Uwaga! Hosting Webplus konczy dzialalnosc z dniem 31.07.2019r. Wiecej informacji tutaj.

Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Ruiny wieżowca - postapocaliptic.
Autor Wiadomość
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-10-13, 21:01   

Keith wyglądał, jakby ta dobra zamiast polepszyć, pogorszyła jego stan. Sen nie dawał ukojenia, a drzemanie nie wystarczało wycieńczonemu psychicznie organizmowi. Odetchnął ciężko, spoglądając na mężczyznę. No proszę, nie wygląda nawet tak źle. Czyli jednak zajmowanie się nim dało jakieś skutki. Budujące. Nie był całkowicie bezużyteczny.
Odgarnął włosy z twarzy i uniósł się z materaca, podchodząc do mężczyzny.
- Nie zostawiłem - przytaknął ponurym, zachrypniętym głosem. - Mam wobec ciebie dług. - Uśmiechnął się krzywo, kręcąc lekko głową z politowaniem dla samego siebie. Próbował w miarę racjonalnie wyjaśnić swoje zachowanie... Które nie było racjonalne nawet w minimalnym stopniu. Świetnie, drogi panie, tylko tak dalej.
Westchnął ciężko i zdjął z siebie płaszcz, którym przykrył mężczyznę. Wyglądał na kompletnie wyplutego. Zero energii, zero chęci do życia. Miał cienie pod oczami i rozwalone na wszystkie strony włosy. Sam strój był porządnie zachowany, wyczyszczony z brudu i krwi, ale coś w jego postawie nadawało mu niechlujności. I rezygnacji. Stracił ten swój typowy stan zdrowia psychicznego, które - powiedzmy sobie szczerze - całkiem długo utrzymał. I się poddał.
- Postaraj się nie ruszać, to może szybciej się zrośniesz. Ustawiłem cię w dobrej pozycji. Jak bardzo boli, to mogę ci dać coś jeszcze przeciwbólowego - mruknął, klękając przy nim i nabierając wody z pobliskiego wiadra. Podsunął mu pod nos z jednoznacznym przekazem "pij".
- Jestem Kryształ.
Nie był miły. Nie był zadowolony. Ale żył i utrzymywał też przy życiu i Samaela.
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
Ostatnio zmieniony przez Keith 2013-10-13, 21:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Samael
Gitarzysta
Sexy, Naughty, Bitchy Me.


Miano: Samael Machiaveli
Wiek: 17 lat.
Klasa: 11th A
Wzrost: 1,69 m.
Ubiór: Czarna koszulka z okładką albumu "reise, reise" Rammsteina. Dżinsowe, lekko obtarte spodnie. Na szyi symboliczny identyfikator wojskowy po "ojcu". Buty czarne glany '20.
Ekwipunek: Gitara? Telefon i te sprawy.
Wygląd: Średnio wzrost, błękitne oczy i czupryna o barwie iście płomiennej, co widać na awatarze. Ma mało rozbudowane ciało, widać lekkie zarysy mieści, jakby kiedyś próbował ćwiczyć, ale sobie odpuścił. Dobrze "umięśnione" ma ręce, z powodu ciągłego grania na gitarze. Postawę ma wyprostowaną, nie widać po nim oznak niedbania o swój kręgosłup i garbienia się, czy też spania w mało wygodnych dla innych miejscach. Póki nie ma odsłoniętego ciała, nie można zauważyć, sporej blizny na prawej łopat
TYP: Uke.... chociaż, może nie. Znak zapytania.
Znaki Szczególne: Cały jest szczególny.


Fabularnie: Zajęte
Motto: Nienawidź ludzi póki jest to darmowe i legalne.
Multikonta: Brak.
Dołączył: 26 Cze 2013
Posty: 198
Wysłany: 2013-10-13, 21:25   

- Jesteś najgłupszym człowiekiem jakiego spotkałem. On również jest tego zdania - Odpowiedział.
Nie poruszał się, nawet nie miał zamiaru. Doskonale wiedział czym to groziło. I tak był w kiepskim stanie, ba, nawet w gorszym chyba jeszcze nie był. Chociaż... kiedyś pamiętał jak wpadł w gorsze tarapaty. Przez miesiąc był unieruchomiony. Ale Jackson się nim zajął. Uśpił go na wystarczająco długo by było z nim w porządku. A potem go go wykorzystał, w ramach zapłaty. Bał się po prostu teraz jakiej zapłaty Arnarokh będzie oczekiwał jak w reszcie odzyska spokój. Pewnie do końca swojego życia się nie wypłaci.
- I gadasz równie dobre bzdury. Ale wyglądasz przy tym tak uroczo - Uśmiechnął się pod nosem. Tylko to mógł zrobić. Nie mógł się poruszyć ani nic.
W myślach układał plan ucieczki. Miła na to dużo czasu. Sądząc po tym ile pieski musiały go szukać, Jackson mógł uznać, ze jeszcze trochę poszukają. Za zanim się zorientuje, ze są martwe i trzeba wysłać kolejne, minie z tydzień albo dwa. Tak na oko liczył, ze około tyle. Ale równie dobrze, mogło potrwać to trochę dłużej. W każdym bądź razie i tak się nie będzie mógł ruszyć. Może dopiero za dwa dni będzie w stanie się podnieść do siadu. Chociaż tyle.
Pił posłusznie. Raczej nie miał wyjścia.
- Powinieneś się przespać Krysztale, póki możesz. Kiedy zacznę uciekać prze kolejnymi psami, mogę nie mieć siły by zabijać ich za każdym razem. A kolejnego niewinnego człowieka nie potrzebuję na własnym sumieniu. I tak jest już wystarczająco popierdolone. Powinieneś mnie zostawić. Wsiąkłeś mój zapach. Teraz każdy z psów będzie cię ścigał, póki mnie nie dorwą - Odpowiedział, samemu jednak się nie przedstawiając. Lepiej dla niego. I tak wystarczająco dużo informacji w ciągu ostatnich dwóch dni przyswoił. Wystarczająco dużo.
_________________


