Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Stolik na lewo od wejścia
Autor Wiadomość
Anas 
Pan Słodziak


Miano: Anas Mazhar
Wiek: 19
Pseudonim: Ananas, Niewidomy Płatek Śniegu, Płatek Śniegu
Wzrost: 172 cm
Ubiór: Biała zwiewna koszula, błękitne spodnie, adidasy
Ekwipunek: Telefon komórkowy, biała laska, plecak
Wygląd: Białe włosy, sięgające łopatek, jasna cera, przeciętna budowa, zielone oczy, delikatne usta, na których rzadko pojawia się uśmiech.
Miłość: Nikt T^T
TYP: Uke
Fabularnie: Wolny
Motto: Szczęscie jest jak motyl, kiedy spróbujesz je złapać ucieka. Jeśli nie próbujesz, siądzie Ci na ramieniu.
Multikonta: Saryian, Angus
Dołączył: 05 Mar 2013
Posty: 29
Skąd: Japonia
Wysłany: 2013-03-15, 12:57   

Byłem nieco zawiedziony, że Tosiek sobie poszedł, ale cóż. Innym razem sobie z nim pogadam. Mam jeszcze swoja czekoladkę na gorąco.
-No ej!-pisnąłem wręcz kiedy Sebastian oderwał mnie od ulubionego napoju.-Moja czekoladka!- odparłem smutny. Jednak czując ciepło bijące od Sebika zapomniałem o tym, co słodkie. On sam był słodki, ale nie powiem mu tego! Jeszcze mnie łaskotać zacznie i co ja biedny wtedy pocznę?-Tak.- odparłem krótko wtulając się w dużych ramionach swojego chłopaka.-Też cię kocham.- szepnąłem mu na ucho. -Nie mogłem ci powiedzieć wprost, ale teraz się wydało, że chcę dać ci prezent i co ja teraz biedny zrobię?- zaśmiałem się znowu. Chciałem mu zrobić niespodziankę, ale teraz wszystko troszkę szlag trafił. Jak ja uwielbiałem skrywać się w jego ramionach. Czemu on ciągle musiał wąchać moje włosy? To było dziwne, nawet bardzo, no ale cóż, w sumie nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo. Cieszyłem się, że mam swojego zgreda i tyle o! Właśnie przyszedł mi pewien pomysł do głowy.-jesteś bebok, wiesz?- podroczę się trochę z nim.
_________________
 
     
Sebastian
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-05, 14:20   

Momentami miał wrażenie, że naprawdę trafił na anioła. Takiego, który przeznaczony jest tylko jemu. Te uczucie sprawiało, że automatycznie się uśmiechał i był najzwyczajniej, po ludzku szczęśliwy. Białowłosy potrafił sprawić coś, czego nikt inny na świecie nie umiał. Dlatego też, nie wypuszcza się z ramion takiego szczęścia.
-Wiesz, czasem mam wrażenie, że na ciebie nie zasługuje, Bóg dał mi zbyt wielki skarb.
Zaśmiał się chowając nos w jego włosach, tak to stało się poniekąd jego nałogiem, po prostu ciągnęło go do nich jak pszczołę do miodu. Nic nie umiał na to poradzić, po prostu tak jest. Objął go mocno nie mając zamiaru nigdy przenigdy wypuścić.
-Jaki Bebok znowu?
Nie wiedział o co jego słońcu chodzi, ale co tam. I wcale się nie złościł, ha! Po co by miał nuu?
Jednak cholernie miło mu było na sercu, że Anas chce mu zrobić prezent. Przyciągnął go jeszcze bliżej siebie, a potem wziął na ręce, uśmiechając i mówiąc.
-Może przejdziemy się do jakiejś kawiarni, co Ty na to?
Zapytał z wesołą nutką w głosie, która nie jest u niego spotykana często. Po za tym wiedział, że jego kochanie uwielbia słodkości, więc powinien się skusić, a jak nie trudno, zrobią coś razem gdzie indziej, nie ma płaczu, prawda?
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 23
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-10-29, 19:30   

//Nie wiem, jaką długość preferujecie...'' Więc ja się dostosuję. //
Teoria Vincenta o swoim domniemanym boskim pochodzeniu powinna pozwolić na uniesienie się na skrzydłach (lub na boskiej szacie) do góry i leżeć na tych uroczych chmurkach. Niestety, wciąż tłumaczy się swoim ludzkim wcieleniem, więc jedynie co mógł robić to wysyłać te feromony szczęścia na prawo, lewo, w przód i w tył. Tak, miał wprost zajebisty humor. Mimo że tydzień wybitnego pecha dalej pozostawił znak w postaci bolącej dłoni, to reszta cielesnych skaz zeszła. Los wynagrodził mu niezłymi ocenami w szkole, kilkoma numerami telefonów i po prostu pas szczęścia zapiął się ponownie. Oczywiście, cały dobry nastrój musiał wyczuć Grim, którego ciągnął po korytarzach szkolnych i zalewał gadką o muzyce, którą obaj się interesowali i nieraz zahaczał o piękną pogodę za oknem. Piękną, gdyż niektórzy chłopcy, którzy wyszli na papieroska chociażby na dach szkoły, zaszczyciła ulewa i teraz ubrania seksowniej - bądź mniej - przylegały do mokrego ciała. Oczywiście, Star w końcu był samozwańczym znawcą piękna, w szczególności męskich ciał. Jak mógłby taką okazję przeoczyć? Tak obaj chłopcy dotarli do Host Clubu, o którym niedawno dowiedział się Vincent. Nawet, jeśli Grim nie chciał, to zawsze Gwiazda miała jakiś haczyk: jak nie czarujący uśmiech, to ''delikatne'' szarpnięcie ciałem, czy też naprowadzenie 'delikwenta'. Oczywiście, musiał pierwszy podejść do drzwi i pchnąć je, jak zwykle pewnie. Przepuścił Grima pierwszego, jak przystało na dżentelmena (haha), nawet nie zważając na to, że kolega mógł poczuć się jak panienka. Wszedł zaraz po nim, zamykając za sobą drzwi. Przesunął krótko wzrokiem po pomieszczeniu, rejestrując słodkich chłopców i tych drugich.
- Tutaj mają dobre kakao... - powiedział nagle, uśmiechając się z tym zadowoleniem.
I tak oto zdradził swój główny cel wizyty w tym klubie. Oczywiście, powód mógł być jeszcze inny. Przecież zawsze mógł sobie najzwyczajniej w świecie je kupić. Przysunął się bliżej Grima i jakby nigdy nic, objął go ręką, jak najlepszego kumpla. Co z tego, że ich znajomość wcale nie ma długiej historii, no kogo to obchodzi... Kiwnął głową na jakiś stolik i naprawdę go nie obchodziło, że kulturalnie powinno się zaczekać na jakieś zaproszenie. Puścił towarzysza i klapnął na krzesełku, dosuwając się do stolika. Oparł się wygodnie na krześle. Rozejrzał się jeszcze raz po klubie. Właściwie, sam mógł ''zabawić'' Grim'a, więc jakoś przymusowo nie musiał mieć Hosta...
- I oczywiście, nie zapominajmy o pięknych buźkach, które zapewne podbiły niejedne naiwne serca, tylko słodkim słówkiem i wodzeniem za nosek. W końcu, to oczywiste, że głównie patrzymy na twarz i ciało, a później patrzymy na charakter. Ludzie, co to wyznawali mi swoje ''uczucia'', nawet ze mną nie rozmawiali. W dzisiejszych czasach już nie ma mody na skupianie się na wnętrzu, ale na powłoce. - cmoknął z dezaprobatą. Sam nie był lepszy, ale przecież to on tutaj głównie robił za tego niedobrego.
W dodatku, mówił jak zwykle płynnie, jak zwykle stonowanym głosem i jak zwykle pewny własnych racji.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Vincent 2013-10-29, 21:15, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Grim
Ulubieniec Publiczności
I wanna take you to a gay bar!


