Yaoi Gakuen Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Wszystko.
Autor Wiadomość
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 23
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-12-11, 18:54   

Wiedział, że wszelkie ukazywanie słabości zostanie wykorzystane przeciw niemu. Jak cholera to wiedział! Dlatego zwykle starał się ich nie ukazywać, nawet teraz... chociaż zupełnie mu to nie wychodziło. Może obarczył jakimś zaufaniem kochanka albo podniecenie było zbyt duże, albo to i to. Dlatego nie zdziwił się zbytnio, że ten ponowił uderzenie w jego prostatę, co spotkało się z natychmiastową reakcją ciała. Keith mógł czuć każdy spinający się mięsień pod wpływem kolejnego dreszczu. Właściwie, w tej chwili w ogóle nie myślał, więc nawet bez tego erotyzmu w głosie mógłby – i zrobił to - uklęknąć, wedle życzenia ''Pana''. Ale działał on nader zachęcająco. Potem palce zostawały powoli wysuwane, aż zakręcił tyłkiem i zastąpione czymś nowym. Już napinał mięśnie, gotowy na nowe doznania, a ten wypalił mu z prezerwatywą. Aż zmrużył oczy, powoli odwracając twarz w jego stronę. Przecież już się pieprzyli bez prezerwatywy, więc nawet, jeśli któryś z nich był nosicielem – chociaż oboje zaprzeczyli – to i tak było po sprawie. Już miał wypowiedzieć tą błyskotliwą wypowiedź, jakże ironicznym tonem, ale poczuł kolejny dreszcz, wywołany ugryzieniem karku... od razu zamruczał z aprobatą. Chociaż to i tak było nic w porównaniu z kolejnym ruchem jego hosta; wsuwanie się penisa, którego, aż wstyd przyznać, chciał czuć od jakiegoś czasu. Wrażenia były ogromne, a bolało jak skurwysyn, mimo że ten ledwie co się wsunął. Zadrżał widocznie, posyłając światu przeciągły jęk bólu. Znajcie cierpienie Pana. Aż mu się oczy zaszkliły i cały się spiął, cud dłonie Keitha miały krótkotrwałą magię w tym wypadku. Jego wnętrze próbowało się przyzwyczaić do rozmiarów męża (tak, męża!), chociaż szło mu to zajebiście ciężko. I naprawdę, sam by nawet nie drgnął, gdyby nie zachęcające dłonie pocierające męskość. Mimowolnie chciał doświadczyć pieszczoty mocniej, przez co poruszał biodrami... a przy tym nabijał się na jego nabrzmiałego penisa, przez co syczał i jęczał to z bólem, to z dziwnym podnieceniem. W końcu był przyzwyczajony do bólu, z którego nauczył się czerpać przyjemność. A potem, było już o wiele ''wygodniej'' Gwiazdce. Co prawda, został przyparty do ściany, nie mając ani trochę kontroli, nie przesadzając, będąc zupełnie uległym Keithowi, ale pozycja była o wiele dogodniejsza kolejnym ruchom. O cholera, zero delikatności. Był najzwyczajniej w świecie posuwany. Mięśnie się spinały co rusz na jego członku, a sam nie wiedział czy opierać się o zimne kafelki, zwiewając od penisa, czy oprzeć się o ciepłe ciało kochanka. Palce od razu znalazły się na ścianie, zaciskając się na niej, aż niemal zbielały. Dźwięki wydobywające się z gardła obu panów mieszały się, tworząc idealną całość. Jakkolwiek przez chwilą, było tak przyjemnie i delikatnie, tak teraz było ostro i namiętnie, czyli jak Vincent lubił. Gdy już zdołał się przyzwyczaić do penetracji, gdy jęczał dziewiczo coraz głośniej... w końcu mógł odrobinkę wziąć w garść swoje rozpalone i podniecone ciało. Wbił ponownie paznokcie w jego biodra, sunąc nimi w górę. Cholera, nie miał zbyt dużego pola manewru, czego stanowczo nie lubił. Mógł poruszać biodrami w wyznaczonym rytmie, nabijając się mocniej i pokazując swoje pragnienie. Mógł oprzeć dłoń o ścianę, aby zachować stabilność i odwracając się, wpijając się w te kuszące wargi, od razu całując go mocno. Mógł zmienić kąt penetracji, odwracając się do niego odrobinkę, przez co trafiało bardziej na prostatę. Za to Vincent mógł wbić paznokcie w kark, zębami i językiem traktując skórę na szyi i szczęce.
Cholera.
Z tego wszystkiego jego penis już niemal pulsował, będąc gotowy do orgazmu.
''Cholerny Książę'' – ta myśl sprawiła, że tylko zachłanniej przesuwał językiem i ustami po ciele Keitha, ile sięgnął. Potem, jedynie co mógł zrobić, to ponownie oparcie się o kafelki, dając pole manewru Keithowi. Samo dotykanie go wzbudzało w nim podniecenie, więc jak opóźnić swój orgazm? Nie dotykając. Przy każdym ruchu penis sunął po kafelkach, będąc takim niedopieszczonym... Star zlitował się nad nim i sięgnął do niego dłonią, od razu sobie trzepiąc.
_________________
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-12-11, 22:36   

