Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Salon łamane przez sypialnia i pracownia
Autor Wiadomość
Salem 
Rosyjska ruletka


Miano: Salem Gate
Wiek: 24 lata
Wzrost: 164 cm
Ubiór: Wzorzysta opaska, żółty sweter sięgający do połowy ud i czarne pończochy. Do tego buty na płaskim obcasie.
Ekwipunek: Telefon, klucze, portfel, dokumenty, szkicownik, utrwalacz do pasteli suchych.
Miłość: leży poćwiartowana w piwnicy.
TYP: Switch
Fabularnie: Podejmuje Pana Detektywa~
Motto: Życie to tylko chemia. Tu kropla, tam strużka, a wszystko się zmienia. Niewielki łyk sfermentowanych soków i nagle człowiek zdolny jest przeżyć kolejne parę godzin.
Multikonta: Mastema, Kokia
Dołączył: 21 Maj 2013
Posty: 16
Wysłany: 2013-07-12, 23:29   Salon łamane przez sypialnia i pracownia

***
_________________

 
     
Beliar
[Usunięty]

Wysłany: 2013-07-13, 04:20   

Jak jest kolejna sprawa, to i kolejna rzecz, która musi ją w jakiś sposób zatrzymać ku rozwikłaniu i definitywnemu zakończeniu. Nie wyglądałoby to tak banalnie, gdyby przeszkoda była trudna do przeskoczenia, jednak tym razem było to wręcz śmieszne. Asmodee potrzebował przetłumaczyć pewien skrypt z rosyjskiego na angielski. Zabawne, iż właśnie w takiej chwili jedyny w tym rejonie dobry, policyjny tłumacz jest na urlopie w całkowicie innym kraju, a przy tym wspomniany człowiek nie ma dostępu do sieci. Cóż za ironia losu. Oczywiście mężczyzna mógłby skorzystać z wszelakich translatorów, jakie znajdują się w internecie, jednak nie są one dokładne, a ich tłumaczenia często błędne, a tu potrzebna jest czystość i przejrzystość tekstu. Jako, iż sam nie zna rosyjskiego został zmuszony do znalezienia tłumacza w internetowych ogłoszeniach. Całe szczęście długo to nie trwało, gdyż natknął się na pana Salema, który mieszka w miarę blisko od Beliara. Jak miło, iż mimo wszystko nie będzie miał większych problemów z przetłumaczeniem wspomnianego skryptu.
Oczywiście po jakże oficjalnych sms'ach, jakie zostały wymienione pomiędzy Salemem a Beliarem, bo niby po co miałby dzwonić, umówili się na spotkanie w domu Pana Tłumacza. Po dorwaniu adresu Asmodee postanowił go odwiedzić już następnego dnia. Czy to nie śmieszne, że po krótkiej wymianie zdań przez sms'y Detektyw już może zawitać w domu Salema? A tam, kto by się tym przejmował. Ważne, iż kruczowłosy będzie miał z głowy przetłumaczenie tekstu, który jest mu wręcz niezbędny do dalszego kontynuowania śledztwa. Niestety... Jego zawartość może zaszkodzić potencjalnym świadkom. Także Salem również może być w przyszłości w niemałym niebezpieczeństwie. Nie wie na co się pisze, albo raczej... Asmodee niespecjalnie przejmuje się ofiarami, jakie mogą być według niego najzwyklejszym skutkiem ubocznym. Być może, aż tak straszny nie jest i nie pozwoli, aby coś się stało