Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Pub karaoke "Tower"
Autor Wiadomość
Scar
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-23, 22:25   

Scar zaczynał odnosić wrażenie, że ta cała rozmowa mogła przesądzić nie tylko o potencjalnej relacji łączącej dwóch chłopaków, ale i zmienić sposób patrzenia na niektóre sprawy. Tak, teraz był pewien – Fanta zdecydowanie mieszał mu w głowie.
- Może nie spotkałeś jeszcze TEJ osoby – powiedział szybko, po czym zastanowił się na sensem własnych słów i parsknął śmiechem. – Co ja mówię… to głupie – dodał zaraz. Chyba sam nie do końca wierzył w to, co mówił. Nagle zaczął się zastanawiać, czy przez to wszystko, co dzisiaj zostało powiedziane, czy będzie w ogóle możliwe dalsze kumplowanie się tej dwójki. Nie czas jednak było teraz na rozmyślanie, nadal miał niemały orzech do zgryzienia przez Fantę.
- Eh? Tak ci się wydaje? Nawet ja sam tego nie wiem, więc nie potrafię odpowiedzieć. W każdym razie nie oczekuję wiele… teraz tak sobie myślę, że zabrzmiało to tak, jakbym był po prostu łatwy… - stwierdził kręcąc głową. Już sam nie wiedział, co mówił. Niby wyrzucał z siebie wszystko, co w nim siedziało, ale nie miało to jako takiego ładu i składu. Nagły komentarz Fanty odnośnie papierosów spotkał się z lekkim uśmiechem ze strony drugiego chłopaka. – Zatem nie masz pewności, czy nie ma na tym świecie innych rzeczy, które miałyby moc uzależnienia ciebie od nich.
Scar nieco obojętnie potraktował gest Jared’a. Przynajmniej tak to wyglądało z zewnątrz. Miał wrażenie jednak, że zaraz mu serce wyskoczy z klatki piersiowej i wyląduje na stole. Nie wiedział, czego mógł się w obecnej chwili spodziewać, a jednak nie zareagował w żaden sposób. Nieco wkurzył się po słowach czerwonowłosego, które wypowiedział po tym, kiedy ten się wycofał. – Nie bądź śmieszny. Powód, dla którego kolejny raz o to zapytałem, jest oczywisty. Ani razu nie odpowiedziałeś mi wprost, tylko ciągle odwracasz kota ogonem! Zazwyczaj jesteś egoistyczny, więc zrób to i w tej sytuacji… sprawia ci przyjemność bawienia się mną? Przecież powiedziałem już wcześniej, że od jakiegoś czasu miewam te dziwne myśli odnośnie ciebie… Dlaczego to ciągle ja muszę o tym opowiadać? Lubisz patrzeć, kiedy robię z siebie durnia. O to chodzi, tak? - Wypowiadając te słowa, można było zauważyć delikatną żyłkę na czole Scar’a, która zazwyczaj się pojawiała podczas irytacji. Wziął kilka głębszych oddechów, uspokoił się nieco i znów wygodnie się rozsiadł na sofie. – Powiedz. Czysto teoretycznie, jeśli ktoś stwierdziłby, że jest w stanie zaakceptować twoje samolubne zachowania i generalnie całego ciebie… nawet fakt, że nie potrafisz odwzajemniać wszystkich uczuć, jakbyś na to zareagował?
- Możesz mówić, komu tylko chcesz, nie za bardzo o to dbam. Ale pierwotnie moje słowa miały być przeznaczone tylko dla twoich uszu – powiedział trochę oschle. – W każdym razie, jestem skłonny zaufać. – Wysłuchał wyznania Fanty, a na jego twarzy pojawił się delikatny, nerwowy uśmieszek. Już to zdradziło, że pewnie jemu przydarzyło się nieco więcej… - Bardzo lubię walczyć. Czasami zdarzyło mi się trochę zagalopować z wyobraźnią. Ale wyraźnie dobrze udało mi się to ukryć, skoro nic nie zauważyłeś. – Uśmiechnął się na koniec szelmowsko i postanowił kontynuować tą gierkę. Trzeba było coś krępującego wyciągnąć od tego rudego drania! – Kolejne pytanie ode mnie. Jaka jest twoja najbardziej skrywana fantazja?
- Wiesz, nigdy nie myślałem o cheerleaderkach w ten sposób… często stawałem w ich obronie, bo sami raczej mają marne szanse na robienie tego sami. Ale tak to już robię, najpierw rzucam się do bójki, a często nawet przyczyn tego wszystkiego nie znam… - powiedział trochę zamyślony. Fanta w tym momencie otworzył mu nieco oczy na jego wcześniejsze zachowania. Raczej nie zaprzestanie przez to swoich heroicznych szarż na oprawców pomponiar, ale na pewno weźmie pod uwagę okoliczności, kiedy następnym razem wejdzie pomiędzy dwóch uczniów. Na jego twarzy wymalowało się lekkie zdziwienie, kiedy Jared zaproponował przyjście na mecz, w którym będzie brał udział.
- Zgoda. Ale chodź ze mną kiedyś poodbijać po szkole piłki. W szkole mamy całkiem niezłe maszyny do wystrzelania z różną siłą i losowymi algorytmami wybić. Niby to tylko maszyna, ale zabawa jest całkiem niezła.
 