Fioletowowłosy powoli dochodził. Naprawdę niewiele mu brakowało. Był mocno rozpalony, a tak ciasny i chętny kochanek powodował u niego utratę wszystkich zmysłów. Chociaż to nie jest do końca precyzyjne określenie. Tak naprawdę przeciwnie, był bardzo mocno napalony i czuł wszystko kilkanaście razy intensywniej. Każde muśnięcie jego skóry, zapach potu, seksu, soli i czekolady, zaciśnięcie się na nim, wbicie paznokci, czy liźnięcie... To wszystko prowadziło go na skraj. Właściwie nie miał pojęcia, dlaczego jeszcze nie doszedł. Napięcie kumulowało się w podbrzuszu, w tym momencie ciążąc już na nim niczym sporej wagi pies (i to bernardyn, a nie chihuahua). Aż zaciskał zęby, wzmacniając ruchy do naprawdę nieludzkiego tempa. Bolały go już nogi, uda i właściwie wszystko, bo cały był napięty do granic możliwości. Ale orgazm nadszedł znacznie spóźniony. Być może dlatego, że to była już druga runda. Musiał znosić szczytującego Vincenta, którego ciało tak uroczo się wyginało, a głos tak bardzo wyrwał się spod jego kontroli... To było seksowne. Niesamowicie seksowne. Aż zabrakło mu tchu w płucach, czując zaciskanie się jego już tak ciasnego wejścia. Zawył. Wbił zęby w ramię kochanka. I w końcu znalazł upragnioną rozkosz. Jego ciałem nie wstrząsnęło, a po prostu grzmotnęło. Stracił czucie we wszystkich kończynach oprócz członka. Dłonie zacisnęły się w pięści na biodrach kochanka, na pewno czyniąc mu jakieś bolesne szkody na ciele. Nie wspominając niczego o śladach kłów, oczywiście. To było mocne. Intensywne. Zaskakująco długie i pozbawiające zmysłów.
Nie był w stanie zmusić się do jakiejkolwiek reakcji. Nawet przytulenia. Tkwił tak bezsilnie, dociskając ciało Vincenta do kafelków i powoli zwalniając swój uchwyt. Pierwsza opadła głowa, dokładnie czołem na ślad po ugryzieniu. Potem podążyły dłonie, zwieszając się bezwładnie. Oddech uspokoił się po naprawdę długiej chwili, a głos... Cóż, czuł że ma gardło w ogniu. Nic dziwnego, po tych wszystkich kombinacjach, których zasmakował podczas tego stosunku. Ale to było... d o b r e. Tak, nie miał nic przeciwko tej rozkoszy. I na pewno jeszcze będzie chciał do niej wrócić, niekoniecznie wspomnieniami. Ale teraz był całkiem zaspokojony. Zamknął oczy, westchnął cicho, a potem powoli się odkleił od bruneta. Zsunęli się swobodnie do wanny. Nie było opcji, żeby od razu byli w stanie się poderwać i uciec gdziekolwiek, chociażby nawet bardzo chcieli. Zresztą Keith już wiedział, że zabawi u kochanka do rana. Znowu mieli razem spędzić noc na czymś innym, niż seksie. To było... Bardzo związkowe zachowanie. I, prawdę mówiąc, chociaż może ta szczerość nie spodobałaby się Vincentowi, wcale mu to nie przeszkadzało. Polubił posiadanie czyjegoś ciała w swoim pobliżu. Szczególnie, a właściwie tylko i wyłącznie, gdy chodziło o ciało bruneta. Ale tego mu nie powie. Jeszcze by go spłoszył, czy coś...
Do tego nie mógł dopuścić.
Leniwie zaczął go znowu przemywać, rozluźniając i przynosząc ulgę zmęczonym mięśniom przez delikatny masaż. Również ponowne namydlenie jego ciała było nie bez znaczenia. A potem, skoro już tam siedzieli, umył też kochankowi włosy. Wypłukał je. Siebie też umył. Wyprowadził swojego partnera z wanny. Pomógł mu się wysuszyć. I poszedł razem z nim do sypialni. Do łóżka. W końcu.
Spytał się tylko Vincenta, co chce na śniadanie. Miał właściwie też dowiedzieć się, czy powinien nastawić budzik... Ale nie zdążył. Bo zasnęli. Łóżko czasami ma strasznie mocne oddziaływanie na ludzi... Jest to bez wątpienia coś wartego sprawdzenia przez Amerykańskich Naukowców.


Keith rano i tak obudził się pierwszy. Żeby nie psuć sobie zdrowia nie spojrzał na zegarek, a po prostu poszedł do kuchni. Znalazł się w Raju. Tak dobrze wyposażona kuchnia była spełnieniem jego najskrytszych marzeń, niemalże porównywalna do leżącego w łóżku mężczyzny. Niemalże!
Nie no, brakowało jej jeszcze sporo. Bo kto był tak seksowny jak Vincent? Marchewka? No właśnie.
Zrobił mu sałatkę, wedle życzenia, a sobie herbatę i tosty z czekoladą. Bo akurat czekolady u Vincenta było na pęczki (podczas jej odkrywania znalazł się w kolejnym poziomie swojego Raju). Usiadł ze spodniami naciągniętymi na tyłek na łóżku i pocałował miękko w ucho swojego chłopaka.
- Chyba jest już późno... - mruknął miękkim głosem, niepewny swojej oceny sytuacji, ponieważ wciąż wolał nie patrzeć na zegarek. Jeden dzień wagarów chyba jemu też się należał, prawda? Szczególnie z paniczem Star. Chciał się tym dniem nacieszyć i nie myśleć o tym, kiedy się skończy.
Tylko jedna rzecz mu przeszkadzała.
...
...
Czy było wspomniane, że bolał go tyłek?
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 23
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-12-12, 16:08   

