąc tak sobie ciemną, zdawałoby się, opustoszałą uliczką, jakby nigdy nic miało się nie zdarzyć, to nagle na jego drodze stanęli dwóch, wyglądających na wysportowanych mężczyzn, chociaż kto wie, co się kryje pod tą kurtką.
No jak śmieli mu stanąć na drodze! No po prostu skandal! Spróbował ich więc zgrabnie wyminąć, lecz jeden z nich, szturchnął go w ramię, co spowodowało, że został zmuszony do zrobienia parę kroków w tył.
- Nie ignoruj nas, okey? Wyskakuj z kasy śliczny, albo... - zarejestrował wzrokiem Kotori'ego - albo dasz nam coś innego, rozumiesz? - zmusił go do zrobienia kolejnych kroków w tył, a tamten drugi, uśmiechał się chamsko, lubieżnie i w ogóle trudno było sprecyzować jak, przy braku oświetlenia.
Kotori, oblizał swe zeschnięte wargi i od razu przybrał jakże uroczy uśmiech!
- Chędoż się - oczywiście uśmiech trzymał, jak to mówił, po czym znowu go wyminął. Ten nie był wyraźnie zachwycony jego reakcją, ponieważ, chwycił go za włosy, które pociągnął, co znowu zmusiło go, aby się cofnął. Jednak nie wydał z siebie żadnego odgłosu. Przywarli go do jakieś ściany, wykonanej z cegły, uchwyciwszy go za fraki. Ten spojrzał jednemu z nich w oczy, z jaką pogardą i wyższością, co przyczyniło się do jeszcze większego wkurzenia przeciwnika. Drugi był tylko dla ozdoby, bo w zasadzie nic nie robił, oprócz strojenia głupich min. Chwilę potem, ten, co go trzymał, zaczął rozpinać Kotori'emu spodnie, trzymając go teraz bardzo mocno za nadgarstki.
- Jeśli będziesz grzeczny, to zaraz po tym, wypuścimy Cię - wychrypiał do jego ucha, ale jakoś nie za bardzo chciał w to wierzyć. Nie ujawniał jakiś żadnych emocji, także nic się nie odezwał. Nie miałoby to sensu. Gorzej, jak ma hiva, czy inne cholerstwo. Nie chciał także łazić po lekarzach.
Rany! Za co!
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
 
     
Anthony
Aktor ze spalonego teatru


Miano: Anthony Ferguson
Wiek: 32 lata
Wzrost: 185cm
Ubiór: Czarne spodnie, wysokie buty, koszula z kołnierzykiem w granatowym kolorze, sweter wycięty w serek, brązowy kożuch z białym, futrzanym kołnierzem, skórzane rękawiczki
Wygląd: Całkiem wysoki mężczyzna o szarych oczach i blond włosach sięgających za linię łopatek. Zwykle jego ostro zakończona szczęka przyprószona jest trzydniowym zarostem.
TYP: Seke
Fabularnie: w niebycie
Multikonta: Jonathan
DODATKOWE: Pedagog


Dołączył: 27 Lis 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-11-29, 23:30   