Wanna join me, come and play.
But I might shoot you, in your face.
Bombs and bullets will, do the trick.
What we need here, is a little bit of panic!
Do you ever wanna catch me?
Right now I'm feeling ignored!
So can you try a little harder?
I'm really getting bored!



Come on, shoot faster,
Just a little bit of energy!
I wanna try something fun right now,
I guess some people call it anarchy!
Let's blow this city to ashes,
And see what Pow-Pow thinks.
It's such pathetic neatness...
So much better, so much fun.
Let's start from scratch and, blow up the sun!
 
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-10-13, 21:55   

- Gówno mnie obchodzi, jakiego on jest zdania - mruknął, kręcąc lekko głową. Naprawdę, ostatnia rzecz, jaką się przejmował, była opinia jakiegoś demona. Jeśli będzie chciał, to i tak wyjdzie. Opinia na temat śmiertelnika wiele nie zmieni. Szczególnie kogoś tak bardzo nieistotnego, jak Keith. Logicznie myśląc, ON nie będzie miał nic przeciwko niemu dopóki pomaga leczyć się ciału Samaela. Czyli póki co mógł jeszcze sobie pożyć. Marna nadzieja, ale lepsza niż żadna.
Westchnął ciężko. Mógł dojść do tego wcześniej i trochę przespać. Znacznie lepiej by na tym wyszedł. Ale powiedzmy sobie szczerze, jakby miał się nigdy nie obudzić... Wcale by się nie zdziwił. Te kolce wysuwały się ze ścian, a do tego nie potrzebowały wiele energii ze strony nieznajomego. Po prostu pięknie się wpakował. Tak, bez wątpienia był kretynem.
- Sam gadasz bzdury - powiedział, unosząc lekko brew, mimowolnie rozbawiony. A co ten komentarz, w takiej sytuacji, miał znaczyć? Do końca go powaliło? Tak, na pewno był nienormalny. Zresztą, co się dziwić. Boże, w co on się wpakował...
Usiadł na ziemi i w milczeniu wysłuchał ostatnich słów mężczyzny. Miał on bez wątpienia w wielu kwestiach rację, ale w wielu też i jej nie miał. W końcu, pieprząc Samaela tak czy inaczej nabrał jego zapachu. Brocząc się jego krwią tym bardziej. Wyrok został na nim zapisany jeszcze zanim mógł się o tym dowiedzieć. Nie miał żadnych szans.
Ale nie chciał się z nim kłócić. Nie miał siły. Poprawił płaszcz na mężczyźnie, sprawdzając, czy na pewno jest cały przykryty, a potem przepełzł na materac i położył się na nim na wznak. Zamknął oczy, położył na nich rękę i spróbował się zmusić do spania. Był zmęczony i śpiący, ale nie potrafił się rozluźnić. Czuł jak wszystkie jego mięśnie były mocno napięte, jakby zaczepione o niewidzialne haczyki. Aż go to bolało. Sapnął z niezadowoleniem, przewracając się na drugi bok i łypnął na mężczyznę.
- O czymś jeszcze powinienem wiedzieć, panie nieznajomy?
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Samael
Gitarzysta
Sexy, Naughty, Bitchy Me.


Miano: Samael Machiaveli
Wiek: 17 lat.
Klasa: 11th A
Wzrost: 1,69 m.
Ubiór: Czarna koszulka z okładką albumu "reise, reise" Rammsteina. Dżinsowe, lekko obtarte spodnie. Na szyi symboliczny identyfikator wojskowy po "ojcu". Buty czarne glany '20.
Ekwipunek: Gitara? Telefon i te sprawy.
Wygląd: Średnio wzrost, błękitne oczy i czupryna o barwie iście płomiennej, co widać na awatarze. Ma mało rozbudowane ciało, widać lekkie zarysy mieści, jakby kiedyś próbował ćwiczyć, ale sobie odpuścił. Dobrze "umięśnione" ma ręce, z powodu ciągłego grania na gitarze. Postawę ma wyprostowaną, nie widać po nim oznak niedbania o swój kręgosłup i garbienia się, czy też spania w mało wygodnych dla innych miejscach. Póki nie ma odsłoniętego ciała, nie można zauważyć, sporej blizny na prawej łopat
TYP: Uke.... chociaż, może nie. Znak zapytania.
Znaki Szczególne: Cały jest szczególny.