Miano: Chas Grim
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Grim
Klasa: 13th C
Wzrost: 160
Ubiór: Ciemno szara koszulka z długim rękawem, a na niej jakiś krwawy nadruk. Rozpinana czarna bluza z kapturem. Czarne rurki i rozsznurowane glany. Na szyi rzemyk z przywieszką ze srebra w kształcie miecza zwykle schowana pod koszulką.
Ekwipunek: Paczka fajek, zapalniczka, klucze, komórka.
Wygląd: Niski, chudy chłopak z zadartym nosem. Szczupłą twarz okalają dość długie czarne jak smoła kudły. Z pod długiej grzywki łypią błyszczące miodowo złote oczy.
TYP: Rebel
Znaki Szczególne: Włosy wygolone nad lewym uchem. Z tej samej strony mały pieprzyk pod okiem.


Fabularnie: Klubuje się.
Motto: Ab­surdem jest dzielić ludzi na dob­rych lub złych. Ludzie są al­bo cza­rujący, al­bo nudni.
Multikonta: Tak.
Dołączył: 23 Paź 2013
Posty: 10
Wysłany: 2013-10-29, 20:18   

//Mi pasi.
Wiecie jak to jest? Kiedy nagle los zsyła wam coś, czego się kompletnie nie spodziewacie, ale bardzo sprawia wam to frajdę? No właśnie, Grim właśnie tak się czuł, kiedy pewnego dnia ni stąd ni zowąd na szkolnym korytarzu zobaczył swojego idola idącego od tak wśród kolorowej masy szarych uczniów. Choć od tamtego czasu minęło już prawie pół roku, to on wciąż nie mógł uwierzyć w to, że od tak gada sobie z TYM Vincntem. Uważał się za najbardziej fartownego człowieka na świecie i niech se każdy gada co chce, on wiedział swoje.
Grim chłonął słowa, które padały z ust bruneta uśmiechając się szeroko. Zdążył już nauczyć się wyczuwać jego humory, które czasem bywały nie do zniesienia, ale wtedy zwykle trzymał się od niego z daleka. Jego egoistyczna natura dawała o sobie znać. Wolał robić tylko to co przynosiło mu jakąś korzyć, bądź radość, a skrzętnie unikał łopotów, a w te potrafił czasem zupełnie nieświadomie się wpakować. Zrzucał to na brak empatii, ale przy Vincu ta działała niezawodnie... zwykle.
Dotrzymując mu kroku pozwalał sobie na niewybredne żarty i gadatliwość. Był gadatliwy z tym nie krył się nigdy, ale kiedy padła "propozycja" odwiedzenia szkolnego klubu hostów mina mu zrzedła, a gdy słowa w stylu "chyba ocipiałeś, nie będę siedział w tej kupie lukru!" nie poskutkowały i został za kołnierz zaciągnięty do wyżej wymienionego miejsca, mamrotał pod nosem przekleństwa i łypał nieszczęśliwie na swojego guru. No cóż, czasem trzeba znosić czyjeś humory, żeby co nieco zyskać.
- kakao? - podejrzliwość w głosie Grima była niemal komiczna i zdradzała dwuznaczność tego słowa w jego mniemaniu.
- Ale ja nie chcę, żeby kakao robili mi różowi chłopcy - wyszczerzył zęby uśmiechając się głupkowato i rozejrzał się po sali. Czując te przyjacielskie objęcie uniósł na chwilę łepetynę zerkając na Vincenta jeszcze bardziej podejrzliwie. No proszę, to wysoko zaszedł... Tak, chełpił się tym.
Niechętnie, ale usiadł przy stoliku, ale czaił się jak czajnik. Słuchał co to pan Star ma do powiedzenia, a gdy skończył słuchać to zrobił minę grumpy cata.
- Pierdzielenie! Moja artystyczna dusza kłóci się z tym poglądem. Ważne co wewnątrz, a nie na zewnątrz! - ton całej tej wypowiedzi był zdecydowanie prześmiewczy i przesadnie poważny. Oczywiście stał w opozycji tylko po to by móc podyskutować.
- Poza tym, patrząc na ciebie z daleka nigdy bym się nie dowiedział jaki z ciebie skurczybyk. - wyszczerzył się wrednie - więc wiesz, ważne co tu - klepnął się w klatę - a nie tu - rozciągnął sobie policzki.
- Choć zwodnicze piękno...
Własnie wpadł mu pomysł na piosenkę, więc złote ślepia zaświeciły się w przejawie fanatyzmu i zaraz zaczął przegrzebywać plecak w poszukiwaniu długopisu i notesu zdając się nagle kompletnie ignorować otoczenie.
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-10-29, 21:23   