Prawdę powiedziawszy miał dość tego dnia. Chyba wszystko co mogło pójść nie tak, stało się. Ale może od początku. Wstał jak zwykle z samego rana, krótki jogging, prysznic, śniadanie - typowe, poranne zajęcia. Nic nie zapowiadało tego, że ten dzień będzie jakiś wyjątkowy. Zwykle jednak jest tak, że nieszczęścia atakują z zaskoczenia.
Miał już wychodzić do pracy, kiedy zadzwoniła jego matka. To już samo w sobie było zaskoczeniem, bo pomimo dobrych stosunków odzywała się raczej rzadko. Z drżącym sercem odebrał telefon, a to co usłyszał wcale nie poprawiło mu humoru. Jego ojciec gorzej się poczuł i ktoś zwyczajnie musiał zawieść go do lekarza. Chcąc nie chcąc, wsiadł na motor i pojechał za miasto. Tam, w domu rodziców, zapakował ojczulka do jego samochodu, z powrotem do Chicago, przychodnia, apteka, kontrola policji bo niby za szybko jechał i wlepili mu mandat. Znowu przejazd do miasteczka, męczący obiad i wracamy do domu. Nie lubił czegoś takiego. Jeżdżenie bez celu w tą i z powrotem. Owszem to był jego ojciec ale i tak humor mu się wybitnie popsuł. No nic.
Był już niedaleko swojego mieszkania. Okolica niezbyt ciekawa, mało latarni, a i mieszkańcy też mało przychyli. Teraz, gdy było ciemno, tym bardziej żałował zakupu loftu w tej dzielnicy. Zwolnił i kierowany dziwnym przeczuciem skręcił w mniej uczęszczaną alejkę. Nawet nie skracał jakoś specjalnie drogi, zwyczajnie coś go tchnęło. I jak widać dobrze się stało. W świetle reflektora dojrzał jakieś zamieszanie. Skręcił lekko i po chwili zatrzymał motor przy niewątpliwie scenie gwałtu. Krew go zwyczajnie zalała. Oni sobie jaja robią? Ta dzielnica schodzi na psy. W pierwszej chwili chciał sobie odpuścić i odjechać, ale wyrzuty sumienia nie dałyby mu później żyć. Zgasił więc silnik i zsiadł z maszyny. Kask wylądował na siedzisku, a on sam zmierzył napastników spojrzeniem przeznaczonym dla martwych karaluchów.
-Zostawcie go. Jak wam tak śpieszno do seksu to się z sobą zabawcie- warknął zbliżając się do nich. Co prawda wątpił by miał szansę w walce, jeśli oboje rzucili by się na niego, ale jeden na jeden można spróbować. Zaraz też szarpnął faceta trzymającego rudzielca.
-Powiedziałem puść go- syknął tonem nieznoszącym sprzeciwu. Matko ten dzień jest coraz gorszy. Ciekawe tylko jak mocno oberwie.
_________________
 
     
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-11-30, 01:02   

Jak już zostało wspomniane - nie miało sensu jakiekolwiek wyrywanie się. Mógł jedynie dostać po mordzie i skończyć jeszcze gorzej, a tak jest nadzieja, że zrobią swoje i zostawią go w spokoju. Wbrew pozorom, lubił się bawić. Często chodził do różnego rodzaju klubów, aby wyrwać kogoś i się z nim przespać. Jednak to było zupełnie co innego. Tutaj za niewinne słowo, może oberwać, a tego nie chciał. Podnieciłoby go to jeszcze... Jeszcze większą by mieli chętkę na jego ciałko, związali by go i tyle byłoby po zacnym Kotorim. No ale się tak nie stało, gdy chwilę potem, zjawił się jakiś gościu, który był zbawieniem dla niego. W pojedynkę średnio mógł coś zrobić, ale we dwójkę, zawsze jest jakaś szansa. Szybko się pozapinał, jak oderwano od niego jednego z facetów. Mężczyzna nie mylił się ani trochę. Mężczyzna, wkurzył się na potęgę i przywalił mu w twarz, zaś ten drugi, który robił za mur oraz ozdobę jednoczenie, złapał go za ramiona i umożliwił mu jakiekolwiek poruszanie się.
- Jak nieczysto... - oznajmił pod nosem, aby tamci nie usłyszeli. W sumie średnio wiedział, co miał robić. Na pewno sobie nie pójdzie i nie zostawi go, gdy w sumie go uratował. Tamci zapomnieli o jego istnieniu. Nawet to i lepiej. Mógł na spokojnie pomyśleć. Niecałą minutę później, gdy facet zebrał już parę uderzeń w brzuch, Kotori zadziałał. Chwycił pasmo swoich włosów, a że miał dostatecznie długą ilość, przyłożył, a bardziej obwiązał, jakkolwiek to można nazwać, wokół jego szyi, chwytając je także i w drugą dłoń. W ten, pociągnął go mocno, bo mimo swojego ciała, miał jakąś tam siłę. Jak wcześniej zmuszano go do zrobienia kroku w tył, teraz on to uczynił z jaką satysfakcją. Dusiło go to. Nie, nie miał zamiaru go udusić, jednak miał nadzieje na to, że coś to może dać. Drugi zaś, od razu puścił mężczyznę i ruszył z pomocą swojemu.
- Ani mi się waż! Albo go uduszę, chyba, że Ci nie zależy, to już nie mój problem~ - mówił to z taką tonacją, jakby to była codzienność. Był po prostu wkurzony. Najpierw portfel, teraz to. No nerwicy można się przez to nabawić, o ile już jej nie ma.
Facet, automatycznie stanął. Pierwszy próbował coś powiedzieć, lecz mu nie wychodziło. Pewnie to, aby go puścił. Nie ma mowy. Nie ma pewności, że ich zostawią w spokoju, więc po prostu tak stał, uciskając go. Był mniej więcej o jego wzroście, więc nie miał szczególnym problemów. Cmokną go nawet w ucho, po czym wyszeptał w nie coś.
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
 