Fabularnie: Zajęte
Motto: Nienawidź ludzi póki jest to darmowe i legalne.
Multikonta: Brak.
Dołączył: 26 Cze 2013
Posty: 198
Wysłany: 2013-10-13, 22:13   

- Uspokój się może - Odpowiedział, w myślach wzruszając ramionami. Arnarokh milczał. I bardzo dobrze, przynajmniej z tym jednym problemem był spokój. Czemu on się musiał tak denerwować. Jeszcze przecież będzie na to czas. Póki co musiał zbierać siły. Zarówno on jak i Kryształ. Skoro nie chciał odpuść i się w to wpakował, musiał też wypocząć by potem zapierdalać jak zając w podskokach. Bo póki Samael nie wymyśli nic dobrego, tak będą musieli uciekać jak najdalej z tego miasta. A na to przecież trzeba jedzenia i broni. Samael musiał oszczędzać siebie na Anubisy Jacksona, a nie nie na jakieś podstawowe drapieżniki. A teraz poza miastem było tego od cholery na tych pustyniach. Wszystko albo chciało cię zabić albo zjeść żywcem. Na jedno wychodzi.
Nie ciągnął dalej tej dyskusji. Nie było się o co droczyć. I tak wystarczająco umysł Kryształka był zmaltretowany. Jejciu tak było mu go szkoda. Że musiał tak bardzo psychicznie ucierpieć. A to wszystko dlatego, ze nie był zbyt pokornym Kryształkiem i nie chciał posłuchać Samaela zanim to wszystko się zaczęło. Zanim rozpętał piekło zarówno an swoim poziomie, jak i i Keitha. Biedaczysko.
- Jak chcesz, możesz się przytulić. I tak póki co nic nie będę czuł. Moje czucie bólu jest pochłaniane na bieżąco - Zaproponował. To było jedyne co mógł w tej sytuacji zrobić. Szkoda tylko, ze nie mógł się położyć - Lepiej ci się zrobi - Wyjaśnił. Samael już nie pamiętał, jak to było z nim, kiedy on się dowiedział, ze musiał dzielić z kimś ciało i jakie to wszystko było popierdolone. Dawno się już przyzwyczaił. Ale rozumiał jak to musiało boleć Keitha. Albo przynajmniej tak mu się wydawało i starał się wczuć w ten ból. Przy okazji JEGO zaspokoi jak będzie starał się to robić.
- Na razie o niczym. Tylko tyle, że musisz odpocząć. I tak spędzisz tutaj jeszcze trochę czasu.... no chodź - Uśmiechnął się w miarę przyjaźnie jak tylko mógł - Mam na imię Samael - Dodał po chwili, przymykając na chwilę oczy. I tak nie przylezie do niego. Cóż, jego strata. Najwyraźniej Kryształki wolą się zmagać ze swoimi problemami same.
_________________


Wanna join me, come and play.
But I might shoot you, in your face.
Bombs and bullets will, do the trick.
What we need here, is a little bit of panic!
Do you ever wanna catch me?
Right now I'm feeling ignored!
So can you try a little harder?
I'm really getting bored!



Come on, shoot faster,
Just a little bit of energy!
I wanna try something fun right now,
I guess some people call it anarchy!
Let's blow this city to ashes,
And see what Pow-Pow thinks.
It's such pathetic neatness...
So much better, so much fun.
Let's start from scratch and, blow up the sun!
 
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-10-14, 20:13   

- Samael - powtórzył z namysłem, a potem lekko wzruszył ramionami. Imię, jak imię. Może i było nawet prawdziwe. Dość ostrożnie podchodził do słów mówionych przez mężczyznę, ale z drugiej strony nie miał po co poddawać ich przesadnym wątpliwościom. Jeśli nie skłamał mówiąc o demonie, czemu miałby skłamać w kwestii imienia? I tak się nie znali, a zresztą w dzisiejszych czasach ciężko było utrzymać z kimś dłuższy kontakt. Łatwo się umierało, po prostu.
W rzeczy samej, nie przyjął jego zaproszenia. Nie traktował poważnie słów Samaela. Facet był niespełna rozumu, bredził od rzeczy (chociaż zdarzało mu się powiedzieć coś sensownego) i zachowywał się niepoczytalnie. Naprawdę świetnego sobie towarzysza wybrał. Nie wspominając o tym, że jedna osoba (?) chciała jego cierpienia, a druga jego śmierci (lub przynajmniej zapłaty). Taaa. Trafił po prostu idealnie.
Westchnął ciężko, w bezsilności zamykając oczy i próbując zasnąć. No już, przecież to wcale nie jest takie trudne. Powiedzmy.
...
...
Oczywiście nie zasnął. Poddał się po dłuższej chwili, podczas której liczył wszystkie zwierzęta, jakie przychodziły mu do głowy. Tak czy inaczej skutku to nie odniosło, wobec czego zdecydował się zrezygnować i usiąść na materacu. Wbił wzrok w mężczyznę w milczeniu, pozwalając myślom swobodnie popłynąć. Zastanawiał się, czym sobie zasłużył, by znaleźć się w takiej sytuacji. Bawił się przy tym wiszącym mu na szyi, półprzezroczystym kryształem, odbijającym sporadycznie światło z lampy.
Dopiero wtedy, mając na oku potencjalnie niebezpiecznego towarzysza, dał radę zasnąć. Odpłynął na dłuższą chwilę w krainę względnie spokojnych snów, sporadycznie uchylając powieki i zerkając na leżącego bruneta, a potem ponownie zapadając w drzemkę.
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Samael
Gitarzysta
Sexy, Naughty, Bitchy Me.