Keith tego dnia nie miał niczego do roboty. Ot tak, po prostu sobie siedział i popijał herbatę w host clubie. Nie garnął się specjalnie do usługiwania komukolwiek, a już na pewno nie bezczelnym kopiom Vincenta. Kiedy już zaczął poznawać chłopaka, zaczynał też dostrzegać tych wszystkich nastolatków, zdesperowanych by stać się znanymi i kopiujących jego image. Wkurzało go to niemiłosiernie.
Chodzące bóstwo, hę? Taak. Gdyby nie to, że już kilka razy widział go przy kimś, może niekoniecznie od razu uprawiając namiętny seks, ale i tak jak na jego oko za blisko i zbyt szczęśliwie wyglądając. Parszywy facet. Z jednej strony ma być o niego zazdrosny, a z drugiej niech ten sobie lata na prawo i lewo?
To znaczy nie to, że się w nim zakochał, czy coś. Co to, to nie. Ale początkowo czuł olbrzymią fascynację związaną z osobą Vincenta. A teraz... Teraz czuł niesmak. Nie było to specjalnie przyjemne wrażenie. Nie, żeby brunet puszczał się na prawo i lewo, tego też nie dało mu się zarzucić. Chodziło jednak o tą cienką granicę pomiędzy "wyrazami sympatii", a "nadmiernie ukazywaną sympatią". Panicz Star nie miał tego poczucia, albo miał je mocno zaburzone.
Przykre.
Westchnął ciężko i uniósł się, słysząc zatrzaskiwanie drzwi. Dobra, może pora się kimś w końcu zająć, nie będzie tu siedział, jak ta ostatnia sierota... Uniósł się i spojrzał na gości. I prawie padł na ziemię. Wystarczyło wspomnieć o lichu, a ono już się pojawiło! Co za czasy...
Dobra, bierzemy się w garść. Nie można siedzieć i tylko się nad sobą użalać.
Odłożył kubek do zlewu i poprawił włosy, a potem spokojnym krokiem ruszył w stronę stolika. Dostrzegł, że ktoś z hostów też tam zmierza, ale wskazał mu ręką, że on się tym zajmie. Przybrał najmilszy ze swoich uśmiechów i nachylił się nad stolikiem, znad ramienia Vincenta.
- Mogę jakoś Wam pomóc? - spytał miękkim, ciepło brzmiącym głosem. Skierowanym głównie ku nieznanemu mu chłopakowi.
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 23
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-10-29, 22:20   

Już rozchylał usta, aby ''delikatnie'' wyśmiać teorię Grim'a, ale usłyszał znany mu głos. Nawet nie musiał się odwracać w jego stronę, aby już widzieć, że przyszedł do nich Keith. Wykrzywił usta w jakimś specyficznym uśmiechu i uniósł nieznacznie rękę, wskazując na liczbę zamówień.
- Dwa razy kakao, jeśli można. - odparł tak po prostu, po czym nieznacznie odwrócił głowę w kierunku twarzy hosta – Mnie z bitą śmietaną i czekoladową rurką, jak macie. - dodał tak po prostu, z tym wypracowanym, czarującym uśmiechem.
Ani witam, ani siema – bo po co? Stwierdził, że tą nudną i formalną część obejdzie. Zaraz na powrót skupił uwagę na towarzyszu i zmrużył nieznacznie oczy. Już był nazywany ''skurczybykiem'', a według niego nic jeszcze t a k i e g o nie zrobił. A więc, jak faktycznie coś odpieprzy – a zapewne to uczyni, prędzej czy później – dostanie miano skurwysyna? Jak to mu cholernie ego łechtało! Taak, zależnie od humoru, Star nawet wyzwiska mógł przekształcić w komplementy. A chłopak najzwyczajniej w świecie miał na niego i Keitha wyjechane, bawiąc się zeszytem. Mimo to, postanowił odpowiedzieć.
- Nie sądzę, aby liczyło tak bardzo się wnętrze. Tym bardziej, gdy ktoś Ci się podoba. Pożądanie w TAKICH relacjach musi istnieć. A wiadomo, że jak ktoś będzie brzydki, to nigdy nie spojrzysz na niego w t e n sposób. Bo tak naprawdę, powłoka jest ważna i nawet nie próbuj zaprzeczać. Musi być powód, dlaczego dupy na mnie lecą. - dokończył z tym rozbawieniem.- Najpierw patrzymy na twarz, potem na ubranie i na ciało i już na wstępie oceniamy chociaż nieświadomie człowieka. I od tego zależy, czy mamy ochotę go poznać, albo nie. - wzruszył ramionami z tą dozą nonszalancji.
No naprawdę, aby udowodnić swoje racje, mógł prawić o próżności ludzi (która dla niego była czymś normalnym, wcale nie wadą) nawet z dwie godziny. NIKT mu nie wmówi, że ludzie patrzą tylko na osobowość. Zaśmiał się z zapłonem na jego poprzednie słowa.
- Skurczybyk? No wprost mi z ust to wyjąłeś. - nie ma to jak gejowskie gierki słowne. - No i te Twoje ''patrząc'', nie wyglądam na t a k i e g o, chociaż nigdy tego jakoś szczególnie nie kryłem. - dodał na potwierdzenie teorii.
Zaczekał sekundkę, aż Keith wróci z jego zamówieniem i nim nawet ten postawił na stole, już odebrał swoją porcję.
- W ogóle, chcecie iść ze mną się zabawić do klubu? Co prawda, zwykle chodzę we wtorek, przychodzę jutro z rana, a tu czwartek, ekhm. - chrząknął cicho. No cóż, musiał ostrzec swoich potencjalnych partnerów do imprezowania przed ''temperamentem''. - Ale w ogóle, co za jebana kpina! - machnął nagle i machnął energicznie dłonią, aby podkreślić swoje wielkie wzburzenie. - Siedzę sobie w klubie, jak zwykle pijąc mojego ulubionego drinka. Jakiś koleś dosiadł się do mnie, no spoko. Mierzę gościa wzrokiem. Elegancki kapelusik, garniturek i markowe buciki. Zmierzył mnie tym pijanym wzrokiem , jakbym co najmniej już rozchylał nogi i miał wypisane na czole ''zerżnij mnie''. No dobra, zlewam gościa. On się nagle pochyla w moją stronę i, wiecie co mi mówi...? - tutaj zrobił teatralną pauzę – ''Co taka piękna czarnowłosa laseczka robi sama w klubie? Chyba potrzebuje męskiej ręki?'' - no kuuurwaaa, nie no, to jakiś żart! - przetarł twarz dłonią, w całkowicie załamaniu ludzkim światem. - ''A może pójdziemy do toalety, tatuś się Tobą zajmie''... NO CO TO W OGÓLE JEST! - huknął dłonią o stół, zirytowany na samo wspomnienie.
Która laska jest tak wysoka? Czy każda ma dechę? Czy on ma na dupie napisane ''dziwka''? Czy wygląda, jakby potrzebował jebanego ojca? Aż musiał przepić swoją gorycz, a istna tragedia zeszła mimowolnie z twarzy Matrony, zmieniając mimikę na po prostu nadąsaną.
_________________
 
     
Grim
Ulubieniec Publiczności
I wanna take you to a gay bar!


