Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Salon
Autor Wiadomość
Shichiro


Miano: Shichiro Shinya Sakagami
Wiek: 25 lat
Wzrost: 185 cm
Ubiór: Zazwyczaj nosi wygodne sportowe obuwie, jeansy i tshirt lub longsleev w towarzystwie bluzy. Ale od kiedy dni stały się chłodne, w repertuarze pojawiły się swetry oraz półbuty. Wszystko to utrzymane w ciemnej tonacji.
Wygląd: Ciemnozielone oczy, smukła, dostatecznie umięśniona sylwetka i czarne niczym skrzydło kruka włosy, długie do łokcia i zazwyczaj związane w kucyk.
TYP: Zobacz.
Fabularnie: JAKA RANDKA?! xD
Motto: Nic w człowieku - nawet jego ciało - nie jest wystarczająco trwałe, aby zrozumieć innych ludzi i rozpoznać w nich siebie.
DODATKOWE: Lekarz i szkolny pielęgniarz


Dołączył: 05 Maj 2013
Posty: 108
Wysłany: 2013-09-18, 23:27   Salon


Inaczej niż reszta domu, utrzymany w jasnej tonacji. Prosty i elegancki, z oszkloną ścianą wpuszczającą do środka wiele ożywczego światła. Zaraz obok kanapy zaczynają się długie półki z ciemnego drewna, ciągnące się aż do schodów na piętro i po brzegi wypełnione różnego rodzaju książkami. Z kolei naprzeciw niej miejsce zajmuje telewizor plazmowy stojący na małej szafce. Na podłodze panele z ciemnego drewna, które częściowo przysłania jasny, miękki dywan. Przy oknie, niedaleko mebla wypoczynkowego, stoi również na cienkiej ozdobnej nodze klatka, w której mieszka słowik.
 
     
Moran
Diabelstwo
Głowa do góry!


Miano: Moran Quert
Wiek: 19 lat
Pseudonim: Morq
Klasa: 13th B
Wzrost: 170
Ubiór: Ubiera się bardzo różnie i raczej wygodnie, ale zawsze schludnie. Obecnie to jasna koszula rozpięta pod szyją oraz jeansy i czarne pantofle.
Ekwipunek: Komórek, portfel i kieszenie pełne optymizmu.
Wygląd: Niewysoki młodzieniec o dużych zielonych oczach i falowanych, pół długich blond włosach. Ma dość delikatną urodę, ale na pewno nie może uchodzić za kobietę choćby z racji całkiem ładnie wyrzeźbionego ciała i było nie było, całkiem męskiej linij szczeki.
Miłość: No, taa... miłość od razu.
TYP: Matko... Ograniczenia są takie głupie!
Znaki Szczególne: Dziwne usposobienie.


Fabularnie: Randka! xD
Motto: Może pozytywne nastawienie nie rozwiąże wszystkich twoich problemów, ale wkurzy wystarczającą liczbę osób, by było to warte zachodu.
Multikonta: Ta...
Wiek: 28
Dołączył: 19 Mar 2013
Posty: 106
Wysłany: 2013-11-01, 15:38   

