Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Stolik pod oknem.
Autor Wiadomość
Adam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-16, 15:00   

Czas potrzebny na zorientowanie się, że na stołówce nie szans na chwilę spokoju, był krótszy niż ten niezbędny choćby do zjedzenia kanapki. Tym bardziej, kiedy siedziało się przy stole dla futbolistów. Czy on wymagał tak chwile, kilka chwil sam na sam z Historią społeczną Stanów Zjednoczonych po roku 1865? Czy to był aż takie dziwne? No dobrze, może lektura nie była szczególnie pasjonująca. Ale to nie miało najmniejszego znaczenia, bowiem w jego poprzedniej szkole większy nacisk kładziona na historię Europy, co zrozumiałe, więc Černý odczuwał wręcz boleśnie braki w swojej wiedzy dotyczące dziejów USA. I z właściwym sobie niemal chorym zaangażowaniem zamierzał je zlikwidować. To mu było potrzebne do szczęścia, nie ludzie zagadujący go na temat nowej taktyki drużyny czy szczebioczące mu nad uchem cheerleaderki. Tak po prawdzie, nie rozumiał tego fenomenu - chłopcy w kieckach. Dobra, nie było dziewczyn w tej szkole, ale czy taki substytut był konieczny? Widać, że Amerykanie naród specyficzny i przywiązany do swoich zwyczajów, nawet w takich kwestiach jak doping drużyny sportowej przez grupę panienek w kusych spódniczkach. Czech nie do końca wiedział, co o tym myśleć, wolał więc nie myśleć w ogóle. Nie jego rzecz.
On chciał tylko, żeby mu nie przeszkadzano. Bardzo szybko zrezygnował więc z opcji czytana na stołówce, postanawiać znaleźć jakieś dogodniejsze ku temu miejsce. Po prostu wstał od stołu, nawet się nie żegnając z innymi siedzącymi tam osobami, rzucił pustą puszkę, trafiać bezbłędnie do kosza na śmieci i ruszył w kierunku wyjścia, z torbą przerzuconą przez ramię, okularami i książką w dłoni, mając zamiar zaraz podjąć przerwaną czynność. Nawet nie patrzył na ludzi. Jego wzrok padł natomiast na szachownicę. Zatrzymał się, przyglądając ustawieniu pionków, a potem bez namysłu, odruchowo, wyciągnął dłoń, przesuwając jeden z nich, zanim zdarzył się zastanowić, czemu ma to właściwe służyć. Zaraz potem zerkną - bardzo przelotnie - na chłopaka, któremu w ten sposób przeszkodził i zaraz odwrócił wzrok.
- Przepraszam - powiedział, a w jego tonie nie pobrzmiewała ani odrobina skruchy. Właściwie trudno było stwierdzić, czy była w nim w ogóle jakaś głębsza emocja, czy tylko wypowiedział to słowo mechanicznie, bo po prostu powinien to zrobić.
 
     
Lauri
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-18, 16:24   

Siedział i wpatrywał się w szachownice zastanawiając nad kolejnym ruchem. Ciężko było grać z samym sobą, w końcu i tak się wygra, niezależnie jaki by się miało kolor pionów. To już zaś było strasznie monotonne i nużące, bowiem fajnie jest czasem zwyczajnie przegrać, albo chociaż mieć satysfakcję z wygranej. Nic więc sensacyjnego, że na widok dłoni przesuwającej pion się zdziwił, do tego stopnia, że aż wystraszył. Szyb ko podniósł na chłopaka spojrzenie fiołkowych oczu.
Rozpoznał Adama, nieraz widział go na boisku pośród reszty futbolistów. Tym bardziej zaskoczył go fakt, że chłopak zainteresował się szachownicą. Przechylił lekko głowę, a brak skruchy w głosie wcale go nie ubódł.
-Nie szkodzi, nic się nie stało. Skoro jednak ruszyłeś pionek to może pograsz?
Zapytał unosząc brew do góry. Na prawdę byłoby przyjemnie gdyby to uczynił. Nie miał jednak zamiaru nalegać, to nie było w jego stylu. Tak więc czekając na odpowiedź upił trochę picia i zjadł jedzenia, a to, że wystygło to już był mały pikuś.
Rozejrzał nieco znudzonym wzrokiem po stołówce, stwierdzając, że nic ciekawego się nie dzieje i nawet ów stojący przed nim futbolista postanowił się stąd zmyć, pewnie coś go irytowało i strzelał, że gwar..

