Uwaga! Hosting Webplus konczy dzialalnosc z dniem 31.07.2019r. Wiecej informacji tutaj.

Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Wielka Brytania, Birmingham, 25 sierpnia 2010
Autor Wiadomość
Lucas 
Outsider
Damn! Shut the hell up!


Miano: Lucas Connor Bloodworth.
Wiek: 18lat.
Pseudonim: Łukasz, Luke, Lu, Luc, Lucyfer, Lusia, Lukrecja...
Klasa: 13th C
Wzrost: 186cm.
Ubiór: W chwili obecnej: niechlujnie założona biała koszula, ciemne, jeansowe rurki, bordowe Vansy; rzemyki na nadgarstkach.
Ekwipunek: Klucze, portfel, telefon, torba, w której ma ewentualne dokumenty, ołówki i szkicownik
Wygląd: Szczupły, wysoki szatyn o złoto-zielonych, kocich oczach.
Miłość: Więc mówi pan, że muszę zostać po lekcjach, panie dyrektorze?
TYP: zaklepany~
Znaki Szczególne: Wytatuowane plecy, przebite uszy, mordercze spojrzenie, słabość do kotów, najlepszy koszykarz w szkole.


Fabularnie: Burza, świeczki i pan dyrektor.
DODATKOWE: Kapitan drużyny koszykarskiej.


Wiek: 25
Dołączył: 02 Mar 2013
Posty: 194
Skąd: Birmingham, UK.
Wysłany: 2013-08-05, 14:45   

Jedno, głupie, krótkie słowo, a wzbudziło w Lucasie mnóstwo mieszanych uczuć.
Zostań.
Idiotyczne, nieznaczące tego, o czym pomyślał. Zostań tu, w łóżku, nie musisz iść na materac, zmieścimy się przecież... Tak powinno to brzmieć. Dlaczego więc w głowie nastolatka rozbrzmiało to jak prośba zostania już do końca? Tak na zawsze. Bo przecież się przyjaźnią, przecież są dla siebie najważniejsi. Uśmiech Bloodwortha widywał tylko Aidan. Łzy zresztą też. Tylko przy nim nie bał się być tak naprawdę sobą, okazywać uczuć, bo od kiedy nie ma przy nim mamy, stał się okropnie zamknięty i jedynie Grey zdobył jego bezwzględne zaufanie...
Lucas potrząsnął lekko głową, chcąc odgonić od siebie te myśli, które na nowo rodziły się w jego głowie i psuły humor, który wraz z porankiem powinien być świeży, dobry. Nastawiony pozytywnie. Zerknął na przyjaciela, który na powrót znalazł się nieco bliżej. A może to przez to, że sam nastolatek przysunął go do siebie? Chyba teraz tego potrzebował. Bliskości, znajomego zapachu, świadomości, że ten jest po prostu obok. Przymknął oczy, wsuwając nos w blond kosmyki przyjaciela i postarał się ponownie pogrążyć we śnie, co też udało mu się po kilku chwilach.
I był przekonany... Święcie przekonany! Że jak się obudzi, to przy nim wciąż będzie leżał ten sam chłopak, równie zaspany, równie rozczochrany, co on, że jedyne, co może zaniepokoić, to bliskość i desperacja, która nawet jak na dwójkę przyjaciół mogła wydawać się nieco przesadzona.
Zastał tylko pustkę w ramionach i nieprzyjemny chłód owym zjawiskiem wywołany. Nie ujrzał leniwie otwierających się, niebieskich oczu, zmierzwionych, opadających na twarz blond kosmyków i mozolnego uśmiechu na dzień dobry.
Była tylko pustka.
I panika.
Że zniknął.
Że już go nie zobaczy.
Zerwał się z łóżka gwałtownie, przez co w jednym momencie cały pokój zawirował mu przed oczami, a sam był zmuszony chwycić się stojącej obok szafki, coby przypadkiem nie zaliczyć spotkania pierwszego stopnia z podłogą lub na powrót z materacem. Przecież młodszy nie mógł rozpłynąć się w powietrzu, nie mógł tak po prostu...
Ramiona opadły, a sam Lucas odetchnął, czując wyraźną ulgę. Cichy szum wody dobiegający z łazienki stał się czynnikiem uspokajającym nie tylko dla osoby będącej pod prysznicem, ale także dla samego Bloodwortha. Opadł z powrotem tyłkiem na łóżko ze świadomością, że młodszy zaraz tu wróci, a on czując przyjemny zapach, zerknął w kierunku, z którego dochodził. Uśmiechnął się pod nosem na widok śniadania. Sięgnął ręką po talerz z naleśnikami, umiejscawiając go gdzieś na swoich kolanach i począł napełniać swój żołądek, tym samym zajmując się czymś do ponownego pojawienia się Greya. Kiedy skończył, upił łyk herbaty, oblizał się, pozbywając tym samym nutelli z kącika ust.
Podniósł się, chwytając pusty talerz w dłoń I ruszył do kuchni, by posprzątać po jedzeniu. Po drodze zapukał w drzwi łazienki i rzucił, jakby nigdy nic:
- Nie utopiłeś się tam, Ai?
_________________
 
 
     
Aidan
Post blue
Zombie eat brains, you're safe.