     
Fanta
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-23, 23:54   

Zapewne ich relacja nie skończy się po takiej rozmowie. Przecież wszystkie przyjaźnie musiałby się kończyć, gdyby wkraczało na dość ciężkie tematy. Dlatego też nawet jakby Scar uparcie twierdził, że to koniec, to Jared najpewniej stwierdził, że nic nie pamięta, że chłopakowi się to przyśniło, bo był pijany. Tak, więc o to w ogóle nie ma co się martwić.
- Tak mi się wydaje, i wcale nie sądzę, że jesteś łatwy- powiedział spokojnie, obserwując ciemnowłosego, widząc jak ten tym się przejmuje. Fanta zerknął na paczkę papierosów nieco nieobecnym wzrokiem, przytakując mu.
- No może masz rację … nie mam pewności czy nie ma czegoś takiego co mnie nie uzależni od siebie bardziej niż moje papierosy - wymruczał pod nosem, dopiero po chwili odzyskując kontakt z rzeczywistością. Faktycznie. Jared nie miał pewności, że nie spotyka na swojej drodze takiej osoby, która by mu tak zakręciła w głowie, że nie potrafiłby bez niej funkcjonować jak bez papierosów. Nie poznał tego uczucia.
Kiedy dotknął Scara sądził, że ten jakoś inaczej zareaguje. Po jego minie wyglądało jakby właśnie spłynęło jak po kaczce, dlatego też się wycofał.
- Nie bawię się tobą, ani nie czekam aż zaczniesz robić z siebie durnia. Scar, nie rób ze mnie skończonego sukinkota. W pewnym jakiś sensie pociągasz mnie, jednak sam powiedziałeś, że chcesz aby to tak zostało, dlatego dla mnie drążenie tego tematu było niepotrzebne, ot całe wyjaśnienie. – Wzruszył ramionami dość obojętnie. Przecież sami jeszcze kilka chwil temu ustalili, że pozostaną na stopie rywalizacji, a teraz na nowo wrócili do początku. Sam Jared zaczynał się w tym wszystkim gubić, samemu wyrzucając słowa z siebie, mimo iż z boku mogłoby to wyglądać inaczej. Fanta dostrzegł to zdenerwowanie nakreślające się na gładkiej skórze chłopaka, lecz wiedział, że zapewne się zaraz uspokoi. I tak się stało. Pytanie kolegi dość wybiło rudzielca z tropu i dało się to zauważyć na pierwszy rzut oka, jakby to zaskoczeniem było, że mógłby się znaleźć taka osoba. Szybko odnalazł swój fason, przybierając na nowo spokojny wyraz twarzy.
- Teoretycznie byłbym dość… zdziwiony. Trudno byłoby mi w to uwierzyć, jednak to by było dość … zaskakujące, nowe, inne. Nie wiem jak to ubrać w słowa, to trudne, ale mam nadzieję, że wiesz o co chodzi – mruknął, drapiąc się palcem po policzku. Zaraz ponownie spoczywając wzrokiem na rozmówcy.- Zauważyłem, że lubisz się bić, ale… jak się zagalopowałeś? O czym wtedy myślałeś? – W jego głosie nie było nic z skrępowania czy zażenowania.
-Nieźle jedziesz z tymi pytaniami, niby wstawiony, a zadajesz mi takie pytania… – Parsknął pod nosem, na chwile myśląc o tym.- Seks w szkolnej ubikacji, to dopiero adrenalina. A ty jaką masz? No przyznaj się, zapewne mi zaraz pewnie szczęka opadnie, bo taka z ciebie cicha woda – Szturchnął go lekko łokciem, zachęcając do zdradzenia sekretu.
- No niech stracę. Ale nie ostrzegam ze mam dużo siły i mnie moc rozpiera – mruknął ostrzegawczo, by zobrazować mu, że dać mu kij to zbyt niebezpieczny pomysł. Lecz skoro dostał takie zaproszenie, czemu nie.
 