Miano: Samael Machiaveli
Wiek: 17 lat.
Klasa: 11th A
Wzrost: 1,69 m.
Ubiór: Czarna koszulka z okładką albumu "reise, reise" Rammsteina. Dżinsowe, lekko obtarte spodnie. Na szyi symboliczny identyfikator wojskowy po "ojcu". Buty czarne glany '20.
Ekwipunek: Gitara? Telefon i te sprawy.
Wygląd: Średnio wzrost, błękitne oczy i czupryna o barwie iście płomiennej, co widać na awatarze. Ma mało rozbudowane ciało, widać lekkie zarysy mieści, jakby kiedyś próbował ćwiczyć, ale sobie odpuścił. Dobrze "umięśnione" ma ręce, z powodu ciągłego grania na gitarze. Postawę ma wyprostowaną, nie widać po nim oznak niedbania o swój kręgosłup i garbienia się, czy też spania w mało wygodnych dla innych miejscach. Póki nie ma odsłoniętego ciała, nie można zauważyć, sporej blizny na prawej łopat
TYP: Uke.... chociaż, może nie. Znak zapytania.
Znaki Szczególne: Cały jest szczególny.


Fabularnie: Zajęte
Motto: Nienawidź ludzi póki jest to darmowe i legalne.
Multikonta: Brak.
Dołączył: 26 Cze 2013
Posty: 198
Wysłany: 2013-10-14, 21:08   

- Trucizna Boga, Anioł Śmierci różnie to bywało określane - Odpowiedział. W sumie, nie było to kierowane jakoś specjalnie jego stronę. W sumie żadną. Bo Samael miał prosto głowę i jedyne na co patrzył, to popękany sufit, z którego tynk odpadał i wyglądał jakby miał zaraz im się na głowy zawalić. Anioł śmierci, a to dobre. Sądząc po tym wszystkim to nawet by to określenie idealnie wpasowywałoby się w życie mężczyzny. "Bo wszędzie gdzie postawił stopę był przekleństwem. Bo bali się powiedzieć, ze to czym był wzbudzało grozę i potępienie. Nie było dlań nadziei. Żadnej" - Mówili. Oczywiście, ci którzy przeżyli jego gniew. A potem po prostu Samael w ciszy poddawał się agonii jaką demon mu gotował. Ew. tej, którą szykował specjalnie dla niego Jackson. Łatwa sprawa, teoretycznie, a praktycznie wszystko komplikowało się od zera między nieskończoną wartością bezwzględną. I tak mijały lata, przyzwyczajenie przyszło dość szybko. I równie szybko zapomniał być człowiekiem. Zapomniał swojego marnego początku. I w duchu dziękował Bogu za ten dar. Że potrafił zapomnieć.
Ale z Kryształem nie przychodziło mu już to tak łatwo. Głównie dlatego, że BYŁ. A to niezbyt często się zdarzało. Właściwie to wcale. Jego dar zawodził w tym momencie, w którym wchodził on w przestrzeń, którą mógł Samael oczami ogarnąć. Był namacalny, chociaż stronił teraz od jakiegokolwiek dotyku. Słyszał tylko jak oddycha. A może był to jego własny oddech? Nie potrafił się określić. Teraz i tak nic nie czuł. Tylko taką pustkę w sobie. Powinien zrobić coś ze sobą już wieki temu. Ale była katastrofa, oddał się przyjemności i żądzom, sądząc, ze go to prędko wykończy. Że umrze z uśmiechem na ustach.
Ale tak nie było. I właśnie dlatego też cierpiał. Bo czuł się słaby i bezradny mimo tego wszystkiego co zyskał, tracąc samego siebie. Czy było mu szkoda? Owszem, mogłoby, gdyby cokolwiek pamiętał.
Bez zmrużenia oka liczył pęknięcia na ścianach. Nie mógł spać, wystarczająco długo był pod "narkozą". Nie miał nic do roboty, poza samokontrolą. Jakby nie patrzeć, wszyscy spali poza nim. Musiał czuwać.
Idzie się do tego przyzwyczaić.
_________________


Wanna join me, come and play.
But I might shoot you, in your face.
Bombs and bullets will, do the trick.
What we need here, is a little bit of panic!
Do you ever wanna catch me?
Right now I'm feeling ignored!
So can you try a little harder?
I'm really getting bored!



Come on, shoot faster,
Just a little bit of energy!
I wanna try something fun right now,
I guess some people call it anarchy!
Let's blow this city to ashes,
And see what Pow-Pow thinks.
It's such pathetic neatness...
So much better, so much fun.
Let's start from scratch and, blow up the sun!
 