jego żywemu translatorowi. Prawdopodobnym jest, iż jeszcze niejeden raz mu się przyda. A jaka jest sama treść rosyjskiego skryptu? Cóż, to już niedługo się okaże, jednak są tam informacje na temat pewnej grupy przestępczej, która ma związek z rozpowszechnianiem narkotyków oraz bezsensownych walk ulicznych, w których biorą udział nie tylko ludzie, ale również zwierzęta. Na przykład psy. Z pewnością kręcą niezłą kasę. Cóż, wychodzi na to, iż Beliar ma bardzo ciekawe zajęcie, skoro ma za zadanie wychwycić tą głupią bandę. Oczywiście, nie pomijając wszelakich klientów. Dopuszczalny jest tu awans, którego jak najbardziej oczekuje kruczowłosy zaraz po rozwikłaniu wspomnianej wyżej sprawy.
Być może śledztwo jest ważne, jednak dla Asmodee ma miejsce jeszcze jedna równie ważna rzecz - a mianowicie - wyspanie się, a nawet spanie do samego południa dopóki organizm nie powie, iż starczy. Nie miał nawet najmniejszego zamiaru pojawiać się u Salema z samego rana. Ciężko powiedzieć czy to z lenistwa, gdyż przeważnie nie śpi w nocy. Tak, Beliar należy do tych nocnych stworzeń. Zazwyczaj jego osobę można spotkać po zmierzchu. Tak samo jest i tym razem. Po wykonaniu dziennych obowiązków dopiero pod wieczór stawił się przed mieszkaniem Pana Tłumacza. Właściwie, to podczas umawiania się nie określili dokładnej godziny spotkania. Asmodee miał po prostu zjawić się u niego następnego dnia, kiedy tylko będzie mógł.
W obecnym momencie stał już pod drzwiami mieszkania Salema. Nacisnął dzwonek do drzwi, a cicha melodyjka rozległa się po korytarzu z drugiej strony. W jednej z dłoni trzymał skserowany tekst, który miał zostać przetłumaczony przez mężczyznę. Właściwie, to nie miał pojęcia czego ma się spodziewać, lecz póki, co nie jest to na tyle istotne, by musiał nad tym rozważać.
Nie musiał długo czekać na otwarcie drzwi, gdyż stało się to po około minucie zaraz po naciśnięciu dzwonka. By zobaczyć Salema został zmuszony do niskiego pochylenia głowy. Należał on... do bardzo niskich mężczyzn. Na pewno mężczyzn? Bardziej przypominał kobietę, jeśli miałby sugerować się ubraniami oraz tymi długimi, różowymi włosami, nie mówiąc już o delikatnych rysach twarzy. Asmodee przez krótki moment poczuł się zdezorientowany. Czyżby pomylił adresy? Niemal od razu wyciągnął telefon by upewnić się i rozwiać wszelkie wątpliwości. A jednak, nie ma tu mowy o pomyłce.
- Pan Tłumacz Salem?
Mimo wszystko zapytał spokojnie. Chociaż te "pan" chyba było lekką przesadą. Nie wie czy zaraz ta niby kobitka nie wykrzyczy mu i nie wyrzuci tego słowa. Ewentualnie jest niezwykle młodym transseksualistą.
- Asmodee Valentine. Miałem zjawić się po przetłumaczenie tekstu.
Wytłumaczył od razu, aby mieć już z głowy wszelkie formalności, jeśli oczywiście Salem przed nim, to rzeczywiście Salem tłumacz.
 
