Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
VIP room.
Autor Wiadomość
Donatien Moretti
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-03, 15:11   

Donatien pewnie tylko znów niepotrzebnie by się zirytował, gdyby uświadomił sobie fakt, że dzieciak w jego rękach ma odwagę patrzeć w dół, ale kiedy tylko Włoch się cofnie sytuacja wróci do swojej tchórzliwej normy. Na szczęście nie zdawał sobie z tego sprawy i chyba nie było sensu go o tym informować. Deszcz również mu nie przeszkadzał. Był przyjemny, chłodny i orzeźwiający po wizycie w dusznej, przepoconej sali, pełnej niekontrolowanego wrzasku i euforii. Nadmiar cudzych emocji bywał wyjątkowo przytłaczający, dlatego Włoch unikał osób, które przesadnie się sobą i własną emocjonalnością egzaltują. Zarzucając go tymi swoimi płytkimi i bezsensownymi uczuciami, krótkimi miłostkami i nieuzasadnionymi antypatiami.
Zabrał, więc woje dłonie, które nie wykorzystały okazji by przesunąć się po szczupłym i jednak drobnym ciele. Przyglądał się dłuższą chwilę mokremu chłopakowi i stwierdził, że bez radośnie piejących włosów we wszystkie strony i ciężkich od czarnej kredki powiek wygląda zdecydowanie lepiej. Nawet, jeśli pod wpływem wody makijaż zaczął się w końcu rozmywać i tworzyć ciemne wzorki na jego policzkach. Wreszcie przestał wyglądać jakby przyjął jakąś pozę i to najlepiej jak cała zgraja młodzieży w jego wieku. Wsunął palce w swoje mokre, blond kosmyki i przeczesując je jednocześnie odkleił je od twarzy. Zdawał się ignorować fakt już kompletnie przemoczonej, białej koszuli ślepo wierząc w żelazną odporność. Przeziębianie się jest przecież tak okrutnie niemęskie i czasochłonne.
- Odwiozę Cię do domu, żebyś się nie rozchorował. Na dole mam nadzieję, jeszcze stoi mój samochód. W drodze opowiesz mi coś o tym koncercie, moi znajomi mieli tyle do powiedzenia na temat muzyki, że nie pozwolili mi jej usłyszeć – wargi na sekundę wykrzywił mu jakiś złośliwy wyraz, a może był tylko złudzeniem albo reakcją na chłodny wiatr. Donatien chyba rzeczywiście bardziej tolerował swoich znajomych niż darzył ich jakąś szczególną sympatią – Muszę napisać recenzję, a może sprawisz, że nie będzie ona tak okrutna dla fanów, bo sądzę, że tego zespołu i tak ona nie zainteresuje.
Zespołu nie, ewentualnie wytwórnie. Choć obecnie na rynku liczy się to, co się sprzedaje, a nie, jaką to ma wartość. Ważniejsza jest cena, za jaką można to sprzedać. A zdanie większości krytyków może najwyżej wpłynąć na zwiększenie sławy, jeżeli choćby zainteresują się oni odpowiednio tematem, nawet nie muszą o danym artyście dobrze pisać. Byleby z finezją.
Poczekał na skinienie głowy chłopaka, czy jakikolwiek inny wyraz zgody na tę propozycję. Wyczuł już jednak, ż ten jest po prostu przyzwyczajony do spełniania życzeń innych. Zdawał się za to kompletnie pozbawiony jakiś własnych. Donatien dał mu więc okazję poczucia się kimś ważnym, wręcz niezbędnym do tego by mężczyzna mógł wykonać zleconą mu pracę. Widocznie Włoch chciał mu dać, choć iluzję bycia potrzebnym, a na takie nabierać się najłatwiej.
Droga po schodach w dół była pokonywana zdecydowanie szybciej. Mężczyzna zresztą nie miał nawyku częstego oglądania się za siebie, bo był przekonany, że młodzieniec za nim pójdzie. Zresztą perspektywa znalezienia się w ciepłym wnętrzu samochodu była dostatecznie kusząca. Donatien otworzył przed chłopakiem drzwi, znów zachowując się już odruchowo w ten szarmancki i dość zapomniany w tych czasach sposób. Te kilka kropel deszczu więcej, które na niego spadną nie zrobi mu różnicy, a na pewno sprawi przyjemność młodzieńcowi. Marka samochodu pozostała niewiadoma, bo było dość ciemno. Zresztą... Donatien wygrywał i przegrywał samochody w kasynie, w takim tempie, że właściwie było to bez znaczenia. Nie jeden raz już szedł pieszo do szkoły, gdy okazało się, że nie stać go nawet na taksówkę.
Teraz też niespecjalnie przejmował się kremową, skórzaną tapicerką narażoną na mokre ubranie chłopaka
- W schowku są chusteczki – oznajmił nim z trzaskiem zamknął za nim drzwi i ruszył zająć swoje miejsce w fotelu kierowcy.
 