Miano: Chas Grim
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Grim
Klasa: 13th C
Wzrost: 160
Ubiór: Ciemno szara koszulka z długim rękawem, a na niej jakiś krwawy nadruk. Rozpinana czarna bluza z kapturem. Czarne rurki i rozsznurowane glany. Na szyi rzemyk z przywieszką ze srebra w kształcie miecza zwykle schowana pod koszulką.
Ekwipunek: Paczka fajek, zapalniczka, klucze, komórka.
Wygląd: Niski, chudy chłopak z zadartym nosem. Szczupłą twarz okalają dość długie czarne jak smoła kudły. Z pod długiej grzywki łypią błyszczące miodowo złote oczy.
TYP: Rebel
Znaki Szczególne: Włosy wygolone nad lewym uchem. Z tej samej strony mały pieprzyk pod okiem.


Fabularnie: Klubuje się.
Motto: Ab­surdem jest dzielić ludzi na dob­rych lub złych. Ludzie są al­bo cza­rujący, al­bo nudni.
Multikonta: Tak.
Dołączył: 23 Paź 2013
Posty: 10
Wysłany: 2013-11-01, 13:46   

Grim naskrobał już pierwszą linijkę i wzniósł oczy pod sufit przygryzając obgryziony już do szczętu długopis. Po drodze co prawda napotkał wzrokiem hosta, ale był teraz w swoim świecie, dlatego wszystkie bodźce przyszły do niego z opóźnieniem.
Kiedy Vinc zaczął swój monolog, Grim zamrugał i spojrzał na niego przytomniej.
- Masz spaczony pogląd - podsumował krótko pukając w zeszyt długopisem - Więc mówisz mi, że wybierasz sobie partnerów pod względem wyglądu, a nie osobowości? Nie, no ja nie mówię, ze wygląd nie jest ważny, nie jestem aż tak pierdolnięty, ale laska może sobie być najpiękniejsza na świecie, a jak będzie głupia to nie ma bata. - wymownie wzruszył ramionami. Nie, żeby był jakiś romantyczny przesadnie, albo inny kij, ale jakoś nie widziało mu się umawiać z kimś o ładnej buźce i pustym łbie. Trochę w taki sposób postrzegał tutejszą obsługę.
Nagle przechylił się przez stolik ku Vincentemu, coby nikt nie usłyszał co ma do powiedzenia.
-A tak w ogóle widziałeś tego lukrowanego chłopca? I oni tak poważnie z tym usługiwaniem? Często tu chodzisz? - jedna z Grimowych brwi powędrowała wysoko ku górze nadając jego uśmiechniętemu pyskowi taki wyraz, którym sugerował, że Vincu jest jakimś zboczeńcem - No nie mów mi, ze lubisz takie miejsca... - odezwał się konspiracyjnym szeptem mającym w sobie dużo rozbawionego niedowierzania. Rozejrzał się ukradkowo czy host nie wraca z zamówieniem i ledwie się obejrzał, już musiał się wyprostować. Łypnął na Keitha nieco spłoszony przysuwając sobie swój kubek, ale zaraz jego uwagę znów przyciągnął Vinc.
- Do jakiego klubu? - zapytał od razu jako że specjalnie się po klubach nie szlajał, chyba że z odpowiednimi ludźmi. W sumie Vinc z tego co słyszał, chyba był całkiem odpowiednia osobą. Wyszczerzył kły w rozbawieniu. Choć cała ta historia szczerze mówiąc śmierdziała mu zabarwieniem fikcyjnym, to parsknął dość głośno, nie mogąc powstrzymać śmiechu na widok nadąsanej miny swojego idola.
- Cóż jesteś przecież... metroseksualny... - parsknął znów, mało nie rozlewając kakaa, które trzymał w dłoniach.
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-11-01, 17:49   

Przyjął zlecenia ze swoim typowym profesjonalizmem, kiwając lekko głową i udał się na zaplecze. Przyniósł dwa duże kubki kakaa dla chłopaków i im podał, kiwając lekko głową. Usłyszał wypowiedź Grima, wobec czego obdarował go rozbawionym uśmiechem.
- Nie podoba ci się tutaj? Staramy się po prostu uszczęśliwić gości -
powiedział, nachylając się nad ramieniem Vincenta, a przy tym wspaniale go ignorując. Podarował całą swoją uwagę nieznajomemu, obdarzając go kolejnym uśmiechem, tym razem z nutą czegoś nieokreślonego, być może związanego z zaciekawieniem.
- Jak mogę uszczęśliwić ciebie? -
spytał, przekrzywiając lekko głowę i posyłając intensywne spojrzenie prosto w oczy chłopaka. A potem roześmiał się cicho, kręcąc lekko głową.
- Właśnie, do jakiego? - spytał pozornie nonszalanckim tonem, wtórując Grimowi.
- Wzbudzasz w innych uczucia, powinieneś się cieszyć. - Obdarzył Gwiazdora rozbawionym wzrokiem. Nie czaiła się w nim nawet minimalna dawka wyrzutów, lub pretensji. To był zwykły człowiek, który zwrócił mu całkiem normalną uwagę. Teoretycznie.
W praktyce był zły. I tak, był zazdrosny. Dlaczego niby miałby nie być? W końcu miał do czynienia z Vincentem. Człowiekiem, który mu na to wręcz pozwolił. Człowiekiem, którego obdarzył tak wielką fascynacją, że sam jej nie rozumiał. Bo go nie znał tak naprawdę. Dopiero poznawał. I z każdym dniem czuł coraz większe pretensje do siebie, że początkowo sobie pozwolił na tą słabość. A teraz nie potrafił z niej wybrnąć. Chyba.
Bo wydawało mu się teraz, że skądś kojarzy tego chłopaka. Na chwilę skupił się na swoich niejasnych przeczuciach, ignorując gadającego Vincenta, a potem wyciągnął rękę ku "nieznajomemu".
- Ty jesteś Grim, tak? Chodzimy razem do klasy. Keith. - Przedstawił się z uśmiechem.
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 23
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-11-01, 20:22   