     
Salem 
Rosyjska ruletka


Miano: Salem Gate
Wiek: 24 lata
Wzrost: 164 cm
Ubiór: Wzorzysta opaska, żółty sweter sięgający do połowy ud i czarne pończochy. Do tego buty na płaskim obcasie.
Ekwipunek: Telefon, klucze, portfel, dokumenty, szkicownik, utrwalacz do pasteli suchych.
Miłość: leży poćwiartowana w piwnicy.
TYP: Switch
Fabularnie: Podejmuje Pana Detektywa~
Motto: Życie to tylko chemia. Tu kropla, tam strużka, a wszystko się zmienia. Niewielki łyk sfermentowanych soków i nagle człowiek zdolny jest przeżyć kolejne parę godzin.
Multikonta: Mastema, Kokia
Dołączył: 21 Maj 2013
Posty: 16
Wysłany: 2013-07-13, 16:36   

Asmodee miał szczęście. Salem pracował jeszcze w szkole jako nauczyciel rosyjskiego, dzięki bogom i dyrektorowi - w końcu na pełen etat. Początki były cholernie trudne, i nawet nie chodzi tu o rozpuszczoną młodzież, która już po jego pierwszym dniu stale rzucała mu kłody pod nogi. Owszem, ze względu na wygląd, bo na charakterze i samym podejściu uczniowie bardzo się zawiedli. Być może spodziewali się osoby, której - jak sugerowałaby aparycja - jest delikatny jak mimoza i ugodowy, po uległość i bierność włącznie. Posypały się szlabany, telefony do rodziców, wizyty u dyrektora zyskały miano codziennych przyjemności, a sam pedagog nie wahał się huknąć na klasę, gdy zachodziła potrzeba (w tłuczeniu dziennikiem o katedrę stał się bezapelacyjnym mistrzem).
Więc wracając do wątku głównego, Pan Detektyw miał fart, gdyż Gate wrócił chwilę temu do domu, bardzo możliwe, że wyminęli się gdzieś po drodze. Właśnie zdjął buty i zdążył zapalić światło w kuchni, a ręka drgnęła mu w stronę uchwytu czajnika, gdy zadzwonił dzwonej do drzwi. Ta melodia była to już gdy się wprowadził, a ponieważ mieszkanie było wynajmowane, nie mógł wykonać tak dalece idących zmian, jak babranie się w instalacji elektrycznej; gdyby się jeszcze tylko na tym znał...
Dźwięk drażnił go niemożebnie, coś w stylu "Oh my darling Clementine". Ktokolwiek zamontował tu ten szajs, powinien wziąć za to odpowiedzialność i w ogłoszeniu o wynajem zamieścić ostrzeżenie pogrubionymi literami.
Machnął kuchennym ręcznikiem, przewieszając go ze zrezygnowaniem przez ramię, herbata musiała zaczekać. Jak i pomarańcze i biszkopty, które kupił sobie na wieczór, by w ich towarzystwie sprawdzać eseje na poniedziałek. CO prawda cały weekend przed nim, ale w błędzie jest ten, kto sądzi, iż nauczyciel zostawia swą pracę w szkole.