     
Scar
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-24, 02:36   

Scar należał do ludzi nieziemsko upartych. Kiedy sobie coś postanowił, to ciężko było mu to z głowy wybić. I chociaż zakończenie relacji z Fantą byłoby ostatnią rzeczą, jaką by chciał zrobić, to czasami jego restrykcyjne postrzeganie przyjaźni mogłoby doprowadzić do unikania kontaktu z jego strony. Teraz jednak, Jared zainteresował go swoimi wypowiedziami i zupełnie zapomniał o tym na tą chwilę.
- Mam wrażenie, że mówisz to wszystko, bo się nade mną litujesz… nie robisz tego, prawda? – zapytał trochę ciszej, był nieco zmieszany słowami kolegi. Właściwie to wewnątrz był na swój sposób mu wdzięczny. Pijany Scar pokazywał właśnie wszystkie swoje słabości i wątpliwości, a Fanta nie wykonał żadnej akcji, by pokazać mu, że był słaby. Ciężko byłoby mu znieść, jeśli ktoś by go uznał za słabego człowieka.
- Jared… czy naprawdę było tak ciężko to powiedzieć od razu? – zapytał wzdychając i w końcu wykonał jakiś ruch w stosunku do czerwonowłosego. Przesunął się do niego, spojrzał w oczy. – Jeśli teraz nie dasz mi w łeb, to nie uwolnisz się ode mnie tak łatwo. Chcę przyjaźni z tobą, ale jest też coś, czego w obecnej chwili chcę znacznie bardziej, a nigdy sobie nie wybaczę, jeśli choć nie spróbuję. Wydaje ci się, że mógłbym się z tobą kolegować i czuć to coś dziwnego względem ciebie? To byłaby dla mnie istna tortura. – Scar zadecydował i postawił wszystko na jedną kartę. Teraz reszta zależała tylko do Fanty. – Na pewno nie jesteś normalnym człowiekiem, ale nikt nie chce żebyś był. Przynajmniej ja nie. Jeśli jesteś w stanie mnie zaakceptować, mogę zaoferować ci tylko tyle, co mówiłem wcześniej: rzadko przygarniam do siebie zwierzaki, ale byłbym w stanie zaopiekować się pewnym, czerwonym tygrysem. Nawet, jeśli będzie nieznośny i krnąbrny. W końcu to one swoimi drogami zazwyczaj chodzą. A może ten kiedyś zadecyduje, że chce dłużej u mnie pobyć? – Powiedział wszystko dość szybko, ale nie przerywał kontaktu wzrokowego tym razem. Zrobił małą pauzę żeby Jared mógł to wszystko przetrawić. Zanim jednak dał mu szansę na odpowiedź, zbliżył się jeszcze trochę. – Powtarzam, jeśli mnie teraz nie zrzucisz, to najprawdopodobniej będziesz żałować swojej decyzji – ostrzegł raz jeszcze. Jeśli Fanta dał mu do zrozumienia, żeby się odczepił, wrócił na swoje miejsce jakby nigdy nic, ale z miną zbitego psa. Jeśli natomiast nie wykonał żadnego gestu, który by Scar mógłby odczytać, jako znak do wycofania się, przełożył nogę przez kolana czerwonowłosego i niemal usiadł na jego udach. Chwycił mocno jego koszulę i zbliżył twarz do jego. Może pomieszany zapach papierosów, alkoholu i wody kolońskiej nie był najbardziej pociągający, ale zdawał się w tamtym momencie o tym nie myśleć. Jeżeli Jared nadal nie zrzucił z siebie buntownika, to poczuł jak jego usta zostały agresywnie zaatakowane. Z całą pewnością nie można było tego pocałunku zaliczyć do „słodkich i rozkosznych”, ale przemawiała przez niego siła, walka o dominację, pożądanie ale ostatecznie i równość pomiędzy dwójką. Był tak intensywny, że obydwoje mogli odnieść wrażenie, że jeśli trwałby trochę dłużej, to mogliby poczuć krew drugiej osoby w ustach. Dla wzmocnienia efektu, Scar zarzucił drugą rękę za głowę Fanty i silnym ramieniem przysunął go jeszcze bliżej siebie. Mało kto o tym wiedział, ale ten chłopak poprzez pocałunek lubił pokazywać, co czuje w obecnej chwili do „partnera”. Kiedy skończyli (chyba, że Jared zadecydował w ogóle tego nie podejmować), otworzył oczy i przyjrzał się reakcji „kolegi”.
(Chyba warto będzie uznać, że rozmowa, która odbywa się poniżej, miała miejsce albo przed, albo po całym zajściu. Chyba, że Fanta uzna, że nie chciał powyższej sceny zupełnie.)
- No wiesz. Nie raz skończyliśmy w parterze… czasami ponosiła mnie wyobraźnia i myślałem, że może nagle zaczniemy jakieś niegrzeczne rzeczy robić… rozumiesz, czasami zwykła walka potrafi mnie nakręcić. Chyba jestem świrem. – Zaśmiał się. Chyba nie za bardzo się przejmował tym, że normalny nie był. Zwyczajnie to wyśmiał.
- Przyznaj, że ci się to podoba – powiedział śmiejąc się. – Serio? W ubikacji? Myślałem, że masz to za sobą… nie wiem dlaczego, ale wyglądasz mi na kogoś takiego. - Kolejny raz wybuchł śmiechem. – A ja? No cóż, może to nic specjalnego, ale chciałbym się kiedyś zabawić w policjanta i złodzieja. A poza tym, to lubię… - urwał i uśmiechnął się szeroko. – Nie podpuszczaj mnie, zachowaj swoje pytanie na kolejną rundę. Teraz moja kolej: która część ciała jest twoim najbardziej wrażliwym miejscem?
- Przecież sam byłem świadkiem tego niejednokrotnie. W razie czego i tak nie będą mogli mnie wyrzucić… stracą wtedy jedynego pałkarza. Nie mamy zastępstwa. W sumie to ledwo udało się jedną drużynę skompletować. – Doskonale wiedział o temperamencie Fanty. Właściwie to sam do tej pory dumnie nosił „znaki wojenne”, które sam mu na ciele zostawił. – A co do kosza, to daj mi kiedyś znać, kiedy będziecie grać. O właśnie, daj mi swój numer. Tyle czasu się znamy, a jakoś nigdy mi to przez myśl nie przeszło, żeby go od ciebie zabrać.
 