     
Abys
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-04, 02:32   

Nie pokazał tego po sobie, ale był mu bardzo wdzięczny, że oszczędził mu zbędnego dotyku. Gdyby mógł życzyłby sobie dłużej pozostać w ciepłym objęciu, ale to przecież nie był koncert życzeń, a Abys nie miał żadnego prawa by takowe posiadać. Kiedy został sam, bez ochrony, zamknął oczy. Nie odwrócił się, gdyż nie chciał mu pokazać, że znów się boi. Obawiał się, po prostu odwrócić się i do niego podejść. Co jeśli źle by stanął, albo zrobiło mu się słabo, albo potknąłby się o własne nogi? W końcu taka z niego niezdara. Znów, kiedy szedłby tyłem do Donatiena strach wyszedłby na jaw i wszystkie starania poszłyby na marne. Dlatego w końcu uchylił powieki i spojrzał w dół. To było takie dziwne. Przed chwilą niemal rzucił się w tą ciemność, kiedy teraz bał się, że spadnie.
Miał ochotę uśmiechnąć się gorzko, ale jego mięśnie nie drgnęły. Teraz wszystko się wyda. Odwieźć do domu? Przecież Abys mieszka w akademiku, razem ze swoją gitarą, ołówkami, lekami i fobiami. Wyda się, że jest jego uczniem i sen, który się nie rozpoczął skończy już swój żywot.
- Dobrze. - odparł tylko, nawet się nie ruszając. Kiedy usłyszał kroki mężczyzny nogi się pod nim ugięły i opadł na zimny beton. Otarł policzki, a na palcach zostały mu czarne ślady, które zostały zmyte przez deszcz. Uniósł głowę, delektując się tym, jak krople deszczu spadają na jego twarz. Jednak wiedział, że nie może tutaj zostać. Potrafił udawać, kiedy chodziło o pewne sprawy, chowając uczucia głęboko w sobie. Tutaj nie chodziło o mężczyznę. Sam na prawdę chciał się przełamać, uwierzyć, że dał radę. Ale nie dał. Dalej był tym słabym, biednym Noelem. Podniósł się i zbiegł ze schodów, znajdując nauczyciela przy samochodzie. Ten gest wywołał coś w rodzaju rozczulenia w jego zimnym sercu. Wsiadł do auta, wcześniej zdejmując marynarkę. Może to było głupie, ale nie chciał jej pognieść, a z jego wzrostem sięgała mu spokojnie za pośladki. Ułożył ją na swoich nogach i zajrzał do schowka, wyjął chusteczki, zaraz go zamykając. Nie chciał wyjść na wścibskiego, dlatego nie przyglądał się zawartości. Wytarł twarz z czarnej mazi i skrycie wyjął z kieszeni puder.
Abys nie potrzebował postawionych włosów, pomalowanych na czarno oczu ani kolczyków po to, by się dobrze czuć. Jedyne co potrzebował to zatuszowanie brzydkich cieni pod oczami. Jego kieszenie mieściły mnóstwo rzeczy. W kurtce nosił puder, kredkę i malutki grzebyk. Teraz właśnie wyjął go i doprowadził włosy do powierzchownego ładu. Grzecznie ułożyły się na jednym boku, zasłaniając kark. Kolejna dziwna obsesja. Chłopak nigdy nie ubierał krótkich rękawów. Tak bardzo żałował, że pozwolił zrobić sobie ten duży tatuaż. Zasłaniał go jak mógł, ubraniami, a kark włosami. Specjalnie je po to zapuszczał. Przejechał palcami po twarzy, jakby sprawdzał, czy wszystko jest z nią w porządku. Przeczucie jak zawsze go nie myliło. Zgubił gdzieś kulkę, więc wyjął kolczyk z wargi i wsunął do kieszeni. Delikatnie przetarł chusteczką to miejsce. Westchnął cicho, tak, że nauczyciel nie mógł tego usłyszeć, ewentualnie dostrzec po ruchu jego ramion. Trwał tak z lekko opuszczoną głową i przymkniętymi oczami. Jego palce dotykały materiału marynarki, kiedy krople z włosów spadały na jego szyję i odkryte obojczyki, wyznaczając powoli drogę pod ciemnofioletową koszulką, która zresztą przylegała do jego chudego ciała i tylko prosta, skórzana kurtka zasłaniała większość torsu. Ku uciesze chłopaka przez koszulkę można było dostrzec tylko kształt jego mostka i płaski brzuch. Mógł ją zapiąć i ochronić się od ewentualnych spojrzeń, ale po co miał udawać niewiniątko, którym nie był. Nienawidził takiej obłudy. Uważał, że jeśli się coś robiło, należało się do tego przyznać.
- Jak pewnie wiesz, jest to trasa promująca ich najnowszą płytę. Moim zdaniem wszystkie piosenki z niej są warte uwagi, w odróżnieniu do poprzednich. Większość tych ludzi jest ich fanami od lat. Ja nie. Znam ledwo kilka utworów spoza tej płyty. - jego delikatny głos wydawał się pozbawiony emocji, zupełnie jakby tylko wykonywał polecenie, które mu wydano. Nie otworzył oczu, mówił tak, oddzielając swoją twarz od mężczyzny kaskadą czarnych włosów. Właśnie taki był naprawdę, teraz nie udawał nikogo. Było za późno na ucieczkę. Nie interesowało go, czy mówi bez większego składu. Nie często mówił wiele, zdecydowanie wolał milczeć i obserwować.
- Grają japoński rock. Teksty plączą angielski i japoński. Oczywiście jest to muzyka skierowana głównie do młodych ludzi. Może to lepiej, że nie miałeś okazji jej posłuchać, bo wątpię, by Ci się podobała.
Dopiero teraz poruszył się przechylając lekko głowę, by na niego spojrzeć. Donatien mógł zobaczyć jego twarz bez zbędnych ozdób i makijażu. Kolczyk w brwi zniknął za włosami, więc wszystkie były w jakiś sposób schowane. Wydawał się naturalny, być może nawet wciąż piękny, choć już inaczej. Delikatnie, bez zbędnej wulgarności.
- Wydali tą płytę dzień po moim przyjeździe tutaj. Jest tam pewna piosenka. Ktoś inny mógłby uznać, że jest bez sensu. Ale nie ja. - znów schował się za włosami, chciał pokazać mężczyźnie, że nawet taka muzyka może mieć wartość - Mimo, że jestem pusty mam w sobie zalążki uczuć. Po śmierci przyjaciela nie potrafiłem powiedzieć co czuje. I wtedy usłyszałem tą piosenkę, miesiąc po tym wydarzeniu. Mówiła za mnie, co odczuwam, miałem wrażenie, że Taka powtarza mi, żebym się nie poddawał. Tak jak śpiewał, nie wiedziałem kogo winić. Czy siebie czy jego. Był smutek i mnóstwo bólu. Dni mijają, a to się nie oddala. To głupie, ale... zupełnie jak powiedziałeś. Odnalazłem w tym kawałeczek mojej duszy. Kiedy ją śpiewałem w kółko, powtarzając czyjeś słowa, by się nie poddawać i iść dalej, zacząłem rzeczywiście walczyć. To są proste teksty. Na tyle neutralne, że każdy może je interpretować tak jak chce. Dlatego oni to tak kochają. Czują się zrozumiani, fascynują się Japonią, patrzą na fajnego wokalistę. Nie mogę powiedzieć, że nie są fajne. Te piosenki wpadają w ucho, uwielbiam je śpiewać, ale... to jest wciąż proste. I smutne. W sumie wszystkie, mimo, że nie brzmią mają ponurą zawartość. O samotności, bezradności, wyschniętych uczuciach, przeszłości od której nie można uciec, o nieodwzajemnionej miłości. Niektórzy lubią utrudniać sobie życie, mówiąc, że jest im źle. Ja lubię te utwory za to, że ciągle powtarzają, by się nie poddawać. W tych piosenkach... kreowany jest ten bajkowy książę. Wiesz... ten jedyny, na całe życie, idealny. Jaka dziewczyna nie chciałaby takiego mieć? Wielu na tym świecie tak łatwo ogłupić.
To co było w tym najgorsze, to ta świadomość, że był jednym z tych ludzi, którymi tak łatwo manipulować. Nawet kiedy napotykano opór, wystarczyło kilka słów, by pokonać każdą barierę.
- The shape of love is the same as your heart is
it doesn’t matter who you are
so tell me my heart is the same as yours is