Uchylił drzwi na tyle, na ile pozwalał łańcuch. Ze względów bezpieczeństwa, na których punkcie miał z resztą niemałego hopla, nigdy nie wpuszczał do środka byle kogo. Ah, to ten od tłumaczenia... no tak. Salem zamieścił ofertę w internecie, wtedy jeszcze pracował na próbnym etapie i nie mógł sobie pozwolić na rozrzutność, więc szukał czegoś na boku. I ktoś odezwał się w końcu po pół roku, gdy sam zainteresowany zapomniał o ogłoszeniu i stąd jego zdziwienie, gdy dostał wpierw maila, a potem kilka sms-ów. Oczywiście pieniądze piechotą nie chodzą, więc bez szemrania wziął na siebie robotę, wiedząc, że większych problemów z tym mieć nie powinien. No, chyba że będzie miał do czynienia z jakimś profesjolektem albo gwarą. To zawsze zajmowało więcej czasu i wymagało fachowych źródeł, a był takim typem człowieka, który nie będąc czegoś pewnym nie odda fuszerki i będzie drążył do końca, aż sam uzyska zadowalający go efekt.
-Mam na imię Salem, nie Tłumacz. Ale miło mi Panie Detektywie.
Kąciki ust drgnęły mu lekko, na chwilę przymknął drzwi, by odbezpieczyć łańcuch i wpuścić go do środka.
O rany... ale wysoki!
Przeszło mu przez myśl, gdy brunet wyprzedził go w wąskim przedpokoju i udał się do prowizorycznej pracowni, ewentualnie salonu w zależności od potrzeby, a nawet sypialni, o czym świadczyła kanapa z rozrzuconym na niej kocem i wystającą poduszką. Wielkie nieba, jak to dobrze, że zdążył schować piżamę gdzieś pod pościel.
-W zależności od długości tekstu, i oczywiście od stopnia zawikłania w kontekst, może to potrwać od godziny do tygodnia. Jeśli jest to... tak jak wspomniałem, coś, co posiada nawiązania o których nie mam pojęcia, będę się z panem kontaktował, to być może. Chce pan herbaty?
Zawsze per "pan", chociażby z racji, że na ten moment nieznajomy był jego zleceniodawcą. Salem wskazał mu wolny fotel obrócony plecami do balkonu, a frontem do wejścia pokoju i zapalił światło, by jak najszybciej rzucić okiem a owy skrypt.
Jego ogólne, pierwsze wrażenie? Profesjonalista, a dodatek bardzo formalny, rzeczowy. Konkretny, a to zapowiadało przynajmniej otwartą i bezkonfliktową współpracę. Prawdę powiedziawszy, niebieskooki martwił się z początku, że trafi mu się klient o kompletnym braku zaangażowania i wiedzy, na czym właściwie praca z tłumaczem polega.
_________________