Czekał dłuższą chwilę nim w końcu mu otworzono dlatego też uśmiech jaki na sobie wymusił zmył się pozostawiając po sobie zaledwie cień. Jednak widząc w drzwiach uśmiechniętego lekarza od razu odsłonił zęby. Uśmiech za uśmiech, tak jak zawsze to u niego działało.
Może trochę zbyt ostentacyjnie przyjrzał się gospodarzowi, ale ciężko było nie patrzeć z ciekawością, kiedy pierwszy raz widział go takiego. Dziwnie tak było oglądać go w luźnym stroju i z rozpuszczonymi włosami... Wyglądał zdecydowanie młodziej.
Moran zapewne też wyglądał lepiej niż w szpitalu. Chłód zaróżowił mu pliczki, wiatr roztrzepał włosy, co w brew pozorom pasowało mu bardziej niż przylizany fryz.
Co najgorsze, wbrew wszystkiemu, to blondyn czuł się trochę nieswojo. Niesamowite, ale własnie tak było. Oczywiście to, tak jak i wszystkie takie "dziwne" emocje chował głęboko nie pozwalając wyjść im na światło dzienne. No bo przecież by się nie przyznał, nie? Inaczej rzecz się miała z gniewem czy niezadowoleniem, ale to było raczej normą, której ukrywać nie musiał. Shi natomiast wyglądał zupełnie naturalnie, a nawet zdawało mu się, że służbowy ton zatarł się gdzieś zupełnie.
- Powinienem się obrazić? Masz mnie za takiego roztrzepańca? - rzucił rozbawiony teorią jakoby był spóźnialski. Wbrew pozorom kiedy mu zależało, potrafił góry przenosić.
Wszedł od razu rozpinając płaszcz. Wnętrze było ciepłe i pachniało smakowicie, aż musiał przełknąć ślinę. Podał okrycie i rozwiązał buty. Kątem oka obserwował jak gospodarz odkłada wszystko na miejsce... fan porządku? Już za chwile miał się przekonać, że rzeczywiście. Założył kapcie z głupim uśmiechem, bo przypomniało mu się jak to babcia zawsze dawała mu znoszone kapcie dla gości gdy przyjeżdżał z wizytą.
Wystrój domu był minimalistyczny, ale było tu też bardzo czysto... Ciekawe czy posprzątał tylko dlatego, ze spodziewał się gości, czy zwykle tak to tu wygląda?
Rozejrzał się po wielkim pomieszczeniu, by na koniec odwrócić się do mężczyzny.
- Nie przejmuj się, jadałem w gorszych warunkach. Tu jest naprawdę... no, ładnie. - wzruszył ramionami szczerząc zęby. Od wewnątrz dom Shichiro był zdecydowanie ciekawszy oraz ładniejszy, przynajmniej według Morana. Jeszcze raz objął wzrokiem salon na dłużej zatrzymując go w pobliżu dużej klatki.
- Masz ptasiora... - wskazał palcem na stojącą pod oknem klatkę z maleńkim skowronkiem. - Jakoś tak bardziej pasował mi do ciebie kot...
Uśmiech nie schodził mu z twarzy, choć w środku czuł się zaniepokojony i... niepewny. Doskonale zdawał sobie sprawę jaki jest tego powód, ale nie chciał nazywać tego po imieniu. Lepiej, żeby teraz nie przypominał sobie o domowym cieple, randkach i innych tego typu bzdetach. Miał się przecież dobrze bawić, a nie marudzić.
- Może ci pomogę, albo coś? W końcu i tak przychodzę tu z głodnym pyskiem... - ledwie zdążył to powiedzieć, a Shi czmychnął już do kuchni. Moran przez chwilę śledził jego ruchy uśmiechając się pod nosem. To nie jest randka. Upomniał się raz jeszcze, choć taki obraz lekarza podobał mu się zdecydowanie bardziej niż ten w kitlu i szpitalnych murach. Z resztą miał uraz do lekarzy, ale to inna kwestia...
Westchnął sobie i przeszedł się po salonie, ale to właśnie klatka skupiła na sobie cała jego uwagę. Co to za gatunek nie miał pojęcia. Podszedł i zbliżył twarz do prętów oglądając maleńkie istnienie, które wydawało się być niezadowolone z nieznanego sobie gościa.
- Śpiewasz? - zapytał szeptem i wetknął palec między szczebelki próbując dotknąć puszystych piór. Słowik niestety będąc już przestraszony dzisiejszym hałasem zatrzepotał skrzydłami i zaświergotał żałośnie.
 