Śpiewał cicho, jedwabnym głosem. Uwielbiał ten fragment, kiedy jeszcze na początku piosenki był wolny, rozpływał się w uszach jak czekolada w ciepłych ustach.
- Czy nie jest to idealne? - znów spojrzał na niego z lekko uniesionymi ramionami, rozchylonymi minimalnie wargami, zerkając spod długich, ciemnych rzęs tym miodowym spojrzeniem. Było w nim wiele ciepła i zero fałszywości. Pragnął dostrzec w jadowitych tęczówkach Morettiego jakieś uczucia. Otworzył się przed mężczyzną, mówiąc o czymś co było dla niego trudne. Wstydził się swojej choroby, więc też niemal wszystkiego co się z nią wiązało.
Nie trzeba było znać się na mowie ciała, by podświadomie odebrać przekaz. I choć chłopak robił to kompletnie nieświadomie, niemal każdy ze spotkanych mu mężczyzn miękło pod tym spojrzeniem. Ulegali, będąc w stanie oddać wszystko, by go tylko przelecieć. Zupełnie, jakby Abysowi kiedykolwiek na tym zależało. Jednak... jeszcze nikt nigdy nie odkrył jego prawdziwych potrzeb. Nawet on sam nie miał pojęcia co mogłoby go uszczęśliwić.
 