Wybacz, że tak krótko, ale mam mało czasu i totalny brak weny * oczy kota ze shreka*
 
     
Adam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-18, 19:12   

Może i futbolista został rozpoznany, ale on sam nie miał pojęcia kim jest chłopaczek, któremu przeszkodził. Kojarzył co prawda jego twarz, którą musiał widzieć już na szkolnych korytarzach, ale zapytany o jego imię, klasę do której chodził, ludzi wśród których się obracał czy cokolwiek innego – nie byłby w stanie odpowiedzieć. Dlatego, kiedy usłyszał propozycję zawiesił na nim wzrok na nieco dłużej, przyglądając się, jakby widział go po raz pierwszy w życiu. Blade chuchro, zapewne nieśmiały kujonek, gdyby miał zgadywać. Tęczówki w kolorze na tyle niezwykłym, by łatwo było zwątpić w jego naturalność. A jednak była w nim jakaś miła dla oka subtelność, zwłaszcza w tych wysmukłych, zgrabnych palcach.
Z tym wizerunkiem nieco romantycznego intelektualisty idealnie pasował do samotnego rozgrywania partyjki szachów w pewnym oderwaniu od otaczającej go rzeczywistości. Za to Černý w ten obrazek nie wpasowywał się ani trochę, mając ciężkie, szorstkie dłonie futbolisty i apatyczny wyraz twarzy nie świadczący raczej o bogatym życiu wewnętrznym. Logiczne, że zaskoczył chłopaczka swoim posunięciem.
W pierwszym odruchu chciał, rzecz jasna, odmówić. Ale ostatecznie... Co mu szkodziło? Zerknął na zegarek, odetchnął nieco głębiej i usiadł naprzeciwko, swoją torbę rzucając na drugie wolne krzesło, chowając o do niej okulary. Nie zamierzał się za bardzo z nimi obnosić, skoro i tak nie były mu w tej chwili potrzebne. Wada wzroku to nie było coś, czym uważał za stosowne się chwalić, podobnie jak wszelkie inne ewentualne rysy na jego idealnym wizerunku. Książkę podłożył na stolik, a potem jeszcze raz omiótł spojrzeniem szachownicę. Nie widział potrzeby odzywania się, skoro usiadł chyba logicznym było, że to oznacza zgodę na kontynuowanie partyjki. Mimo to oszczędnym gestem dłoni zachęcił przypadkowego partnera do gry by kontynuował.

[to ja podziękuję. zt]
 
     
Jason
Bad Dream


Miano: Jason Mike White
Wiek: 21 lat
Klasa: 14th B
Wzrost: 184 cm.
Ubiór: Czarny, luźny sweterek z wieloma napisami: przekleństwami w dwunastu językach, rękawy podwinięte do łokci. Brązowy, gruby pasek z ćwiekami + zwykłe, czarne spodnie i przetarte adidasy.
Ekwipunek: Bandaż, fajki z zapalniczką, telefon i marker
TYP: Switch
Fabularnie: Nienarodzony
Dołączył: 06 Paź 2013
Posty: 5
Wysłany: 2013-10-08, 19:12   

Jason przesadził.
Znowu.
Jakkolwiek nie byłby silny, to jednak skrajną głupotą było rzucać się na czterech kolesi podobnej budowy ciała. Co z tego, że miał kij, a trzech załatwił, już będąc nieźle uszkodzonym. Czwarty stał z boku i wystarczył scyzoryk i jeszcze jeden - ledwo żyjący z pięściami, ale jednak - zrobiło się bardzo kiepsko. Jason to jednak Jason, walczył do utraty przytomności, a więc szczęśliwe wszyscy padli zakrwawieni. Jakiś przechodni zadzwonił po karetkę i tak delikwent zniknął ze szkoły na dwa tygodnie. Rzecz jasna, wszystko się działo poza terenem szkoły, a sam przecież powinien już rok zapieprzać w pracy, a nie chodzić do szkoły, dlatego nikt z jego placówki nie został powiadomiony o tym incydencie. Przecież nie miał dokumentów przy sobie, a nie raczył podać swoich danych. Więc jego cyferka i tak była niepotrzebna. Drogi Jay raczył wyjść pięć dni po wypadku, mając termin na pobyt w szpitalu dwa tygodnie. Na własne życzenie, w końcu był już pełnoletni, nie umierał, a jak gówniarz nie wyglądał. Co będą trzymali na siłę jakiegoś podejrzanego, wulgarnego typka. Pewnie nie jednej pielęgniarce ulżyło. Ten sam wulgarny i nieprzyjemny człowiek, wszedł z hukiem do środka z wyszczerzem, oczywiście musząc podpierać się o ścianę. Była długa przerwa, wszyscy przyszli na żarcie.
- Nie spodziewaliście się mnie tak wcześnie! - powiedział donośnie, a większość krzywych i z deka zastraszonych spojrzeń powędrowało od razu w stronę tego wariata.
Niektórzy widzieli, czemuż to Jason nie pojawiał się w szkole, jednak wątpił, by to rozpowiadali. Od razu do jego uszu dobiegły ciche szepty, bardziej narcystyczne, bardziej wulgarne i bardziej przestraszone. Niektórzy zapewne pozwolili sobie na więcej, widząc w jakim stanie jest ten wysoki mężczyzna. Rozwalona warga, siniak pod okiem, plaster na poliku, bandaż na szyi, na obu przedramionach, a reszta ukryta pod odzieżą. Jego koledzy, znając jego dylematy baby w ciąży, gdy jest tylko ciężej ranny, ukryli swoje twarze w talerzach. Machnął na nich ręką i przewracając oczami... i wtedy dostrzegł pewną białą, znaną mu czuprynę. Od razu udał się w jej stronę, utykając widocznie na jedną nogę. Gdy tylko udało się mu dotrzeć (a musiał czasem podpierać się innych stolików, bo tak mu słabo było) od razu ciężko usiadł na swoim miejscu. Wydał z siebie bardzo ciężkie westchnięcie, widząc gwiazdy przed oczami. Jego złote spojrzenie od razu powędrowało na Sashę.
- Siemka. Tęskniłeś kotek, nie? - uśmiechnął się krzywo w jego stronę - O cholera, niedobrze mi - burknął, zasłaniając sobie ręką usta i przymknął oczy.
Miał wrażenie, że zaraz tutaj obrzyga ten stoliczek, ale przecież często go mdliło i nigdy nic się nie wydostało. Zaraz uniósł spojrzenie na kolegę z klasy - osobę, która mogła żywić do niego głęboki uraz. Jego wargi wykrzywiły się znowu w krzywym uśmiechu, dając łokcie na stół, przy czym pochylił się nieznacznie w jego stronę. Zaraz machnął ręką, znowu.
- Nawet mnie nie odwiedziłeś w szpitalu, ranisz mnie... Nawet miłość swojego życia zaniedbujesz?
Oczywiście, jak zwykle nawiązywał do pewnej, nieprzyjemnej dla Białej Suki sytuacji. Uśmiechnął się podle w jego stronę. Jak zwykle był bezczelny.
_________________
.....
 