     
Shichiro


Miano: Shichiro Shinya Sakagami
Wiek: 25 lat
Wzrost: 185 cm
Ubiór: Zazwyczaj nosi wygodne sportowe obuwie, jeansy i tshirt lub longsleev w towarzystwie bluzy. Ale od kiedy dni stały się chłodne, w repertuarze pojawiły się swetry oraz półbuty. Wszystko to utrzymane w ciemnej tonacji.
Wygląd: Ciemnozielone oczy, smukła, dostatecznie umięśniona sylwetka i czarne niczym skrzydło kruka włosy, długie do łokcia i zazwyczaj związane w kucyk.
TYP: Zobacz.
Fabularnie: JAKA RANDKA?! xD
Motto: Nic w człowieku - nawet jego ciało - nie jest wystarczająco trwałe, aby zrozumieć innych ludzi i rozpoznać w nich siebie.
DODATKOWE: Lekarz i szkolny pielęgniarz


Dołączył: 05 Maj 2013
Posty: 108
Wysłany: 2013-11-01, 22:21   

- Czy ja mówiłem coś o roztrzepaniu? Po prostu niektórzy tak mają. - Wzruszył ramionami. - Podoba ci się? Cieszę się. Nie każdy lubi ten styl. Mnie odpowiada, bo chociaż różni się od mojego domu rodzinnego, to utrzymanie porządku nie kosztuje tutaj wiele wysiłku, tak jak tam. No i nigdy nie lubiłem zbytku. To akurat stamtąd wyniosłem.
Kiedy Moran patrzył na salon, Shichiro patrzył na niego. Stwierdził, że prezentuje się dużo lepiej, niż w szpitalu, co było dość oczywiste, ale mimo wszystko cieszyło. Chyba po raz pierwszy widział go w normalnych ciuchach, a nie w luźnej szpitalnej piżamce, więc mimowolnie zbadał szybko wzrokiem jego sylwetkę. Jeśli pominąć kilka kilogramów, które zgubił w szpitalu, a które pewnie z łatwością nadgoni, była modelowa. Nic dodać, nic ująć. Tak powinien wyglądać każdy... nie, czekaj. Wtedy Shichiro chyba zacząłby się oglądać za uczniami, a nie zamierzał tego robić. Póki co nie dopuszczał takiej możliwości. Złote kosmyki były roztrzepane przez wiatr i Sakagami przez chwilę poczuł, jak świerzbią go palce. Ale na szczęście musiał iść do kuchni. Chwileczkę...
- CO mam? - Czarnowłosy jeszcze nigdy nie słyszał takiego wariantu słowa ''ptak'', więc po prostu zaczął się śmiać. Nisko, ale dźwięcznie. Po raz pierwszy w obecności blondyna. Zaraz się jednak opanował. - To słowik. Lubię koty, ale przy moim trybie życia nie mógłbym się nim zająć tak, jak należy. Z Ai'em jest mniejszy problem... Dzięki za propozycję, ale wszystko już gotowe, więc nie trzeba.
Kiedy obiad już czekał, mężczyzna wrócił z powrotem do salonu i skierował kroki prosto ku Moranowi, który właśnie wtykał swoje zwinne palce w ostatnie miejsce, w którym znaleźć się powinny.
- Napędziłeś mu stracha. - Ściągnął jego ramię w dół, pociągnąwszy za rękaw. - Nie stresuj go dotykaniem, chodźmy zjeść. Śpiewa tylko wtedy, kiedy zapadnie zmrok. Słowiki to nocne ptaki, a Ai, chociaż udomowiony, w tym się od nich nie różni.
Jakoś tak wyszło, że nie puścił rękawa, tylko od razu pociągnął zań lekko blondyna w kierunku kuchni. A tam już czekał na nich gorący łosoś zapieczony w bazyliowo-pietruszkowym pesto i położony na kuskusie. Porcje były w sam raz - nie na tyle duże, żeby można się było nimi solidnie zapchać, ale też nie tak małe, żeby za chwilę znów być głodnym. W końcu skurczony żołądek trzeba rozciągać powoli. Do tego sok w smukłych kieliszkach do wina i czekający w lodówce deser-niespodzianka. Kiedy zasiedli, Shichiro uśmiechnął się do nastolatka z lekkim rozbawieniem.
- Smacznego. Jakby co, zlew jest za tobą... Chociaż mam nadzieję, że jednak będzie dobre.
Z łaskoczącą delikatnie w żołądku ekscytacją, równo z Moranem ukroił pierwszy kęs.
_________________
 
     
Moran
Diabelstwo
Głowa do góry!