     
Fanta
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-24, 11:19   

Jared również był nieziemsko uparty i zawsze musiał postawić na swoim. Także ich walka w tym zakresie pewnie byłaby długa oraz męcząca. Fanta to typowy zawsze dominujący facet, który łatwo nie odpuszcza.
- Gdybym się litował powiedziałbym ci, że jesteś żałosny. – mruknął spokojnie, spoglądając ciągle na obiekt zainteresowania. Fanta wiedział, że Scar jest pijany, że pewnie to wszystko mówi pod jego wpływem, że jutro nie będzie wstanie odtworzyć nic z dnia poprzedniego. W sumie nie chciał by zapominał o ich rozmowie, ale coś czuł, że to będzie nawet nieuniknione.
- Ponosiła cie wyobraźnia…? No ładnie. Aż jestem ciekaw co wtedy sobie myślałeś. W ogóle co to za uczciwość.. ciągle mi zadajesz pytania. Nie ma, masz mi odpowiedzieć, o czym wtedy myślałeś. Jaką miałeś wizję i bez ściemniania, Scar. – Dodał zaraz uśmiechając się nikle, wręcz niewidocznie pod nosem. Ich rozmowa z każdą chwilą robiła się coraz ciekawsza, przybierając nowe tory.
- Wiem, że wyglądam na kogoś takiego, no ale powiedzmy, że do mojej kolekcji brakuje właśnie kibla. – Pokręcił lekko głową, wykładając się na sofie wygodnie. - No skoro nie wywalą cie z drużyny to mogę trochę posłać piłek w przestrzeń. Jak będę szedł na boisko dam ci znać. - Pochylił się lekko wyciągając z kieszeni długopis i zaraz zapisał na serwetce swój numer telefonu.
- Zapamiętaj go dobrze, pewnie nie raz będziesz do mnie pisać- Uśmiechnął się zadziornie, a ten uśmiech dodawał tylko mu uroku.
Lecz kolejne słowa ciemnowłosego wzbudziły w nim zdziwienie lokujące się na jego twarzy. Scar, był taki poważny… kompletnie nie wiedział co zamierza zrobić.
- Jesteś jedyną osobą, która mówi do mnie po imieniu. – Co było prawdą. Scar chyba jako jeden z nielicznych zwracał się do niego pełnym imieniem. Ba, niektóre osoby w szkole nawet nie wiedziały jak się nazywa, tylko znano go jako – Fante. - Co ty… zamierzasz…? – Nie odrywał od niego jasnego spojrzenia, które w tym momencie pochłaniało całą sylwetkę kolegi, jak gdyby miał zniknąć. Siedział na kanapie ciągle tak samo rozluźniony nawet pomimo jego słów. Nie drgnął, ani nie wykonał żadnego ruchu. Nagłe szarpnięcie za koszulkę spowodowało, że skupił jeszcze bardziej na nim wzrok, aż nie poczuł tego zaborczego pocałunku. Nie spodziewał się tego po Scarze. Sam Jared kochał takie pocałunki i taki sposób wyrażania siebie, dlatego też nie mógł się wycofać mimo iż w głowie miał mnóstwo myśli na minutę. Na krótką chwilę odurzyła go ta mieszanka alkoholu, papierosów i wody kolońskiej, która wprawiła go raczej większe pobudzenie. Złapał Scara za kark przyciągając mocniej do siebie. Wpił się w jego usta agresywnie, walcząc z nim o dominację. Jego język sprawnie przesuwał się po języku ciemnowłosego nie dając mu za żadne skarby wygrać tej potyczki. Scar musiał się liczyć, że Jared zawsze musi dominować w każdej sferze, a tym bardziej w całej otoczce fizyczności. Innej rady nie ma. Dłońmi przesunął po jego biodrach zaraz jednak skupiając je na udach. Gdy tylko poczuł jak usta chłopaka się odsuwają, uchylił sam wolno oczy i zaraz wypuścił powietrze z ust. Spojrzał na chłopaka nie odrywając od niego spojrzenia. Palcami wolno jeszcze przejechał po jego udach. Miał ochotę go zapytać „i co dalej, co teraz? Skoro nie dostałeś ode mnie w łeb”, jednak słowa więzły mu w gardle. Chyba pierwszy raz.
 