     
The White Bitch 


Miano: Sasha Mikhail Mihaylov
Wiek: 19 lat
Pseudonim: Szyszka
Klasa: 14th B
Wzrost: 185 cm
Ubiór: Czarnogranatowa, sportowa marynarka z podwiniętymi rękawami, biała koszula, na górze porozpinane dwa guziki. Grafitowe rurki jeansowe z poprzecieranymi nogawkami. Męskie botki, ciemnobrązowe. Na ręce jakieś rzemyki, na palcu wskazującym pierścień. Na szyi nieśmiertelniki.
Ekwipunek: Zapalniczka benzynowa, fajki w metalowej papierośnicy. Klucze, telefon+słuchawki i portfel.
Wygląd: Wysoki, dość umięśniony chłopak. Średniej długości, białe (oczywiście farbowane) włosy. Lekko się falują. Jasnoniebieskie oczy, zwykle trochę podkrążone. Trochę zadarty, wąski nos. Dość pełne usta. Cera o barwie kości słoniowej.
Miłość: ... Lepiej nie.
TYP: 50/50?
Znaki Szczególne: Kolczyk w dolnej wardze


Fabularnie: Na stołówce użera się z pewnym typkiem
Multikonta: Czarne Psisko
Wiek: 24
Dołączył: 18 Sie 2013
Posty: 27
Skąd: Smoleńsk (kurwa!)
Wysłany: 2013-10-09, 12:35   