     
Donatien Moretti
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-04, 15:45   

W schowku było coś, co nawet kogoś starającego się nie wyjść na ciekawskiego by zaniepokoiło. Kiedy chłopak wsadzał dłoń by wyciągnąć chusteczki poczuł, że styka się ona z czymś przejmująco zimny, taka jest kiedy zbyt długo przebywa w miejscu o niskiej temperaturze. Jeden rzut oka od razu poinformował chłopaka, że obok bezzapachowych, miękkich chusteczek spoczywała broń. Przy czym to, że mężczyzna jest gangsterem dało się wykluczyć w sekundę. Był to przepiękny rewolwer paradny peacemaker kaliber 45 colt. Są o wiele bardziej groźne i skuteczne bronie niż rewolwery pochodzące wprost z XIX wieku. Noel jednak nie miał zapewne umiejętności ani ocenienia autentyczności przedmiotu, ani tego czy w ogóle był on użyteczny. Wystarczył jednak zmysł artystyczny by docenić smukłą rączkę wykonaną z jasnego drewna i przepięknie zdobioną roślinną ornamentyką złoto-czarną lufę. To było małe dzieło sztuki, służące do zachwycania, a nie zabijania.
Donatien usiadł wygodnie i szybko odpalił samochód. Delektował się ciepłem, które powoli zaczęło wypełniać pomieszczenie. Odchylił głowę do tyłu i z przyjemnością przesunął palcami po gładkiej skórze na kierownicy. Na szczęście nie stosował tych wstrętnych, pretensjonalnych choinek w samochodzie, które wydzielają z siebie wszystkie te wstrętne zapachy. Nie ruszył, spokojnie słuchał słów chłopaka z przymkniętymi oczami. Czuł zaledwie narastającą irytacja, ale nie zareagował. Pozwolił młodzieńcowi skończyć tym samym dając sobie czas na ochłonięcie. A gdy zogniskowało się na nim spojrzenie złotych tęczówek dopiero rozchylił powieki i skupił się na młodzieńcu. Oczywiście zorientował się, czemu ma służyć ten gest. Zresztą jego ciało zareagowałoby dokładnie w taki sposób jak każdego normalnego i zdrowego faceta. Uśmiechnął się krzywo, raczej jednak była to parodia jakiekolwiek sympatycznego gestu.
- Nie jestem takim księciem. – odparł nieprzyjemnym tonem na zwykłe pytanie. Jednak fragment zaśpiewanej piosenki, tym bardziej z bezpośrednim zwrotem. I prowokujące zachowanie Noela, nawet jeśli nieświadome, czyniło sytuację dość irytującą dla Włocha. A ten bez wahania postanowił zedrzeć płaszczyk pozorów i uchronić Abysa przed upartym tworzeniem iluzji dla samego siebie, a potem jeszcze bycie rozczarowanym - Tak jak nie jestem podstarzałym facetem poszukującym naiwnych, zagubionych chłopców. Jeżeli chodzi Ci, więc o to, by za chwilę mojej uwagi zapłacić mi najmocniejszą, choć ulegającą wpływowi czasu walutą to wysiądź z samochodu. – zachował jednak ten kurtuazyjny ton, jakby jego słowa nie były obraźliwe. Ot grzeczna, niezobowiązująca uwaga. Ton nie był jadowity, ale te zielone oczy doskonale wyrażały stosunek mężczyzny do tego typu zachowań.
W tej sytuacji też kompletnie nie odniósł się do jego wywodu na temat muzyki, jej wpływu na młodzież i tego, że jest ona dla tych, których nie stać na wymyślenie własnej ścieżki. Zignorował go tracąc ochotę do tej dyskusji niczym rozkapryszony chłopiec. Tylko rozkapryszony chłopiec może, co najwyżej kopać nóżkami i pokrzyczeć. Donatien mógł po prostu zmusić świat do spełnienia swojego kaprysu.
- Ach. I nie bądź zaskoczony, że mężczyźni traktują Cię w taki sposób, jeśli swoim zachowaniem nie pozwalasz im spojrzeć na siebie jak na coś więcej niż tylko ładne ciało. Tak jesteś piękny, ale... jesteś laleczką z różowymi policzkami, wypchaną plewą. – może słowa bolały po tym jak się przed kimś otworzyło, wyznało coś, czego przyznanie przed samym sobą było trudno nazwać. Może były nieprzyjemne, ale ten człowiek naprawdę nie był w stanie wczuć się w cudzą sytuację, znaleźć jakiekolwiek uzasadnienie dla zachowania chłopaka po jego prawej stronie. Czuł się jawnie prowokowany i dla każdego z boku wyglądałoby to dokładnie w taki sposób. Przypadkowy fragment piosenki? Rozchylone wargi, gdy ich twarze dzielił krótki dystans? Niczym w kiepskim, romantycznym filmie. Donatien był na to uczulony, a teraz chyba spodziewał się, że po tych nieprzyjemnych zdaniach chłopak trzaśnie drzwiami ewentualnie się rozpłacze. Nie spodziewał się niczego więcej, więc też nie będzie nim rozczarowany.
 