 
     
Beliar
[Usunięty]

Wysłany: 2013-07-13, 22:50   

A jednak. Dobrze trafił, a stojąca przed nim osoba jest tłumaczem, którego potrzebuje. Tylko kto by się spodziewał, iż napotka kogoś tak... oryginalnego. Jeśli oczywiście można tu użyć takiego słowa. Jednak nie mu to oceniać. Nie nadaje się do tego. Lecz mimo wszystko nie ukrył krótkiego przyglądania się włosom Salema. Godne podziwu. Z pewnością należy do upartych ludzi. Kto inny wytrzymałby ich hodowanie - męki nad rozczesywaniem, myciem, a co dopiero układaniem i tak każdego dnia. A przynajmniej tak uważał Beliar. Według niego jest to nie lada wyczyn. Nie ma bladego pojęcia jak to jest mieć długie włosy. Prawdopodobnie nigdy się nie dowie i nawet tego nie żałuje. Woli krótkie włosy, wygodne i w niczym nieprzeszkadzające. Oczywiście mógł się mylić, co do tych długich. Być może nie są aż takim utrapieniem, jakie wydają się być na pierwszy rzut oka. A jeśli jednak są, to po cholerę hodować je do takiej długości? Dla samego piękna i mody? Teraz, to już z pewnością nie powinien wtrącać się na ten temat. Mimo tego, iż źle się nie ubiera, to na modzie całkowicie się nie zna i stroni od niej jak najdalej. Woli posiadać własny styl, niż być zależnym od czegoś tak głupiego.
W takim razie teraz pasowałoby, aby Asmodee również przyczepił się co do "Pana Detektywa", prawda? Cóż, dla niego było to obojętne jak nazywają go ludzie. Oczywiście, w granicy dobrego smaku. Za wyrzucone w jego stronę wyzwiska można nieźle oberwać. Nie pozwoli sobie na znieważanie własnej osoby. W każdym bądź razie Salem mógł zacząć nazywać go nawet piratem, a nie będzie mu to przeszkadzać. Dlaczego akurat piratem? Chociażby sugerując się przepaską na oku, z której mimo wszystko widać zarysy blizny na kości policzkowej - nie zdołała zasłonić wszystkiego.
Po wyminięciu Różowej Istotki przez Asmodee różnica ich wzrostu stała się na moment doskonale widoczna. Salem przy kruczowłosym wyglądał jak mały skrzat, ewentualnie Beliar przy Gate niczym wielkolud. Oczywiście Detektywowi w niczym to nie przeszkadza. Ważne, iż nie będą mieli problemów w komunikowaniu się, gdyż mężczyzna miewał i takie problemy. Ach, pamięta jak kiedyś został zmuszony do ochrony świadka, którego gościł w swoim mieszkaniu przez dobre kilka tygodni. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, iż wspomniany człowiek mówił po hiszpańsku, a Beliar całkowicie nie rozumiał, co do niego mówi i na odwrót, gdyż świadek nie znał angielskiego, łapał jedynie niektóre słówka. Cóż, porozumiewanie się między nimi było całkiem zabawne, ale i momentami irytujące dla Asmodee. Całe szczęście miało to miejsce jakieś dwa lata temu, a brunet wspomina teraz o tym, jak o ciekawym doświadczeniu.
Wchodząc w głąb mieszkania ukradkiem rozejrzał się po jego wnętrzu, lecz nie zrobił tego z ciekawości, by dowiedzieć się w jakich warunkach mieszka Salem, bo sam nie ma ich u siebie najlepszych, a w poszukiwaniu dogodnego miejsca dla siebie. Przed tym wszystkim zdążył jeszcze zsunąć buty w przedpokoju. Kultura jest ważna, a w szczególności dla osób, które mu się przydadzą.
- Tygodnia? Nie, nie... Potrzebuję tego jak najszybciej - na teraz. Nie ruszę się stąd dopóki nie przetłumaczysz tego tekstu w całości.
Czas go gonił i nie mógł sobie pozwolić na kilkudniowe opóźnienie. Jak powiedział, tak i miał zamiar zrobić. Wzywanie na niego policję byłoby co najmniej nie na miejscu. Po wskazaniu wolnego fotela dla Asmodee usiadł on na nim, opierając się plecami o oparcie.
- Jasne. Obojętnie jaka to będzie. Wypiję każdą herbatę.
Zazwyczaj nie parzy dla siebie herbat, jednak nigdy nie odmawia ich, kiedy jest gościem w czyimś domu. Nawet je lubi, ale jest zbyt leniwy, aby robić je we własnym mieszkaniu. Być może zajmuje to dla niego zbyt wiele czasu.
Uniósł dłoń, z trzymanym wcześniej wspomnianym tekstem i wyciągnął go w stronę Różowowłosej.
- Tutaj jest skrypt. Zawiera on około trzysta siedemdziesiąt sześć słów. Liczę, iż dasz radę uporać się z tym w miarę szybko i przejrzyście. Oczywiście jestem gotów zapłacić wysoką cenę.
W obecnym momencie pieniądze nie grały dla niego wysokiej roli. Najważniejsze było zakończenie śledztwa, a jego cena nie jest istotna.
 