Szyszka dobrze wiedziała gdzie jest Jason i dlaczego właściwie tam trafił. Rosjanin zastanawiał się czy go nie odwiedzić w szpitalu, lecz szybko te myśli zostały rozwiane. Jeszcze by wyszło, że mu zależy, przejmuje się nim czy coś równie głupiego. Nie żeby to nie było prawdą, ale on się nawet przed samym sobą nie przyznawał. Wolał posiedzieć w pokoju, poopiekować się tym zwierzakiem. Cholernym zwierzakiem, cholernego White'a. Jak on go nienawidził. I pan znienawidzony właśnie przybył na stołówkę. A było tak spokojnie, mruknął w myślach i sięgnął po szklankę, aby napić się soku. Nawet nie patrzył na tego chłopaka mając nadzieję, że tamten go nie zauważy. Żałował, że nie miał bluzy z kapturem. Przydałaby mu się w tej chwili. Co jakiś czas wbijał nerwowo widelec w warzywa, aby te niknęły po chwili w jego ustach. Potem sięgał po szklankę i upijał kolejny łyk soku. Czasami kierował swoje spojrzenie w stronę drzwi stołówki. Jason był już tak niebezpiecznie blisko niego. Wzdyrgnął się, a gdy przysiadł się do niego zmarszczył brwi i wypił do końca sok.
Cholernie. — warknął brutalnie wbijając widelec w jakieś nieszczęsne warzywo, a następnie skierował je do swoich ust. Wpatrywał się przy tym w ciemnowłosego. — Jak masz zamiar wymiotować to idź gdzieś indziej.
Wpatrywał się w talerz i nerwowo zjadał sałatkę. Zauważył pewną poprawność. Najbardziej mu się podobali długowłosi mężczyźni, najczęściej z piwnymi oczyma. Skrzywił się unosząc wzrok i zgarnął włosy za uszy. Ta bliskość wcale mu nie pomagała w uspokojeniu się. Najchętniej by się na niego rzucił. Zaatakował, pobił. Gdy usłyszał, że wspomina o jego dawnych (chociaż czy aby na pewno?) uczuciach, coś się w nim zagotowało. Chwycił go za ramię i zacisnął na nim mocno palce patrząc mu prosto w oczy. Niech cię szlag, rzekł sobie w myślach, a jego twarz nabrała dziwnego grymasu. Zacisnął szczękę i zmarszczył nos.
Jeszcze raz o tym wspomnisz, a chcąc nie chcąc będziesz musiał tym razem spędzić cały ten czas w szpitalu. — wychrypiał patrząc mu w oczy i wbijając mu paznokcie w ramię. — Pamiętasz? Nie znamy się. — mruknął puszczając jego ramię, gdyż zauważył, że przyciągnął uwagę co poniektórych uczniów.
Patrzył się na jakiegoś chłopaczka, który wlepiał w niego swe przerażone spojrzenie. Najprawdopodobniej chodził do dziewiątej klasy, świadczyła o tym jego dość dziecięca uroda.
Czego się gapisz?! — warknął dość głośno unosząc się ze swojego krzesła.
A tamten wbił wzrok w talerz. Cóż, dzisiaj był ten dzień, w którym Sasha nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy. Mógł się wyżyć na wszystkim i wszystkich. A powodem był ten sukinkot, który siedział naprzeciwko niego. Białowłosy najchętniej by krzyknął: „Trzymajcie mnie bo zaraz mu przypierdolę!”. Tak, chętnie by mu poprawił facjatę. A potem pewnie obdarowywał go pocałunkami, gdyby cała złość z niego zeszła i tamten oczywiście byłby nieprzytomny. Na nieszczęście Sashki jego uczucia względem tego jakże wkurwiającego osobnika się odrodziły. Los wraz z sercem kpiły z niebieskookiego, to pewne.
Oblizał leniwie wargi patrząc w pusty talerz, a włosy zgarnął na twarz. Pokręcił głową wzdychając ciężko i uniósł na niego swe spojrzenie. Wodził nim po jego twarzy, szyi i tak coraz niżej. Przełknął ciężko ślinę i zmrużył na chwilę oczy. Uśmiechnął się smutno i potrząsnął głową odganiając od siebie wszystkie myśli.
Popierdoliło cię? Już nie mówię o tej bijatyce, chociaż już wtedy postąpiłeś lekkomyślnie, ale o tym, że wyszedłeś przed terminem. Mogłoby ci się coś stać, jesteś cholernie osłabiony. Jak już musiałeś przyjść, to było iść do pokoju. Masz wypoczywać. — wyszeptał patrząc na niego i pochylając się w jego stronę.
Nie, Sasho, wcale po tobie nie widać, że ci na nim zależy, zbeształ siebie w myślach. Stukał palcami o stolik poddenerwowany. Był cały spięty, najchętnie by wrócił do pokoju i napił się wódki. Tak bardzo było po nim widać, że nie przespał nocy. Nawet kilku nocy. Wspomagał siebie jakimiś kosmetykami, aby choć trochę zatuszować zmęczenie. To w tej chwili dało o sobie znać, gdyż ziewnął przeciągle.
Przepraszam. — mruknął jak na kulturalnego człowieka przystało i podrapał się po głowie ciut zawstydzony.
Teraz zabrałby go do pokoju. Ułożył na łóżku, obok niego położył jego kotka. I zaopiekował się nim. Kurwa, czemu musiał mu się akurat w tej chwili włączyć tryb Matki Teresy czy kogoś w tym stylu. Oczywiście, był na niego wściekły, a z drugiej strony gdyby coś się z nim stało... Ugh, nawet wolał o tym nie myśleć. To wszystko było do chrzanu. Całe to jego życie uczuciowe i tak dalej. Chciałby pójść spać. Tylko żeby mógł się wtulić w czyjeś ciepłe ciało. Najlepiej... Nie, nie mógł o tym myśleć.
Patrzył na niego marszcząc zabawnie nos i wyciągnął niepewnie dłoń w jego stronę. Zaraz jednak ją cofnął i położył na swoim udzie. Zero kontaktu fizycznego z tym osobnikiem, tak będzie bezpieczniej dla Szyszuni. Przynajmniej on tak uważał. Musiał zwolnić. Ale nie chciał. Całość była pojebana.
Co cię skłoniło, aby wcześniej wrócić do szkoły, hm? Nie mów, że aż tak się za nią stęskniłeś. A może tęskniłeś za mną, co? — mruknął uśmiechając się do niego zadziornie i zaraz zassał się na swoim kolczyku.
No, jakoś się musiał rozluźnić.
_________________
KP | Pokój | Historia | Info | Relacje | Telefon | KP na charahub