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-10-14, 23:01   

Obudził się gwałtownie, praktycznie od razu unosząc się na nogi i rozglądając z paniką po pomieszczeniu. Miał znacznie przyspieszony oddech i lekko drżał, płytko oddychając. O boże, miał wrażenie, że... Że umarł. I to była najgorsza rzecz w jego życiu. Że umarł od tych cholernych pazurów tego cholernego demona w tym cholernym Samaelu. Nie potrafił się pozbyć tej wizji, ona już kolejny raz wracała do niego we śnie, nie dając spokoju. Cały drżał, siadając ponownie na materacu. Wiele mu ten wypoczynek nie dał, ale może nabrał przy tym jakiś sił. Odetchnął ciężko, próbując wziąć się w garść i spojrzał na mężczyznę.
- Jesteś głodny? - cicho spytał, minimalnie łamiącym się głosem. Chrząknął nerwowo, poprawiając jednocześnie swoją pozycję na możliwie najwygodniejszą. Sapnął ciężko, ukrywając na chwilę twarz w dłoniach. Boże, czuł się jakby ktoś go wytarmosił i wyrzucił przez okno z jedenastego piętra. Miał serdecznie dosyć wszystkiego. Ten cały demon zrył mu psychikę skuteczniej od tych wszystkich lat w świecie post apokaliptycznym.
Uniósł się znowu i podszedł do mężczyzny, klękając obok niego. Odgarnął mu włosy z twarzy, uśmiechając się z wysiłkiem, widocznie wymęczony w podobnym stopniu, co przed zaśnięciem. Przez chwilę udawał, że nic się nie dzieje. Krótką, bo krótką, ale starał się zachować pozory. A potem się poddał.
- Jak ty sobie z tym radzisz... - Westchnął ciężko, kręcąc głową z niezrozumieniem. Nie było w tym zdaniu pytania, ale jednak tak ono mogło zabrzmieć. W końcu to wszystko... To wszystko było strasznie paskudne. Wręcz ponad siły normalnego człowieka. On zupełnie nie widział wyjścia z sytuacji. Będą gonieni przez te Anubisy, czasami paru wymorduje ten demon, może po drodze i jego nie zamorduje... A w końcu one dorwą Keitha, Samael ucieknie, albo też zostanie złapany i tak zakończy się wspaniałe życie Kryształa. Koniec, po problemie. Był człowiek - puff - nie ma.
A on nie chciał tak skończyć. Nie chciał umierać bez sensu. A to była jedna z tych śmierci, które nikomu niczego nie dawały. Tak samo zresztą miała się sprawa z Arnarokhiem. Będzie sobie, będzie - demon się obudzi i wkurwi - puff - nie żyje. Nie chciał przeżywać za cenę ranienia drugiego człowieka. To nie mogło pozwolić mu zachować zdrowego stanu umysłowego.
Spojrzał ponuro na mężczyznę i uśmiechnął się krzywo.
- Boli cię coś? Jak tak, to albo mogę dać ci coś przeciwbólowego, albo możemy zmienić lekko pozycję. -
Wzruszył ramionami. Co miał więcej powiedzieć? Nic wartościowego nie nasuwało mu się na język. Lepiej, żeby milczał, a nie kompromitował się w oczach innych. Już i tak czuł się wystarczająco beznadziejny i niepotrzebny. Jak piąte koło u wozu, które powinno się samo przedziurawić kulką z pistoletu.
Taa. Gdyby jeszcze istniały pistolety z amunicją i były w miarę dostępne.
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Samael
Gitarzysta
Sexy, Naughty, Bitchy Me.


Miano: Samael Machiaveli
Wiek: 17 lat.
Klasa: 11th A
Wzrost: 1,69 m.
Ubiór: Czarna koszulka z okładką albumu "reise, reise" Rammsteina. Dżinsowe, lekko obtarte spodnie. Na szyi symboliczny identyfikator wojskowy po "ojcu". Buty czarne glany '20.
Ekwipunek: Gitara? Telefon i te sprawy.
Wygląd: Średnio wzrost, błękitne oczy i czupryna o barwie iście płomiennej, co widać na awatarze. Ma mało rozbudowane ciało, widać lekkie zarysy mieści, jakby kiedyś próbował ćwiczyć, ale sobie odpuścił. Dobrze "umięśnione" ma ręce, z powodu ciągłego grania na gitarze. Postawę ma wyprostowaną, nie widać po nim oznak niedbania o swój kręgosłup i garbienia się, czy też spania w mało wygodnych dla innych miejscach. Póki nie ma odsłoniętego ciała, nie można zauważyć, sporej blizny na prawej łopat
TYP: Uke.... chociaż, może nie. Znak zapytania.
Znaki Szczególne: Cały jest szczególny.


Fabularnie: Zajęte
Motto: Nienawidź ludzi póki jest to darmowe i legalne.
Multikonta: Brak.
Dołączył: 26 Cze 2013
Posty: 198
Wysłany: 2013-10-21, 17:23   

Czuł wszystko. Ale nic nie mógł poradzić na to, ze tamten wręcz stał na krawędzi przepaści. Właściwie, trudno było mu stwierdzić czy Samael potrafiłby go złapać za rękę zanim ten by spadł w nieprzebraną otchłań. Skoro sam siebie nie potrafił z niej wyciągnąć, trudno było mu ocenić czy potrafił ostrzec innych. Jakby nie było to w sumie wszystko wina Samaela. Wciągnął go w kłopoty i jakoś go sumienie gryzło. Co było bardzo dziwne, bo jakoś nigdy się nie zastanawiał nad innymi, jak lodowa kolce przebijały cudze ciała. Albo jak ich rozszarpywali pazurami, śmiejąc się i taplając się w jeszcze cieplutkiej krwi. Ale teraz jakoś było mu go żal. Może gdyby ten się nie uparł przy nim zostać, Arnarokh szybko by wyparł z jego głowy te paskudne myśli. Umył jego dłonie z tej skazy.
- Nie, dziękuję - Odpowiedział, przekręcając głowę w jego stronę. Ręka jeszcze się nie zrosła. Nie mógł zatem, nawet jeśli bardzo chciał, przybliżyć jej do niego. Może i był wstrętnym potworem. Może i nie miał serca, sumienia i uczuć. Jednak miał jakieś marzenia. Przynajmniej tak mu się wydawało. Trudno było to określić w tym stanie, gdzie był właściwie tylko pośrednikiem własnego demona między piekłem a tym światem.
- Przyzwyczajenie. Tylko to pozwala wytrzymać to wszystko. Bezradność boli, ale uczucia z czasem zanikają. Tak to już jest. Wmówić sobie, że zawsze będzie gorzej... może jeszcze dlatego, że nie jestem w stanie umrzeć - Odpowiedział takim smutnym głosem. Głosem bezradności, zepsucia i zniszczenia. Takiego bez nadziei na to, ze mogło by być lepiej. Bo on doskonale wiedział, ze jutro nadejdzie, że znów będzie musiał przepierdzielać się przez to bagno.
Głód narkotykowy powoli go dotykał. Póki co to było dość odległym odczuciem, ale wiedział, ze pozostało mu parę dni, zanim zacznie wręcz wrzeszczeć i błagać o jakąś dawkę. Chociaż minimalną.
- Nie czuję bólu. Póki co... - Powtórzył jak wcześniej rzekł. Nie czuł nic, kompletne zero, pustka. Drugą ręką spróbował go dotknąć. Powolutku, pomalutku - Jesteś kompletnym idiotą. Ale jakoś to dziwnie sprawiło, że gdybym mógł to bym ci podziękował za twoją obecność. Mimo, że nie jestem w stanie nic poczuć - Oczy mu się zaszkliły, jednak powieki szybko zamknął. Nie, on nic nie czuł. Tylko nieprzebraną ciemność w miejscu, gdzie kiedyś miał serce.
_________________