Nie było mowy, aby Panicz Star obudził się pierwszy, no chyba, że Keith zemdlałby. Vincent bowiem, jak spał to porządnie. Nawet szesnaście godzin, potem napić się i wrócić do spania. Nieraz sprzątaczki włamywały się do jego apartamentu, sądząc, że może ktoś w końcu go zadźgał... ale niestety, zwykle jego seksowna mość leżała rozwalona w łóżku albo paliła papieroska. Dzisiaj panienki nie były potrzebne, gdyż tym, który obudził Gwiazdkę był sam Książę. Mruknął coś sennie pod nosem, nawet dłonią próbując odgonić go jak natrętną muchę. W końcu zdołał złapać jego twarz, a potem dłonią delikatnie go odepchnąć. Chyba nawet nie wiedział, kogo odpychał. Przecież właśnie był w saunie z pięknymi mężczyznami, a jakiś wirus próbuje go stamtąd wydostać. Ale ten doświadczył oporu, gdyż jego wspaniała Gwiazdorska bladość przeturlała się na drugi bok, zwijając się w poważniejszy kokon. Znad bielutkiej pościeli widać było tylko czarny kłębek włosów i... uwaga! Coś się otarło o Keithową nogę. A potem ponownie, wykluczając złudzenia, tym bardziej, że wyszły spod łóżka dwa czarne łebki. Jeden malutki połasił się do jego nogi, a drugi poniuchał, drapsnął, syknął, najeżył się i schował się ponownie. Chyba mamy tutaj jakiegoś antyspołecznego typa... A potem kolejny syk, aż dziw, że wcześniej dwa małe kociaki nie hałasowały. Albo i hałasowały, ale kochankowie byli zajęci czymś innym.
Vincent stęknął żałośnie, przesuwając się jeszcze bardziej na brzeg łóżka, wsuwając dłoń pod nań, w bój i szarpnął jakiegoś za futro, odciągając delikwenta i położył obok siebie na kołdrze. Podczas gdy sięgał po kolejnego kocura, wystarczyło lekkie poruszenie włosami, aby zostały zaatakowane przez wyłowionego już kociaka. Pociągnięte w okrutny sposób, a potem jeszcze podrapane, jakkolwiek mogły zostać. Syknął niezadowolony, napinając wszystkie swoje mięśnie tylko po to, aby unieść się na rękach. Spojrzał na kotka, dołączając do niego drugiego. Nie miały więcej niż około trzy miesięcy.
- No ja mam nadzieję, że jest późno... - powiedział zachrypniętym głosem, w końcu ukazując najwyższe niezadowolenie.
Zasiadł na swoich klęczkach, przez co od razu się skrzywił. Jeszcze odczuwał obecność Keitha, któremu właśnie posłał przeciągłe spojrzenie. Przy tym, spojrzenie było niejasne, więc nie wiadomo, o co chodziło Gwiazdce. Wyłonił się z kołdry, ukazując siebie jak Król Diabłów go stworzył i sięgnął do szufladki obok, od razu wyjmując romantyczną paczkę papierosów. Można było spokojnie podziwiać ślady wczorajszego seksu, wręcz wymalowanego na jego ciele i wiedzieć, że tak szybko nie zejdą. Tym bardziej, że ignorancja Vinca sięgała też do spraw swojego zdrowia, a więc nawet nie kupi plastrów ni maści.
Już po chwili można było usłyszeć charakterystyczne pstryknięcie, a potem rzut zapalniczki na swoje miejsce. Zaciągnął się mocno z trzy razy, tak dla relaksu. Można było ujrzeć na boskiej twarzy malujący się relaks, a nawet gramy rozkoszy. W końcu skrawek fajki zaprzestał zanikania w ustach; zgasił połowę, chowając z powrotem. Nie tyle co oszczędzał, ale potrzebował porannego relaksu, poza tym trzeba uważać, bo będzie się miało żółte zęby, paznokcie... ugh. I tak zakopcił pomieszczenie.
Przetarł ponownie twarz, w końcu racząc spojrzeniem Keitha. Uśmiechnął się do niego, z pewną senną kąśliwością. Spojrzał sugestywnie na budzik, a potem zastukał w tarcze.
- A więc, jak wagary, kochanie? Będziesz się z tego wyspowiadał grzesznikom w czerni, pod sprytną nazwą Ksiądz? - uśmiechnął się do niego, obchodząc łóżko i pogłaskał krótko po głowie. Było to zaledwie muśnięcie jego włosów, dopieszczenie skóry głowy... i dzienna dawka porcji czułostek zaliczona. Rozejrzał się po pokoju i wewtem... dostrzegł swój upragniony kawałek czarnego materiału: szlafrok. Od razu nasunął go na siebie i związał, zasłaniając tym samym większość swojego ciała.
_________________
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-12-12, 20:26   