     
Abys
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-05, 21:52   

Odwrócił głowę, znów chowając twarz za swoimi włosami. Tak, te słowa tak bardzo bolały. Nikt nie miał pojęcia jakie to uczucie ciągle być takim pustym, wypełnianym jedynie czasem cierpieniem i poleceniami innych. O tak, Abys cierpiał. To uczucie nie było mu obce, szczególnie, że najbardziej bolało go brak odczuwania szczęścia. Czasami coś go ucieszyło, zafascynowało, ale czuł to jak przez mgłę. Pojawiało się i znikało, jakby nigdy tego nie było.
Gdyby potrafił, popłakałby się tutaj jak bóbr. Często myślał, że nie potrafi wylewać łez, ani w poduszkę, ani w czyjeś ramie, ale w rzeczywistości robił to przy bardzo bolesnych wydarzeniach. Próbował być dla ludzi miły. Chciał osiągnąć zainteresowanie w inny sposób niż do tej pory. Być może właśnie dlatego było to takie bolesne. Wychodziło na to, że patrząc na innych nauczył się jakiś głupich nawyków. Już nawet uwierzył, że może być inny niż wszyscy, że ktoś może go polubić bez dotykania jego ciała. Tak bardzo chciał mu pokazać, że ma w sobie coś więcej. Nie udało się, nawet dla niego był głupią laleczką. Wypchaną tylko plewą.
- Chyba mnie nie zrozumiałeś. - powiedział cicho, otwierając oczy. Mokre włosy założył za swoje ucho, patrząc przed siebie - Nie miałem na myśli, że Ty jesteś takim księciem. Nie spełniasz kryteriów.
Westchnął cicho. Zsunął się z siedzenia, układając marynarkę obok siebie. Nie miał już złudzeń. Wszystko było zupełnie jasne.
- Dziękuję za marynarkę. I taniec. Mam nadzieję, że nie zepsułem panu wieczoru do końca. - uchylił drzwi, wysuwając powoli nogę na asfalt. Spojrzał jeszcze w jego oczy, a wzrok chłopaka był spokojny i łagodny, pozbawiony jakichkolwiek negatywnych uczuć. Dlaczego nagle zwrócił się do niego per pan? Tego już chyba nikt nigdy się nie dowie.
- Przykro mi,że mimo wszystko nie jesteśmy w stanie się zrozumieć. Możliwe, że niektórzy nie chcą widzieć więcej. Liczyłem jedynie na chwilę miłej rozmowy.
Uznając, że powiedział już wszystko co miał do powiedzenia wysiadł z samochodu i delikatnie zamknął drzwi. Bez zbędnego trzasku, który raniłby uszy. Stanął na chodniku, zastanawiając się gdzie jest i w którą stronę iść. W tym celu rozejrzał się. Starał się nie wracać wzrokiem do samochodu, by nie czuć tego gorzkiego ucisku w gardle. Chyba został wzięty za naiwnego chłopca, który pragnął uwieść starszego od siebie mężczyznę. Dlaczego miałby to robić? Nie czuł żadnego dreszczyku podniecenia przebywając z nim. A największym problemem było to, że wstydziłby rozebrać się przy kimś innym, obcym, nawet przed kimś bliskim. Być może zachowywał się zbyt prowokująco. I zastanawiał się nad tym stojąc na pustym chodniku, w środku wielkiej ulewy. Skierował kroki w przypadkową stronę. Wiedział już, że i tak się rozchoruje, ale jemu było wszystko jedno. Serce się krajało na jego widok, ale on nie chciał pomocy. Nie zastanawiał się nawet, ba, nie widział takiej możliwości, by Moretti za nim poszedł. To były te chwile gdy uciekał w samotność. Nie umiał cierpieć przy kimś, dlatego wysiadł z ciepłego samochodu. Zresztą, kto by nie uciekł po usłyszeniu takich słów? Wiedział, że Donatien jest taki jak wszyscy inni, nie potrafił dojrzeć niczego więcej. I prawdopodobnie skreślił go za szybko, ale... poczuł się jak dziwka. Postanowił przecież, że nie pozwoli już więcej sobą pomiatać. Chciał, by w końcu ktoś dostrzegł w nim to serce, które rozdawał na dłoni... I wariował. Tak bardzo wariował, bo nie chciał dłużej czekać. Pragnął tylko odnaleźć ramiona, w których byłby bezpieczny i ważny.
 