Wanna join me, come and play.
But I might shoot you, in your face.
Bombs and bullets will, do the trick.
What we need here, is a little bit of panic!
Do you ever wanna catch me?
Right now I'm feeling ignored!
So can you try a little harder?
I'm really getting bored!



Come on, shoot faster,
Just a little bit of energy!
I wanna try something fun right now,
I guess some people call it anarchy!
Let's blow this city to ashes,
And see what Pow-Pow thinks.
It's such pathetic neatness...
So much better, so much fun.
Let's start from scratch and, blow up the sun!
 
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-10-21, 21:36   

Keith słuchał. I robiło mu się niemiło przy tym. Czuł się tak... Tak... Tak bardziej jeszcze dobijany. Jakby tragedia Samaela była dodatkowym gwoździem do jego trumny. Chciał mu pomóc. Nie wiedział dlaczego, ale chciał. Być może coś wiązało się z tym nieludzkim ciężarem, jaki musiał dźwigać mężczyzna - posiadanie demona. Praktycznie problem nie do pojęcia, natury iście diabelskiej.
Ostatnie słowa mężczyzny lekko nim wstrząsnęły. Od dawna, naprawdę dawna nie usłyszał od kogoś takich słów. Znaczy, czasami pacjenci mu dziękowali. Ale oni rzadko dożywali momentu, w którym mogli się uśmiechnąć, coś powiedzieć i pójść dalej. Raczej grał rolę kogoś, kto "uprzyjemni" śmierć i uspokoi samotnego człowieka w jego ostatnich chwilach. Tylko w tym był dobry i tylko do tego się nadawał, nie będąc po szkoleniu medycznym.
- Dzięki. - Parsknął mimowolnym śmiechem. To "wyzwisko" trochę rozluźniło atmosferę i go uspokoiło. Przez krótką chwilę czuł się, jakby wszystko było okej. Jakby na parę sekund wrócili do tego świata "przed" Apokalipsą.
Usiadł wygodniej przy Samaelu, wpatrując się w jakiś nieokreślony punkt nad nim, pogrążając się w rozmyślaniach, jak by tu wyjść z sytuacji z tym ścigającym ich i z tym demonem. Co by tu właściwie móc zrobić...?
Jego myśli dłuższą chwilę krążyły swobodnie, aż dotarły do jednego, dość ważnego aspektu: jaki dzisiaj jest dzień? Dokonał w głowie szybkich obliczeń i doszedł do wniosku, że piątek. A w piątki chodził na plac na czterdziestej czwartej ulicy, gdzie zbierali się różnego rodzaju "medycy" i pomagali chorym. On też powinien tam być.
Zerknął na Samaela i zastanowił się, czy może go zostawić samego. Niekoniecznie. Ale z drugiej strony... Powinien uzupełnić zapas leków. Tak, to był koronny argument.
- Słuchaj, powinienem wyjść. Nie byłoby mnie przez parę godzin. Miejsce jest super bezpieczne, za to ręczę. Aczkolwiek nie wiem, czy dasz radę tutaj tyle czasu zostać... Tak bez ruchu i towarzystwa -
mruknął, decydując się od razu przejść do sedna sprawy.
Wiedział, że brunet zwątpi. Że pomyśli, że chce go zostawić. To aż się prosiło o taką interpretację. Ale on wróci. I tym go zaskoczy!
Gdy otrzymał zgodę, jeszcze napoił mężczyznę, poprawił go, żeby było mu możliwie najwygodniej i wyszedł, jak najstaranniej zamykając przejście, żeby na pewno nikt podczas jego nieobecności się tam nie dostał.
Spokojnym krokiem udał się na plac, tymczasowo zapominając, że mogą go próbować złapać Anubisy. Przypomniał sobie o tym dopiero, gdy znalazł się na miejscu. I już było za późno, żeby się wycofać. Rannych było więcej, niż poprzednim razem. Doszło do zamieszek między klanami i teraz ci zwaśnieni wrogowie podtrzymywali się nawzajem i próbowali wspólnymi siłami zdobyć kogoś, kto ich wyleczy. Owszem, gdyby mieli między sobą wybierać, bez wątpienia skazaliby tego drugiego na pewną śmierć, ale teraz, by dotrzeć na plac, potrzebowali pomocy wroga. Potem się rozejdą (ci, którzy przeżyją) i będą udawać, że do niczego takiego nie doszło. Tak, oczywiście.
Czas mijał. Rannych nie ubywało, chociaż sporo ludzi umierało. A Keith żadnym sposobem nie mógł się oderwać od roboty. Zapomniał o Anubisach, zapomniał o Samaelu, zapomniał o wszystkim i oddał się chorym. Przypomniał sobie dopiero w momencie, kiedy zobaczył jak ludzie uciekają ile sił w nogach z jednego końca placu. Złapał jakiegoś mężczyznę z pytaniem, co się dzieje. I się dowiedział. Opętany. Wcześniej też używał tego tonu, ale teraz on go ubódł. W końcu znał osobę, która miała w sobie demona i może nie była całkiem normalna, ale nie była też bardzo zła. Normalny człowiek w paskudnych czasach. Tylko pozbawiony nadziei, jak wielu zresztą.
Nic nienaturalnego. A oni uciekali, jakby to był ktoś... Zły. Czy mieli rację? Czy on w swojej ocenie okazał się być nadmiernym optymistą? Nie chciał w to uwierzyć.
Spojrzał jeszcze raz w stronę, skąd uciekli wszyscy... I dostrzegł dwie osoby. Jedna leżąca na ziemi i dziwacznie powykręcana, oraz druga, klęcząca przy niej i próbująca jakoś pomóc. To go zaintrygowało. Zaczął się powoli zbliżać. A potem zobaczył ponownie przemianę. Odsunął się z powrotem, tak samo zresztą jak ten klęczący. Keith był wystarczająco daleko, ale tamten... Tamten nie. Zaczął biec. A drugi mężczyzna się przemieniał. I wrzeszczał. Paskudny widok. Fioletowowłosy aż odwrócił wzrok. Ale gdy uciekający mignął mu obok siebie, złapał go za rękę.
- Co pan próbował robić? - spytał, spoglądając na niego i starając się nie zwrócić wzroku ku opętanemu.
- Jestem księdzem... Znam pewne sposoby... Ale dla niego już było za późno - odpowiedział w miarę składnie mężczyzna, chociaż mocno zziajany.
- Jakie? - Spojrzał na niego ciekawszym wzrokiem Keith.
- Tajemnica. Ale... Znam jednego człowieka, poleciłem mu go zanim zaczął się przemieniać. On jest w tym specjalistą. I działa niekonwencjonalnie. Chociaż - ha! - kto może mówić o konwencjonalnym wyganianiu demonów. -
Roześmiał się, bez minimalnej wesołości w głosie.
No tak. Też racja.
- A kto to jest?
- Nazywają go Mnichem. Cały czas zmienia lokum, żeby go nie dopadli, ale w czwartki pojawia się w ruinach gmachu sejmu i pomaga nawiedzonym - mruknął, bardziej porozumiewawczym tonem.
Keith starał się przybrać mądra minę. Nawiedzeni? Że opętani, tak? Dobra, nieważne... Grunt, że się czegoś pożytecznego dowiedział. Mieli prawie cały tydzień, by się tam dostać, dadzą radę. Samael powinien do tego czasu się pozbierać.
Właśnie! Samael!
Jasna cholera, już było mocno ciemno. Miał jeszcze masę roboty, a poza tym spacerki po nocy nie zaliczały się do specjalnie bezpiecznych. Lepiej było jednak nie szaleć i przeczekać do rana. Zostawić bruneta samego na całą noc. Nie cieszyło go to bardzo, ale nie widział innej opcji.
Westchnął ciężko i wrócił do pomagania "medykom". Co mu innego pozostało?