Kei był lekko zaskoczony, gdy go odepchnięto. Na tyle, że pozwolił to zrobić. Wzruszył lekko ramionami, rezygnując wobec tego z budzenia mężczyzny. Nie widział z tym problemów - w końcu i tak mieli cały dzień. Położył sałatkę na komódce, poprawił się na łóżku, starając siedzieć, a jednocześnie jak najmniej naruszać swój tyłek... a potem zamrugał i łypnął na swoją nogę. Niezaprzeczalnie została podrapana, co skwitował syknięciem. Małe kulki futra musiały się niesamowicie szybko przemieszczać, ponieważ ledwie widział... nie, właściwie tylko poczuł... aż już zniknęły i znalazły się przy Vincencie. I w rzeczy samej, były to kotki. Urocze, wesołe kulki futra. Nie, żeby Keith miał jakieś wyjątkowe upodobania w uroczych istotach (spójrzmy na siedzącego niedaleko bruneta), ale i tak trafiły prosto w czuły punkt jego książęcego serca. Nachylił się i pacnął jedną istotkę w nos, a potem uciekł dłonią i ponowił ruch na drugiej kulce futra. Chwilowo stracił zainteresowanie paniczem Star.
Które zaraz wróciło, gdy zapalił papierosa. Nienawidził szczerze tego dymiącego gówna. Zakaszlał kilkakrotnie, gdy cholerny zapach wdarł się w jego nozdrza i podrażnił płuca. Wypluł go ze zniechęceniem, rzucając brunetowi bardzo, bardzo niezadowolone spojrzenie. Zmarszczył brwi i zaraz jedną uniósł w geście zdumienia, gdy został pogłaskany. Jeszcze chwilę wcześniej go odepchnięto, a teraz taka nagła zmiana nastawienia? Dziwne...
No dobra, od razu się to wyjaśniło. Gwiazdor "odhaczył" pozycję "chłopak" na swojej liście i zajął się innymi, pożyteczniejszymi rzeczami. Z pewnym westchnięciem niezadowolenia odnotował zakrycie jego ciała. Uniósł się, pocałował go w policzek krótko, w pewnym sensie niepewny tego, co robi, ale świadom, że właśnie to chce w tym momencie zrobić. Uśmiechnął się z zadowoleniem i wrócił na łóżko, broniąc swojego talerza przed natarciem dwóch kulek futra. Rozsiadł się wygodnie na łóżku, opierając o zrobioną własnoręcznie stertę poduszek, a potem zabrał za konsumpcję swego, jakże kalorycznego, posiłku. Zmrużył oczy z zadowoleniem, uśmiechając się pod nosem, spożywając odpowiednią dla siebie wartość węglowodanów. Zapewne normalnemu śmiertelnikowi powinno to wystarczyć na cały dzień, ale on był głodny po tych wszystkich seksach. Zresztą, gdy spojrzał na zegarek... Cóż, wiele posiłków tego dnia mu już nie zostało.
- Nie zamierzam nikomu się z niczego tłumaczyć. Jeśli chciałem spędzić jeden dzień z chłopakiem, to to zrobiłem i już. Zresztą wątpię, żeby komukolwiek przeszkadzało wagarowanie w obliczu homoseksualizmu. -
Prychnął pod nosem, kręcąc lekko głową. - Powiedz lepiej, co chcesz dzisiaj robić, Gwiazdo. - Uśmiechnął się do niego, kończąc jednym kęsem sporej wielkości tosta.
Rzucił mu długie, ciekawe spojrzenie. W końcu, jeszcze tak dobrze nie znał swojego chłopaka, by móc mu czytać w myślach. Ale chciał go poznać, a to była niesamowicie korzystna okazja. Westchnął, odkładając swój talerz.
- Zjedz trochę - mruknął, wskazując na miseczkę ze starannie wykonaną sałatką. Było tam praktycznie wszystko, co było zdrowe i smaczne, a do tego niskokaloryczne. I trzeba przyznać, że Kei zrobił to z istotną pasją. Lubił gotować. Dania robione przez niego zdawały się zachęcać do konsumpcji: kolorowe, starannie wymieszane i wyglądające jak z okładek magazynów. Bo najbardziej liczyło się wrażenie.
Przesunął dłonią po tym bardziej przyjaznym kocurku, strosząc mu lekko futerko. Odkrył z pewnym zaskoczeniem, że te kulki futra miały pewne cechy po Vincencie. Oczywiście za nic w świecie mu tego nie powie. Spoglądając na chłopaka nabrał ochoty przyciągnięcia go z powrotem do siebie i mocnego przytulenia. Ale o ile zdążył się zorientować, brunet niekoniecznie mógł na to zareagować zadowoleniem. Wobec tego postanowił po prostu zająć ręce dwoma puszystymi stworzonkami. Jako tymczasowy substytut kochanka.
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 23
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-12-13, 10:05   