Vincent nie do końca mówił o związkach, ale raczej relacjach podbarwionych erotyzmem. Tym bardziej, że miał pojęcie o ''małżeństwach'' tyle, co nic. Wzruszył zatem ramionami. Najwyraźniej panicz Star nie miał do czynienia z emocjonalnymi, lub przynajmniej normalnymi związkami. Gdy tylko Keith się wciął w rozmowę, on już miał ten lubieżny uśmieszek na ustach. W końcu, jak ma się reputację zboczeńca, to trzeba o nią dbać...
- Nie tylko tak niewinne, Grim. - zniżył głos do tego niskiego, zabarwionym seksem głosu. To musiało utwierdzić jego ''fana'' w przekonaniu, o jakich miejscach była mowa.
- Przy mojej filozofii życia nie trudno o metroseksualność i o-kurwa-jaki-seksowny-koleś-analność. - uśmiechnął się krzywo, chociaż z widocznym rozbawieniem. Tak, analność.
I naprawdę, zaczęła go wkurwiać ta ignorancja jego osoby. Ogólnie go denerwowała, ale co dopiero, gdy zlewano go dla kogoś, a miał nastrój na czczenie. A uwierzcie, Vincent miewa gorsze dni. I dlatego, bez żadnego poczucia wstydu, czy też jakiejkolwiek krępacji, chwycił Keitha za szczękę, zaciskając na niej mocno palce. Nachylił się w jego stronę, jeszcze mocniej szarpiąc za jego brodę, aby i ten się przybliżył. Patrzył się niemal bezczelnie w Ev'owe oczy.
- Nienawidzę, gdy się mnie ignoruje. - odparł krótko, puszczając go. Ba, niemal odpychając go od siebie.
Zaraz znowu skupił uwagę na Grimie – jego w tej chwili uwielbiał, gdyż poświęcał mu ukochaną uwagę. Dlatego, zaraz nawet nieznacznie się przysunął krzesłem do chłopca z Chórku. Po złości, pewnie. Ale też zerknął na jego zeszyt, próbując rozczytać jego szyfry. A to nie lada wyzwanie, przy tej lekkiej wadzie wzroku.
- Możemy pójść, do jakiegokolwiek zechcesz. Mnie to obojętne. Wiążesz jakieś plany ze swoimi muzycznymi talentami, czy to jakieś hobby, a tak naprawdę planujesz być ogrodnikiem? - uniósł brewkę, wpatrując się w niego uważnie. Naprawdę, można pokusić się o stwierdzenie, że akurat tym Star był zainteresowany. Zaraz chwycił swoje kakao, dopijając je. Odstawił pusty kubek, bliżej Kei'a i postukał w jakimś rytmie paznokciami o stolik. Tym razem, to on ignorował hosta. Tak, był w chuj dziecinny i dobrze mu z tym było.
- Ja nie planowałem. Gdyby mnie nie zwerbowali, na pewno dalej prowadziłbym karierę ćpuna. - mruknął jeszcze beznamiętnym głosem, nawet minę miał bez wyrazu.
Nie będzie ukrywał takich faktów, bo po co? Seksoholizm, alkoholizm, narkomanizm – ciekawe, co jeszcze?
_________________
 
     
Grim
Ulubieniec Publiczności
I wanna take you to a gay bar!


Miano: Chas Grim
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Grim
Klasa: 13th C
Wzrost: 160
Ubiór: Ciemno szara koszulka z długim rękawem, a na niej jakiś krwawy nadruk. Rozpinana czarna bluza z kapturem. Czarne rurki i rozsznurowane glany. Na szyi rzemyk z przywieszką ze srebra w kształcie miecza zwykle schowana pod koszulką.
Ekwipunek: Paczka fajek, zapalniczka, klucze, komórka.
Wygląd: Niski, chudy chłopak z zadartym nosem. Szczupłą twarz okalają dość długie czarne jak smoła kudły. Z pod długiej grzywki łypią błyszczące miodowo złote oczy.
TYP: Rebel
Znaki Szczególne: Włosy wygolone nad lewym uchem. Z tej samej strony mały pieprzyk pod okiem.


Fabularnie: Klubuje się.
Motto: Ab­surdem jest dzielić ludzi na dob­rych lub złych. Ludzie są al­bo cza­rujący, al­bo nudni.
Multikonta: Tak.
Dołączył: 23 Paź 2013
Posty: 10
Wysłany: 2013-11-01, 21:04   