Miano: Aidan M. Gray
Wiek: 17
Klasa: 12th A
Wzrost: 169 cm
Ubiór: Spodnie od piżamy, za duży t-shirt z diabłem tasmańskim
Wygląd: Szczuplutki, niewysoki, o delikatnych, chłopięcych rysach twarzy i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Włosy jeszcze bardziej niebieskie niż oczy, długie nieco za ramiona.
TYP: /brak danych/
Znaki Szczególne: Niebieskie kłaki


Fabularnie: Zajęty
DODATKOWE: Redaktor naczelny gazetki szkolnej.


Dołączył: 26 Sty 2013
Posty: 167
Wysłany: 2013-08-05, 23:13   

Aidan stał pod prysznicem dłużej, niż byłoby konieczne, ale ciepła woda spływająca po skórze i wypełniająca łazienkę pachnącą szamponem pianą przyjemnie koiła myśli. I te nieprzyjemne, o uciekającym czasie, o terminie wyprowadzki wiszącym mu nad głowa jak katowski topór… I te być może milsze, ale też o wiele bardziej niepokojące, które nadciągnęły zaraz po przebudzeniu. O tym, że Lucas kiedyś śpi, wygląda tak łagodnie i spokojnie i kusi, by pogłaskać dłonią lekko zarumieniony policzek, by ucałować w pośpiechu miękkie od snu usta i uciec, zanim zdążyłby się obudzić i spojrzeć z wyrzutem.
Rzecz jasna uciekł zanim zrobił jakąkolwiek z tych rzeczy u jakby w ramach przeprosin za swoje myśli zrobił mu śniadanie, zanim poszedł wystawać pod strumieniem wody.
Odpowiedzią na pukanie do drzwi łazienki był natomiast odgłos jakiegoś upadającego przedmiotu, stłumione „auć” i jeszcze cichsze „cholera!”. A dopiero potem odpowiedź właściwa, w pełni artykułowana i skierowana do osoby stojącej po drugiej stronie drzwi i zadającej pytanie.
- Jeszcze żyję!
Jakby na potwierdzenie tych słów wyłonił się z łazienki krótką chwilę później, przebrany w czyste ciuchy, zarumieniony od ciepła, z mokrymi włosami starczącymi we wszystkie możliwe strony. Wyszczerzył do Lucasa radośnie – może trochę zbyt radośnie, a może po prosu na moment zapominając o wszystkim co go gryzło.
- Widzisz? Nic mi nie jest – rozłożył ręce, jakby chciał zaprezentować, że jest cały i zdrowy, nie naruszony przez potwora z rur, czającego się w kanalizacji, by pożerać niewinne dzieci.
A skoro o pożeraniu mowa… Od razu z łazienki władował się do kuchni, zgarnął sobie jednego chłodnego naleśnika z uszczuplonego już zalegającego na stole stosu, posmarował marmoladą pomarańczową w ilości większej niż normalny człowiek – tudzież nie-Brytyjczyk - mógłby spożyć za jednym zamachem i pogryzał go mimochodem, nalewając sobie herbaty do największego czystego kubka jaki znalazł. Uzbrojony w herbatę, a tym samym przygotowany na przetrwanie poranka wrócił do pokoju, siadając na łóżku i chowając nogi pod jeszcze ciepłą kołdrę.
- Wyspałeś się? – zapytał, jakby odrobinę zaniepokojony, czy Bloodworthowi przypadkiem nie spało się źle z nim w jednym łóżku.
Tym bardziej, że jemu spało się aż za dobrze. „Warto by to powtórzyć” – zasugerowała jakaś najbardziej zuchwała część jego umysłu i mało nie zarumienił się za samą myśl. A potem przypomniał sobie, że może nie mieć już zbyt wielu okazji i od razu posmutniał.
- Pójdziemy na spacer zanim… wyjadę? - zasugerował, przybity myślą, że trzeba się będzie odpowiednio pożegnać.
_________________

Want you so bad I can taste it
But you're nowhere to be found

 
     
Lucas 
Outsider
Damn! Shut the hell up!