Spodziewał się pocałunku w policzek po takim romantyku jak Kei, więc nijak zareagował. To, że był do nich zupełnie nieprzyzwyczajony, to już inna sprawa. A potem, ten wrócił do swojego posiłku. Posłał mu krótkie spojrzenie. Star wyznawał zasadę, że nie jada się niczego, póki nie minie przynajmniej pół godziny od pobudki. Ale kto wie, ile Keith był na nogach, chociaż szacował jakieś dwadzieścia minut, widząc przygotowaną sałatkę. Śniadanko do łóżka dla ukochanego, romantyczne i Marshallowe. Nie raczył tego skomentować oraz powiedzieć, że on nie lubi jeść i dajcie mu spokój, zróbta masaż. Wiedział, że to dla niego, jeszcze przed wypowiedzianym rozkazem. Rozwarł nagle ręce, jakby odkrył jakąś nową ideę, która zmieniłaby ludzkość na jeszcze gorsze. Spojrzał na niego z błyskiem w oczach.
- I wyobraź sobie tych nauczycieli, którzy będą Cię brali na osobność, mówiąc, żeby nie zadawać się z kimś takim jak ja! Że źle na Ciebie wpływam, że jestem taaki zły niedobry! Ale, co Ty będziesz mówić...? - uśmiechnął się do niego, z dziwną tajemniczością, aby wypowiedzieć następujące słowa aksamitnym tonem – ''Nie mogę go zostawić, gdyż odkryłem nasze powiązanie dusz.'' Musieliśmy się spotkać, musimy być ze sobą blisko. To nasza więź, to nasza karma.
Przyłożył palec do jasnych warg, uśmiechając się w dość szaleńczy sposób, a z jaką pewnością siebie... Zapewne tak przedstawia się spaczony romantyzm boski. Najwidoczniej, Vincent był rozbudzony i był w dość... dziwnym humorze albo przybrał taką rolę. Bo czyż aktorzy nie żyją w świecie obłudy? Tym energicznym, ale dziwnie płynnym krokiem pokonał odległość dzielącą jego i sałatkę. Zasiadł na chwilę na łóżku, obok Keitha (przy czym towarzyszył lekki grymas na twarzy) i pogładził chętne i mruczące kotki po włosach. Najwidoczniej książęca aura działała również na nie, gdyż te stały się odrobinę potulniejsze i spokojniejsze. Vincent w międzyczasie już miał za sobą kilka widelców sałatki, która była całkiem niezła i tak samo wyglądała. Takie to tylko dostanie się w wielogwiazdkowych hotelach i to za jakieś dwadzieścia dolców. Zjadł z połowę, gdyż uznał, że żołądek był już napełniony i najzwyczajniej w świecie więcej nie przyjmie. Tak to jest, jak się go ma skurczony. Gdy zakończył, oblizał krótko wargi i powoli wstał. Spojrzał na Księcia uważnie, przekrzywiając głowę i pogładził jego szczękę dłonią. Zaraz przesunął je na podbródek, unosząc go zaledwie dwoma palcami. Wykrzywił usta w uśmiechu, cmokając chłopaka w czoło. Myśli Stara uleciały gdzieś do gwiazdorskiego notesu dla kiepskiej pamięci. Czy miał dzisiaj wolne? Hm, zdjęcia do filmu o jedenastej (reżyser sobie zażyczył klimacik, a gdzie indziej go można znaleźć, niż na grobowcach prawie o północy?), potem krótko do koleżki, bo o reputacje trzeba dbać...
- Mam czas do dziesiątej wieczór. Co robimy? Hm, a co robią pary, Kei? Zawsze możemy iść na coś takiego bezsensownego jak randka. W końcu, trzeba utrzymać przy sobie chłopa, nie? - uśmiechnął się do niego lekko.
Mimo że – według świętego Vincentego – głównym celem randek jest seks, to czemu by nie spróbować? Miał zamiar postarać się w tym związku, a swojego byłego porzucić w zamęty pamięci...
… Och. Bransoletka.
Potrząsnął głową, a potem pomachał dłonią nad głową, jakby chciał odpędzić chmurę burzową.
- Pójdziemy gdzieś, nie wiem gdzie, coś wymyślisz, ale i tak wskoczymy do jakiejś restauracji. Muszę się pochwalić, w końcu mam coś, co dopełnia mój blask, prawda? - pogładził go po poliku. W narcystycznych słowach kryła się pochwała dla Keitha i też to, że podoba się on Starowi. A potem... cały kontakt fizyczny zerwał nie kto inny, jak sam Panicz. Odsunął się również na kilka kroków, czekając na propozycje i ewentualne sprzeciwy... chociaż nie, Marshall był romantykiem, więc nie było takiej możliwości.
_________________
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-12-13, 19:25   