Szlag! Usłyszał... Grim wykrzywił pyska w czymś co po części przypominało uśmiech, a po części było wyszczerzem mającym utwierdzić Keitha o Grimowej niewinności.
- Nie no skąd. Bardzo dobre kakao. - kłamał w żywe oczy, no może prócz tego co powiedział o kakao, te akurat było całkiem smaczne. Widząc te intensywne spojrzenie, otworzył szeroko oczy i zamrugał powoli. Ale to było dziwne...
- Um... no skoro chcesz mnie uszczęśliwić, to możesz mi podać rym do "kłamstwa" - odparł powoli, jakby się obawiał, ze host zaraz otworzy paszczę pełną wielkich kłów i pożre go na miejscu, dlatego też gdy tamten wyciągnął ku niemu rękę, drgnął lekko.
- Naprawdę? - zmarszczył brwi - Siedzę w pierwszej ławce, rzadko patrzę do tyłu więc... - uścisnął jego dłoń całkiem mocno i uśmiechnął się szeroko.Cóż, siedział z przodu, bo był niski jak panienka - tak, jestem Grim. Nie wiedziałem, że ktoś z mojej klasy jest hostem, ale ja się tam mało interesuję życiem szkoły...
Przeniósł spojrzenie na twarz Vinca, który bez pardonu dalej gadał na poruszany wcześniej temat. Grimowi mimowolnie przeszły ciarki po plecach kiedy Star zniżył głos. To było dość niezwykłe. Uśmiechnął się do tego swojego idola po czym wzruszył ramionami i pokręcił z rozbawieniem głową.
- Widać jestem nieuświadomiony jak dziewica przed pierwszym razem.
Dobra, Grim był roztrzepańcem z brakiem empatii, ale tak głupi nie był, by nie poczuć jak atmosfera robi się dziwna, ale... zlał to. No jeszcze tego mu brakuje, żeby się wcinać w jakieś krzywe akcje związane z lukrowanymi chłopcami i jego idolem. Vincent lubił być w centrum uwagi i jego to kompletnie nie dziwiło. Zupełnie. On też to lubił, jednak jak to bywa w obliczu swego guru, nie afiszujesz się i nie starasz przyćmić jego blasku, no bo jak to tak? Grim zdawał sobie sprawę, ze wielu rzeczy, jak choćby większa pewność siebie musi się jeszcze nauczyć no i miał swego nauczyciela pod ręką. Ktoś, kto znał Vinca choć trochę, na pewno popukałby Grima w czoło za takie wybieranie ideałów, ale widać on sam miał równie dziwne priorytety skoro zdecydował się podążać własnie za Starem. Z resztą, Grimowi nie do końca chodziło o image, a raczej stricte o twórczość Vincenta, jednak nie można było odmówić wyżej wymienionemu pewnej ciekawej właściwości, jaką było intrygowanie swoją osobą ludzi wokół. Tego Grim z kolei rzeczywiście chciałby się nauczyć.
Gdy więc rozegrała się urocza scenka, Chas wrócił do skrobania w swoim zeszycie w porę zakrywając wersy ręką, kiedy zajrzano mu przez ramię.
- Gdzie mi tu z ta twarzą? Jeszcze na etapie tworzenia! - syknął przytulając do siebie zeszyt jak Golum pierścień. Tak naprawdę jednak, po prostu trochę się wstydził pokazywać swoje wypociny własnie jemu. Spojrzenie złotych ślepi stało się naprawdę oburzone kiedy padło pytanie o jego plany.
- Tak kurwa, po to sobie zdzieram gardło, kaleczę paluchy na strunach żeby potem kopać dołki pod kwiatki. Może od razu zostanę grabarzem. - burknął zamykając zeszyt. Włożył go do plecaka i chwycił kubek z kakaem. Grim wiedział, że Vinc nie został muzykiem z powołania i tym się różnili. Nie rozumiał tego, ale nie ważne czy Vin chciał, czy nie. Ważne że był dobry i odnosił sukcesy.
- A ja planuję... Ty wiesz, może to dobry pomysł też to zleję, może samo przyjdzie. - choć nie chciał, to w jego głosie słychać było gorzką nutę.
Znów rzucił hostowi spłoszone spojrzenie. Jakoś... dziwnie było mu mówić o takich rzeczach w takim tonie przy... nim. Nie żeby coś do niego miał, ale Grim czuł się w hostclubie trochę osaczony. No niby lubił być w centrum uwagi, ale tutejszy klimat jakoś mu nie sprzyjał.
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-11-02, 14:23   

- Niestety nie jestem zbyt dobry w rymach. Czemu nie spytasz Vincenta? On w końcu jest w tym mistrzem. - Uśmiechnął się przepraszająco, jednocześnie klepiąc lekko po ramieniu Gwiazdora.
Odwzajemnił mocny uścisk, przytrzymując dłoń chłopaka minimalnie dłużej i rzucając mu spojrzenie.
Ignorował Stara możliwie najdłużej, aż do momentu, kiedy ten nie złapał go za podbródek. Keith po prostu się uśmiechnął, spoglądając na niego z rozbawieniem. Jakie dziecinne zachowanie, drogi panie!
- Proszę mi wybaczyć - odparł tak przesłodzonym tonem, że to aż raziło w oczy.
Uwielbienie dla bruneta spadało w drastycznym tempie. Im dłużej go słuchał, tym bardziej tracił do niego szacunek. Póki Vincent milczał, mógł go pożądać, mógł za nim szaleć. Ale gdy otwierał usta, okazywał się być osobą... Płytką w oczach Keitha. Może taki nie był, może to było tylko złudzenie, mur obronny przed światem, który go chronił... Ale w tym momencie fioletowowłosy nie potrafił w to uwierzyć. Nie wtedy, gdy widział go zachowującego się w ten sposób.
I słysząc tą złość w jego głosie miał ochotę zabrać Grimowi kakao i wylać na kolana Vincenta, a potem z szerokim uśmiechem spytać, czy taka uwaga mu wystarcza. Ale był w host clubie. Nie mógł być niegrzecznym dla klientów. Bardzo, bardzo tego żałował. Na pewno w jego wzroku było widać fragmenty tej niechęci. Ale zaraz zniknęły, za firmowym uśmiechem. Landrynkowy chłopak w końcu nie mógł przekładać osobistych urazów nad bycie hostem. Osobą, która miała umilać towarzystwo.
- Na twoim miejscu bym nie zlewał. Nikt nie jest Vincentem - mruknął z pozornym uśmiechem, całkiem naturalnym tonem. - Ani nie ma tego szczęścia. - Dodał, siadając przy chłopakach na trzecim krześle i opierając głowę na dłoni. Tym razem patrzył cały czas na Vincenta, ale! siedział bliżej Grima.
- Więc byłeś też narkomanem? - spytał, przekrzywiając lekko głowę. - Człowiek-niespodzianka z ciebie.
Powstrzymał cisnące mu się na usta dodanie do wypowiedzi "analny".
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 23
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-11-02, 15:40   

A on nie pomógł Grimowi w piosence. Bo po pierwsze, nie znał jego tematyki i wychodził z założenia, że piosenki są najlepsze, gdy samemu się je pisze. Zatem, jedynie milczał. Zignorował również przesłodzony ton hosta, który był bardziej sztuczny niż lalka barbie. Dostrzegł tą niechęć w jego oczach, gdyż mimo wszystko był osobą spostrzegawczą, chociaż uczuciowo tępą. Ale takie coś mógł spokojnie zinterpretować. Nie wiedzieć czemu, cały entuzjazm spadł, a dobry humor stosunkowo uleciał. Spojrzał na Grima, zakładając ręce na piersi.
- Keith ma rację. Poza tym, od małego grałem na skrzypcach i byłem aktorem. Rola odkryła moje zdolności wokalne. Więc od małego miałem już wstęp do show-biznesu. Głównym powodem są również moi rodzice. Mój ojciec ma ciepłą posadkę w agencji reklamowej, a mamusia ma już swojego ulubionego fotografa, który robi jej zdjęcia do pisemka dla panów (rzadziej pań), plus osiemnaście. Sądzę więc, że koniec końców i tak bym skończył w tym wyścigu. Zjedz, albo zostań zjedzonym. Show-biznes jest brutalny, Grim. Musisz się na to przygotować. - powiedział beznamiętnie swój monolog.
Nie chciał zniechęcić dzieciaka, ale jedynie przygotować. Kolega sam zdecyduje, czy podoła temu, czy nie. Wydaje się być bajkowo, jednak życie gwiazdy jest cholernie ciężkie. Sam już miał ochotę wszystko zostawić, a przecież jeszcze nie był zajebiście sławny. Ale apartament sam się nie opłaci. Zacisnął dłonie na swoim pustym kubku, wlepiając w dno spojrzenie.
- Nie możesz pokazywać żadnych swoich słabości. Jak Cię nie zeżrą media, zeżre Cię konkurencja. Która zresztą jest bezlitosna, bo dużo jest niezrównoważonych osób, ciągnące do tego środowiska. Zostaniesz lwem, albo jelonkiem. - dodał jeszcze z tym charakterystycznym, krzywym uśmiechem. Chociaż daleko było mu do rozbawienia, czy jakichkolwiek radosnych oznak. Minus setka do dobrego humoru.
- Byłem narkomanem. Byłem również na odwyku, około dwa lata. Musiałem wyjść, bo bym sobie nie poradził. - westchnął ciężko – Lubiłem brać. Teraz jedynie mogę się zadowolić alkoholem. Smutne. - cmoknął z pewnym niezadowoleniem i machnął ręką olewawczo.
No i oczywiście seksem, ale nie zawsze odlatywał na tyle, aby nie myśleć.
_________________
 