Spędził tak całą noc. Na nogach, siadając sporadycznie, tylko przy osobach umierających. To go zaczynało niszczyć psychicznie. A i tak to był najmniejszy z jego problemów. Patrząc na tych ludzi... Tylko im zazdrościł.
O wschodzie słońca ruszył na powrót do wieżowca. Był zmęczony, więc szedł wolno, nie zwracając uwagi na potencjalne zagrożenia. Na szczęście na nikogo nie trafił. Dotarł do ukrytego przejścia do podziemi i dostał się do Samaela.
- Wróciłem - mruknął, wyglądając znacznie gorzej, niż wcześniej. - Chcesz coś do picia, jedzenia, jakieś przeciwbólowe? - Był wykończony.
Usiadł przy opętanym, chcąc tylko spełnić jego życzenie i położyć się spać. Był pewien, że tym razem przez parę ładnych godzin nie będzie miał żadnych koszmarów. Zbyt zmęczony był po prostu.
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Samael
Gitarzysta
Sexy, Naughty, Bitchy Me.


Miano: Samael Machiaveli
Wiek: 17 lat.
Klasa: 11th A
Wzrost: 1,69 m.
Ubiór: Czarna koszulka z okładką albumu "reise, reise" Rammsteina. Dżinsowe, lekko obtarte spodnie. Na szyi symboliczny identyfikator wojskowy po "ojcu". Buty czarne glany '20.
Ekwipunek: Gitara? Telefon i te sprawy.
Wygląd: Średnio wzrost, błękitne oczy i czupryna o barwie iście płomiennej, co widać na awatarze. Ma mało rozbudowane ciało, widać lekkie zarysy mieści, jakby kiedyś próbował ćwiczyć, ale sobie odpuścił. Dobrze "umięśnione" ma ręce, z powodu ciągłego grania na gitarze. Postawę ma wyprostowaną, nie widać po nim oznak niedbania o swój kręgosłup i garbienia się, czy też spania w mało wygodnych dla innych miejscach. Póki nie ma odsłoniętego ciała, nie można zauważyć, sporej blizny na prawej łopat
TYP: Uke.... chociaż, może nie. Znak zapytania.
Znaki Szczególne: Cały jest szczególny.