     
Donatien Moretti
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-05, 22:55   

Ku swojemu zdumieniu jednak mógł zaobserwować, że mężczyzna z samochodu wysiadł. Naraził się więc na zimny wiatr i krople deszczu rozbijające się na jego twarzy i przemoczonej koszuli. Stał w uchylonych drzwiach, oparty jedną dłonią o dach samochodu. Znów wyglądał po prostu na zmęczonego, choć bez śladu poczucia winy na twarzy. Nie miał zamiaru krzyczeć za tym dzieciakiem, nie podniósł głosu nawet o ton. Znajdowali się jednak na pustym parkingu, więc szum deszczu nie był w stanie zagłuszyć jego słów. Tego spokojnego, tak stanowczego głosu.
- Nie słuchasz uważnie i wychodząc z samochodu tylko potwierdziłeś moje słowa – poinformował go bez jakiś specjalnych złośliwości. To był ten ton nagany, w którym nie uświadczy się prawdziwych emocji. Tak zawsze poprawiał swoich uczniów na lekcjach, bez rozczarowania, bo i nie spodziewał się po nich zbyt wiele. Zresztą oni wydawali się być dumni z tego, że nie robią kompletnie nic. A zawstydzenie wywoływał fakt, że ktoś się nauczył i co sobie jego niegrzeczni koledzy z klasy pomyślą. Oczywiście pod wpływem emocji nie waży się każdego ze słów rozmówcy, a wręcz z rozkosznym uporem interpretuje się je jako obraźliwe ciosy. Wtedy interpretowanie sprawia jakąś niezdrową satysfakcję, a intencja mówiącego kompletnie przestaje się liczyć. Wyraźnie przecież powiedział, że Noel ma wysiąść z samochodu jeśli chodziło mu o uwodzenie biednego, bezbronnego Włocha.
- Odwiozę Cię do akademika. Wiem, że jesteś moim uczniem, choć nie jestem w stanie skojarzyć nazwiska z twarzą. – przyznał to w końcu, a cała sytuacja dla Noela jasna. Od początku trochę nim manipulowano i to nie kompozytor sprawił, że mężczyzna obronił go przed swoimi znajomymi. A właśnie świadomość, że ma przed sobą swojego ucznia. Po raz pierwszy pokazał, że choć odrobinę zależy mu na tej wulgarnej bandzie smarkatych i nieszczęśliwych indywiduów. Albo nie chciał sobie robić kłopotów, gdyby jednak coś się stało. - Wyglądasz jednak dość charakterystycznie bym Cię zapamiętał. To zresztą jest najbardziej irytujące. Próbowałeś zataić fakt, że jesteś moim uczniem. Licząc na moją naiwność? Miałeś dość dużo czasu by o tym powiedzieć, ale Ty wolałeś brnąć w coraz gorsze dwuznaczności. Jeżeli chcesz żeby ktoś zobaczył w Tobie coś więcej to może... nie oszukuj go na początku.
Tłumaczyło to też dlaczego nie zapytał o adres, na który ma dostarczyć to zgrabne ciało. Drugi raz nie dał się oszukać w taki sam sposób i już nie pomylił ucznia z innym, przypadkowym dzieciakiem. Jeden w zupełności wystarczył, by nie móc poradzić sobie z samym sobą. Wsunął palce w blond kosmyki, które potargał, zapewne chcąc w ten sposób choć odrobinę je wysuszyć. Działanie bezcelowe, bo w ciągu kolejnych sekund wróciły do stanu poprzedniego albo były nawet w gorszym.
Nie patrzył uparcie na chłopaka, niczego od niego nie żądał. Nie wydał ani jednego polecenia od początku ich spotkania, ten w każdej chwili mógł podjąć decyzję i odwrócić się plecami. Jeśli chciał to zrobić teraz miał najlepszą okazję. Z dala od tego złudnego ciepła, bezpieczeństwa i iluzyjnego poczucia wyjątkowości. Usłyszał tylko stłumiony trzask zamykanych drzwi, jednak nie nastąpił zaraz po nich odgłos włączonego silnika. A jeśli młodzieniec postanowił się jednak obejrzeć, to dostrzegł, że mężczyzna siedział z odchyloną głową do tyłu, przymkniętymi oczami, a palce zapewne wystukiwały jakiś rytm w kierownicy. Znów perfekcyjnie zrównoważony i spokojny, dający mu czas do namysłu.
 