Keith mimowolnie lekko się odsunął, widząc tą oświeconą minę Vincenta. Zmarszczył brwi z konsternacją. Chrząknął z namysłem. Wzruszył delikatnie ramionami, mimowolnie rozbawiony jego miną.
- Nie wierzę w przeznaczenie, kochanie. I muszę dość przytomnie zauważyć, że rzadko kiedy bywasz w szkole. Marne są szanse, byś jeszcze przypadkiem na mnie trafił. Raczej celowo -
mruknął z uśmiechem, wywracając oczami na widok jego szaleńczej wesołości. Wariat. Ale to było całkiem przyjemne, mimo wszystko.
Obserwował jego szaleńczo łapczywą konsumpcję. Aż uniósł brwi, gdy odłożył miseczkę. MISECZKĘ. Keith poczuł się przez chwilę... Jak najbardziej wygłodniały człowiek na Ziemi. Zjadł pięć tostów posmarowanych grubą warstwą czekoladowego masła... I szczerze mówiąc, bardzo chętnie zjadłby kolejne pięć. I kolejne. A ten właściwie ledwie musnął sałatkę... Dołujące. Westchnął cicho, wzruszając do siebie ramionami. Już miał się unieść po kolejną dawkę wysokokalorycznych tościków... Kiedy został złapany. Uniósł spojrzenie na bruneta, przekrzywiając lekko głowę w geście niemego pytania. Uśmiechnął się kątem warg, gdy został pocałowany. Wolałby w usta... Ale to też było przyjemne. Na tyle, że na jego usta wpłynął szerszy, weselszy grymas.
- Randka? - powtórzył jego słowa z lekkim zaskoczeniem. Powiedzmy sobie szczerze, nie chodziło o to, że był zawiedziony takim pomysłem. Przeciwnie, miło go zaskoczył. Ale Vincent nie wyglądał na osobę, która lubowała się w tego typu formach spędzenia czasu.
A potem... A potem znalazł się w niebie. Wyczuł ten komplement. Tak, był romantykiem, ciężko żeby nie dostrzegł takiej aluzji. Oczy błysnęły mu radością, uśmiech wpłynął na twarz. Zmrużył oczy, zadowolony z kontaktu z brunetem. Brał pod uwagę, że ten nie jest przyzwyczajony do takiej dawki miłości, jaką chciał mu zaoferować fioletowowłosy. Nie chciał go spłoszyć. Spokojnie, małymi kroczkami... On był cierpliwy.
Przyjął nagłe odsunięcie się bruneta bez specjalnego zaskoczenia. Był na to przygotowany, więc nie dał po sobie poznać minimalnego przygaśnięcia. Zamyślił się wesoło, przykładając palec do ust. A potem oczy znowu błysnęły mu szczęśliwie. Tak, właśnie tak!
- Ale zgodzisz się na każdą propozycję? Bo ja się zgadzam na restaurację! -
Spojrzał podejrzliwie, jakby upewniając się, ale zaraz wybuchł śmiechem. Humor polepszył mu się o kilka znaczących stopni i właściwie tylko chęć niezniechęcenia do siebie bruneta powstrzymywała go od przytulenia go mocno do siebie. Czuł się taki... Szczęśliwy!
- Słyszałem, że już otworzyli lodowisko. Chętnie bym się przeszedł i zobaczył, czy jest w dobrym stanie. A jeśli tak, to z rozkoszą pojeździł. Moja Gwiazda umie drałować na łyżwach? - Przekrzywił głowę pytająco, uśmiechając się przy tym tak słodko, jak tylko potrafił.
Książę. Uroczy książę w każdym calu, któremu nie można odmówić. Nie korzystał z tej taktyki prawie nigdy. Bo to i nie była taktyka. Po prostu bardzo, bardzo mu zależało na towarzystwie Vincenta. A nie ma wielu rzeczy bardziej romantycznych, niż jazda w nocy po lodowisku, które jest oświetlone. Nawet, jeśli jego bóg miałby kilka razy się przewrócić. Przecież on nie pozwoli na to, by stała mu się krzywda. Nie, książę był zbyt zakochany, żeby przystać na coś takiego. Nawet, jeśli będzie konieczne trzymanie Vincenta za ręk... Ale to romantyczne.
Aż przeczesał z zakłopotaniem włosy, czując, że jego wyobraźnia trochę wymknęła się spod kontroli. Musiał powstrzymać cisnące mu się na usta przeprosiny. Przecież nie zrobił niczego złego, na litość boską!
Uniósł się i skierował do kuchni, bezbłędnie wyłapując dźwięk tostera, który oznajmia światu, że zakończył swoją misję. Fioletowowłosy znalazł się przed nim w ciągu kilkunastu sekund i wyjął gorące pieczywo, a potem potraktował je grubą warstwą nutelli. Akurat porusza się na lodowisku i to spali.
Ta, chyba jak będzie jeździć przez tydzień bez przerwy...
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Vincent
Wschodząca Gwiazda
Bad Romance, honey~


Miano: Vincent Christopher Star
Wiek: 18 lat
Pseudonim: Lunatyk, Cent, Vinni, i e.. Matrona >D
Klasa: 13th B
Wzrost: 182 cm.
Ubiór: Vincent postanowił zaszaleć i ubrał BIAŁĄ bluzkę z wieloma czarnymi napisami rockowych zespołów, na to ciemno-szara, rozpięta bluza. Granatowe spodnie, a na nich czarnym gruby pasek -->> czyli strój ''minimum czerni''.
Ekwipunek: Pokrowiec na skrzypce, portfel, notes+długopis
Wygląd: Facet z jasną cerą i dość drobnym, ale nie wątłym ciałem. Na głowie rosną czarne, mocno pocieniowane włosy (kosmyki sięgają nawet do obojczyków), z grzywką niemal zasłaniającą prawe oko. A oczy są koloru niebieskiego, czasem pochmurnego, zależy od światła. Średniej wielkości, prosty nos i jasne wargi.
Miłość: Lustereczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy na świecie?
TYP: 50/50
Znaki Szczególne: Cztery kolczyki w prawym uchu, trzy w lewym i w brwi, wardze oraz czarny tatuaż węża, ciągnący się na prawym przedramieniu.