Miano: Moran Quert
Wiek: 19 lat
Pseudonim: Morq
Klasa: 13th B
Wzrost: 170
Ubiór: Ubiera się bardzo różnie i raczej wygodnie, ale zawsze schludnie. Obecnie to jasna koszula rozpięta pod szyją oraz jeansy i czarne pantofle.
Ekwipunek: Komórek, portfel i kieszenie pełne optymizmu.
Wygląd: Niewysoki młodzieniec o dużych zielonych oczach i falowanych, pół długich blond włosach. Ma dość delikatną urodę, ale na pewno nie może uchodzić za kobietę choćby z racji całkiem ładnie wyrzeźbionego ciała i było nie było, całkiem męskiej linij szczeki.
Miłość: No, taa... miłość od razu.
TYP: Matko... Ograniczenia są takie głupie!
Znaki Szczególne: Dziwne usposobienie.


Fabularnie: Randka! xD
Motto: Może pozytywne nastawienie nie rozwiąże wszystkich twoich problemów, ale wkurzy wystarczającą liczbę osób, by było to warte zachodu.
Multikonta: Ta...
Wiek: 28
Dołączył: 19 Mar 2013
Posty: 106
Wysłany: 2013-11-01, 23:23   

Moran był pod względem wieku właściwie dorosły, jedynie psychicznie jeszcze w niektórych momentach zdarzały mu się zdecydowanie dziecinne zachowania, ale to że był uczniem niedługo przecież miało się zmienić. Chodził do ostatniej klasy, a po niej cały świat stał przed nim otworem... Cóż, a przynajmniej miał takie poczucie. Już nic nie będzie go ograniczało! Jak bardzo się myli, prawda?
Śmiech Shchiro był w odbiorze całkiem przyjemny. Pierwszy raz go słyszał, to prawda, i musiał przyznać przed samym sobą, że było to cholernie miłe. Poczuł jak po kręgosłupie przemaszerowało stado mrówek robiąc sobie pikietę na karku i pokrywając go gęsią skórką. Przyjemne, choć dziwaczne uczucie.
Na wzmiankę o kotach przyszedł mu do głowy pomysł, którym od razu musiał się podzielić, bo oczywiście najpierw mówił, potem myślał.
- Mój ojciec jest lekarzem, wiem jak to jest. Ale jak kiedyś sobie sprawisz kota, mogę wpadać, żeby się nim zająć.
Może nie był to aż tak głupi pomysł, ale biorąc pod uwagę ich stopień zażyłości, a raczej... jego brak, taka propozycja mogłaby podchodzić pod nadgorliwość, albo podlizywanie czy inne narzucanie się. Niepotrzebne skreślić.
Kątem oka obserwował krzątającego się w kuchni mężczyznę... No dobra, podobał mu sie ten egzotyczny lekarz, tak. No ciężko żeby nie. Znając życie, pewnie wszystkie pielęgniarki się do niego śliniły... A skoro Moran w końcu się do tego przyznał tak szczerze i kompletnie, wedle jego teorii należało coś z tym zrobić, a przynajmniej spróbować. I nie, nie miał na myśli związku, a brońcie bogowie! Ale gdyby został tu dłużej niż na kolację na pewno by sie nie pogniewał... Tylko w Shichiro było coś, co Morana trzymało na dystans, przynajmniej do momentu w którym ten nie złapał go za rękaw... Niby niepozorny gest, ale pękła pierwsza bariera więc, hulaj dusza, piekła nie ma!