     
Grim
Ulubieniec Publiczności
I wanna take you to a gay bar!


Miano: Chas Grim
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Grim
Klasa: 13th C
Wzrost: 160
Ubiór: Ciemno szara koszulka z długim rękawem, a na niej jakiś krwawy nadruk. Rozpinana czarna bluza z kapturem. Czarne rurki i rozsznurowane glany. Na szyi rzemyk z przywieszką ze srebra w kształcie miecza zwykle schowana pod koszulką.
Ekwipunek: Paczka fajek, zapalniczka, klucze, komórka.
Wygląd: Niski, chudy chłopak z zadartym nosem. Szczupłą twarz okalają dość długie czarne jak smoła kudły. Z pod długiej grzywki łypią błyszczące miodowo złote oczy.
TYP: Rebel
Znaki Szczególne: Włosy wygolone nad lewym uchem. Z tej samej strony mały pieprzyk pod okiem.


Fabularnie: Klubuje się.
Motto: Ab­surdem jest dzielić ludzi na dob­rych lub złych. Ludzie są al­bo cza­rujący, al­bo nudni.
Multikonta: Tak.
Dołączył: 23 Paź 2013
Posty: 10
Wysłany: 2013-11-06, 11:57   

Vincent był dla niego wzorem, ale na trochę innych zasadach niż można by było pozornie sądzić. Dlatego właśnie nigdy nie po poprosiłby go o pomoc przy piosence. Nie, kiedy sam był jeszcze nikim. Grim swoja dumę miał, nawet jeśli była ona przewrotna i często opacznie rozumiana, dlatego podzielał zdanie Gwiazdy, że piosenki pisze się samemu. Wobec tego wzruszył tylko ramionami na pytanie hosta. Właściwie od niego tez nie chciał pomocy, po prostu nie wiedział co ma odpowiedzieć w sprawie uszczęśliwiania i to pierwsze co przyszło mu na myśl, a na szczęście całe to hostowe dziwactwo rozeszło sie po kościach. I dobrze.
Grim z trudem powstrzymał odruch wywracania oczami. Doskonale wiedział, że był... po prostu inny od Vinca, to oczywiste i jasne ja słońce. Nie kuła go zazdrość, a przynajmniej nie wtedy kiedy nie traktowano go jak nie proszonego gościa.
Nie umknął mu też nagły spadek pozytywnego nastroju tworzący dziwnie ciężką kopułę nad ich stolikiem. Wlepił zaciekawione spojrzenie w Vincenta słuchając monologu. Właściwie nie mówił nic, czego Grim sam by nie wiedział, ale samo to że mówił to w takim dziwnym tonie, było niepokojące. Rozbiegane dotąd złote ślepia na dobre utkwiły w Starze jak nigdy bardzo przenikliwe spojrzenie.
- Z moją posturą co najwyżej dachowcem, ale dobre i to na początek - mruknął w zamyśleniu. Westchnął i z ociąganiem odwrócił wzrok spoglądając tym razem na hosta, choć w sumie nie bardzo chciał się na niego gapić, bo tamten patrzył się na niego chwilami dość dziwnie. Wyszczerzył zęby w krótkim, sztucznym uśmiechu. Miał dziwne wrażenie, że powinien się go obawiać.
Zamieszał kubkiem w którym była jeszcze resztka kakaa.
- Ja wiem, ze to nie bajka Vinc, wiem, ze nie będzie łatwo, ale nie pchałbym się tam gdybym nie czuł, że dam sobie radę. Nie jestem samobójcą. - Opróżnił kubek i z rozmachem odstawił go na stolik - No i jasne. Miałeś lepsze przygotowanie, łatwiejszy start. Ogarniam. - wzruszył ramionami niby lekceważąco - ale przecież gdybyś nie chciał, nic byś nie osiągnął. Odwyk to też ciężka sprawa i chyba siła woli jest tutaj kluczem. Jak się nie postarasz, to nic z tego nie będzie, nie?
Uśmiechnął się krzywo. Mimowolnie chciał pozbyć się tej ciężkiej atmosfery do której nie był przyzwyczajony i nie potrafił sobie z nią radzić. Może lepiej było zmienić temat?
- To co jeszcze oferuje ten klub? - te pytanie oczywiście skierował do hosta skrzętnie ukrywając strach przed odpowiedzią.
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-11-06, 21:32   