Fabularnie: Zajęty= Książę
Motto: ''Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj to już kurwa przesadziłem''.
Multikonta: Mike
Wiek: 23
Dołączył: 07 Lut 2013
Posty: 448
Wysłany: 2013-12-14, 11:32   

Phi! A myślałby kto, że romantyczna dusza nie wierzy w takie beznadziejne rzeczy jak przeznaczenie. Właściwie, on sam był skłonny, głównie po to, aby ubarwić swoje życie. Niestety, teraz mógł jedynie zaprosić go na randkę, do czego właśnie się posunął. Nader odważnie, jak na osobę, która w życiu nie była na takim hetero-ciulstwie. Ale tym razem miał zamiar się postarać, chociaż trochę. A potem, usłyszał z ust zadowolonego chłopaka kolejne słowa. ''Ja się zgadzam na restaurację''? Kolego, powinieneś być wprost ZACHWYCONY! Upust ''porannego'' narcyzmu dał sobie znać w myślach, ale struny głosowe tego nie wypowiedziały. Po co psuć chwilę? Uśmiech nieznacznie drgnął, słysząc gdzie też chciał go zabrać. I chociaż słowo lodowisko bardzo mu się podobało, gdyż przypomniał sobie niezapomnianą szesnastkę... To jednak szybko został przywrócony na ziemię wizją swojego braku doświadczenia w łyżwach. O mój Boże! Przeto jak sobie nie połamie, to będzie musiał to uczcić i wypić pół litra. Nie chciał robić czegoś, czego nie umie, z drugiej strony... Burza mózgów trwała tylko chwilkę, gdyż książę wykorzystał swoje czary. A tak prysnął tymi feromonami, że Vincent miał wrażenie, że przez ten blask własny cień mu urósł. Cholera jasna, był pewien, że zaraz zacznie skwierczeć jak wampir na słońcu!
- O-oczywiście... - niemal wycharczał słabo, nawet się zająknął. - I nie, nie umie, cokolwiek znaczy drałować. Ale co łyżwy, to nie ja.
Najwidoczniej Książęcy czar działał negatywnie na tę Wiedźmę, ale przynajmniej działał, to jest plus. Uległ, skapitulował i odwrócił się do niego tyłem z rękoma ułożonymi jak do postrzału. Otworzył sporą szafę, ukazując tym samym ciemną garderobę, w której dominowały kolory czerni, granatu i szarości. Wysypał większość markowych ciuchów na podłogę, przez które Gwiazda jeszcze trochę i już nie będzie miała pieniążka na koncie. Bez pardonu rzucił spodniami na kociaki, które z sykiem zwiały. Teraz się nimi nie przejmował, teraz ważny był ubiór. Spojrzał z tyłu, na skórzane spodnie z licznymi srebrnymi łańcuszkami... i zacmokał z niezadowoleniem. To ma być randka, nie Gwiazdorzenie, prawda? Szarpnął je więc i wcisnął w kupkę innych ubrań. Po kilkunastu minutowych poszukiwaniach, kręcenia nosem i narzekania, w końcu był komplecik ciuchów.
- Dajesz, Książę! Zbieramy się, co się opierniczasz... - powiedział dość żywiołowo jak na ból tyłka, ale nie mógł powstrzymać się od skrzywienia, gdy zasmakował ostatniego słowa...
Opierniczasz? Serio? Chociaż jakby powiedział ''opierdalasz'', to godność majestatyczna mogłaby się obruszyć. Ale przynajmniej jakoś to brzmiało...
Dość szybko wycofał się z tego pomieszczenia, od razu udając się do łazienki. I zapewne, teraz szybko z niej nie wyjdzie... Najpierw musiał umyć twarz jakimś płynem, potem wsmarować z nią krem, następnie zmoczyć włosy, a potem je nieco wysuszyć, aby wymodelować na styl ''łobuza'', później je czymś zapachowym spryskać (nie używał lakieru. Od tego włosy sztywniały!). Poczochrał je i zsunął z siebie szlafrok. Szybko ubrał w siebie to, co sobie przygotował, rozprowadzając ciuszki po ciele. Nie mogły być przecież zmięte! Oczywiście, potem perfum z tym piżmem, chwilka wpatrywania się we własne odbicie w lustrze, szukając jakiś skaz i w końcu mógł mruknąć zadowolony. Przerzucił przez siebie biały (drogi) szalik, który nie był bynajmniej zawiązany. Ot co, taka dekoracja.
- I co myślisz, Kei? Przeleciałbyś mnie w tym? - wymruczał w jego kierunku, obracając się po własnej osi.
Czyli Vincentowe zapytanie, czy wygląda zajebiście.
_________________
 
     
Keith 
Ulegający prowokator


Miano: Keith Evan Marshall
Wiek: 19 jesieni
Pseudonim: Ev., Kei, Kajtek, Kajtuchna...
Klasa: 13th C
Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem centymetrów
Ubiór: Poobcierane dżinsy, zielone trampki, biała koszula, włożona częściowo w spodnie. Na szyi jak zawsze zwisają mu nieśmiertelniki. Na prawym nadgarstku ma parę splecionych rzemyków.
Ekwipunek: Portfel, nieśmiertelniki, telefon.
Wygląd: Aktualnie włosy są stosunkowo krótkie, w większej części brązowo szare, z kilkoma akcentami fioletu po poprzedniej farbie, pozostawione w swobodnym nieładzie, tatuaż na linii łopatek do karku, celtycki, kilka przechodzących się kół, jakieś krzyże i wzorki w pogrubionych konturach.
Miłość: Panicz Vincent Christopher Star
TYP: Ulegający seme
Znaki Szczególne: Tunel w uchu