Opuścił więc rękę wyjmując palce z pomiędzy prętów słowiczej klatki.
- No siemasz Ai. Nie pożrę cię, nawet bym sie nie najadł, wiesz? - odezwał się tonem jakiego używa się do małych uroczych zwierzątek, albo dzieci. Właściwie to, ze Moran mówił do zwierząt czy rzeczy martwych było dlań rzeczą bardzo charakterystyczną... W ogóle Moran był dość charakterystyczny...
Gdy oczywiście nie uzyskał odpowiedzi, a ptak nadal wciskał się w najdalszy zakątek klatki, spojrzał na gospodarza mrużąc oczy.
- Chciałbym usłyszeć jak śpiewa - Oczywiście, ze to była sugestia. Kiepsko ukryta i okraszona jednoznacznym uśmiechem. W zielonych Moranowych oczach pojawił się też nieukazany dotąd błysk.
Pociągnięty za rękaw w kierunku kuchni, podreptał, nie mając zamiaru wyrywać się przystojnemu lekarzowi. Jak było powiedziane, bariery, precz!
To co zobaczył gdy dotarli na miejsce przeszło jego oczekiwania. Na sam widok ciekła mu ślinka, a żołądek zaburczał głośno.
- Wooow... Tego się nie spodziewałem! Może minąłeś się z powołaniem? Takich dobrości to ja dawno na oczy nie widziałem, a co dopiero mówić o jedzeniu. - wyszczerzył się prawdziwie radośnie i wdrapał na stołek. Zdecydowanie potrafił mówić dość dziwacznie używając przy tym różnych dziwnych dźwięków, co w całości dawało niepokojący efekt, jakoby Moran jednak naprawdę nie był do końca normalny...
- żartujesz? Nie będę wybrzydzał, darowanemu koniowi... - roześmiał się chwytając sztućce i ukroił pierwszy kęs, który od razu wpakował do ust. Po tym jak szybko zaczął pałaszować widać było jak bardzo był głodny. Dobrze mu będzie na lekarzowej kuchni...
- Dawno... bardzo dawno nie jadłem takiego domowego obiadu - wymamrotał między kęsami, nawet specjalnie się nie przejmując, ze przecież z pełnymi ustami się nie mówi - Mieszkasz sam, prawda?
Zerknął na mężczyznę kątem oka i chwycił kieliszek. Upił spory łyk... soku. No tak, przecież lekarz nie dałby mu alkoholu przy antybiotykach. Puknął palcem w szkło, które zabrzęczało w odpowiedzi.
- Nie smutno ci? - zmarszczył brwi, ale rozbawienie zdawało się nie schodzić z jego twarzy - Choć w sumie... lekarze powinni być sami.
Tę teorię wysnuł bez cienia kpiny, która mimo wszystko cisnęła mu się do ust. Właściwie nie wiedział dlaczego tak ostentacyjnie to podsumował, ale chyba było to winą dzisiejszego wieczoru pełnego dziwnych wspomnień... Nie naprostował tego, choć zamarł z widelcem wbitym w rybę, jakby rzeczywiście czekał odpowiedzi. Kto wie, może nawet trochę martwił się reakcją swego dobroczyńcy. To ci dopiero nowość!
 