     
Scar
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-24, 13:10   

Obydwoje już dawno to wiedzieli, ale ciężko oprzeć się stwierdzeniu, że “trafiła kosa na kamień”. Kiedy ta dwójka gdzieś pojawiała się razem, to kłopoty były gwarantowane. Próbował ukryć lekki uśmiech, ale słabo mu to wyszło i w końcu zaczął błądzić po jego twarzy. Z drugiej strony było ciemno i być może Fanta nie zauważył. W każdym razie, jego milczenie w tym momencie również można było odebrać, jako swoiste podziękowanie za tamte słowa, które podbudowały w pewien sposób jego ego.
- Czy ta gra nie polega na tym, że zadajemy sobie po jednym pytaniu na zmianę? Jeśli je źle sprecyzujesz, to tracisz swoją szansę – stwierdził wzruszając ramionami. – To było już dawno temu… właściwie to do tej pory wydaje mi się to głupie, że myślałem o tobie w ten sposób. – Spojrzał gdzieś w boku. – Naprawdę tak trudno ci się domyślić, co miałem wtedy w głowie? Sądziłem, że jesteś dużym chłopcem i wiesz już co nieco o tych sprawach. W każdym razie wiedz, że wziąłem pod uwagę to, że żaden z nas by zdominować się nie dał. Nie odpowiedziałeś na swoje pytanie, nadal czekam.
Zabrał serwetkę z numerem telefonu, schował w kieszeni płaszcza i zasunął na zamek. Kiedy go otrzymywał, spojrzał na Fantę swoim typowym spojrzeniem „kolejne osiągnięcie odblokowane”, a gdy tamten wspomniał o tym, że będzie pewnie często używany, to jego twarz przybrała raczej rysy mówiące „chyba w twoich snach”. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że faktycznie numer ten pewnie prędko znajdzie się na liście numerów często wybieranych, ale najwyraźniej wredny charakterek wziął górę.
- Lubię to imię. – Odpowiedział krótko. Właściwie to on sam mało do kogo się zwracał do imieniu. Miał dziwny zwyczaj zdrabniania imion albo wymyślania przezwisk. Nie bardzo mu jednak cokolwiek pasowało do Fanty, stąd mówił do niego w ten sposób. Podczas ich pocałunku, Scar również nie pozwolił, by kontrolę przejął Jared. Sam miał naturę dominanta i za żadne skarby nie dał czerwonowłosemu zająć się wszystkim. Granicą, do której był zdolny się przesunąć, była niejaka równość. Na nic więcej nie mógł się zgodzić. Jak tylko skończyli i odsunęli nieco twarze od siebie, buntownik zupełnie nieświadome posłał wręcz erotyczny wyraz twarzy. Oddychał ciężko, a jego oczy wypełnione były czymś, czego na co dzień nie dało się zobaczyć – była to żądza. Nie tylko pocałunek, ale i całą reszta najpewniej bardzo mu się spodobała. Lubił (czasem i przesadną) bliskość drugiej osoby, co było widać po tym, że przywarł niemal całym ciałem do Fanty. Sam nie bardzo wiedział, co mógłby w tej chwili powiedzieć. Było po nim widać, że nie żałował swojej decyzji, ale nie mógł powstrzymać myśli, czy przypadkiem trochę się nie pospieszył z tym wszystkim. – Dlaczego mnie nie zrzuciłeś? – zapytał pomiędzy oddechami. Była to pierwsza rzecz, która mu do głowy przyszła, a tą niezręczną ciszę trzeba było w końcu przerwać. Oj Scar, wpadłeś jak śliwka w kompot.
 