Róże, róże, róże.
Te wyschnięte kwiaty i pokaz bez emocji.
Masturbując się w samotności, trzęsę się i trzęsę.
Jeśli cię puszczę, to dni pełne żalu stracą sens.
Ostatnio zmieniony przez The White Bitch 2013-10-09, 20:18, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Jason
Bad Dream


Miano: Jason Mike White
Wiek: 21 lat
Klasa: 14th B
Wzrost: 184 cm.
Ubiór: Czarny, luźny sweterek z wieloma napisami: przekleństwami w dwunastu językach, rękawy podwinięte do łokci. Brązowy, gruby pasek z ćwiekami + zwykłe, czarne spodnie i przetarte adidasy.
Ekwipunek: Bandaż, fajki z zapalniczką, telefon i marker
TYP: Switch
Fabularnie: Nienarodzony
Dołączył: 06 Paź 2013
Posty: 5
Wysłany: 2013-10-09, 16:00   

Już sobie wyobrażał, jak w myślach Biała Suka dźga go tym widelcem. Zrobił to w sposób tak brutalny, że aż trudno nie było myśleć, że nie chodziło tutaj o poranionego Jasona. Nie lepiej załatwić laleczkę voodoo? Parsknął rozbawiony, obserwując jego wory pod oczami. Były trochę zakryte, ale oko White było bardzo spostrzegawcze. ''Widać, że tęskniłeś'' – skomentował złośliwie w myślach. Właśnie dzięki tym myślom jego uśmiech poszerzył się, gdy tylko ten tak skomentował jego żołądkowe wyznania. Przecież oboje wiedzieli, że w głębi serca Sasha tak nie myśli. Syknął przez zęby, wystawiając kły, czując te palce na ramieniu. Zmarszczył nieznacznie nos. Kurwa, miał tam siniaka. Mimo to, zarechotał niezwykle wrednie, usłyszawszy jego groźby. Odchylił się wraz z krzesłem do tyłu, gdy ten raczył go w końcu puścić. Zmierzył go tym dzikim spojrzeniem, by zarechotać jeszcze głośniej.
- Chłopak z Chórku mi grozi! O kurwa, czekaj, bo chyba zaraz się ze śmiechu uduszę! - powiedział dość donośnie, nadal się chichrając.
Nawet nie zwrócił uwagi na tego przestraszonego chłopca, próbując się uspokoić. Serio zaczęło mu brakować powietrza, więc w końcu zaprzestał śmiania się. Inni zmierzyli go spojrzeniem. Co za świr!. Nawet nie obchodziło go to, że wygląda jak ofiara. Czuł nadal w sobie taką siłę, by wymierzyć kilka razy z sierpowego w tą słodką buźkę chłopca. Nadal czuł tą swoistą przewagę nad większością. Uniósł powoli brwi do góry, obserwując go uważnie. Białowłosy przyznaje się do swojej troski? Podejrzane. Mlasnął językiem o podniebienie.
- Martwisz się o mnie? Słodkie, ale niepotrzebne -– mruknął dość chłodno, mrużąc lekko oczy - … poza tym, to chyba nie Twoja sprawa, nie sądzisz?
Machnął ręką na jego przeprosiny w dość obojętnym geście. Zapewne coś w stylu ''w-dupie-to-mam'' albo wręcz przeciwnie ''nie-przejmuj-się-tym''. Następne słowa przyprawiły go o rozbawienie. Obserwował jego usta, gdy ten się tak zasysał, a swoje wykrzywił w krzywym uśmiechu.
- Jeśli powiedziałbym, że za Tobą, to Twoje serce zapewne by szybciej zabiło, czyż nie? Chcemy tego?
Był wredny. Był bardzo wredny, ale czy to komukolwiek przeszkadzało? Owszem, przeszkadzało, ale Jasonowi nie. I to było najważniejsze. Nagle usłyszał kolejny trzask drzwiami. Chyba nowe trendy. Zarechotał ponownie, widząc swojego kumpla z gipsem na ręku i nodze. Ten od razu spojrzał na źródło hałasu i uśmiechnął się krzywo.
- Zapierdalaj do szpitala, frajerze – wysyczał, idąc pokrako do Jasona z nieciekawą miną.
Nie sposób było chłopczyny nie znać chociażby z widzenia. Nie każdy miał ultra-fioletowe włosy i kilkanaście kolczyków na ryjcu.
- Spadaj niunia do swoich kumpli, żrąc jakieś śmieszne papki. Ja wolę tutaj się pobawić.
- Jason, nie wkurzaj ojca swego, bo pasem po dupie dostaniesz – zagroził, kiwając palcem w jego stronę. Jeszcze kilka stolików dalej od nich. Słysząc parsk ze strony Jasona, nagle zaczął tłuc się do niego szybciej i szarpiąc za kostkę zaskoczonego Jasona, zsunął go ze stolika. Fioletowy zawsze miał szczęście – chwycił za niebolącą. Przypieprzył mu w głowę gipsem, że ofiara aż widziała gwiazdki przed oczami. Nagle usłyszeli.
- KANAPKA!
- … Co?
I banda delikwentów przygniotła siebie nawzajem do ziemi i ciał poniżej, uprzednio rzucając się jak zwierzaki na mięso. Oczywiście, nie obyło się bez jęków bólu, tym bardziej ze strony Jasona, który był na samym dole i przyjmował na siebie w uj kilogramów.
- Spadać, kutwa... - wystękał, starając się jakoś wiercić by się wydostać, ale jedynym rezultatem był złośliwy rechot kolegi mu w ucho. Skurczybyki.
Rzecz jasna, inni się chichrali, inni patrzeli z niesmakiem, a niektórzy poszli po nauczycieli. Jason na oślep chwycił za krzesło, by im przywalić, ale Ci nawet nie drgnęli. Po chwili stracił zupełnie widok, gdy jakieś cielsko na niego wlazło. Słychać było jakiś bełkot spod ciał, zapewne bardzo kwiecisty.
_________________
.....
 