     
Anthony
Aktor ze spalonego teatru


Miano: Anthony Ferguson
Wiek: 32 lata
Wzrost: 185cm
Ubiór: Czarne spodnie, wysokie buty, koszula z kołnierzykiem w granatowym kolorze, sweter wycięty w serek, brązowy kożuch z białym, futrzanym kołnierzem, skórzane rękawiczki
Wygląd: Całkiem wysoki mężczyzna o szarych oczach i blond włosach sięgających za linię łopatek. Zwykle jego ostro zakończona szczęka przyprószona jest trzydniowym zarostem.
TYP: Seke
Fabularnie: w niebycie
Multikonta: Jonathan
DODATKOWE: Pedagog


Dołączył: 27 Lis 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-11-30, 13:49   

Tyle że bierność też nie była rozwiązaniem. Owszem pozwalała nie pogorszyć swojej sytuacji, ale z drugiej strony jeśli miało się oberwać to i tak się stanie. Bo dajmy na to oni się znudzą i zwyczajnie dla urozmaicenia obiją mu twarz. Albo z irytacji, że robi za kłodę. Gdyby się wyrywał i krzyczał możliwe by stracili zainteresowanie albo chociaż sprowadziłby pomoc. Może i okolica była nieciekawa ale wrzaski mimo wszystko wzbudzały zainteresowanie. No nic, widać mimo milczenia pojawił się ktoś gotowy mu pomóc.
Cudownie, z bohatera stał się ofiarą. Owszem nie spodziwał się, że grzecznie przytaknom i sobie pójdą. W cuda już dawno nie wierzył. Na pierwszy cios cofnął się choć trochę by jak najmniej oberwać. I tak zabolało. Syknął cicho mrużąc oczy. Nie lubił walczyć, nie przepadał za przemocą ale nie chciał dać tego po sobie poznać. Dobra Anthony, czas pokazać swoje zdolności aktorskie. Pomimo tego, że został złapany dalej miał na sobie maskę determinacji i buty. Nie da po sobie poznać, że się boi. Ci faceci przecież byli zdolni do wszystkiego. Najpierw chcieli zgwałcić rudzielca, a teraz mają okazje się wyżyć na nim.
Miał problem ze złapaniem tchu. Zwłaszcza, że uderzenia nie były lekkie. Liczył jednak na to, że im się szybko znudzi, a w tym czasie Kot zdarzy uciec. Jakie więc było jego zdziwienie, gdy ten niepozorny chłopak zaatakował. Ciekawy manewr, nie powiem. Grunt jednak, że zadziałał, był wolny. Teraz to jego ignorowali. I oczywiście, że zamierzał to wykorzystać. Z trudem stanął prosto i zaraz uderzył łokciem w kark draba przed sobą. Pod mężczyzną ugięły sie kolana sprowadzając go do parteru. Widzicie jak szybko los może sie odwrócić?
-Radzę wam znikać i to szybko.- syknął kopiąc go jeszcze w plecy i tym samym sprawiając, ze nasz osiłek wyrżnął jak długi.
_________________
 