     
Abys
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-10, 01:56   

Pewne wydarzenia odbijają się na psychice ludzi niemal na całe życie. Tak właśnie jest z Abysem. Pewne wydarzenie sprawiło, że panicznie boi się ciemności i zamkniętych pomieszczeń. Najpewniej gdyby teraz było jasno, nieważne, czy deszcz, czy prażące słońce, odwróciłby się na pięcie i odszedł. Ale... w jego oczach ta sceneria była gorsza niż w rzeczywistości. Zimne chmury patrzyły na niego wrogo, deszcz nie był dłużej miły, ale żelazny, boleśnie uderzając w jego skórę. Drzewa, których wcale tu nie było, chyliły ku niemu gałęzie, by porwać go w swoje szpony. Nie zawsze bujna wyobraźnia to dobra cecha... szczególnie, kiedy posiada się tak silne fobie.
Dźwięk tłuczonej w oddali butelki wyrwał go z tego transu. Spojrzał na samochód. Ciepłe, względnie bezpieczne miejcie, ale... właśnie. W środku był ON. Na szali leżało jego życie, strach i choroba przeciw odłamkowi jego dumy. Choć miał wrażenie, że owa duma uciekła gdzieś daleko po słowach mężczyzny, dlatego też podszedł niby spokojnym krokiem i zaraz siedział na wcześniejszym miejscu.
Jego ciało znów drżało z zimna, potrzebował dłuższej chwili by się uspokoić. Patrzył spokojnie na krople spływające po szybie.
- Nie uważasz, że te słowa odnoszą się też do Ciebie? Skoro mnie poznałeś... czy też to ukrywałeś? Nikt o to nie pytał. Wyjątkowo grubiański z Ciebie nauczyciel. Do wszystkich uczniów się tak zwracasz?
Na prawdę miał ochotę powiedzieć po prostu "cham". Jednak nie zrobił tego. Nie oczekiwał odpowiedzi, liczył że mężczyzna sam odpowie na to w swojej głowie. Patrzył bez emocji w jedno miejsce, zastanawiając się nad czymś. Czy był na jego lekcji chociaż dwa razy? Nie mógł sobie przypomnieć. Wcale też nie zwracał uwagi na ludzi przechodzących korytarzem.
- Nigdy nie posądzałbym Cię o taką słabą cechę jak naiwność. Głowiłem się... czy to mój nauczyciel. Więc jednak to prawda. Pewnie gdybym nie był nowym uczniem zauważyłbym to szybciej. Noel Dowell, 12th A. Prawdopodobnie spotkaliśmy się raz na lekcji.
Nastąpiło dłuższe milczenie z jego strony. Zbierał w sobie siły, nie mógł tutaj już uspokoić się w żaden ze sposobów, których używał zawsze. Wziął głęboki wdech.
- Przepraszam, jeśli czymś Cię uraziłem. Nic miałem nic złego na myśli, nie chciałem też brnąć w żadne dwuznaczności. To ja tu jestem naiwny, skoro dla mnie to co się wydarzyło było nieszkodliwe.
Czy rzeczywiście to nie było niewinne? Zadawał sobie pytanie. Nagle na jego czystą od ruchu mięśni twarz wpłynął pozornie piękny grymas, w rzeczywistości był pełen goryczy, niezgodnych dla siebie uczuć. Ktoś taki jak Donatien nie mógłby nie zauważyć prawdziwej natury tego uśmiechu.
- To dość intrygujące łączyć w sobie tyle sprzecznych cech. Nie znałem wielu osób, które potrafią sprawić, by ktoś poczuł się wyjątkowy, a za chwilę jak zwykła szmata.
Patrzył w dal i postanowił milczeć dopóki nie znajdzie się w bezpiecznych ścianach swojej twierdzy. Nie myślał już o swojej dumie, stracił ją już dawno, teraz jedynie jej pozostałości czasem kręciły się między jego odczuciami, jednak jej namiastka znów zwiała z pola widzenia, wystraszona okrutnymi słowami.
Czekał, aż dojadą na miejsce. Starał się nie myśleć nad słowami krytyki. Wiele osób go obrażało, ale miał wrażenie, że to właśnie nauczyciel włoskiego przekraczał pewne granice. Wysiadł z auta pozbawiony dumy, godności i bariery, która chroniłaby go przed bólem. Ruszył szybkim krokiem potraktowany zimnym deszczem tak... dla ochłody.