     
The White Bitch 


Miano: Sasha Mikhail Mihaylov
Wiek: 19 lat
Pseudonim: Szyszka
Klasa: 14th B
Wzrost: 185 cm
Ubiór: Czarnogranatowa, sportowa marynarka z podwiniętymi rękawami, biała koszula, na górze porozpinane dwa guziki. Grafitowe rurki jeansowe z poprzecieranymi nogawkami. Męskie botki, ciemnobrązowe. Na ręce jakieś rzemyki, na palcu wskazującym pierścień. Na szyi nieśmiertelniki.
Ekwipunek: Zapalniczka benzynowa, fajki w metalowej papierośnicy. Klucze, telefon+słuchawki i portfel.
Wygląd: Wysoki, dość umięśniony chłopak. Średniej długości, białe (oczywiście farbowane) włosy. Lekko się falują. Jasnoniebieskie oczy, zwykle trochę podkrążone. Trochę zadarty, wąski nos. Dość pełne usta. Cera o barwie kości słoniowej.
Miłość: ... Lepiej nie.
TYP: 50/50?
Znaki Szczególne: Kolczyk w dolnej wardze


Fabularnie: Na stołówce użera się z pewnym typkiem
Multikonta: Czarne Psisko
Wiek: 24
Dołączył: 18 Sie 2013
Posty: 27
Skąd: Smoleńsk (kurwa!)
Wysłany: 2013-10-09, 21:30   