Miano: Lucas Connor Bloodworth.
Wiek: 18lat.
Pseudonim: Łukasz, Luke, Lu, Luc, Lucyfer, Lusia, Lukrecja...
Klasa: 13th C
Wzrost: 186cm.
Ubiór: W chwili obecnej: niechlujnie założona biała koszula, ciemne, jeansowe rurki, bordowe Vansy; rzemyki na nadgarstkach.
Ekwipunek: Klucze, portfel, telefon, torba, w której ma ewentualne dokumenty, ołówki i szkicownik
Wygląd: Szczupły, wysoki szatyn o złoto-zielonych, kocich oczach.
Miłość: Więc mówi pan, że muszę zostać po lekcjach, panie dyrektorze?
TYP: zaklepany~
Znaki Szczególne: Wytatuowane plecy, przebite uszy, mordercze spojrzenie, słabość do kotów, najlepszy koszykarz w szkole.


Fabularnie: Burza, świeczki i pan dyrektor.
DODATKOWE: Kapitan drużyny koszykarskiej.


Wiek: 25
Dołączył: 02 Mar 2013
Posty: 194
Skąd: Birmingham, UK.
Wysłany: 2013-08-11, 21:08   

Rozczulony uśmiech wpłynął na twarz szesnastolatka, gdy jego młodszy o rok przyjaciel stał przed nim z tym swoim wyszczerzem, rumieńcem na ciepłych policzkach i blond włosami widocznie żyjącymi własnym życiem. To właśnie w nie zatopił długie, cienkie palce i przeczesał jasne kosmyki. Być może trochę zbyt czule, być może za mało było w tym czochrania i droczenia się, ale nim się zorientował – już zabrał rękę.
- To dobrze, bo już chciałem tam do Ciebie wskakiwać i Cię ratować – zaśmiał się cicho i pozwolił mu iść do kuchni, samemu udając się do pokoju, w którym byli wcześniej, a który przez krótki okres czasu był tym „pokojem Aidana”. Miejscem zabaw, tworzenia baz, grania, oglądania bajek, filmów... Tyle wspólnych przeżyć, wspomnień. Tyle wspólnych lat, a sam Bloodworth dopiero teraz, gdy nadchodził czas pożegnania, zaczął zdawać sobie sprawę z tego, jak kurewsko przywiązał się do młodszego. I jak trudno będzie go teraz odwiązać, wypuścić... Jak trudno zrobić to tak, by bolało jak najmniej, jednakże... Jak zapomnieć o kimś tak istotnym? Jak pogodzić się z rozstaniem, gdy serce rozrywa się na strzępy, bo miejsce Greya jest tu. Przy starszym przyjacielu, a nie gdzieś tam...
Westchnienie rezygnacji wymknęło się spomiędzy warg bruneta, gdy nieprzyjemne myśli wracały wciąż i wciąż, a ten nieokreślony ból promieniował z klatki piersiowej, gdy serce było na przemian kłute, duszone i rozrywane na kawałki.
Oparł się o ścianę, podciągnął kolana pod brodę, układając je w lekkim, trochę niechlujnym rozkroku, a sam złapał w dłonie swoją niedopitą herbatę. W takiej też pozycji doczekał się nadejścia swojego przyjaciela, któremu zaraz po tym, jak ten usiadł obok – zdjął palcem marmoladę z policzka, po czym oblizał go, by pozbyć się słodkiej mazi z dłoni.
- Co prawda wyrosłem ze sypiania z pluszakami, ale Ty byłeś wyjątkowo przyjemną przytulanką – uśmiechnął się do niego, po czym odchylił głowę i wbił wzrok w sufit, zastanawiając się, w jakim stanie jest już jego ojciec i czy może iść do domu chociaż się ogarnąć i przebrać.
Wtedy jednak jego wyraz twarzy nie był już tak łagodny. Był chłodny, był skupiony, a wyostrzające się powoli rysy w tym grymasie wydawały się jeszcze ostrzejsze. Już wtedy miał mocno zarysowaną szczękę, już wtedy widać było w nim mężczyznę. W końcu ktoś, kto musiał tak prędko dojrzeć psychicznie przez takiego, a nie innego ojca, nie mógł pozostać w tyle z wyglądem, prawda? Choć to może przez wieczne malujące się na szesnastoletniej buźce zmęczenie sprawiało, że wydawał się starszy niż był w rzeczywistości?
Wypił herbatę do końca, odchylając kubek i głowę, a jabłko Adama z każdym łykiem unosiło się i opadało. Po tym odstawił naczynie na szafkę i zerknął na Greya. Zawsze, gdy to robił, jego oblicze jakoś tak specyficznie łagodniało. Łagodniało tak, że być może tylko Aidan i sam Lucas byli w stanie to dostrzec.
- Oczywiście, że pójdziemy. Głupie pytanie... Kiedy chciałbyś iść tak dokładnie? – spytał, prostując nogi i krzyżując je w kostkach.
_________________
 
 
     
Aidan
Post blue
Zombie eat brains, you're safe.