     
Fanta
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-24, 19:09   

- A ja sądziłem, ze ty jesteś dużym chłopcem nie wstydzącym się o tym mówić i ładnie mi odpowiesz, bo chce to usłyszeć z twoich ust, skoro tak to drążę – powiedział dość pewnym głosem, nie pozwalając by uśmiech zszedł z Fantowych ust. - Chcesz wiedzieć jaki jest najczulszy na mnie punkt? Może sam sprawdź. – Parsknął pod nosem rozbawiony, jednak zaraz spoważniał.- A tak serio… to kark – stwierdził zamyślony, bo w sumie dawno nikt w tych strefach go nie dotykał, że aż zapomniał co mu się podobało.
Jared milczał po tej sytuacji jaka między nimi zapadła, zastanawiając się co powiedzieć. Nie chciał o tym rozmawiać, miał nadzieję Scar nie będzie pytać, a jednak.
– Za dużo zadajesz pytań – mruknął pod nosem, łapiąc palcami za tył jego głowy i zaraz przyciskając jego twarz do swojego ramienia, dając mu sygnał by się zamknął. Totalnie ten pocałunek go otrzeźwił, a w tym stanie miał opory na wszelkie zwierzenia. Nie chodziło to, że żałował tego czy coś, bo przecież ciemnowłosy sam go ostrzegł. Powiedział wyraźnie, jeśli mnie nie powstrzymasz to się od niego nie odczepi. Fanta był tego w pełni świadom.
- Chyba odpływasz… Zbieramy się? – zapytał niskim głosem, tuż przy jego uchu, puszczając zniewoloną głowę.
- Zresztą co ja cie będę pytać – chodź. – polecił zaraz podnosząc się i tym samym nieco zsuwając go z siebie. Posadził go na siedzeniu, samemu stojąc oraz ubierając się. Zarzucił na ramiona kurtkę, oczywiście nie zapinając ją do końca (czego pewnie skutki zdrowotne potem wyjdą). Wtedy też podniósł za ramię Scara, zarzucając mu jego okrycie. Schował paczkę papierosów do kieszeni, zaraz ciągnąć za łokieć za sobą. Gdy tylko wyszli, ruszył w stronę akademika, co rusz sprawdzając kątem oka czy nie trzeba go prowadzić. Widział w jakim jest stanie, sam nie był w najgorszym.
Szli blisko koło siebie, a Fanta przypomniał sobie, że nie ma pojęcia w jakim pokoju mieszka Scar. Musiał uzyskać te informacji, bo inaczej te noc będą musieli przekimać w łóżku Jareda.
- Scar…? Scar, w którym pokoju mieszkasz? – zapytał, spoglądając na kolegę, sprawdzając czy kontaktuje.
 
     
Scar
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-24, 21:23   

- Wydaje ci się, że to wstyd? Myślałem, że wiesz, co to znaczy zabawiać się za pomocą rąk i ust… - powiedział, wzruszając lekko ramionami. Spojrzał tym razem na Jared’a, jakby nie sprawiało mu większej trudności mówienie o tym. – Chodziło mi raczej o to, że ty nigdy tak nie miałeś z tego, co mówiłeś… teraz ja wychodzę na zboczeńca. – Wypuścił powoli powietrze z płuc. – No cóż, pewnie coś w tym jest – dodał jeszcze rozbawiony. Zainteresowanie jego wzrosło, kiedy Fanta zaczął opowiadać o swoim wrażliwym miejscu. Zapamięta doskonale tą informację, wbije ją sobie do głowy żeby upewnić się, że rano będzie o wszystkim pamiętał. – A może i sprawdzę sam. – Wspomnienie ich wcześniejszej rozmowy w akademiku wywołało uśmiech na jego twarzy. Jeszcze niedawno obydwoje zapierali się uparcie, że żaden nie miał najmniejszej ochoty nawet próbować flirtować z drugim, a teraz? Zupełna zmiana biegunów. Alkohol to przerażające narzędzie.
Co zrobił, kiedy został bezczelnie zgaszony w ramieniu Fanty? Właściwie to nic. Zrozumiał, że pewnie w tym momencie nie chce o tym mówić. Pewnie cała sytuacja była tak samo krępująca, jak dla niego. Niby Scar zainicjował to wszystko, ale rozmowa o tym w obecnej chwili nawet mu w głowie nie była. Nie zmieniało to jednak faktu, że umierał z ciekawości, dlaczego czerwonowłosy nie zrzucił go. Postanowił jednak to zostawić. Mruknął mu coś niezrozumiale w ramię, kiedy Jared stwierdził, że zaczął „odpływać”, a kiedy sobie spod niego wyszedł, to wydał lekki odgłos niezadowolenia. Spróbował wstać, ale wyraźnie zakręciło mu się w głowie, bo odruchowo się za nią złapał i usiadł z powrotem na sofie. Odczekał chwile i ponownie dokonał próby, tym razem już z lepszym skutkiem. Ubrał się powoli i wyszedł za drugim chłopakiem. Miał lekkie problemy z chodzeniem prosto, ale prawdziwe kłopoty pojawiły się na schodach. Udało mu się jednak wspiąć po nich, dzięki temu, że przejście było wąskie i mógł skorzystać ze ścian po obu stronach, jako podpórki. Na ulicy było trochę lepiej… ale i tak czasem się zatoczył i bardzo chętnie korzystał z wszelakiego otoczenia żeby sobie choć trochę pomóc. Zapytany o pokój, sięgnął do kieszeni i podał koledze klucze do pokoju. Stwierdził, że jemu znacznie łatwiej pójdzie otworzenie zamka.
- W piątce. Chcesz zostać na noc? – zapytał, zerkając na niego kątem oka. Kiedy Fanta był w trakcie odpowiedzi, Scar nagle potknął się o kosz na śmieci i wylądował na ziemi. Mimo znacznie osłabionych odruchów, instynkt jednak wziął górę i upadł w miarę bezpiecznie, ale koniec końców sam rozciągnął się na ziemi, na plecach i spojrzał w niebo. – Muszę odpocząć… możesz iść przodem – powiedział sam z siebie się śmiejąc. Normalnie pewnie by się nieco wkurzył, że się potknął i to jeszcze w czyjejś obecności, ale teraz? Potraktował to śmiechem. Chyba był nieźle pijany, a przecież tak dużo znów nie wypił.