Cóż i o tym Szycha myślała. Że te warzywka to kończyny, organy wewnętrzne Jasona. Nie żeby przepadał za mięsem, tego nie jadł, chyba że chodzi o ryby. Ale my tu nie o tym. A co do laleczki... Możliwe, że Bicza już taką posiada. Ale akurat nie wzięła. White tak bardzo go wkurwiał. Długowłosy musiał być naprawdę zapatrzony w siebie, jeśli myślał, że Sashka przez niego nie spał. No dobra, po części to mogła być prawda, jednakże nie od dziś wiadomo, że białowłosy ma problemy ze snem. Więc ten tutaj nie był jedyną przyczyną bezsenności Szychy, co najwyżej przez niego ociupinkę się nasiliła.
Ściągnął brwi i zmarszczył czoło, gdy usłyszał jego śmiech, a następnie komentarz. Aż gwałtownie się uniósł przez co krzesło zaszurało głośno i pochylił się nad Jasonem.
A ten chłopiec z chórku jest cholernie wkurwiony i wcale nie taki słaby. — wychrypiał zaciskając palce na jego sweterku i wykręcając trochę materiał. Zaraz jednak go puścił i zasiadł na krześle ciężko.
W tej chwili najchętniej sam bym cię udusił, rzekł sobie w myślach patrząc na niego spod białych włosów. Ściągnął brwi, a w jego oczach już wydawał się tlić płomień. Zimny płomień, który świadczył o narastającej z każdą sekundą irytacji Rosjanina. Stukał palcami o stolik, a potem wbił sobie paznokcie w uda. Wpatrywał się w tego kolesia zastanawiając się już co by mógł z nim zrobić. Na resztę słów bądź gestów już nie reagował. Dopiero ostatnie słowa skierowane w jego stronę przywróciły go do świata rzeczywistego. Zamrugał parę razy oczami i westchnął cicho.
Tak, a kutas by mi stanął. — rzekł poważnie patrząc na niego i marszcząc brwi.
Zmarszczki ci się przez niego porobią Szycho, przemknęło mu przez myśl, dlatego też próbował się rozluźnić. Nie wiedział dlaczego ten koleś akurat go tak bardzo irytował. Czy to właśnie przez uczucia, które niegdyś do niego żywił? Bardzo możliwe, ale przecież to przeszłość. Jednakże czy aby na pewno?
Spojrzał na kolesia, który podszedł. Skrzywił się na jego widok zaciskając pięści i spinając się. Gorszy od Jasona chyba był w tej chwili tylko ten fioletowowłosy jegomość. Mihaylov od razu się podniósł z krzesła przewracając je przy tym, gdy ten uderzył złotookiego gipsem w głowę. Złość wzbierała w nim coraz bardziej, targała to siedemdziesiąt pięć kilo czystego spokoju jak dotąd. Wzburzała to ciało. Oczywiście białowłosy nie był dumny z tego, że daje się ponosić emocjom. Ale to już go przerosło. Pora, aby bomba wybuchnęła. Pora na wielkie BOOM!
Sięgnął po krzesło i zaraz uderzył jakiegoś typka w plecy krzesłem. I jeszcze raz. Może to nie było najmądrzejsze posunięcie. Nie, to był wielki błąd Rosjanina, ale ten nawet nie myślał o tym co zaraz może się z nim stać. Zwrócił ich uwagę swoja personą. O to mu chodziło. Był wściekły. Widać było po nim jak jego cialo jest wręcz targane całą tą jego złością. Jakiś koleś się na niego rzucił. Dobrze panowie. Pora na show!, pomyślał rechocząc głośno przyparty plecami do stolika. Zaraz ukąsił delikwenta mocno w ucho i szarpnął go za włosy wyślizgując się spod jego ciała. Jeśli ktoś czytał kartę Sashy i pamięta wspomnienie o szaleństwie w jego oczach, to teraz to było wyraźnie dostrzegalne.
Kurwa, to coś gryzie. — syknął patrząc na Biczę.
A ta stała. Z tym niezdrowym podnieceniem sycząc i wciągając dziwnie powietrze przez usta. Wywołując świst. Zaciskał pięści gotowy do walki. Chociaż nie miał szans. Zaraz poczuł jak tamto cielsko wparowało na niego. Smak krwi tego chłopa zmieszał się z jego własnym. Poczuł uderzenie w szczękę, a potem w żebra. Skulił się przez ten ból a potem sam zaczął go obijać pięściami. Splunął mu krwią w twarz. Znowu został przyparty do stołu. Coś za bardzo lubili to miejsce. Zasyczał wściekle i uderzył go znowu w twarz pięścią. Został szarpnięty mocno za białe kudły.
Dziwka ma prawo głosu tylko w łóżku. — Do uszu Ruska dotarły takie słowa, które tylko podziałały na niego jak płachta na byka.
Miał taką reputację. Sam na nią pracował. Ale... Dzisiaj mu się ona nie podobała. Bardzo nie podobała. Przesunął nogą uginając ją w kolanie. Gdy dotarł kolanem do jego krocza, otarł nim o nie, a następnie mocno uderzył go w nie. Zaraz wywinął się spod niego uderzając go jeszcze w podbrzusze i nadeptując mu na stopę. Stanął za nim i rąbnął jego głową w stół.
To dlaczego się jeszcze odzywasz? — wychrypiał mu do ucha po chwili czując jak jest odciąganu przez innych.
Jego brzuch oberwał. Jego twarz również. Teraz to on był przygwożdżony przez te wszystkie ciała. Szarpał się, machał rękami. Chyba nawet o czyiś polik zahaczył pierścieniem. A następnie paznokciami. Krzyczał i wierzgał się pod nimi. Był wściekły. Ten cholerny ból. Ściągnął na siebie kłopoty tylko dlatego, że Jason był w niebezpieczeństwie. A on czuł wzbierającą złość. Musiał ją wyładować. Nawet jeśli to wszystko teraz miało się tak zakończyć. Jeśli on miał wylądować w szpitalu. Przed chwilą mówił o lekkomyślności. Sam postąpił cholernie nieodpowiedzialnie.
Złaźcie do kurwy nędzy. — wycharczał szamotając się i starając się komuś przywalić.
Nagle poczuł jak oberwał w łuk brwiowy. Łzy mimowolnie pocieknęły po jego polikach. Zagryzł wargę i zaraz zamachnął się. Jednak nie wszyscy leżeli na nim. Trzech się skupiło na nim. Jeden zlazł. Dwóch go podniosło. Szarpał się. Splunął gdzieś w bok. Wyglądał jak gówno. Poobijany. Krew wypływała mu z nosa oraz ust. Chrząknął, aby znowu gdzieś splunąć. Poczuł jak znowu ktoś go uderza w brzuch. Zgiął się. Gdzie są ci pierdoleni nauczyciele, gdy są potrzebni?!, krzyczał w myślach mając już wolne ręce. Obijali go. On obijał ich. Cios za cios. Słabnął. Ale kurwa nie miał zamiaru się poddać. Nie ocenił wcześniej swoich szans.
Zrzucił z siebie marynarkę. Zaraz mógł paść na ziemię. Zacisnął szczękę. Obrywając coraz mocniej, słaniając się na nogach. Uklęknął. Oberwał kolanem w brodę. Miał mroczki przed oczami, prawie stracił przytomnośç. W końcu pojawił się nauczyciel. Słyszał jego stłumione krzyki. W niezłe bagno się wpakował. Robiło mu się szaro przec oczami. Chrząkał i wypluwał przed siebie krew. Był obolały. Nie mógł pozwolić zamknąć sobie oczu. Patrzył nieprzytomnie. Jeszcze patrzył zaciskając szczękę. Zaciskając pięści jakby był gotowy zadać ostatni cios. Jeszcze jeden cholerny cios do zadania tym skurwielom. Jeszcze jeden...
_________________
KP | Pokój | Historia | Info | Relacje | Telefon | KP na charahub

Róże, róże, róże.
Te wyschnięte kwiaty i pokaz bez emocji.
Masturbując się w samotności, trzęsę się i trzęsę.
Jeśli cię puszczę, to dni pełne żalu stracą sens.
 