Fabularnie: Zajęte
Motto: Nienawidź ludzi póki jest to darmowe i legalne.
Multikonta: Brak.
Dołączył: 26 Cze 2013
Posty: 198
Wysłany: 2013-10-28, 22:31   

Uśmiechnął się tylko, kiedy już stąd wyszedł. Naprawdę, miły mężczyzna. Ciekawe co też postanowił zrobić, może przejrzeć okolice? Rozejrzeć się? To były najbardziej prawdopodobne opcje jakie rozpatrywał w głowie Samael, póki, demon w nim będący, spał. Też nie miał jakiegoś wyjścia. Godziny mijały, a po nim nie było śladu. Może postanowił go zostawić? Nie, to było zbyt oczywiste. Bardziej rozpatrywał możliwość, ze poszedł się przejść na bardzo długo, zrobić cokolwiek, by odciągnąć myśli od wydarzeń ostatnich paru dni. Było tak spokojnie. W tej nieprzeniknionej niczym ciszy wyczuł w końcu, kiedy kości się już praktycznie zrosły. Był poobijany i ponacinany, ale po za tym wszystko już było w porządku.
Wyciągnął dłoń przed siebie i wyczarował przed sobą coś, co przypominało krzesło. Nienaturalnie powykrzywiane, z prostym siedzeniem, kawałek góry lodowej. Potem tylko wsparł się na rękach i dźwignął na siedzenie. W tej pozycji było znacznie wygodniej, już go pośladki bolały od ciągłego leżenia, a przynajmniej tak zakładał. Nic nie czuł, póki co. Ale ciało zdecydowanie odmawiało jeszcze działania. Sięgnął do kieszeni. Na jego szczęście Kryształ ani myślał go przeszukiwać. Zresztą, nie dziwił mu się. Wątpił, by było go w stanie w ogóle dotknąć po tym wszystkim. Poczuł się w tym momencie jak trędowaty, ale, ze często miewał taki stan, szybko mu przeszło. Czuł niesamowity głód. Nie zwykły głód, to akurat mu nie dokuczało. Wsadził dłoń głębiej w kieszeń wymacał ledwie małą, foliową torebeczkę. Kilka tabletek LSD. Mało, ale na tę chwilę było wystarczająco. Połknął na szybko dwie tabletki i z wyrzutem spojrzał na torebeczkę, w której były jego ostatnie trzy tabletki. Ostatnie. To znaczy, że będzie musiał albo ruszyć do innego miasta albo zdechnąć z głodu. Bo ani mu się śniło wracać do Jacksona, nie po tym, jak zamienił czterech jego żołnierzy w kupkę lodu i czarnej, demoniej krwi. Podrzucił folię do góry i szybki ruchem przyszpilił ją do przeciwległej ściany kawałeczkiem lodu, kiedy ta jeszcze była w locie.
Było jeszcze coś, czego mu brakowało. Muzyki. Dźwięków. A odzywanie się do samego siebie, było pustym wypowiadaniem myśli na głos. Bezcelowa czynność. Niewiele by mu to pomogło.
Zatem postanowił wyrzeźbić coś. Silił się niesamowicie mocno by od sufitu poprowadzić stalaktyt i na jego końcu poprowadził szereg skomplikowanych wydłużeń, pojedynczych prostych, na końcach których uczepiał małe, lodowate dzwoneczki, małe gwiazdki i tym podobne. Po tym wszystkim opuścił dłoń i dmuchnął w konstrukcję, która zaczęła się kołysać wydając przyjemne dzwonienie. Takie delikatne, spokojne i harmonijne.
Rozleniwił się. Tabletki już zaczęły działać, świat nabrał kolorów, a Samael pod nosem uśmiechnął się. Za mała dawka. Nie czuł takich efektów jak powinien. A w tym czasie przybył i jego towarzysz Kryształ. Widać, ze był wykończony. Co on niby takiego robił przez tę noc, bił się z innymi? Może jego życie było o wiele ciekawsze niż Samaela. Ba, to było pewne, ale czy wystarczająco ono było ciekawe by zainteresować Samaela.
- Idź spać - Stęknął tylko, bo na nic więcej nie zdołał się zdobyć. Nie pod lekkim wpływem. To tak jakby trochę był bardziej przymulony niż powinien.
Może to nie wyczuje, chociaż. Na ścianie przed nim była przyczepiona lodem torebka. Wcale by się ni zdziwił, jakby ja wypieprzył albo spalił, albo jedno i drugie na raz. Póki co było mu to obojętne.
_________________


Wanna join me, come and play.
But I might shoot you, in your face.
Bombs and bullets will, do the trick.
What we need here, is a little bit of panic!
Do you ever wanna catch me?
Right now I'm feeling ignored!
So can you try a little harder?
I'm really getting bored!



Come on, shoot faster,
Just a little bit of energy!
I wanna try something fun right now,
I guess some people call it anarchy!
Let's blow this city to ashes,
And see what Pow-Pow thinks.
It's such pathetic neatness...
So much better, so much fun.
Let's start from scratch and, blow up the sun!
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,25 sekundy. Zapytań do SQL: 8