     
Salem 
Rosyjska ruletka


Miano: Salem Gate
Wiek: 24 lata
Wzrost: 164 cm
Ubiór: Wzorzysta opaska, żółty sweter sięgający do połowy ud i czarne pończochy. Do tego buty na płaskim obcasie.
Ekwipunek: Telefon, klucze, portfel, dokumenty, szkicownik, utrwalacz do pasteli suchych.
Miłość: leży poćwiartowana w piwnicy.
TYP: Switch
Fabularnie: Podejmuje Pana Detektywa~
Motto: Życie to tylko chemia. Tu kropla, tam strużka, a wszystko się zmienia. Niewielki łyk sfermentowanych soków i nagle człowiek zdolny jest przeżyć kolejne parę godzin.
Multikonta: Mastema, Kokia
Dołączył: 21 Maj 2013
Posty: 16
Wysłany: 2013-07-13, 23:42   

Co do włosów, być może kiedyś stanowiło to dla niego wyzwanie, aczkolwiek teraz, po tylu latach gdzie miał okazję przyzwyczaić się do ich stanu, nie miewał problemów. Prawda, na ich punkcie miał niezłego hopla, biada temu, kto tknąłby ich bez pozwolenia, aczkolwiek i w tym miał swoje racje, wynikające z pewnych zajść i zdarzeń.
Układanie? Nah, to nie dla niego. Miał i tak krótkie poranki, więc zaplatanie włosów w warkocz wieczorem przed snem spełniało swoje zadanie.
-Tylko? To nie tak dużo.
Stwierdził, choć nie skomentował impertynencji detektywa, odnośnie przedłużenia swego pobytu w mieszkaniu. Praca, praca... okej, był w stanie to zrozumieć. Asmodee widać nie bawił się w niepotrzebną kurtuazję i bez ogródek przechodził do rzeczy. No dobrze, nie ma co się łudzić, trzeba brać się do pracy. Młody nauczyciel nastawił wodę na herbatę i wrzucił do pękatego, wielokrotnie chyba sklejanego imbryka dwie saszetki z kolorowej, indyjskiej puszki. Nie posłodził, nie znał upodobań swego pracodawcy, więc pozostawił mu to do własnego rozporządzenia, wychodząc z problemu bardzo prosto - postawił na stole cukiernicę.
Wziął arkusze do ręki, zmarszczył lekko brwi. Cyrylica, oczywiście, bez wymyślnych czcionek, bez zagadek, wszystko w porządku. Więc najpierw translacja na fonetykę, potem zabawa z terminami, których wyłapał już kilka, ku własnej zgrozie. A potem... chryste, cóż to takiego?! Poruszył parokrotnie ustami jak wyjęta z wody akwariowa rybka, zerknął na bruneta żwo; już miał coś powiedzieć, gdy czajnik zagwizdał donośnie, a Salem podreptał do kuchni, zapominając o użyciu ręcznika i wpierw parząc sobie niezbvyt dotkliwie dłoń. Za drugim razem roztropniej chwycił uchwyt przez ścierkę i wrócił do pracowni z herbatą i pytaniami. Tak, właśnie.
-Wie pan... to dość ciekawa gwara. Właściwie to widziałem ją na oczy raz tylko... mmm, neskol'ko let nazad. Znaczy się, kilka lat temu.
Zwykle kiedy coś czytał lub tłum,aczył z rosyjskiego właśnie, przyzwyczajenie robiło swoje i zacierały mu się granice między językami, dlatego zagruchał płynnym rosyjskim jeszcze parę razy. Wziął do ręki zielony zakreślacz, oraz niebieski. Potrzebował dwóch do zaznaczania pojęć, które zdawały mu się być znajomymi, wymagające jeszcze upewnieniu się w tym, czy jego mniemanie pasuje do kontekstu w jakim je zestawiono, oraz do tych, które definitywnie były gwarą. I to nie byle jaką, bo ochweśnicką!
Zamyślił się na krótką chwilę. Wydało mu się, że to może być coś, czego sam szukał przez dość długi czas. Może nie dosłownie, aczkolwiek pewien trop, bo... nie nie, to absurdalne.
-Nadawcą jak i odbiorcą tekstu który mi pan przyniósł są przemytnicy, oszuści, złodzieje, a z tego co widzę, są wzmianki o handlu żywym towarem... i prostytucja. Nie dosłownie, oczywiście! Nic nie jest ujęte wprost, a eufemizmy to akurat najmniejszy problem, bo wiele z tych słów to zwroty kryptozawodowe, z którymi mogę mieć problem. Niewiele pamiętam, to... zajmie.
Sic, gratulacje, Salem! Żeś palnął. Wyszło na to, że przyznając się do znajomości zakodowanego szyfru sprzedał mu informację, że sam ma lub posiadał kontakt z ludźmi tego pokroju.
_________________