     
Shichiro


Miano: Shichiro Shinya Sakagami
Wiek: 25 lat
Wzrost: 185 cm
Ubiór: Zazwyczaj nosi wygodne sportowe obuwie, jeansy i tshirt lub longsleev w towarzystwie bluzy. Ale od kiedy dni stały się chłodne, w repertuarze pojawiły się swetry oraz półbuty. Wszystko to utrzymane w ciemnej tonacji.
Wygląd: Ciemnozielone oczy, smukła, dostatecznie umięśniona sylwetka i czarne niczym skrzydło kruka włosy, długie do łokcia i zazwyczaj związane w kucyk.
TYP: Zobacz.
Fabularnie: JAKA RANDKA?! xD
Motto: Nic w człowieku - nawet jego ciało - nie jest wystarczająco trwałe, aby zrozumieć innych ludzi i rozpoznać w nich siebie.
DODATKOWE: Lekarz i szkolny pielęgniarz


Dołączył: 05 Maj 2013
Posty: 108
Wysłany: 2013-11-19, 18:06   

- Wiesz, to wyglądałoby raczej tak, jakbyś ty swojego kota przetrzymywał w moim mieszkaniu, niźli opiekował się moim. Podejrzewam, że ten kot uważałby mnie jedynie za dodatek do wystroju - uśmiechnął się. A kiedy usłyszał monolog do słowika, jego uśmiech wcale nie zmalał. Później natomiast doszła do niego lekko uniesiona w rozbawionym zaskoczeniu brew. Propozycja połączona z wyrazem twarzy Morana wydawała się mieć jednoznaczny podtekst, ale nie wziął tego na poważnie. W końcu przekonał się, że nastolatek uwielbia takie gierki i bez sensu byłoby się o to obruszać, czy coś. A właściwie, to czemu by nawet w to nie zagrać?
- Jeśli twoja determinacja jest na tyle wielka, żeby spać na kanapie, proszę bardzo. Z sypialni słabo słychać - dobrze, że był odwrócony tyłem, ponieważ jego uśmieszek był iście diabelski. Droga do łóżka doktora nie jest usłana różami, co to, to nie...
- Jakoś nigdy nawet przez myśl mi nie przemknęło, żeby zostać kucharzem. To prosty przepis z internetu, sam dałbyś radę. Najwięcej trudności chyba sprawia nadanie temu odrobiny estetyki, ale to przecież nie jest najważniejsze. - Podsumował ze spokojem, po czym zaczęli jeść. Bardzo się cieszył, że blondyn zareagował z takim entuzjazmem. W końcu zawsze jest miło, kiedy ktoś docenia twoje starania.
- Tak, sam. Czy smutno?... - Shichiro zastanowił się przez chwilę. Oczywiście, czasem brakowało mu towarzystwa, ale... dość często był zbyt zmęczony, żeby to roztrząsać i kiedy cisza wydawała się być cięższa niż zwykle, po prostu włączał cicho telewizor, kładł się na kanapie i zasypiał przy jego szumie. Chociaż oczywiście, że byłoby cudownie, gdyby po przyjściu z pracy witał go ciepły posiłek i czułe ramiona... I gdyby zaraz po drzemce lub tuż przed ktoś wspaniałomyślnie zrobił mu herbatę, a potem cicho zasiadał obok z książką i czuwał, poprawiając koc, gdy zacznie spadać. Niby nic, ale właśnie takich małych gestów najczęściej było mu brak, kiedy o tym myślał. Starał się jednak nie zaprzątać sobie tym głowy... - Może czasami, ale staram się skupiać raczej na zaletach. - Ukroił kolejny kawałek ryby, patrząc na niego. Tym razem zmarszczył lekko brwi, słysząc z ust Morana tak stanowcze podsumowanie tematu. Zapatrzył się na krótki moment w spoglądające na niego oczy.
- Też tak myślę. Dlatego ten dom przez większość czasu pozostaje zupełnie pusty. Nie chcę w nim nikogo zamykać, jak w złotej klatce. - Kiedy to mówił jego oczy wydały się nagle... poważne? Smutne? Zaraz jednak uśmiechnął się lekko i to dziwne wrażenie zniknęło. Wziął kolejny kęs.
_________________
 
     
Moran
Diabelstwo
Głowa do góry!


Miano: Moran Quert
Wiek: 19 lat
Pseudonim: Morq
Klasa: 13th B
Wzrost: 170
Ubiór: Ubiera się bardzo różnie i raczej wygodnie, ale zawsze schludnie. Obecnie to jasna koszula rozpięta pod szyją oraz jeansy i czarne pantofle.
Ekwipunek: Komórek, portfel i kieszenie pełne optymizmu.
Wygląd: Niewysoki młodzieniec o dużych zielonych oczach i falowanych, pół długich blond włosach. Ma dość delikatną urodę, ale na pewno nie może uchodzić za kobietę choćby z racji całkiem ładnie wyrzeźbionego ciała i było nie było, całkiem męskiej linij szczeki.
Miłość: No, taa... miłość od razu.
TYP: Matko... Ograniczenia są takie głupie!
Znaki Szczególne: Dziwne usposobienie.