[no i z/t obydwoje]
 
     
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2014-01-09, 16:41   

Sobotni wieczór. Chłodny, nieprzyjemny, zaczęło padać, także ewakuacja do pierwszego, lepszego lokalu w tym mieście. Pierwszy raz jest w tym miejscu. zwykle chodzi do bardziej bogatszych, no ale nie narzeka, a z chęcią mógłby.
Na pierwszy rzut oka, wnętrze wydaje się być... Przytłaczające? Taak, chyba to dobre określenie. Jednak, gdy dłużej się tutaj pobędzie, zaczynasz się przyzwyczajać do miejsca oraz do ludzi tutaj będących i stwierdzasz, że nie jest tak źle, a nawet zostaniesz i na dłużej.
Kotori, zdjął z siebie płaszcz wraz z zielonym szalikiem, który wepchnął do rękawa i przewiesił przez swoją rękę. Rozejrzał się po pomieszczeniu i... No właśnie, i? Usiadł przy barze, bo nic innego mu nie zostało. Długie, rude włosy, zarzucił na lewę ramię, przeczesując je i poprosił o delikatnego drinka. Nie chciał się upić, ale znając jego, na pewno to zrobi. Alkoholik z niego jeden. A potem kac gwarantowany. Te życie...
Jak szybko zamówił drinka, tak szybko go dostał. I... Karteczkę z napisem: Prześpij się ze mną~ Prychnął pod nosem, zgniótł ją i wyrzucił do kosza, który był niedaleko niego. Zapłacił za drink i wstał, udając się w tłum ludzi.
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 24
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2014-01-09, 17:01   

Okej. Vincent ogarnął swoją awanturę małżeńską, wyspał się, więc przyszła pora na drinka. Albo dwa. Albo sześć. Wybrał to miejsce, bo przecież zawsze mógł tutaj pośpiewać i popisać się swoimi umiejętnościami. A nuż go ktoś rozpozna i spędzi wieczór otoczony komplementami?
Od razu, gdy wszedł, otaksował spojrzeniem calutkie pomieszczenie, wraz z ludźmi będącymi w nim. Nie tracąc czasu, podszedł do baru i zamówił jakiegoś drinka. Słabego, bo słabego, ale co tam. Zauważył pewną rudość. Znaną mu rudość. Uśmiechnął się pod nosem, po czym zapłaciwszy za drinka, udał się wraz z nim do owej persony. Wyminął kilku nastolatków, o mało co nie rozlewając swoich procentów i dopadł Kotoriego, chuchając mu na dzień dobry w ucho.
- Siema, kochanie. Wesołych Świąt! Spóźnione, ale to się wytnie. - zaćwiergotał mu w ucho, a przed oczami pojawił się prosty wisiorek, przedstawiający literę ''K'' z łańcuszkiem, oczywiście, ze srebra.
Pojawił się przed nim, po czym bez pardonu wcisnął mu w rękę przedmiot. Wiedział, że ten narcyz był bardzo wybredny, dlatego obserwował jego mimikę twarzy, coby wychwycić niezadowolenie, albo wręcz przeciwnie - aprobatę.
- Jeśli nie będziesz go chciał, to wyrzuć. Tylko nie na moich oczach, bo złamiesz mi serce! - chwycił się teatralnie za pierś, ignorując fakt, że od dłuższego czasu reklamuje swoją otchłań.
W kieszeni wciąż miał inne wisiorki, jeszcze nie rozdane. A nuż spotka jeszcze kogoś, kogo miał obdarować. Uśmiechnął się dość złośliwie, żeby za miło czasem się nie zrobiło.
- Nie za stary jesteś na takie zabawy? - kiwnął głową w stronę bawiących się nastolatków.
Bo przecież wytykanie sobie wieku jest podstawą!
_________________
 
     
Kotori 
Sławny Rysownik/ Nauczyciel
Lis Pospolity.


Miano: Kotori Yuu.
Wiek: 26 lat.
Pseudonim: Daisy, Sephiroth; Kot, Lis oraz Rudzielec. Farbowany Lis także przyjęty od niedawna.
Wzrost: 178 centymetrów.
Ubiór: Chodzi różnie ubrany. Zależy to od jego nastroju i danego dnia. Ale najczęściej można go spotkać w różnorodnych swetrach. Najczęściej długich, które sięgają mu do tyłka oraz w obcisłych spodniach, typu rurki, gdyż najlepiej na nim leżą. Od czasu do czasu w leginsach czarnych zdarzy się go spotkać i nie mylić mi tutaj je z kalesonami. Czasem jakieś trampki, albo, gdy jest chłodniej kowbojki.
Ekwipunek: Torba: Szkicownik, a jak i on, to piórnik z wyposażeniem; cukierki miętowe, czasem fajki.
Wygląd: Rudowłosy koleś, który czasami farbnie się na fioletowo. Sięgają mu one (włosy) poza tyłek. Szczupła sylwetka, jasna cera. Oczy koloru głębokiej, chłodnej zieleni, dosyć gęste rzęsy zadarty, mały nos.
Miłość: Zbyt pochłonięty pracą.
TYP: Masochistyczny Switch.
Znaki Szczególne: Rude włosy, czasem filetowe teraz; blizna przechodząca przez całe plecy po ukośniej stronie aż do biodra. Czasem rany na rękach i drobne blizny na nich.