     
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-12-01, 16:00   

Ich błędem było, że jak już kogoś atakowali, to robili we dwóch. Zapominali o tej drugiej osobie, albo stwierdzali, że taki ktoś jak Kotori, może być zupełnie niegroźna. Ich błąd. Nie doceniali potęgę długich włosów. Mniejsza, że miał szalki i to nim mógł go lekko poddusić, albo zrobić zupełnie co innego, ale wciąż skutecznego.
Widząc, iż mężczyźnie nic poważnego - chociaż to tylko pozory - się nie stało, zrobiło mu się trochę lżej na sercu. Nie chciał, aby ktoś przez niego musiał lądować w szpitalu. To nic przyjemnego. Wie z własnego doświadczenia.
Jego zachowanie sprawiło, że Kotori, puścił faceta, popychając go, aby upadł, co też się tak stało. Zaczął kasłać. I w ten, rudowłosy, chwycił za dłoń nieznajomego i pociągnął go, aby poszedł z nim, a bardziej pobiegł. Skręcił w jakąś uliczkę, potem kolejną, a tamtych w ogóle nie było już słychać. Jednak będzie trzeba się mieć na baczności. Mogli wybrać zupełnie inną drogę, albo dali sobie spokój. Westchnął głośno i ciężko, puszczając dłoń mężczyzny
- Mocno Cię pobili? Nie musiałeś się rzucać, ale dzięki - oznajmił, uspakajając oddech. Bieganie dla niego, to katorga. Już wolałby durne brzuszki, czy przysiady niż bieg, ale ogólnie do sportów, to go nie ciągnie i nigdy nie ciągnęło.
Rudzielec nie miał pojęcia, że facet przyjechał motorem. No niby słyszał jakieś odgłosy silnika, ale nie sądził, że to mogło być jego. Najwyżej się wrócą.
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
 
     
Anthony
Aktor ze spalonego teatru


Miano: Anthony Ferguson
Wiek: 32 lata
Wzrost: 185cm
Ubiór: Czarne spodnie, wysokie buty, koszula z kołnierzykiem w granatowym kolorze, sweter wycięty w serek, brązowy kożuch z białym, futrzanym kołnierzem, skórzane rękawiczki
Wygląd: Całkiem wysoki mężczyzna o szarych oczach i blond włosach sięgających za linię łopatek. Zwykle jego ostro zakończona szczęka przyprószona jest trzydniowym zarostem.
TYP: Seke
Fabularnie: w niebycie
Multikonta: Jonathan
DODATKOWE: Pedagog


Dołączył: 27 Lis 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-12-01, 22:12   