 
     
Jason
Bad Dream


Miano: Jason Mike White
Wiek: 21 lat
Klasa: 14th B
Wzrost: 184 cm.
Ubiór: Czarny, luźny sweterek z wieloma napisami: przekleństwami w dwunastu językach, rękawy podwinięte do łokci. Brązowy, gruby pasek z ćwiekami + zwykłe, czarne spodnie i przetarte adidasy.
Ekwipunek: Bandaż, fajki z zapalniczką, telefon i marker
TYP: Switch
Fabularnie: Nienarodzony
Dołączył: 06 Paź 2013
Posty: 5
Wysłany: 2013-10-11, 14:44   

Uderzony gipsem pewnie został przez przypadek, gdyż wiadomo – nie przyzwyczaisz się do jego posiadania, dlatego Jay zdecydował od razu nie wyciągać pazurków. Tym bardziej, że był obolały, a jego kumple byli przeciwnikami. Ale... jakim zaskoczeniem było zachowanie Sashy. Leżał tak zupełnie zaskoczony, patrząc jak jeden dzieciak z Chóru rozprawia się z dwojgiem delikwentów. Śmiałby się z całej sytuacji, gdyby nie zasadnicze pytanie – jak to tak... z jakimi ja się słabiakami zadaję? Jason pozbierał się z podłogi (oczywiście, nie obyło się bez syków i grymasów...) i spojrzał na całą sytuację ze swojego, najbardziej zdrowego punktu widzenia.
Sasha – chłopak, który wyznał mu miłość, pochodzący z pedalskiego Chórku, właśnie niemal pobił jego kumpli.
Kumple – dzieciaki, co ledwo zdają z klasy do klasy, mogą dać Ci w pysk nawet, jeśli tylko krzywo spojrzysz.
No i oczywiście sytuacja, godna dennych, amerykańskich komedii.
Biała Suka chociaż poobijana, to jednak walczyła o swoje. Ale o co? Czy naprawdę słowo ''kanapka'' brzmiało jak ryk wojenny? Gdy ostatni z kolesi chciał się rzucić na białowłosego i właściwie już biegł, Jay chwycił go za kark, trzymając tak go na dystans.
- Uspokój się, przecież nie będziesz bił pobitego chłopca z chórku.
Spokojny ton głosu Jasona sprawił, że walkę z instynktem delikwenta wygrał i sobie odpuścił. A przecież szykowała się taka fajna zabawa... Nauczyciel wpadł z hukiem do sali, a za nim jakieś dwa kujonki. Konfidenci. Od razu zaniepokojonym spojrzeniem obadał sytuację, zerkając podejrzliwie najbardziej na piwnooką osobę. Ach, ta reputacja.
- Nic nie zrobiłem – wycedził przez zęby – Chórek jakoś zdziczał, to pewnie okres buntu. Ja bym mu normalnie notatkę wpisał. - uśmiechnął się czarująco w stronę szkolnej dziwki.
W końcu w każdej plotce jest ziarnko prawdy.
Zaraz nauczyciel wybitnie zdenerwowany zmierzył pobitych chłopców.
- Zachowujcie się jak na uczniów tej szkoły przystało! Nawet nie, jak ludzie! Przemoc, to żadne rozwiązanie! Najważniejsza jest rozmowa, w końcu to ona...
- Blah, blah, blah, ale tutaj mi ziomy umierają. - przerwał zniecierpliwiony Jason.
Nauczyciel spojrzał na niego ostrzegawczo, ale zaraz zdecydował, aby delikwenci (w końcu to zawsze ich wina, nawet, jeśli byli atakowani) udali się na dyskusję do dyrektora, a brązowowłosy miał pozbierać ofiarę z ziemi i dopilnować, by wziął usprawiedliwienie za nieobecności. Naprawdę wyglądał na taką niańkę? Przy okazji, nauczyciel swą chudą rączką rozprawił się z gapami, którzy swoją drogą i jego denerwowali. Westchnął ciężko, kucając przed białowłosym i pogłaskał go po głowie jak niemądre dziecko. Zaraz chwycił go za ramiona, aby przerzucić przez plecy i z ciężarem na plecach udał się do swojego pokoju, odprowadzony spojrzeniami.

[z/t] x2
_________________
.....
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 8