Fabularnie: Randka! xD
Motto: Może pozytywne nastawienie nie rozwiąże wszystkich twoich problemów, ale wkurzy wystarczającą liczbę osób, by było to warte zachodu.
Multikonta: Ta...
Wiek: 28
Dołączył: 19 Mar 2013
Posty: 106
Wysłany: 2013-11-22, 14:08   

- A kogo koty nie uważają za dodatek do wystroju? - wzruszył ramionami i postanowił nie wracać do tego tematu, przynajmniej na razie, bo przecież pomysł wydawał mu się przedni.
Nie zobaczył uśmiechu lekarza, ale oczami wyobraźni go widział. Ton w jakim padły słowa o kanapie, był zdecydowanie rozbawiony.
- Ale samemu słuchać słowika, to tak... mało romantycznie - parsknął cicho. Cóż, na pewno wróci jeszcze do tego tematu... Na razie jednak napychanie żołądka stało się priorytetem.
Kiedy Shichiro mówił, Moran patrzył już na niego zupełnie otwarcie przekręciwszy się odrobinę na krześle, by być do mężczyzny frontem. Kieliszek z sokiem oparł sobie o udo. Gdy lekarz pochwycił jego spojrzenie, a między jego brwiami wykwitła zmarszczka, chłopak przechylił na bok głowę, jak miał w zwyczaju gdy komuś wnikliwie się przyglądał. Jednak obojętny wyraz jego twarzy nie uległ zmianie. Moran był dzisiaj dziwny w sposób do siebie niepodobny.
- Nie czuliśmy się zamknięci, tylko... trochę samotni - odparł bez cienia zażenowania, które powinno być obecne w chwili wypowiadania się na sprawy tak delikatne. Widać Moran wykształcił w sobie pewną znieczulicę odnośnie swojego ojca, a może była to nawet niechęć? Do tego, prawdopodobnie nie pojął przenośni jaką na myśli miał Shichiro, odbierając ją bardzo dosłownie.
- Ale wiesz... - odwrócił spojrzenie na talerz i zaczął dłubać w nim jak zafrasowane dziecko. Pokroił sztućcem rybę na drobne kawałeczki. - Patrząc z perspektywy czasu, myślę, że matka zrobiła źle zostawiając ojca... mimo wszystko...
Wzruszył niedbale ramionami. Ta refleksja przyszła nagle... bo może gdyby rodzice się nie rozstali ich związek dałoby się uratować i wszyscy byliby szczęśliwsi?
- Chyba plączę się w zeznaniach, co? - zaśmiał się, ukrywając przyciemniający oczy żal za maską przesadnie radosnego uśmiechu. Może był mało empatyczny, ale dostrzegł cień jaki pojawił się też na obliczu gospodarza...
- To po towarzyszę ci przez jakiś czas. - zaczął swoją paplaninę, pozwalając potokowi słów zmyć nieprzyjemne wrażenie i oczyścić atmosferę. Sam w duchu karcił się za wygadywanie głupot. Tak, dokładnie. Moran właśnie takie rzeczy uważał za nieistotne i głupie.
- Wiesz, odwdzięczyć by się przydało. Może ci posprzątam, albo zgrabię liście w ogródku. O, mogę dać ci jakąś swoją nalewkę, albo piwo. Mam gdzieś jeszcze w domu w piwnicy kokosówkę i piwo na miodzie. Mogę poprosić matkę, żeby przysłała. Tylko na ten adres, bo w akademiku mi skonfiskują...
Kiedy to mówił nie patrzył na niego. W tamtej chwili czuł się autentycznie niezręcznie, a że nienawidził tego uczucia i nie umiał sobie z nim radzić, bo przecież tak rzadko je czuł, to starał się powrócić na znajome tory wesołego gadania o pierdołach.
_________________

They tell me I'm too young to understand
They say I'm caught up in a dream
Well life will pass me by if I don't open up my eyes
Well that's fine by me

So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself and I
Didn't know I was lost.
 
     
Shichiro


Miano: Shichiro Shinya Sakagami
Wiek: 25 lat
Wzrost: 185 cm
Ubiór: Zazwyczaj nosi wygodne sportowe obuwie, jeansy i tshirt lub longsleev w towarzystwie bluzy. Ale od kiedy dni stały się chłodne, w repertuarze pojawiły się swetry oraz półbuty. Wszystko to utrzymane w ciemnej tonacji.
Wygląd: Ciemnozielone oczy, smukła, dostatecznie umięśniona sylwetka i czarne niczym skrzydło kruka włosy, długie do łokcia i zazwyczaj związane w kucyk.
TYP: Zobacz.
Fabularnie: JAKA RANDKA?! xD
Motto: Nic w człowieku - nawet jego ciało - nie jest wystarczająco trwałe, aby zrozumieć innych ludzi i rozpoznać w nich siebie.
DODATKOWE: Lekarz i szkolny pielęgniarz