Miano: Aidan M. Gray
Wiek: 17
Klasa: 12th A
Wzrost: 169 cm
Ubiór: Spodnie od piżamy, za duży t-shirt z diabłem tasmańskim
Wygląd: Szczuplutki, niewysoki, o delikatnych, chłopięcych rysach twarzy i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Włosy jeszcze bardziej niebieskie niż oczy, długie nieco za ramiona.
TYP: /brak danych/
Znaki Szczególne: Niebieskie kłaki


Fabularnie: Zajęty
DODATKOWE: Redaktor naczelny gazetki szkolnej.


Dołączył: 26 Sty 2013
Posty: 167
Wysłany: 2013-08-13, 18:46   

Potrząsnął przecząco głową, siląc się na oburzoną minę. To, że całe życie chował się za Lucasem na widok wszelkiego zagrożenia, nie znaczyło jeszcze, że był zupełnie niesamodzielny. Z niebezpieczeństwami takimi jak krwiożercza słuchawka od prysznica, spadająca na stopę kostka mydła czy niespodziewanie wychodzący zza wanny pająk znakomicie radził sobie sam. Nie zamierzał się jednak obrażać – wiedział przecież, że Lucas żartuje. No i ta jego troska, nawet jeśli nie zawsze poważna, nawet w sytuacjach w których nie była potrzebna... To było miłe. Dawało mu poczucie bezpieczeństwa, pewność, że ktoś się nim opiekuje, troszczy się o niego i obroni go, zawsze kiedy tylko zajdzie taka potrzeba. A przynajmniej tak było do tej pory. Kiedy mieszkali tuż obok siebie, bawili się w jednej piaskownicy, chodzili do tej samej szkoły.
Tylko, że to wszystko miało się skończyć. Nie będzie już obrońcy mieszkającego tuż obok, którego będzie mógł znaleźć na szkolnych korytarzach, który odprowadzi go wieczorem pod same drzwi. Będzie musiał radzić sobie sam. To go przerażało. Nie było jednak najgorszą stroną tej całej sytuacji. O wiele bardziej martwiła go utrata przyjaciela i wiążąca się z tym samotność. Zawsze był nieśmiały i strachliwy, miał więc problemy z nawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami. Wątpił, by drugi raz mu się poszczęściło i spotkał kogoś z kim tak bezproblemowo się dogada, kto tak bezwarunkowo go zaakceptuje.
Chociaż być może Bloodworth nie akceptowałby go bezwarunkowo, gdyby tylko wiedział... Tak bardzo przerażała go ta myśl. Czuł dławiącą panikę, za każdym razem, gdy wydawało mu się, że mógłby coś zauważyć, ale nie mógł powstrzymać się przed niektórymi reakcjami.
Jak choćby przed od nowa ogrzewającym policzki rumieńcem, tym razem nie mającym wiele wspólnego z temperaturą. A przynajmniej zewnętrzną, bowiem w środku, gdzieś w okolicach serca ogarnęło go całkowicie rozbrajające, uzależniające ciepło.
- Nie jestem pluszowym misiem! – zaprotestował, chociaż gdyby był bardziej śmiały, chętnie zaproponowałby Lucasowi, że zostanie jego prywatną przytulanką już na stałe. Naprawdę nie miałby nic przeciwko temu, żeby sypiać z nim częściej, ale świadomość, że od tej pory niezbyt często będzie miał okazje działała na niego przygnębiająco.
Podobnie jak konieczność nazwania wyprowadzki po imieniu.
- Mamy w planie wyjazd pojutrze. Popołudniu - powiedział, nieco zmienionym, zdławionym głosem, jakby przeszkadzała mu zalegająca w gardle gula żalu. - Przyjdź rano, przejdziemy się nad rzekę. Mama mówiła, że mam zanieść kaczkom resztki pieczywa, zanim w szafce rozwinie się cywilizacja.
Uśmiechnął się, ale blado i niewesoło.
_________________

Want you so bad I can taste it
But you're nowhere to be found

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 7