[z/t]
Ostatnio zmieniony przez Abys 2013-04-15, 01:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Donatien Moretti
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-10, 10:26   

Nie spojrzał w stronę chłopaka, a jedynie, gdy ten grzecznie zamknął za sobą drzwi, zajął się odpalaniem samochodu. Był to jeden z tych przyjemnych wozów, w którym nie słychać pracy silnika. Nie zakłócał on muzyki, a w tym wypadku lepkiej ciszy utworzonej z urażonej dumy chłopaka i arogancji mężczyzny. Donatien zapewne był świadom, że słowa do najprzyjemniejszych nie należały, przy czym jego zdaniem były prawdziwe. A rzeczywistość może się pocałować w zadek lub też nagiąć do woli mężczyzny. Oparł dłonie na kierownicy zwlekając z naciśnięciem pedału gazu, aż Noel zakończy swoją wypowiedź. Zastukał tylko w nią palcami, jakby mimowolnie, impertynencko chciał go popędzić.
- Traktuje Cię tak jak na to zasługujesz, na początku się po prostu pomyliłem – w jego głosie nie było złości, ani rozczarowania. To było okrutne rozbawienie. Wyprowadzenie mężczyzny z równowagi zawsze sprawiało, że czerpał on niezdrową przyjemność z poniżania tego, kto popełnił jakiś błąd. Zdawał sobie sprawę, że za te słowa należało mu dać w pysk. Właśnie przecież stwierdził, że chłopak jest szmatą i tak należy go traktować, tylko zrobił to w grzeczny, zdystansowany sposób. Bez gniewu w głosie, tylko zimne wyrachowanie. Mimowolnie też spojrzał w kierunku chłopaka, zapewne chcąc czerpać odrobinę satysfakcji i dojrzeć czy uda się tamtemu powstrzymać choćby drżenie mięśni twarzy. Przeprosiny tamtego widać nie odegrały żadnej roli. Z reguły Włocha trudno jest zdenerwować, a jak już się to zrobi to nie ma żadnego sposobu by nad nim zapanować. Dopiero, gdy on sam zdecyduje, że wystarczy.
Jednocześnie też samochód ruszył, a rzucanie się z łapkami na kierującego pojazdem jest mało wyrafinowaną formą samobójstwa. Zresztą po co? Najprawdopodobniej odepchnąłby Abysa bez większego trudu, a ten musiałby przełknąć kolejną porażkę i zniewagę. Wysiąść z samochodu też mu nie pozwolił. Zagadką pozostanie czy chodziło o to by chłopak roztrzęsiony nie błąkał się w nocy po ulicy czy jednak chciał go jeszcze te parę minut dręczyć swoim towarzystwem.
Dłoń z kierownicy zsunęła się na przyciski od radia. Zielone oczy były skupione na drodze, a palce odruchowo wduszały odpowiednią sekwencję by po chwili ich uszy mogły się delektować piątą symfonią Beethovena. Muzyka szybko wypełniła przestrzeń i zastąpiła drażniącą mężczyznę ciszę. A na jego usta wpłynął uśmiech ulgi i przyjemności. O dziwo nie kierował jakoś gwałtownie, nie przejeżdżał na czerwonych światłach, ani nie osiągał zawrotnych prędkości. On delektował się w tej chwili dźwiękami, zapominając kompletnie o chłopaku i mając nadzieję, że zdrowy rozsądek tamtego nakaże mu ciszę, zagłuszając ostatnie okruszki roztrzaskanej dumy. Dojazd do akademika zajął im zresztą chwilę, bo o późnych porach na drogach spotyka się głównie taksówki i też nie w liczbie przesadnie dużej. Zatrzymał się pod bramą po raz pierwszy ignorując przepisy podczas całej tej drogi.
Gdyby nie to jak Donatien go potraktował chłopak mógłby odczuć nutę wdzięczności. W końcu deszcz wciąż uderzał i to z jeszcze większą intensywnością w szybę, a dzięki temu nie Noel nie zdąży zmoknąć nim dobiegnie do drzwi.
- Do zobaczenia na zajęciach – znów ten jakże spokojny ton dobrze ułożonego, kulturalnego mężczyzny. Przy czym chłopakowi mogło się zrobić wręcz niedobrze ze strachu na samą myśl o przebywaniu, co tydzień z tym mężczyzną w jednej sali. Tym samym grzecznie zasugerował, iż ten powinien wysiąść z samochodu. Kiedy to się stało, Włoch nie oglądając się już na chłopaka ruszył spod Akademika, bez pisków opon i innych infantylnych popisów siły oraz drogich samochodów. Włączył ponownie Beethovena mogąc się nim rozkoszować w samotności, bez obrażonej miny chłopca obok. Nawet przypomniał sobie cytat z jakiejś łzawej powieści, który niezmiernie go bawił.
„Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje”.

[zt]
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,27 sekundy. Zapytań do SQL: 7