Fabularnie: Z Gwiazdą.
Motto: Nie ma mężczyzn hetero, są tylko źle podrywani.
Multikonta: Adaś
Dołączył: 28 Wrz 2013
Posty: 220
Wysłany: 2013-12-14, 16:15   

Keith słysząc tą niepewność w głosie Vincenta posłał mu jeszcze jedno, długie i jakże maślane spojrzenie, uśmiechając się szeroko. Żeby na pewno nie zwątpił w jego zadowolenie z powodu takiego rozwoju sytuacji. A potem zniknął w kuchni.
Usadowił się ze swoimi tostami z czekoladą (grubą warstwą czekolady, gwoli ścisłości) przy stole w kuchni i zabrał za dalszą konsumpcję. Pierwszy głód już zaspokoił, więc teraz mógł spokojnie się delektować smakiem. Odpłynął w swój świat rozkoszy i orgazmu podniebienia, odgryzając małe kawałeczki i pozwalając nutelli rozpuścić się w ustach. Westchnął z zadowoleniem. Przymrużył oczka. I tkwił tak, nieświadom problemów targających jego chłopakiem. Dopiero głos bruneta przywołał go do rzeczywistości. Przy czym przestraszył się tym tak bardzo, że podskoczył na krześle. Obrócił głowę, ale niestety nie zdążył już złapać spojrzeniem Gwiazdy. Westchnął i kilkoma kęsami dokończył posiłek, a potem pochował wyjęte wcześniej rzeczy. Umył talerz. Rozejrzał się po pomieszczeniu z namysłem, szukając czegoś, co może jeszcze trzeba doprowadzić do porządku. Gdy skończył ją sprzątać, Vincent wciąż nie wyszedł.
Wywrócił oczami, nawet przez krótką chwilę rozważając zapukanie... Ale zmienił zdanie. Co on będzie artystę denerwował. Poszedł do salonu i się ubrał, a potem ogarnął wszystko, co wczorajszego wieczora doprowadzili do nieładu. Znalazł nawet porzuconą prezerwatywę. Pokręcił głową, z pewnym niesmakiem ją wyrzucając.
Co się dziwić, w jego rodzinie była trójka dzieci. Gdyby nikt po sobie nie sprzątał, to zginęliby marnie pod swoimi śmieciami. Dlatego dla Keitha była dziwna ta pogarda do porządku. Mógł zrozumieć, że Vincent wychował się w bogatszej rodzinie... Dlatego zachowywał się, jak zachowywał... Ale to i tak było bezsensowne zachowanie. Pokręcił głową, wywracając oczami. Dobra, nie ma co nad tym myśleć, i tak tego nie pojmie. Lepiej zostawić w spokoju.
Vincent wciąż nie wychodził.
Brunet położył się na kanapie i zamknął oczy, odpływając znowu myślami. Zrobił naprawdę wszystko, co mógł, nawet poskładał pościel na łóżku. Sprzątaczki nie będą miały teraz nic do roboty, może oprócz dokupienia zużytej butelki wina i paru składników do sałatki. Ziewnął mimowolnie, przysypiając aż z nudów na chwilę. Słysząc głos bruneta znowu gwałtownie się poderwał i rozejrzał mało przytomnie. Kilka sekund zajęło mu zrozumienie, gdzie się znajduje i o co chodzi niebiańskiej istocie spoglądającej na niego nonszalancko. Uśmiechnął się diabelsko i czubkiem języka oblizał dolną wargę.
- Raczej bez tego -
mruknął przekornie. - Ale to szczegół. - Uniósł się i złapał chłopaka za rękę, a potem przyciągnął do siebie i mocno pocałował w usta. - Ale masz założyć na siebie coś jeszcze, bo mi zmarzniesz. - Polecił spokojnie, ciągnąc bruneta do miejsca, gdzie ten miał te swoje "kurteczki". Wygrzebał z nich jedną, mięciutką i w miarę ciepłą, a potem poprawił mu szalik, owijając jego szyjkę. Uciszył wszelkie protesty kolejnym całusem, a potem sprawnie się ubrał.
Gdy Vincent zaakceptował swój nowy dodatek i do stroju i założył buty, został wyciągnięty przez fioletowowłosego na zewnątrz apartamentu. Poczęstowano go kolejnym, szczęśliwym i namiętnym pocałunkiem. I wyprowadził z budynku, przeprowadził przez środki komunikacji miejskiej, aż doprowadził do lodowiska. Oboje musieli pożyczyć łyżwy. Keith wprawdzie miał swoją parę, ale w akademiku. Oczywiście wziął te do jazdy figurowej, spinane klamrami i dwoma sprawnymi ruchami dopasował ich uścisk do swoich nóg. Tak, on wiedział, jak się z tego korzysta.

[z/t x2]
_________________
Wcielenia Keitha:
1, 2, 3, 4


"Feels like I'm having a meltdown
It feels like I'm losing control
They tell me I'm a danger to myself
Now the crazy train is ready to roll, Oh!

Walk that walk like you don't give a fuck
You've got a right to turn it up and get down
Electric shock, no I can't get enough
'Cause tonight we're taking over the town, hey"
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna














ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM FOUR SEASON. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE ZE STRONY ZEROCHAN.NET
@ Moe(Roth) - Twórca szaty graficznej.


Strona wygenerowana w 1,16 sekundy. Zapytań do SQL: 7