 
     
Beliar
[Usunięty]

Wysłany: 2013-07-28, 22:54   

Niespecjalnie interesuje Beliara czy jest to długi tekst, bądź nie w mniemaniu Salema. Ma on zostać dokładnie przetłumaczony. Nie na potem, nie na później, nie na zaraz - na teraz. Tak jak powiedział tak i zrobi - pozostanie w mieszkaniu Salema, aż przetłumaczy on skrypt w całości. Tego może być pewien. Wychodzi również na to, iż długość jego odwiedzin jest zależna od Pana Translatora. Może się wydawać, iż jest w jakimś stopniu zależny od niego, lecz jak najbardziej to tylko pozory, które Asmodee bardzo często lubi stwarzać. To jedna z pułapek, w które wpadają poszczególne osobą. Cóż, trzeba mieć się na baczności, gdyż nie wiadomo co i kiedy wpadnie mu do głowy. Owszem, detektywowi zależy na czasie oraz na ogółu zaistniałej sytuacji, jednak w bardzo szybki sposób może sprawić, aby różowowłosy chciał od razu wziąć się za przetłumaczenie. Nie powinien mieć z tym trudności, więc i pozory mogą w każdej chwili zniknąć.
Mimo wszystko wyraz twarzy Valentine nie wyglądał na szczególnie przejętego, chociaż jego wcześniejsze słowa mówiły coś znacznie innego - iż wspomniany wcześniej skrypt jest dla niego w istocie ważny. A przynajmniej to można było wywnioskować. Nie, nie bawi się w "dobrą minę do złej gry", bo po cholerę miałby to robić? Po prostu należy do tego typu osobników, gdzie sama mimika niewiele powie, a emocje są ukazywane jedynie w szczególnych wypadkach. Musiałoby się stać coś wyjątkowo poważnego, aby wyraz jego twarzy zmienił się z obojętnego na choć trochę przejętego. Być może rzeczywiście nie jest poruszony wspomnianą wcześniej sytuacją?
Póki co wzrok błękitnego oka zatrzymał się na sylwetce Salema, który przyniósł cukiernicę, a zaraz po tym począł przeglądać otrzymany od Asmodee skrypt. W uparty, wręcz bezczelny sposób przyglądał mu się. Nie, nie robił tego na złość, by podroczyć się z nim czy przez inne fanaberie, które mogłyby w jakiś sposób zirytować Translatora. Po prostu taką miał teraz ochotę, której nie miał najmniejszego zamiaru sobie odmawiać. Właściwie, to ciężko było nie patrzeć na Salema. Kto jak kto, ale różowowłosy doskonale wyróżnia się wśród panującego społeczeństwa swą ogólną aparycją. Plus, ma całkiem ładną buźkę.
Podczas lustrowania Różowowłosej Księżniczki Beliar słuchał, to co ma do powiedzenia. Było tak do momentu, aż usłyszał ostatnie zdania Salema. Jedna z jego brwi powoli podjechała ku górze, ale za moment jego wyraz twarzy wrócił do poprzedniego, nie dając niczego po sobie poznać.
Wszystko wskazuje na to, iż mężczyzna przed nim niejeden raz miał styczność z ludźmi wymienionego pokroju, ewentualnie nadal ma. Po powrocie i rozwikłaniu własnej zagadki będzie musiał go sprawdzić...
- Rozumiem... Ile Ci to zajmie? Na długo mam się tu rozgościć?
Zabrzmiało, jakby właśnie wyznaczył jedną z zasad tego domu, co oczywiście było niegrzeczne z jego strony. Bad Beliar. Jak najbardziej jest tego świadomy, a mimo to nie mógł sobie odmówić takiego zdania. Być może chciał przypomnieć i zaznaczyć, iż zostanie i poczeka na zakończenie pracy Salema.
Chwycił kubek z herbatą, a następnie przyłożył krawędź do ust, by go nieco przechylić i upić kilka łyków gorącej herbaty. Nie posłodził, gdyż nigdy tego nie robił. Nie przepada za cukrem, a przynajmniej tym w herbacie. Odstawił naczynie na stolik i wrócił wzrokiem na Salema.
Póki co nic nie wspomni o tym, iż różowowłosy wydał się z pewną informacją. Asmodee planuje wypytać go o szczegóły nieco później. Wpierw niech wykona zleconą mu robotę. Jeszcze się przestraszy, gdyż "wypytywanie" Beliara bywa momentami drastyczne.
 
     
Salem 
Rosyjska ruletka


Miano: Salem Gate
Wiek: 24 lata
Wzrost: 164 cm
Ubiór: Wzorzysta opaska, żółty sweter sięgający do połowy ud i czarne pończochy. Do tego buty na płaskim obcasie.
Ekwipunek: Telefon, klucze, portfel, dokumenty, szkicownik, utrwalacz do pasteli suchych.
Miłość: leży poćwiartowana w piwnicy.
TYP: Switch
Fabularnie: Podejmuje Pana Detektywa~
Motto: Życie to tylko chemia. Tu kropla, tam strużka, a wszystko się zmienia. Niewielki łyk sfermentowanych soków i nagle człowiek zdolny jest przeżyć kolejne parę godzin.
Multikonta: Mastema, Kokia
Dołączył: 21 Maj 2013
Posty: 16
Wysłany: 2013-07-29, 20:03   