Dołączył: 05 Maj 2013
Posty: 108
Wysłany: 2013-12-03, 15:22   

Nie było sensu sprostowywać, Moran i tak doszedł do tego, o co chodziło Shichiro.
Co z tego, że osobie, która by z nim była prawdopodobnie niczego by nie brakowało, jeśli czułaby się opuszczona i samotna? Związek prędzej czy później by się rozpadł - jeśli nie za obopólną zgodą, to z inicjatywy Skagamiego, który z powodu wyrzutów sumienia zdecydowałby się "uwolnić" drugą połowę. Już jakiś czas temu zrozumiał, dlaczego lekarze zazwyczaj wiążą się z osobami ze swojego środowiska, albo z pracującymi w zawodzie równie absorbującym, co leczenie ludzi. Wtedy problem samotności znika, bo nikt nie siedzi w domu i nie czeka - ale kiedy praca wreszcie się skończy jest się tak zmęczonym, że nie myśli się o niczym innym, jak o odpoczynku. Wpełza się do łóżka i zasypia obok bliskiej osoby, żeby rano znów z niego wyskoczyć i zamieniwszy dwa słowa rozbiec się w dwa różne kierunki i spotkać znowu wieczorem. A wszystkie półki, kanapa, radio, czajnik i blaty w kuchni pokrywają się kurzem... Oczywiście w weekendy dom ożywałby na jakiś czas. Kurz znikałby z ciemnego drewna, a z kuchni rozchodziłby się zapach obiadu... Pytanie, czy przywiązanie pozostawałoby cały czas tak samo silne, jeśli na co dzień prowadziłoby się dwa zupełnie odrębne życia? A jeśli praca byłaby wspólna, z kolei nie miało się siebie nawzajem dość? Z pewnością wtedy przychodziłaby za takimi ludźmi do domu, a ile można zaprzątać sobie głowę jednym i tym samym?... Wypośrodkowanie tego było cholernie trudną sprawą, i czasem Shichiro dochodził do wniosku, że to chyba w ogóle nie jest możliwe. A może po prostu za dużo roztrząsał takie rzeczy i wcale nie miał racji? Przecież takie związki istnieją, i jeśli potrafią przetrwać kilka lat i czasem nawet zakończyć się ślubem, to nie może być takie złe rozwiązanie.
Spojrzał na chłopaka w zamyśleniu, kiedy ten mówił o swoich rodzicach. Zanim jednak zdążyło mu przyjść na myśl coś, co mógłby powiedzieć, Moran dzięki bogu zmienił temat. Nie powinni rozmawiać o takich rzeczach, atmosfera robiła się wtedy przygnębiająca, każdego z nich dopadały niezbyt przyjemne myśli.
Uśmiechnął się lekko, kiedy blondyn zaczął wymieniać sposoby na odwdzięczenie.
- Niestety nie mam ogródka. I wolałbym, żebyś jednak nie sprzątał, bo znając mnie i tak będę chodził za tobą i poprawiał wszystko, co przestawisz choćby o pięć milimetrów. - Wzruszył ramionami. - Takie małe zboczenie. Wszystko tutaj ma swoje specjalne, święte i nienaruszalne miejsce. Z kolei jeśli chodzi o nalewki... brzmi to zachęcająco. Jak już będziesz mógł pić, moglibyśmy skosztować razem tych twoich piwnicznych cudów. Przy śpiewie słowika...
Z rozbawieniem wziął kolejny kęs posiłku. Wielkimi krokami zbliżała się pora deseru. Po chwili znów zagadnął:
- A jeśli już jesteśmy w pobliżu tematu... Jak ci się mieszka w akademiku? Ja tego nie znosiłem. - Wziął kilka małych łyków soku. - Oczywiście jestem świadom, że ma to również zalety, ale dla mnie zdecydowanie nie rekompensują wad.
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,89 sekundy. Zapytań do SQL: 7