Tak zdecydowanie to był ich błąd. Nie potrafili działać w pojedynkę. Bo przecież gdyby tak zrobili, tak łatwo ani Kotori ani Anthony nie pokonałby ich. A przynajmniej nie odwrociliby ich uwagi. Nie żeby blondyn zamierzał narzekać. Nic z tych rzeczy. Wręcz przeciwnie. Przynajmniej nie okładali go już pięściami ani nie próbowali dalej gwałcić rudzielca.
Udało sie. Oboje byli zdekoncentrowani i biedne ofiary miały okazje nawiać. Anthony został pociągnięty i zmuszony do biegu. Wcale mu sie to nie podobało, zwłaszcza ze brzuch ciagle go bolał. Pewnie nie szybko przestanie, zwłaszcza ze do lekkich ciosów to nie należało. Mimo to nie pozostało mu nic innego jak polecieć za Kotem. Oby tylko tamci idioci nie dobrali sie do jego maleństwa. No co, jego motor był dla niego niemal wszystkim. Kochał go i tyle. To niec głupie tak przywiązywać sie do maszyny, ale każdy ma jakieś słabości.
Wreszcie sie zatrzymali. Anthony pochylił sie łapiąc sie za bolący brzuch. Oby mu szybko przeszło. Znaczy wiedział, ze nic mu nie jest. To tylko obicie, ale i tak nie było to przyjemne. Jak wróci do domu zrobi sobie okład czy coś takiego i będzie dobrze. Do lekarza wybierać sie nie zamierzał. Z reszta miał uraz do doktorów zwłaszcza jeśli ci mieli związek z brzuchem.
-Nie przejmuj się, nic mi nie jest. A w zasadzie nic mi nie będzie. Do jutra przejdzie.-posłał mu uspokajający uśmiech chcąc go przekonać do swoich słów. Poza tym nie zamierzał go martwić, nie było potrzeby mowić jak jest na prawdę.
-Nie dziękuj, to drobiazg. Po prostu nie mogłem przejechać obojętnie widząc jak te bydlaki chcą cie zgwałcić. Eh, jak myślisz, odeszli już stamtąd? Muszę wrócić po motor a nie mam ochoty na nich znowu wpaść.- wyprostował sie powstrzymując sie przed grymasem. Nikt nie powinien sie zorientować, w końcu wiedział jak sie odpowiednio zamaskować. Odgarnął blond włosy za ucho i uśmiechnął sie lekko do niego. Skoro już po wszystkim mogą odetchnąć prawda?
-A ty jak sie czujesz? Wszystko w porządku? Tak przy okazji jestem Anthony- uśmiechnął sie do niego zadziornie. No co przecież nie bedą do siebie mowić bezosobowo prawda?
_________________
 
     
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2013-12-05, 16:34   

Gdy tak bardziej jemu się przyjrzał, stwierdził, że niekoniecznie wygląda dobrze, mimo, iż próbował go "uspokoić". Był spokojny, tylko nie chciał mieć na sumieniu jakiegoś człowieka. Kotori nie należał do osób, które martwią się o wszystko i wszystkich. Może być lekko podenerwowany sytuacją, jaka zaistniała, ewentualnie bliska mu osoba. Ona może już wybudzić zainteresowanie stanem, w jakim się aktualnie znajduje.
Chwycił go delikatnie za ramię, przyglądając mu się, czy aby na pewno mówi prawdę, czy po części skłamał. Jednak puścił go po chwili i w myślach stwierdził, że nie będzie w to wnikał.
- Skoro tak mówisz, to nie ma sensu martwienia się - oznajmił, posyłając mu ciepły uśmiech, niekoniecznie prawdziwy, lecz trudno było to stwierdzić. Mistrz uśmiechów. Nigdy nie wiadomo, czy jest on szczery, czy prawdziwy.
- Więc jednak to był Twój motor? Nie no... Można to zawsze spróbować go zabrać stamtąd, albo najlepiej przyjść tutaj jutro z nadzieją, że nic mu nie będzie - mruknął pod nosem, chowając zimne dłonie do kieszeni od płaszczu i zatopił się w swoim szaliku. Wcześniej poprawił torbę na ramieniu, bo mu się wpijała aż za bardzo. Musi sobie kupić nową, bo ta chyba straciła swoją datę ważności.
Tak jak wcześniej wspomniano, nie zwrócił uwagi na to, czy przyjechał motorem, czy też nie, no bo tak na dobrą sprawę nie miał jak. Obmyślał bardziej, jak od nich uciec, a tutaj niespodziewana pomoc przybywa. Miło.
- Jest dobrze. Bywało gorzej - znowu posłał mu ten ciepły uśmiech - Kotori - oznajmił krótko, zastanawiając się nad czymś. Nagle go coś olśniło.
- To Ty jesteś tym szkolnym pedagogiem, mam rację? - uniósł brwi w pytającym geście.
W szkole bywa naprawdę rzadko, jedynie wtedy, gdy musi, czyli na swoje lekcje i na rady pedagogiczne, na których nie zawsze bywa. Często wypada mu coś ważniejszego, co dyrektor wie o tym doskonale. Między innymi nie dziwi go to, jak jakaś persona nie kojarzy go. Za to bardzo jest zadowolony, gdy się pytają, czy jest tym sławnym artystą. Bardziej mu to schlebia, niż cokolwiek innego.
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
 