Keith w tym momencie naprawdę pałał nie sympatią do Vincenta. Obserwował go i zauważał, że każdy szczególik, każde jego zachowanie go denerwuje. Naprawdę miał ochotę wylać mu to kakao na kolana. Zwrócił też uwagę na fakt, że chłopak naprawdę nie potrafił nie być w centrum uwagi. To denerwowało jeszcze bardziej. Szczególnie hosta, który przywykł, że każdy musi przy nim mieć takie wrażenie. Star przelał czarę goryczy, w końcu ile czasu można poświęcać tylko innym, a o sobie zapominać?
Zacisnął usta w wąską linię, ale zaraz przywołał się do porządku i ponownie uśmiechnął.
- Vincent, czyżbyś obawiał się konkurencji i próbował kolegę zniechęcić? - Przekrzywił głowę z lekkim rozbawieniem. Ten młody bóg, narcyz i gwiazda w jednym zachowują się w taki prostacki sposób? Szokujące.
- To dość ciekawe, wiesz? Nie sądziłem, że ktoś taki jak ty mógłby powiedzieć, że "lubi brać". Przecież podobno narkotyki są dla tych, którzy nie radzą sobie z rzeczywistością. A ty zachowujesz świetne pozory, że to rzeczywistość cię uwielbia. - Uniósł brew wysoko. Postukał lekko palcami o stół i przybrał swój firmowy uśmiech.
- Może jeszcze kakaa? - Wziął oba puste kubki do rąk i poszedł je odnieść. Wrócił po chwili, objął Vincenta za ramię i uśmiechnął się, znowu sztucznie. Przytaknął na pytanie Grima, tarmosząc lekko włosy gwiazdora.
- No właśnie, opowiedz nam o tym miejscu, w którym spędzasz swój wolny czas, tak w końcu nieliczny? -
Jego głosowi nie dało się nic zarzucić. Odzywał się dokładnie w ten sam sposób, co do innych klientów. Tyle, że w treści czaiła się złośliwość. Poza tym, przecież ustalił z Vincentem, że nie będzie go traktował jako gościa host clubu. Cóż, najwidoczniej sytuacja zmieniła się diametralnie.
Przy okazji stracił zainteresowanie Grimem. Chłopak nie wydawał się osobą, która jest chętna do tego, by zwracano na niego swoją uwagę. Wręcz przeciwnie, wyraźnie krępował się faktem, że znajdował się w host clubie. Cóż, Keith na kolanach go błagać nie będzie, od tego nie był. Grim zresztą nie pasował mu na osobę, którą można wzbudzić zazdrość Vincenta.
Zaraz, jaką w ogóle zazdrość? Przecież on go wcale nie interesował.
Był po prostu wściekły, że został tak haniebnie potraktowany. Najpierw - bądź zazdrosny, proszę cię bardzo, a potem - chuj ci w dupę, w końcu jestem taki popularny. Nie lubił być odstawiany na półeczkę i zabierany tylko wtedy, gdy ktoś się chciał nim pobawić.
- Vincent, swoją drogą, jestem zaskoczony, że dobrze się bawisz na alkoholu. Nie sądziłem, że jest ci coś do tego potrzebne.
Aluzje, aluzje wszędzie...
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 23
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-11-07, 16:16   

Musiał aż unieść swoją brewkę, wpatrując się w Keitha jak w niemądre dziecko. Vincent bowiem był typem, który niechętnie patrzył na innych, dbał tylko o swoją pozycję. Co go obchodzą inni? Tym bardziej, czemu miałby się obawiać dzieciaka, który jeszcze nie był krokiem w show biznesie, a nawet nie wiadomo, czy się przyjmie? No naprawdę, aż Star się odrodził i wrócił do swojej starej roli. Jego kącik ust uniósł się nieznacznie do góry, słuchając jego kolejnych słów. Wpatrywał się tak upierdliwie i intensywnie w hosta, że mogło być to nawet peszące.
- Keith myślałem, że się już nauczyłeś. Pomnóż moje rzekome obawy przez narcyzm, cholerną pewność siebie i realia, a otrzymasz odpowiedź. A kolejnych słów nie skomentuję, o narkotykach, gdyż sam sobie odpowiedziałeś na pytanie. Moje miejsce jest moim miejscem, i nie pamiętam, abym pod wpływem alkoholu zabawiał się z Twoją osobą. - niebieskie oczy jakby nigdy nic, powędrowały na Grima.
Przypomniał sobie, że nie do twarzy mu z takim zamuleniem, dlatego huknął energicznie obiema dłońmi o stolik (nie obeszło się bez grymasu, gdyż boląca dłoń dała o sobie znać) i wstał z krzesełka. Pochylił się nieznacznie nad stolikiem, przybliżając się twarzą do chłopaka z Chórku. Z tym charakterystycznym wykrzywieniem warg, który już został określony jako gwiazdorski uśmiech.
- Najwidoczniej przetrwanie to moje kolejne imię, znajdujące się zaraz po ''Jestem tak totalnie i absolutnie zajebisty'' i ''Seks instruktor''. Piszemy rozdzielnie, ale traktujemy jako łącznie. - puścił figlarne oczko do obu panów.
Zaraz obszedł zgrabnie ich stolik i chwycił jego fana za ręce. Od razu nim szarpnął i odsunął się kilka kroków od stolika, aby zakręcić nim jak prima baleriną. Przywarł do tyłu jego ciała, obejmując go luźno w pasie. Spojrzał w bliżej nieokreślony punkt i machnął energicznie dłonią przed oczami chłopaka.
- Wyobraź sobie to, Grim! Pójdziemy na tę imprezę, a tam będzie wielu chętnych panów, wywijający jak napalone kotki biodrami i tymi tyłeczkami. - chwila analizy i dłonie z bioder, powędrowały przez pas na żebra chłopaka, zaciskając tam nieznacznie palce. Wykonane zostało w powolny sposób, z nutkami zmysłowości. Usta znalazły się przy uchu chłopaka. - Zapamiętaj jeden fakt, skarbie. Nikt nie zna lepiej ciała mężczyzny, jak drugi mężczyzna.
Czyli Vincent podczas nawracania możliwego hetero. Przecież nie chcemy, aby jakikolwiek chłopak zmarnował się na resztę życia z kobietą. W tych czasach, już chłopcy robią lepiej loda od panienek. Plus do płci męskiej. Mimo zagęszczającej się atmosfery, inne faceci z innych stolików spojrzeli na tę dwójkę jak na idiotów. Ale, czy to obchodziło Stara? Ani trochę. Zakręcił bioderkami, co Grim mógł poczuć przez otarcie się... i nagle Vincent zarechotał niemal chamsko mu w ucho. Zakręcił go wokół swojej ręki i odkręcił, puszczając go. Ponownie do niego podszedł, obejmując go luźno przez kark i niemal wymusił na nim powolne pójście do wyjścia. Nie obeszło się bez donośnego wyjścia, w postaci wykrzyczeniem siarskiej piosenki typu: ''Ej skarbie, wyglądasz dziś super! Kocham patrzeć na twą pupę!'' i obrócił się płynnie w kierunku tego chamskiego, bezczelnego […] hosta.
- A Ty, na co czekasz? Zabieraj tyłeczek w troki i idziesz z nami! No ruchy, ruchy! - wycofał się nieznacznie z Grimem, aby chwycić Keitha za nadgarstek i wywlec oboje chłopców siłą z klubu.
W końcu on może.
W jego mniemaniu.
I tak zostali odprowadzeni rozbawionymi i zdegustowanymi spojrzeniami.
[z/t]x3
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,27 sekundy. Zapytań do SQL: 8