Fabularnie: Zawieszenie.
Motto: Z głupim kłócić się nie będę.
Multikonta: Felek, Ruma, Bazyl, Bernard, Kevin, Alexander
DODATKOWE: Wychowawca klasy 12th A.


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 1011
Wysłany: 2014-01-09, 17:33   

Nie spodziewał się tutaj nikogo, kogo mógłby znać, także na chuchnięcie, chciał gwałtownie się odwrócić, jednakże dość znajomy głos mu w tym przeszkodził. Uśmiechnął się, przegryzając jednocześnie swoją dolną wargę, ukazując swoje białe zębiska. Ponownie chciał się odwrócić, jednak tym razem przeszkodził mu łańcuszek z literą "K". No proszę... Kto by się spodziewał, aby ktoś o nim pamiętał. Aż miło mu się na sercu zrobiło, bo dawno nic od nikogo nie dostał. Jednak wybredność dominuje, więc jak tylko łańcuszek, został wciśnięty w jego delikatną dłoń, od razu go, bardzo dokładnie obejrzał.
- No...Ujdzie w tłoku - mruknął, przekomarzając się z nim.
- Może nie wyrzucę - uśmiechnął się wrednie w jego stronę, w końcu się odwracając. Prezent, schował do torby, która wisiała przez jego prawe ramię.
Chęć go nawet wzięła, aby podziękować mu w jakiś sposób, jednak po usłyszeniu o wieku, szybko zrezygnował.
- Pozazdrościsz, że wciąż mogę się bawić w takich miejscach? I starość nie ma tutaj nic do rzeczy - może rzeczywiście w większości, dominowały tutaj nastolatkowie, jednak i dorosłe osoby także się znalazły.
Upił swojego drinka, spoglądając na bruneta, któremu przeczesał włosy.
- Chowam się przed deszczem. I zimnem - dodał po chwili i wypił do końca swój drink, całkiem nieświadomie. Zrobił smutną minkę, gdy trunek mu się skończył i znowu będzie musiał zachodzić do tego baru, który zdążył już znienawidzić.
- Chyba zmienię lokaj - oznajmił, klepiąc Gwiazdę po poliku i udał się w stronę baru, do którego zaraz doszedł. Lubieżny uśmiech barmana, w stronę Kotori'ego, jeszcze bardziej go zniechęcił. W ogóle nie był jego gustom, a wyraźnie dał mu do zrozumienia, aby się gonił. Co za społeczeństwo...
_________________


"O wiele za piękni dla dnia
Jesteśmy jak lodowe kwiaty
Zimna i czarna jest nasza moc
Lodowe kwiaty rozkwitają w nocy"
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 24
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2014-01-09, 19:07   

- Czego mam zazdrościć, jak ja w takich miejscach bywam prawie codziennie? - uniósł brewkę wysoko, unosząc kpiąco kącik ust.
Bynajmniej nie kłócił się z Kotorim. Przecież to była jego rudość, jakżeby mógł?
Usłyszawszy jego decyzję o zmianie lokaju, natychmiastowo nadymał dziecinnie policzek. Nie miał zamiaru mu w tym pomagać. Ba, miał zamiar go przywiązać do krzesła. Dawno się nie widzieli, a ten już mu chciał spieprzać...
Widząc zachowanie się kelnera w stosunku do jego rudości... No cóż, czemu by nie zabawić się? Zmusił towarzysza do zajęcie miejsca na krześle, samemu robiąc to zaraz obok. Bez żadnego skrępowania objął w zaborczym geście Yuu, przy czym zaraz przesunął dłonią po ramieniu mężczyzny. Przyległ do jego boku, dosuwając krzesełko i spojrzał krótko w oczy barmanowi, z jakimś wyzwaniem i pogardą. Zaraz jednak zrobił dzióbek z ust, skupiając uwagę na lisku i położył brodę na jego ramieniu.
- Kotooori, jak możesz? Dawno nie widzieliśmy się, a Ty już mi uciekasz? - stęknął żałośnie mu w ucho, a gdy tylko ich spojrzenia się spotkały, zatrzepotał niewinnie rzęskami.
Puścił go i zamówił im po drinku. Kelner nader szybko uwinął się w zamówieniem. Vincent, wykorzystując klimat baru i to, że właśnie mieli przed sobą alkohol, zapytał lekko.
- A Ty dalej sam, czy postanowiłeś ustatkować się na starość, hmm? - uśmiechnął się do niego, z nutką zmysłowości, po czym sięgnął po drinka, upijając z niego łyka.
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,22 sekundy. Zapytań do SQL: 8