Z początku w ogóle nie zwrócił uwagi na Asmodee. W sumie było mu wszystko jedno, obserwuje czy nie - Salem był w tej chwili zbyt zajęty tekstem, który otrzymał do translacji i z tego co rozumiał, była to sprawa nagła, więc musiał przejść ad rem. Natychmiast.
Dopiero później na moment przeniósł ciężkie spojrzenie na detektywa, zmarszczył brwi. Nie, mężczyzna nie wydawał się być speszony tym, że Norweg przyuważył jego gapiostwo. Widać ten tutaj to całkiem inny kaliber, twardy i szorstki z zewnątrz, gruba powłoka ostentacyjności, kpiny i samozaparcia. Pan Gate nie był najlepszym agentem do spraw rozpracowywania osobliwości, zatem jedyne co był w stanie na ten moment powiedzieć o jednookim, to to, że jest bardzo oddany swojej pracy. Formalny, z deka arogancki, z poczuciem obowiązku silniejszym niż ugłaskaną uprzejmością.
Wizualnie? Nie oparł się ogólnej, powierzchownej ocenie aparycji Pana A. Wysoki, nah, jak cholera! Dobrze zbudowany, o wąskich wargach, zaciśniętych w skupieniu. I jedno oko. Stracił drugie? Ciekawe, w jakich okolicznościach... nie. Niezbyt rozsądnie byłoby pytać, choć w jakiś nieoczywisty sposób ten drobny defekt nie zraził go, a raczej stanowił coś w rodzaju wabika. Salem miał doprawdy niezrozumiałe zacięcia. Ciekawostka.
-Wie pan. To mój zawód. Płacą mi za to, więc wezmę się do tego od razu. Zobaczymy ile to może potrwać, ale szacuję, że skończę jutro. Wieczorem, może późno w nocy. Chce pan nadzorować moją pracę?
Uniósł brew z rozbawieniem, aczkolwiek istotnie, oszacował termin dosyć dokładnie. Będzie to wymagało kawy, chińszczyzny z pobliskiej chińskiej knajpy i skupienia, ale poza tym nie był nader wymagający. Potrzebował pieniędzy, czynsz ostatnio skoczył w górę. No i jakby nie patrzeć, młody nauczyciel miał zdecydowany problem z oszczędzaniem.
W łazience zdjął jeszcze soczewki, nie były dobrym rozwiązaniem na całonocne ślęczenie nad cyrylicą. Jedyne czym się martwił to to, że skrypt może być naszpikowany całą masą zbitek, które w odpowiednim rozłożeniu znaczą zupełnie co innego niż mogłoby zdawać się pozornie. Oznaczało to więc, że musi być diabelnie uważny, jeśli nie chce zawalić sprawy.
Podciągnął sobie niski taboret, założył okulary. Przeprosił jeszcze na moment i poszedł się przebrać w coś luźniejszego, nadal nie zdążył odpocząć po całym dniu pracy. Właściwie żaden klient nie był jeszcze na tyle radykalny, by pilnować trybu jego pracy osobiście. Salem niezbyt rozumiał tok myślenia detektywa, ale widocznie miał powód ku takim restrykcyjnym krokom.
Darował sobie długą kąpiel, choć marzył o niej gdy wracał metrem do domu. Na ten moment wystarczył prysznic, założył luźną koszulę i podwinął jej rękaw. Spodnie od piżamy, długie i nie krępujące ruchów też zdały mu się idealne, nie zamierzał całą noc cisnąć się w czymś niewygodnym. Spiął włosy wysoko klamrą i już mógł oddać się pracy.
Pomyślał jeszcze, że skoro Asmodee zamierza faktycznie dyszeć mu w kark o tę robotę, to byłoby nieludzko trzymać go tutaj bez jakiegoś gościnnego podjęcia. Podgrzał mu zupy z grzankami, przyniósł popielniczkę, gin. Poza tym ogólna dywiza brzmiała dość otwarcie - "Obsłuż się sam, ja nie będę miał na to czasu".

W miarę upływu czasu sterta słowników rosła, do tego laptop stale podpięty do ładowania również błyszczał z daleka ogromem naotwieranych w przeglądarce kart. Gate dzwonił również do kogoś, ale nie udało się nawiązać połączenia, więc po dwóch nieudanych próbach darował sobie.
-Przy dwóch pierwszych zdaniach upewniłem się, że to to o czym myślałem... zobacz. To znaczy, niech pan zobaczy. Tutaj. To wygląda na formułkę grzecznościową, jaką zazwyczaj umieszcza się w listach. Ale każdy wers tworzy akrostych, więc mamy nazwisko. Wygląda na włoskie, zapisałem je na marginesie, taka moja uwaga.
Zawrócił mu tym głowę koło drugiej. Tekst szedł mu jednak o wiele bardziej opornie, niż mógł się spodziewać. Ktoś miał iście ułańską fantazję układając ten tekst, bo co chwilę natykał się na zwroty, które stanowiły doprawdy szatańsko trudną do rozpracowania grę słów. Tak ambitnego zlecenia jeszcze nie dostał, i choć zapał był nie mniejszy, koło czwartej osunął się sennie na zapiski i po prostu odpłynął, nawet nie do końca tego świadom.
_________________

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 1,48 sekundy. Zapytań do SQL: 7