     
Anthony
Aktor ze spalonego teatru


Miano: Anthony Ferguson
Wiek: 32 lata
Wzrost: 185cm
Ubiór: Czarne spodnie, wysokie buty, koszula z kołnierzykiem w granatowym kolorze, sweter wycięty w serek, brązowy kożuch z białym, futrzanym kołnierzem, skórzane rękawiczki
Wygląd: Całkiem wysoki mężczyzna o szarych oczach i blond włosach sięgających za linię łopatek. Zwykle jego ostro zakończona szczęka przyprószona jest trzydniowym zarostem.
TYP: Seke
Fabularnie: w niebycie
Multikonta: Jonathan
DODATKOWE: Pedagog


Dołączył: 27 Lis 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-12-17, 17:36   

Doceniał fakt, że nie padły zbędne pytania, czy upewnianie się co chwilę, czy aby na pewno mówił prawdę. Nie znosił tego. Skakanie w ogół własnej osoby działało mu wybitnie na nerwy. Pewnie to też kwestia dzieciństwa. Poza tym zapewnianie kogoś ciągle o tym samym bywało męczące. Także w odpowiedzi posłał mu coś na kształt wdzięcznego uśmiechu. To dobrze, że zostawili ten temat.
-Tak, należał do mnie. Mieszkam w okolicy i prawdę mówiąc, gdyby nie to, pewnie za nic bym nie pojawił się w tej okolicy. Dlaczego nie skorzystałeś z metra czy czegoś takiego, zamiast włóczyć się o tej porze po slumach?- może i przesadzał w swojej ocenie dotyczącej tego miejsca. Nie było aż tak źle, po prostu po zmroku wszelkie szumowiny wyłaziły ze swoich kryjówek i robiło się nieciekawie. Z drugiej jednak strony, jeśli trzymało się głównej drogi nic złego zwykle się nie działo. Może rudzielec zwyczajnie nie miał szczęścia tego dnia, albo przyciągał kłopoty jak magnes. Kto to wie.
Kotori? Coś mu to mówiło. Za nic jednak nie mógł skojarzyć skąd zna to imię. Na pewno nie poznał go osobiście, o tym był przekonany. Zapamiętał by go, zwłaszcza, że miał pamięć do twarzy. Z tym, gdzie kogoś poznał bywało już gorzej, ale buzie kojarzył. Zaraz jednak jego wątpliwości się rozwiały. Skoro padło hasło "szkoła", może nie dosłownie, to znaczy, że pewnie są tą drogą powiązani. Po krótkiej chwili nawet skojarzył już gdzie to imię słyszał.
-Tak, pracuję na tej posadzie od niedawna tak na prawdę. Ty też jesteś z McLaren prawda? Coś ze sztuką prawda? Wybacz ale jeszcze nie kojarzę wszystkich pracowników zwłaszcza jeśli tych nie było na radzie - posłał mu łobuzerski uśmiech i podszedł oprzeć się o ścianę. W sumie to często przyjmował taką pozę gdy z kimś rozmawiał. Nieco nonszalancji, ale i nie nazbyt lekceważąco. Poza tym nie był nauczycielem, nie czuł się w obowiązku zachowywać jakieś pozory.
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 7